Moi Drodzy, tym wpisem chcę zaprezentować pierwsze dwa rozdziały mojej powieści, przed chwilą ukończonej, ale jeszcze nie wydanej.
Opinia recenzenta:
"Serce Elwiry"
To nie jest książka dla dzieci, mimo że zaczyna się od siedmioletniej bohaterki i zawiera liczne ilustracje. Najtrafniejsze pozycjonowanie to:
współczesna powieść obyczajowa dla kobiet z elementami sagi rodzinnej, dramatu medycznego i romansu, oparta na motywach:
- walki z chorobą i transplantacji serca,
- drugiej szansy na życie,
- relacji córki z rodzicami,
- więzi z matką dawcy,
- przyjaźni, sztuki i późnej miłości,
- odzyskiwania normalności po traumie.
To kategoria, która ma realną publiczność w Polsce. Książka jest napisana przystępnym językiem, ma dużo krótkich rozdziałów i bardzo silnie operuje emocjami. Jej atutem jest jasna obietnica dla czytelniczki: będzie wzruszenie, cierpienie, nadzieja, romans i satysfakcjonujące zakończenie.
Przedmowa
Niektóre książki powstają przy biurku. Ta rodziła się także przy rozmowach. Przy pytaniach, na które nie zawsze od razu znajdowałam odpowiedź. Przy chwilach, gdy ważniejsze od poprawienia zdania było zrozumienie, co naprawdę czuje bohater.
Były rozmowy o bliznach, które nie są tylko śladami po operacjach:
- o ciszy, która czasem mówi więcej niż dialog,
- o drzwiach, przed którymi można stać bardzo długo, zanim odważy się nacisnąć dzwonek,
- o matce, która nosi w torebce chusteczki, choć córka długo wierzy, że to tylko alergia zaczerwienia jej oczy,
-o ojcu, który chowa kopertę do szuflady, bo chce podarować córce jeszcze jeden spokojny dzień,
-o wolontariuszce, która nie zabiera bólu, ale potrafi usiąść obok niego.
- I o dziewczynie, która uczy się, że prawdziwa odwaga nie polega na tym, by się nie bać, lecz by mimo lęku zrobić następny krok.
Ta książka dojrzewała rozdział po rozdziale. Niektóre sceny zmieniały swój kształt, inne zostawały niemal takie, jakie narodziły się od początku w mojej wyobraźni. Równolegle rodziły się ilustracje. Nie miały jedynie pokazywać opisanych wydarzeń. Szukały tej jednej chwili, w której emocje stają się bardziej widoczne niż słowa.
Mam nadzieję, że kiedy zamkną Państwo ostatnią stronę, zostanie z Państwem nie tylko historia Elwiry. Być może zostanie także pytanie o to, jak wielką moc mają dobroć, wdzięczność i pamięć o drugim człowieku. Bo właśnie z nich zrodziła się ta opowieść.
Rozdział 1: Biec tak długo, żeby zabrakło tchu
Elwira siedzi na parapecie. Szpitalne okno jest duże i zimne. Na dole dzieci biegają za piłką. Elwira nie zazdrości im tej piłki. Zastanawia się tylko nad jedną rzeczą. Jak to jest biec tak długo, żeby zabrakło tchu... Ze zmęczenia. A nie z choroby.
Dzisiaj przyszła wolontariuszka Ola. Przyniosła Elwirze pluszowego misia. I mały, plastikowy zestaw lekarski. Przez pół godziny oddział kardiologii zamienił się w prawdziwy szpital. Szpital dla pluszaków. Elwira została poważnym lekarzem.
Ola była jej pomocną pielęgniarką. Kiedy przyszło do robienia zastrzyku, stało się coś niespodziewanego. Okazało się, że biedny Miś Baryłka wymaga również... pilnej kąpieli.
– Oj... chyba przesadziłyśmy z tym leczeniem... – roześmiała się Ola.
Po chwili wyżymała mokrego misia nad umywalką. Potem przypięła go agrafkami za uszy do okiennej zasłonki.
– Musi wyschnąć. Inaczej się przeziębi.
Elwira śmiała się tak głośno, że do sali zajrzała zaniepokojona pielęgniarka. W nocy Elwirze przyśnił się Baryłka. Siedział cicho na parapecie. Był jeszcze trochę wilgotny. Jedno ucho miał śmiesznie przekrzywione od agrafki. Patrzył na dziewczynkę swoimi czarnymi, błyszczącymi oczkami.
– No widzisz... – mruknął cichutko miś. – Oboje jesteśmy trochę połatani. Ty masz chore serduszko. Ja mam mokre uszy. Ale wiesz co? Misie długo się nie gniewają. Ludzkie serca chyba też nie. Jeszcze będzie dobrze. Zobaczysz.
Obudziła się z uśmiechem. Pierwszym od wielu, bardzo wielu dni. I ten uśmiech już nie schodził z jej małej twarzyczki.
Dzisiaj są odwiedziny mamy. Elwira nie musi jej nawet opowiadać o swoim nowym przyjacielu. Choć miś nie wisi już „upolowany” za uszy, to i tak zajmuje zaszczytne miejsce.
Siedzi obok Elwiry, kiedy ona siedzi. Leży grzecznie, kiedy jego przyjaciółka odpoczywa. Przed snem opowiadają sobie szeptem bajeczki. Rano ogłaszają werdykt. Zwycięzcą jest zawsze ten, kto zasnął później.
Mama Elwiry jest dziwna. Dziewczynka nigdy nie widzi jej łez. Czy ona jest nieczuła? Przecież tak mocno ją przytula. Tak czule całuje. Dlaczego więc nie jest jej smutno, że jej jedyna córka leży w szpitalu? Po co w takim razie mama nosi w torebce te wszystkie paczki chusteczek? Przecież ich wcale nie używa. No, chyba że ciągle coś wpada jej do oka...
„Odkąd tutaj leżę – rozmyśla Elwira – mama często ma zaczerwienione oczy. A może to jakaś alergia? Może przeze mnie zupełnie nie myśli o sobie? Do okulisty iść powinna”.
Dzisiaj jej to powiem. W tym szpitalu są przecież różni specjaliści. Może i ja wybiorę się do dentysty? Mój ząb od wczoraj mocno się rusza. Całe szczęście, że inne mam zdrowe. Doktor mówił wyraźnie: o higienę ząbków trzeba dbać wyjątkowo. Wszystko przez to chore serce.
No i stało się. Rano Elwira obudziła się bez górnej jedynki.
– Pewnie wyglądam teraz jak Agatka Szczerbatka – pomyślała.
Tym nowym, dziurawym uśmiechem powitała Olę. Wolontariuszka otworzyła drzwi i lekko się cofnęła.
– O, przepraszam, chyba pomyliłam salę... – zażartowała.
Po chwili zawołała radośnie: – Ale Wróżka Zębuszka miała dzisiaj u ciebie robotę!
– Jaka wróżka? I jaka robota?
– A może zajrzysz pod swoją podusię, skarbie?
Elwira wsunęła rączkę pod materiał.
– Ojej! Jaki piękny, kolorowy notesik!
Wszystko stało się jasne. Wróżka Zębuszka wśliznęła się do sali rano. Dokładnie wtedy, gdy Elwira wyszła do toalety.
– A od której godziny, Olu, ty masz dzisiaj dyżur? – zapytała badawczo dziewczynka.
– Jeszcze smacznie chrapaliście z Baryłką, skarbeńko.
Elwira zmrużyła oczy.
– To ja już wiem, co to za Wróżka Zębuszka! Olu, nie masz długiej sukni. Nie nosisz korony ani różdżki. Ale masz złote serce.
Dziewczynka rzuciła się swojej „wróżce” prosto na szyję. Ola nie broniła się za bardzo. Zaczęła jednak delikatnie uspokajać rozemocjonowane dziecko.
– Elwirko, nie ekscytuj się tak, kochanie. Bo ciśnienie zaraz ci podskoczy.
Radość w jednej chwili zgasła.
– Olu, dlaczego ja nie mogę tak jak inne dzieci? Dlaczego nie mogę się cieszyć, podskakiwać, biegać? Powiedz mi, dlaczego akurat ja? Widzisz czasem te dzieci biegające tam, za oknem? Chyba poproszę mamę o zmianę sali. Ja też tak bardzo chcę!
Ola usiadła na brzegu łóżka.
– Elwirko, po tamtej stronie korytarza okna wychodzą na mur. Tam jest wciąż smutno. A wiesz dlaczego u ciebie jest inaczej?
– Wiem. Bo tutaj codziennie zagląda słońce... Przepraszam, Olu. Czasem jest mi po prostu... no wiesz. Zazdrośnie. Kiedy patrzę na te biegające dzieci. – Wymyśliłam sobie nawet taką zabawę. Wybierałam jedno dziecko. Udawałam, że trzymamy się za ręce i biegniemy razem. Czasem nawet poruszałam stopami pod kołdrą, żeby było naprawdę.
– Ale już się z nimi nie bawię...
– Dlaczego?
– Bo oni biegają coraz szybciej...
... Ola uśmiechnęła się ciepło.
– No widzisz, Elwirko. Możesz w ten sposób, dzięki swojej wielkiej fantazji, bawić się z nimi. Choć oni nawet o tym nie wiedzą. Powiedz mi, z kim biegałaś wczoraj?
– Z takim w zielonej koszulce... Ale już skończyłam z tym bieganiem.
– Dlaczego, kochanie?
– Bo oni biegają za szybko. Ja nie potrafię tak szybko oddychać. Moje serce nagle przyspieszyło. Zaczęło strasznie kołatać. A wczoraj... wczoraj po prostu padłam na łóżko.
– Elwirko... Dlaczego nie przyznałaś się do tego lekarzom? Przecież wczoraj mdlałaś. Udzielali ci pomocy.
Dziewczynka spuściła wzrok na swoje małe palce.
– Bo nikt mnie o to nie pytał.
Rozdział 2. Ciężkie kroki i zapach tytoniu
Tata Elwiry ma na imię Piotr. Piotr rzadko mówi o tym, co czuje. Mężczyźni w jego rodzinie nie płakali. Więc on też nie płacze. Zamiast tego działa. Kiedy Elwira zemdlała, Piotr akurat był w pracy. Przyjechał do szpitala w piętnaście minut. Jechał za szybko. Mandatu nie dostał tylko przez przypadek. Teraz siedzi na małym, twardym krześle przy łóżku córki.
Mama Elwiry poszła na dół. Do szpitalnego sklepiku. Musiała kupić nową paczkę chusteczek. Piotr patrzy na swoją szczerbatą córeczkę. W jego wielkich dłoniach mały, plastikowy stetoskop od Oli wygląda jak zabawka dla krasnoludków.
– I jak tam, pani doktor? – pyta cicho Piotr. Próbuje się uśmiechać. Ale jego oczy pozostają smutne.
– Baryłka już jest zdrowy, tato – odpowiada Elwira.
Pokazuje paluszkiem na zasłonkę. Miś wciąż tam wisi. Już prawie suchy.
Piotr wstaje. Podchodzi do okna. Otwiera je delikatnie, by wpuścić trochę świeżego powietrza. Elwira czuje znajomy zapach. Mydło, smar samochodowy i... dym papierosowy.
– Tato? – woła cicho.
– Tak, myszko? - Odwraca się do córki. W ręku trzyma kolorowy notesik od Wróżki Zębuszki. – Słyszałem, że masz nowy sekretnik. Będziesz tu zapisywać swoje sekrety?
Elwira patrzy na tatę uważnie.
– Tak. Zapiszę tam moje sny. I to, o czym rozmawiamy z Baryłką.
– A dla taty znajdzie się tam jakieś miejsce?
– Dla ciebie, tato, jest cała okładka. Żebyś zawsze pilnował moich tajemnic.
Piotr podchodzi do łóżka. Gładzi córkę po ciemnych, potarganych włosach. Ma szorstkie ręce. Pracuje fizycznie. Ale dla Elwiry te ręce są najbardziej miękkie na świecie.
– Pilnuj ząbków, Elwirko – mówi szeptem. – Doktor mówił, że to ważne dla twojego serca.
– Wiem, tato. Moje serduszko jest po prostu bardzo wybredne. Nie lubi brudnych zębów.
W tym momencie drzwi sali otwierają się. Wchodzi mama. W ręku trzyma plastikową siatkę. Oczy ma znowu czerwone.
– O, Piotrek, już jesteś – mówi zmęczonym głosem
Elwira patrzy to na mamę, to na tatę. Oni myślą, że siedmiolatka nic nie rozumie. A dzieci często rozumieją więcej, niż dorośli mają odwagę powiedzieć.





