Translate

piątek, 17 stycznia 2020

NOTESIK WARSZAWSKIEJ NIKE



Dzisiaj na FB zauważyłam interesujący, a pod względem estetycznym - piękny, notesik z przegródkami z XVIIIw. 

Fot. Państwowe Muzeum Ermitażu w Sankt Petersburgu

Fot. Państwowe Muzeum Ermitażu w Sankt Petersburgu

Udostępniła go strona FB " Książka ze Strychu".

  To mnie sprowokowało do tego, aby odszukać mój maleńki notesik, który miał wewnętrzne karteczki tak  sfatygowane, że pozostały tylko okładki . Niestety, przeprowadzka zrobiła swoje. Okładki przepadły, za to zachował się metalowy notes mojego kochanego taty, który odszedł od nas 10 lat temu.


 Podchodzę do niego zawsze z pietyzmem, są w nim notatki, adresy, zapisane własnoręcznie przez niego. 


Większość adresów już, niestety, nieaktualna.
Znalazłam też swój pamiątkowy notes z Florydy (Daytona), który kupiłam będąc tam w 2000 r.


Co roku dostaję jako dodatek do czasopisma, notes z gumką, reklamujący redakcję periodyku. Są  to notesy reklamowe typu moleskine.
 Na prawdziwy, czyli oryginalny moleskine jednak nie choruję.


Moleskine – notatnik, który tworzy historię

Rafał Malicki ZWIERCIADłO 2 stycznia 2012


Nazywa się Moleskine – tak jak marka mediolanskiej firmy, która dekadę temu wypromowała go na całym świecie. Ma swoją stronę w serwisach: Facebook, Myspace i You Tube. Grywa w filmach („Diabeł ubiera się u Prady”, „K-Pax”, „Indiana Jones”). Na jego legendę zapracowały jednak bezimienne notatniki wytwarzane od dwustu lat przez małe włoskie manufaktury – na zamówienie pisarzy, malarzy i podróżników.

Wydaje się, że ten opięty gumką czarny, lekko zaokrąglony na rogach prostokąt z kremowymi kartkami, przedzielonymi tekstylną zakładką, sam w sobie gwarantuje natchnienie i sukces artystyczny. Sprzedawcy żartują, że amatorzy pisania, którzy nie potrafią zapamiętać nazwy, najczęściej proszą o „notes z gumką, którego używał Hemingway”. Tymczasem w moleskinopodobnych notatnikach swoje myśli zapisywali także bardziej „wiotcy” poeci i myśliciele, między innymi Guillaume Apollinaire i Jean Paul Sartre. Lubili je malarze: Vincent Van Gogh i Pablo Picasso.


Hemingwayowi z pewnością przypadły do gustu najistotniejsze cechy produktu – wytrzymałość i uniwersalność. Sztywne okładki, przywodzące na myśl książeczkę do nabożeństwa, pomagają współczesnym nomadom pisać lub szkicować na gorąco: wzdłuż i w poprzek, na kolanie, plecaku, nawet w powietrzu (nie potrzeba blatu). Pewnie zatrzymałyby też kulę wymierzoną w serce – ale o tym musiałby opowiedzieć sam pisarz-awanturnik. Boczne papierowe kieszonki (wewnątrz okładek) wchłoną każdą ilość biletów, rachunków restauracyjnych i innych karteluszków. Drobiazgi są tam bezpieczne – gdy zepniemy notatnik elastyczną tasiemką, nic się nie wysypie. Moleskiny wypełniane zbieranymi w podróży artefaktami szybko tracą linię i ze smukłych cegiełek zmieniają się w pękate beczułki. Wystarczy spojrzeć na dziennik podróżnika, muzyka i pisarza Paula Bowlesa (autora m.in. „Pod osłoną nieba”) lub manuskrypt podróżującego po Afryce ornitologa Jamesa Paula Chapina. Bruce Chatwin urządził się lepiej – on nie musiał upychać niczego między kartkami, bo przed wyjazdem do Australii zamówił aż sto notatników (zebrał w nich materiały do książki o kulturze Aborygenów: „Na ścieżkach śpiewu”).

Oryginalne moleskiny (przypominam: znak towarowy zastrzegła mediolańska firma Moleskine ® srl ) mają dziś dwa rodzaje okładek: twardą i miękką. Zwykle są czarne, choć istnieje limitowana wersja czerwona. Występują w trzech podstawowych formatach, przy czym najmniejszy mieści się w kieszonce marynarki. Raczej nie kupimy ich w podrzędnym sklepie papierniczym, prędzej w modnej księgarni, takiej jak warszawski Czuły Barbarzyńca (łudząco podobne notesy, innego wydawnictwa, za to o połowę tańsze, oferuje sklep z dizajnerskimi sprzętem domowym Red Onion). Czarną, intelektualnie obiecującą okładką warto pochwalić się w towarzystwie, dlatego posiadacz moleskina raczej nie przepuści okazji, żeby wyjąć go z torebki lub kieszeni i położyć niedbale na stoliku modnej restauracji. A jeśli go zgubi lub zapomni? Może swój egzemplarz odzyskać – pod warunkiem, że wypełni rubrykę wydrukowaną na pierwszej stronie: „in case of loss, please return to… as a reward: $ …”. Ciekawe, jaką Państwo wpisaliby sumę.

Współcześnie po notatniki tego typu sięgają głównie projektanci i dziennikarze. Pierwsi wybierają kartki gładkie, drudzy – w linie. Są też wersje w kratkę, zdecydowanie mniej popularne. Przynajmniej w Polsce. Cóż nie jesteśmy narodem matematyków. Wolimy być Hemingwayami.


Najbardziej lubię te maleńkie, podręczne, które kupuję najzwyklej w księgarni. Mogę go nosić w torebce. Zanotowane sa w nim numery telefonów, na wszelki wypadek, gdybym była np. odcięta od swojego telefonu i musiała skorzystać z cudzego.


 Przy okazji poszukiwań zdjęć do tego wpisu wpadła mi w oko notka na temat maleńkich notesików robionych samodzielnie przez naszą Warszawską Syrenkę.

Krystyna Krahelska to uczestniczka Powstania Warszwskiego, pseudonim "Danuta", sanitariuszka w oddziale bojowym, harcerka, autorka wierszy, pieśni zołnierskich AK.
Zachowało się po niej ponad 100 wierszy pisanych od dzieciństwa do... końca. 

Krystyna Krahelska
Krystyna Krahelska zginęła w Powstaniu Warszawskim w pierwszej jego godzinie. Śmiertelną ranę otrzymała od niemieckiego snajpera podczas ratowania rannego kolegi.



Z urywka książki (w Google) - Marii Marzeny Grochowskiej i Bohdana Grzymały-Siedleckiego pt "Krystyna Krahelska - obudźmy jej zamilkły śpiew" dowiedziałam się, że:

"bardzo rzadko ofiarowywała bliskim osobom wykonane przez siebie maleńkie notesiki z kilkoma wierszami, czasem ozdobionymi rysunkami. Zachował się w Zakopanem u Anny Górskiej, kuzynki, dziesięciokartkowy maleńki notesik formatu 8x9cm z dziesięcioma ( wg innych źródeł dwunastoma) wierszami zatytułowanymi '"Babie Lato".  
Dedykacja: "Hani - Krysia", Brześć nad Bugiem.

Jest to maleńki zeszycik z okładką papierową ozdobioną rysunkiem wieńca z kłosów i kwiatów . Niestety zdjęcia tego zbiorku wierszy tak pięknie przekazanemu kuzynce, nie mam, za to dysponuję wszystkimi wierszami, zamieszczonymi w notesiku.

Dla potrzeb tego wpisu podaję treść tylko jednego wiersza, od którego zaczerpnięto tytuł notesikowego zbiorku:

 BABIE LATO

 Po przebłękitnym niebie łatają nici pajęcze
 Ziemia się zamieniła jakby w zaklętą tęczę
 I kolorami się mieni I ciska pęki promieni 
Po bladym nieba błękicie latają nici pajęcze 
Ścielą się po koralowych ścierniskach zżętej gryki 
Na pozostałych źdźbłach owsa łamią się w letne (?) ogniki 
I niteczkami białemi  
Lgną do ornej ziemi 
Ścielą się po ugorach i rżyskach ściętej gryki 
I lecą, polatują w przesmutne jesienne ranki
I oplatają drzewca, ścięte leśne polana 
I opadają na pole I na przydrożne topole 
Niteczki babiego lata lecą w jesienne ranki 
A rozciągnięte wśród traw, , źdźbeł, między drzewami 
Mienią się, iskrzą setnemi brylantowymi blaskami 
Jakby promienne tęcze 
Mienią się przędze pajęcze 
Jesienią porozciągane po polach i między ( laskami?)

Zastanawiam się, jak mogło się tam zmieścić 10 czy nawet 12 wierszy, w końcu nie takich krótkich. Pani Krystyna, a kiedy je pisała, to była jeszcze Krysią, musiała chyba kaligrafować maczkiem.


 Może w książce jest fotka tego notesika, sprawdzę w bibliotece, może tę książkę mają. Na pewno to nie największy powód, aby ją wypożyczyć lub kupić, chociaż życiorys naszej NIKE poznałam dokładnie. Ale nigdy za dużo informacji o bohaterach, aby uchronić ich od zapomnienia.

A gdzie te notesiki nosimy?
Oczywiście w przepastnych torebkach. Jak śpiewa Irena Santor  o poezji damskich torebek, tam wszystko sie pomieści, notatnik też. Co prawda, nie wspomina, jakiego ów notesik jest rozmiaru.

" (...)O poezjo damskich torebek,
Olśnij nas odrobiną szaleństwa.
Super zdrowa karma dla kota,
Smycz, notatnik, karty tarota,
I poradnik tysiąc zdań dla pań,
Zdjęcie z podpisem drań,
Z totolotka kuponów tłumy,
Szminka, kredka, jakieś perfumy (...)"