Wczoraj usłyszałam opinię, że trochę się zaokrągliłam.
To brzmi bardzo niejednoznacznie.
Gdzie?
I czy korzystnie?
Niedługo cieszyłam się tym ostatnim przypuszczeniem, bo szybko okazało się, że chodzi raczej o opuchliznę nóg, która - ku mojemu rozczarowaniu - nie znika tak szybko, jak się spodziewałam.
![]() |
| art by Rafal Olbiński. |
Tej pani z obrazu opuchlizna nóg raczej nie grozi.
Wracając do mnie - na pocieszenie - odkryłam jednak pewien plus sytuacji.
Skóra na stopach zrobiła się jędrna jak u nastolatki.
Bez jednej zmarszczki.
Złudna to jednak pociecha.
A tu cieszyć się czy smucić, już sama nie wiem... pogoda letnia. Cichutko, nie ma wietrzyku, róże kwitną , temperatura dla jednych wymarzona, ale dla mnie przy tych nóżkach baleriny z glinianymi nogami .. trochę za wysoka.
No i to byłby odnotowany jedyny przypadek, kiedy kobieta cieszy się, że przyjdzie wkrótce czas, że pokażą się zmarszczki... na stopach.
Tak cieszę się... bo przed chwilą , dobrze, że nie widzieliście, a ja celowo nie uwieczniłam tego fotką.
Leżałam więc na kanapie w poprzek:
nogi wysoko oparte o oparcie,
głowa na dosuniętej ławie.
Konia z rzędem temu, kto potrafi sobie taki układ anatomiczny wyobrazić.
Czy mi się nudziło?
Nie, wcale... Modliłam się tylko, żeby Toffi nie wskoczyła mi na brzuch i nie rozpoczęła ceremonii lizania twarzy.
Na szczęście wyczuła chyba powagę sytuacji.
Ułożyła się obok na fotelu i obserwowała rozwój wydarzeń.
Bo - nie oszukujmy się - całość nie wyglądała całkiem normalnie.
Błoga bezczynność? Czy ja wiem? Bo muszę się przyznać, że w tym czasie..." dyrygowałam" stopami wyimaginowanym chórem. Tak... to jest jakaś sztuka, może niewysokich lotów, ale kiedy już stopy otęchną i palce są zwinne... to dla mnie pestka. Wywijam stopą w powietrzu we wszystkie potrzebne strony i gesty. Dziś nawet był oberek... To mi zostało we krwi... to dyrygowanie.
Ciekawe, czy inni dyrygenci tez tak mają, a jesli tak, czy maja odwagę się przyznać.
Taką metodę - leżenie z nogami w górze - sobie wybrałam, bo:
- "Wolnoć Tomku w swoim domku".
- Reszta domowników ( poza Toffi) w tym momencie była na wychodnym.
W autokarze wiozącym wycieczkowiczów non stop przez pół Europy, tej metody nie da się zastosować. A ja już takie nocne podróże mam za sobą.
Nogi spuszczone bez możliwości ruchu (poza krótkimi przerwami) nie wytrzymują. Puchną. Następnego dnia bieganina, zwiedzanie... nie ma szans na odpoczynek. Przechlapane...
Cwany turysta podczas nocnej drzemki współpasażerów cichaczem zdejmuje adidasy i przepocone stopy zawiesza na oparciu fotela przed sobą.
Prawie na ramionach sąsiada.
I wtedy pozostaje już tylko modlitwa, by ów sąsiad miał katar i chwilowy zanik powonienia.
Bo jeśli jest zdrów jak ryba i właśnie śni, że stoi w kolejce po ser pleśniowy…
to biada.
Nagle się obudzi.
Nieprzytomny. jeszcze nie otworzy oczu, a myśli:
"Toć to ten ser, o którym śniłem ktoś wyjął z plecaka i co... w środku nocy będzie go wcinał?
I nie poczęstuje?"
Jaka rada... zwijaj te nieperfumowane stopy z oparcia szybko i bezszelestnie.
Czy pomoże?
Wątpię... Zapach sera tak szybko nie znika.
<><><><><><><>⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj
WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję -najnowszy blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj