Translate

czwartek, 12 września 2019

PATENT NA UŚMIECH


Kto nam, Polakom, przyprawił  ponurą gębę?
Wg prof. Bogdana Wojciszki, to historia jest temu winna, bo przecież ponurość nie jest naszą cechą wrodzoną.

– To nasz kod kulturowy, ukształtowany jeszcze w XIX w. – mówi. – Zrobili to „odgórnie” ówcześni intelektualiści. Nie mieliśmy własnego państwa, przegrywaliśmy kolejne powstania i z tego wytworzył się swoisty sposób bycia Polakami i ofiarami, przekonanie, że inni wyrządzili nam zło. Do tego, że my też nierzadko komuś robiliśmy krzywdę, nie umiemy się przyznać. Cechuje nas więc głęboko anachroniczny, specyficznie romantyczny, martyrologiczny, mesjanistyczny wyraz twarzy i sposób zachowania, który staje się wyróżnikiem. To irracjonalne, bo od trzech pokoleń nie mamy zagrożeń zewnętrznych, nie ma wojen, a mimo to wolimy być ofiarami historii niż współczesnymi obywatelami. Chętniej myślimy o szlachetnym umieraniu, niż o codziennym trudzie i sprzątnięciu kupy po swoim psie. 
– Każdy naród – kontynuuje profesor – ma swojego malutkiego hopla. Rosjanie np. chętnie zajmują się specyfiką „rosyjskiej duszy”, która determinuje rozwój kraju w odróżnieniu od Zachodu. My natomiast mamy martyrologię. Młodzi ludzie są już trochę inni, ale zmiany tego kodu następują powoli. 

Profesor Rafał Rzepka, informatyk pracujący w Japonii nie widzi wielu masek ponuractwa na twarzach Polonii, prawdopodobnie dlatego, że krajowcy są bardzo przyjaźnie nastawieni i ponura twarz momentalnie by ich spłoszyła. 
Można jednak znaleźć także diametralnie inne podejście do problemu polskiego ponuractwa. 

Dr Jolanta Rosińska-Włodarczyk, zajmująca się psychologią emocji i motywacji, uważa, że Polaków nie można rozpoznać po ponurym spojrzeniu. 
Zdaniem dr Rosińskiej-Włodarczyk nie ma więc niczego takiego jak skorelowana z nacją mimika, bo ponurzy mogą być zarówno Anglicy, jak i Polacy, i podobnie zdarzają się u nich uśmiechnięte twarze.
– Spojrzenie zmienia się jak układ szkiełek w kalejdoskopie i pojedyncza sztuka, np. Polaka, miewa w ciągu dnia spojrzenie:
a) senne, 
b) zamglone, 
c) figlarne,
d) upojone itd. – zauważa.
Pozostajemy więc w niepewności co do tego, jacy jesteśmy. – Kultura uśmiechu jest sprzeczna z polską tożsamością – tłumaczy prof. Wojciszke. – Polaka nie można rozpoznać po ponurym spojrzeniu – utrzymuje dr Rosińska-Włodarczyk.
Źródło: Tygodnik PRZEGLĄD. Czy jesteśmy narodem smutasów

Nie chciałabym też  funkcjonować wśród fałszywych uśmiechów, jak   na niżej zamieszczonym obrazie. 


Świat pełen fałszywych uśmiechów by Gerhard Haderer 

Ale zdarzają się wyjątki wśród smutasów, np. Andrzej Waligórski.
Oto jego wiersz: 

PATENT NA UŚMIECH 

Od kiedyśmy przyszli na ten ziemski padół,
Uśmiech nigdy nie był naszą główną wadą.
Francuski jest lekki, ciężki jest tyrolski,
Angielski jest dziwny... Jaki jest ten polski?
Można to prześledzić już od wieków paru -
Nie lubi uśmiechu ni władza, ni naród.
Skrzetuski się nie śmiał w domu ani w polu,
Pan Zagłoba śmiał się, lecz po alkoholu,
Jagiełło był smutny jak cmentarne brzózki,
A Stańczyk? Wystarczy zobaczyć "Hołd Pruski"...
Spróbuj się uśmiechnąć nagle na deptaku:
- Ty się z kogo śmiejesz, cholerny ciapciaku?
W biurze przełożony uwagę ci zwraca:
- Żadne chichy-śmichy, tu jest, panie, praca!
Uśmiech na zebraniu też burzę rozpęta:
- On się śmiał z wytycznych oraz z prelegenta!
W szkole nauczyciel przy elementarzu:





- Ja ci się pośmieję, ty jakiś gówniarzu!
Student na wykładach też słyszy:
- Kolego, nasza ekonomia, to nic wesołego...
Nie śmiej się przed grzechem, podczas, i po grzechu:
- Ja ci się oddałam, a tobie do śmiechu...
Nie śmiej się bo kościół, urząd, sekretariat,
Każdy kto się śmieje to wróg albo wariat.
Więc kiedy mnie czasem ktoś zahacza krótko:
- Wam z jakich powodów jest tak wesolutko?
Wariackie papiery wydobywam z buta:
- Cretin satiricus chichrajtis acuta!

(Jednostka chorobowa wyżej wspomniana w języku łacińskim, wymyślona przez A.Waligórskiego na użytek zamieszczonej tu satyry to ostry satyryczny śmiech kretyna)

Poniżej - szczery śmiech Ludmiły w trakcie przeprowadzanego z nią wywiadu. 



O śmiechu pisałam wcześniej  w poście: "Smile" tutaj



a także w poście : "Śmiejąc się dożyjesz do setki" tutaj


i w poście : " Radość serca wychodzi na zdrowie" tutaj

Barbara Krafftówna - Uśmiechnij się - YouTube









KONIEC - KROPKA, GRÓB - MOGIŁA

Eduardo Kingman (1913-1998) 

Dokąd i w jakim celu, człowieku, tak pędzisz?  
Niektórzy wspinają się po szczebelkach kariery zawodowej, czy politycznej, inni wypinają pierś na ordery, marzą o sławie i jednocześnie  napełniają swoje trzosy. Pod koniec kariery zawodowej oczekują jak najwyższej emerytury.

A tu los może dać prztyczka w nos i plany wezmą w łeb.

Kabaret Elita miał w swoim repertuarze na tę okoliczność odpowiednią piosenkę. Niestety, nie ma jej zarejestrowanej na YouTube, może ze względu na jej wydźwięk polityczny. Co więcej, tekstu, a zatem i jego autora, też w internecie nie ma. Na szczęście zachowała się rejestracja z występów na żywo, co na końcu tego wpisu zaprezentuję.
Tekst spisałam z odsłuchu.

PCHŁA

Wobec życia mówić przykro,
Każdy z nas jest pchełką mikro,
Lub, jak twierdzą erudyci,
Jest dokładnie całkiem tyci.

A więc dobrze robisz ty,
Świat oceniasz okiem pchły.

Nie podskakuj, mała pchło,
Życie mija i już po,
Już po tobie, pchełko miła,
Koniec, kropka, grób, mogiła.
Po co więc na oślep gnasz?
Lepiej  życiu w nos się śmiać!
Wyluzować, wyhamować,
Przystopować, pofolgować,
Bo czyś biedak, pies czyś boss
Jeden nam pisany los.

Człowiek walczy i haruje,
Podskakuje, awansuje,
Po szczebelkach pnie się w górę
Licząc na emeryturę.
Wreszcie, gdy nabije trzos,
Los mu daje prztyczka w nos.

Nie podskakuj, mała pchło,
Życie mija i już po,
Już po tobie, pchełko miła
Koniec, kropka, grób, mogiła.
Po co więc na oślep gnasz?
Lepiej  życiu w nos się śmiać,
Wyluzować, wyhamować,
Przystopować, pofolgować,
Bo czyś biedak, pies czyś boss
Jeden nam pisany los.

Sny o sławie i potędze,
O orderach i urzędzie
Śnią przeróżni politycy
I z lewicy , i z prawicy.
Warto, by im przerwał  sen
Dość brutalnie refren ten.

Nie podskakuj, mała pchło,
Życie mija i już po,
Już po tobie, pchełko miła
Koniec, kropka, grób, mogiła.
Po co więc na oślep gnasz?
Lepiej  życiu w nos się śmiać,
Wyluzować, wyhamować,
Przystopować, pofolgować,
Bo czyś biedak, pies czyś boss
Jeden nam pisany los.

Eduardo Kingman (1913-1998)

W zamieszczonym odsyłaczu poniżej, można m.in. znaleźć i odsłuchać powyżej zacytowaną treść piosenki "Pchła" w wykonaniu Kabaretu ELITA na 6 pozycji na stronie kabaretelita.pl  tutaj

POLONIA I MY


Miss Polonia Florida 2019 – PolishFloridaBiz.com

Nie wiem, ilu osobom około 20 lat temu,  popsułam krew, kiedy do mojej  pracy specjalny kurier z Ambasady USA dostarczył mi wizę na 10 lat , podczas kiedy wnioskowałam tylko o 2 tygodnie?
 Ale najdziwniejsze dla tych obserwatorów było w przyszłości to, że z tej "puli" 10- letniej wykorzystałam... tylko 2 tygodnie. I żeby nie było... nikt mnie stamtąd nie wyrzucał, więcej...moja  rodzina amerykańska oferowała mi i mężowi legalny biznes na Florydzie (działalność gastronomiczną przy plaży obok Daytona - w Orange Port). Nieruchomości do zamieszkania niedaleko plaży były tam w zasięgu ręki.
Po prostu - USA nie było moim największym marzeniem, jako nieosiągalna dla wielu ziemia obiecana. Wystarczająco dobrze było mi i jest w Polsce.


Dorota Malesa  w swej książce "Ameryka.pl. Opowieści o Polakach w USA" pisze m.in. o chorej zawiści, o obchodzeniu prawa przez nielegalnych imigrantów.

W wywiadzie dla Rzeczypospolitej opowiada, dlaczego   temat Polonii  zainteresował ją.

Otóż, jak wyjaśnia w wywiadzie dla Rzeczpospolitej, ciekawa była, jak "(...) wygląda dziś życie Polaków w społeczności, w której zabrakło dopływu świeżej krwi. I gdzie podziali się ci wszyscy ludzie, którzy kiedyś zamieszkiwali Greenpoint w Nowym Jorku i Jackowo w Chicago - czyli dzielnice, które, choć nadal z Polską się kojarzą, to dziś już prawie nie mają polskiego charakteru".

Opisała w tej książce różne historie Polaków, min. polonijnej impresario, której nie udało się sprzedać biletów na koncert jednego z polskich zespołów. "(...)Zamiast więc załatwić sprawę uczciwie, miała donieść do amerykańskiego urzędu imigracyjnego, że słyszała, iż zespół chce nielegalnie pozostać w Stanach na zawsze. Ta grupa podobno została cofnięta z granicy do Polski - być może do dziś nie wie, z jakiego powodu (...)".

Dzisiaj odwiedziny naszych rodaków z USA nie są czymś wyjątkowym, ale były czasy, kiedy traktowano je zgoła inaczej.

Łączność nasza, macierzy  z Polonią, ma różne odcienie.
 Jak to widział satyryk Andrzej Waligórski (jeszcze za czasów Busha) przedstawiam w poniżej zamieszczonym utworze.

Łączność

Brzmią mazury, polonezy,
Trzeszczy w stawach i platfusach,
Lśnią łysiny i protezy -
Przyjechali nasi z USA!!!
Duje sobie wietrzyk świeży,
Słonko gości opromienia,
Przyjechali do macierzy
Z dularami po kieszeniach!
Dolar - pieniądz niezbyt pewny,
Podupada coś ostatnio,
Lecz my ocalimy krewnych,
Ochronimy dłonią bratnią!
Tu nie wpadną w żadną bidę
Tutaj Bush ich nie dopadnie:

Ileż krzyku i wesela,
Wszędzie radość, śmiech, zadyszka.
Góralskiego rżnie kapela,
Bigos rżnie rodaków w kiszkach,
Gospodyni rżnie kurczęta,
Rzeźnik wieprzki rżnie seryjnie.
Rodak - patrzy na dziewczęta
Nostalgiczno-aluzyjnie,
Rżną juhasy smrek wspaniały
Na ognisko polonijne,
Huta "Julia" rżnie kryształy
Na prezenty tradycyjne.
Ech, potężnie, ochędożnie
Rżną hołubce, rżną zychycka,
Jutro srogi katz ich dorżnie,
Niczym rezun - obszarnika.

No, a teraz bez litości,
Mimo krzyków "rany boskie"
Poubierać trzeba gości
W stroje chińskie lub krakowskie.
Próżno wije się staruszek,
Nie uniknie tej mordęgi:
Już mu wiążą koło uszek
Wielobarwne, długie wstęgi,
Rogatywkę mu na włosy
Tak wbijają, że nie spadnie
I piór pawich całe stosy
Mu wtykają, gdzie popadnie,
I dzwoneczki, żeby dzwonił
I gumiaki mu czerwone,
I powstaje cud: lajkonik
Skrzyżowany z pataszonem.

Już po takich dwóch tygodniach
Pozostawszy prawie nago,
Rodak w pożyczonych spodniach
Daje dyla do Chicago.
Ale długo nie posiedzi,
Nie wyleczy bólu głowy,
Bo już wkrótce go odwiedzi
Polski zespół rozrywkowy!

Trzeszczy w stawach i platfusach,
Lśnią łysiny i protezy,
Odwiedzili nasi USA!
Duje sobie wietrzyk świeży,
Słonko gości opromienia,
Przyjechali wprost z macierzy
Z...paprochami po kieszeniach.
I wnet w parafialnej sali,
Gdzie bilety po dolarze,
Będą  dziadka rozśmieszali
Scen stołecznych luminarze.

Ale to już będzie miłe,
W Polsce - ja się wygłupiłem,
Tutaj - ty się szmacisz, błaźnie!
Błazen tańczy, zespół smuci,
Jaka praca, taka płaca,
Grunt, że się ten wyjazd zwróci!
Mnie - na samą myśl się zwraca...