Zjazd szklaną windą na dół minął im w radosnej atmosferze, a gdy tylko całe towarzystwo z powrotem postawiło stopy na pokładzie statku „Le Coquelicot”, nostalgiczny nastrój z Wieży Eiffla natychmiast ustąpił miejsca czystej, paryskiej energii. Noc nad Sekwaną była wyjątkowo ciepła, a kolorowe lampiony odbijały się w falującej wodzie niczym małe, tęczowe iskierki.
- No, chłopaki, koniec tego rozczulania się w chmurach! – zawołał dziarsko Gerard, zdejmując marynarkę i z wielką ulgą zakładając na ramiona skórzane pasy swojej guzikowej harmonii. – Czas pokazać naszym polskim przyjaciołom, jak bawią się starzy urwisi z Montmartre’u! Marc, łap za pudło!
Stary kontrabasista Marc tylko mruknął z zadowoleniem pod nosem, uderzył dłonią w grube struny i z instrumentu wydobył się potężny, pulsujący rytm, od którego deski pokładu aż zaczęły drżeć. Zaraz za nim Gerard ruszył z ognistym, tradycyjnym paryskim walcem musette. Muzyka była tak skoczna, tak zaraźliwa i pełna życia, że nie dało się ustać w miejscu.
Ivo nie czekał ani sekundy. Spojrzał na Annę z tym swoim błyskiem w oku, złapał ją mocno w pasie i porwał na sam środek drewnianego pokładu.
- Tańczymy, kochanie! - zaśmiał się, kręcąc nią tak dynamicznie, że jej jasne włosy zatańczyły w powietrzu.
Anna na początku aż pisnęła z zaskoczenia, ale już po chwili głośno się roześmiała, całkowicie poddając się rytmowi. Wirowali między stolikami, pod tymi wszystkimi kolorowymi lampkami, a jej biała sukienka falowała w takt szalonego akordeonu Gerarda. Ivo prowadził ją pewnie, z ogromną lekkością, a z ich twarzy nie schodziły promienne uśmiechy. Wszystkie troski, tęsknota za Maksem i zmęczenie podróżą nagle odpłynęły gdzieś daleko z prądem Sekwany.
Pierre stanął przy mikrofonie z gitarą, podrzucając rytmicznie swój kapelusz z makiem, i zaczął śpiewać pełnym głosem, zarażając humorem wszystkich wokół. Nawet niewidomy Ives siedział na swoim krześle, tupiąc rytmicznie nogą w rytm muzyki, a jego wierny pies machał wesoło ogonem, jakby on też chciał dołączyć do tej nocnej zabawy.
Ludzie spacerujący po kamiennym nabrzeżu Sekwany zatrzymywali się, klaskali w dłonie i machali do nich z uśmiechem. Na tym małym, drewnianym statku właśnie działała się najprawdziwsza magia – muzyka starych przyjaciół połączyła się z młodą, polską miłością w jeden wielki, radosny taniec, który mógłby trwać aż do białego rana.
(c.d. nastąpi)
<><><><><><><><><><><<><<><><<><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

