Translate

wtorek, 15 marca 2016

STAŻ W ADMINISTRACJI

     


 To były pierwsze dni  mojej pracy w biurze, w dziale administracji, po tym, jak zakończyłam roczną karierę pedagogiczną.

   Nasz biurowy pokój usytuowany był w łączniku między głównym biurowcem a świetlicą/stołówką złączoną z kuchnią przyzakładową.  W jednym pomieszczeniu urzędowali: kierowniczka działu, 2 maszynistki oraz moja skromna początkująca osoba. Inaczej mówiąc babiniec. 

    O czym rozprawiają kobiety w godzinach pracy?
 O wszystkim, o wszystkich i o garach. Tym razem jedna z maszynistek chwaliła się nowym przepisem na jakieś ciasto. Tyle lat minęło, skąd mam pamiętać, czy to był murzynek czy jakiś inny przekładaniec. Nie wiem, to nie jest  istotne, bo sprawa dotyczyła pewnego nieporozumienia. 

   Szefowa postanowiła według przekazanego ustnie przepisu, upiec zachwalane ciasto w domu, już tego samego dnia, po pracy i przynieść nam następnego dnia do porannej kawki.

   Jeśli podajesz koleżance przepis kulinarny, to nie z głowy. Zawsze udowodnisz, że zakalec w cieście, to nie twoja wina, ale nieudolność twojej koleżanki.

   Następnego dnia szefowa wpadła do biura, jak chmura gradowa, wymyślając maszynistce, że przepis musiał być niekompletny, bo z ciasta powstała klucha.

    Nic nie pomogło tłumaczenie koleżanki, że wszystko było prawidłowo przekazane, może mąka nie taka, a może jajka nie świeże. Nic to, dostała od szefowej za zadanie, jeszcze tego samego dnia, w godzinach pracy, zdobyć składniki do ciasta. Niech udowodni, że przepis, jaki podała był właściwy. Kucharki z kuchni (podległe pracownice szefowej administracji) pożyczyły prodiż. 


    Problemem było ukrycie procederu, bo co rusz ktoś wchodził z brudnopisem do przepisania na maszynie, aby po chwili dokument odebrać. 


  Szefowa postanowiła prodiż ustawić za moim biurkiem, na koszu do śmieci, podkładając coś pomiędzy, aby nie wywołać pożaru.  

  Wszystko mogłoby  odbyć się bez kłopotu, gdyby nie zapach świeżego ciasta, unoszący się nawet na piętro biurowca. Drzwi nie mogły być zamknięte, bo wchodzącym do pokoju  koleżankom i kolegom wciskałyśmy ciemnotę, że kuchnia na deser przygotowuje tego dnia smakołyki, a zapach własnie stamtąd do naszego pokoju się wciska. Rzeczywiście pomieszczenie naszej pracy było usytuowane jako pierwsze przy świetlicy-stołówce.

   Ciasto jakoś tym razem się udało. Chyba ten przepis ustnie przekazany miał jednak błędy, bo kto śmiałby szefowej zarzucić brak umiejętności kulinarnych.

   W najgorszej sytuacji postawione były przez nas kucharki, bo załoga po 15-ej rzuciła się do stołówki i w żaden sposób  nie można było ją przekonać, że na deser nie będzie smakołyków. 

STOLICZKU, NAKRYJ SIĘ!

    


     Co ten wpis ma wspólnego z bajką braci Grimm?
Jest taki wspólny element. Nie zawsze zaklęcie działa. Szczególnie można zawieść się, kiedy człowiek jest bardzo pewny swego.

     Przed przejściem "w stan spoczynku", tj. tuż przed emeryturą, trapiły mnie obawy, czy z tej laby będę zadowolona. Przecież nie wykręcę się mężowi, że nie zdążyłam przygotować na czas obiadu, bo....(mogłabym znaleźć 100 wykrętów), mimo, że już nie pracuję. 

    W czasie mojej wczesnej aktywności zawodowej, na pytanie rodziny, czy może łaskawie już przygotowałam posiłek, odpowiadałam:
-  Ależ, oczywiście, kochani. O tej samej godzinie wróciliśmy z pracy, ze szkoły, więc pewno ugotowałam obiad pod biurkiem (i tu padało imię kolegi z pracy).

   A teraz? 
Nie było wyjścia, wzięłam problem za rogi i tak mi weszło w krew pichcenie obiadków na godzinę 15 min. 10, że mój wolny czas nie poniósł nawet większego uszczerbku. 

   O, św. Paschalisie Baylon (patron kucharzy- gdyby ktoś się zastanawiał), dałbyś mi jakiś cudowny stoliczek, może byłoby mi jeszcze lepiej. 

  Nie dał mi,  ale wydaje mi się, że zmienił adresata. To mój mąż miał takie przeświadczenie, że wystarczy przekroczyć próg jadalni i stolik nakryty. Tak, tak, to moja wina. Ale jestem trochę grzeszna, zazdrość zakiełkowała o ten podarunek św.Paschalisa i stworzonko z kopytkami i czerwonymi różkami podpowiedziało mi sposób, jakby tu kochanemu mężusiowi zachwiać ufność w punktualność obiadku.

   Jeszcze muszę dodać, że przed każdym posiłkiem odmawiamy modlitwę. Stosujemy jedną z kilku wersji:

"Panie Jezu, nasze słonko, pobłogosław to jedzonko." 
To taka dla milusińskich, jeśli zaproszeni są do wspólnego stołu.


Morgan Weistling 

Dorośli mają inną:

"Panie Jezu, pobłogosław te dary, które będziemy razem spożywali i naucz nas dzielić się chlebem i radością z tymi, którzy tego nie mają".

   Mąż zawsze po przyjściu z pracy, przywitaniu się, umyciu rączek, przekraczał próg jadalni i w skupieniu rozpoczynaliśmy wyżej wymienioną modlitwę, po czym zasiadał do stołu i zaczynaliśmy "ucztować".

   Tym razem wchodzi do pokoju ze spuszczonymi oczami, w skupieniu odmawia modlitwę, otwiera swoje zdumione oczęta i ...czy go wzrok nie myli? Stoliczek nie nakrył się!

    Mamy cię! A czego wielmożny Pan spodziewał się? To nie bajka braci Grimm, chociaż i tam stoliczek najstarszego syna krawca został podmieniony i zaskoczył swoją niemocą.

    Dobrze, że to nie bajka o kijach samobijach, choć ten najmłodszy syn (w bajce "Stoliczku, nakryj się") otrzymał w prezencie worek z takim kijem i wypróbował go na plecach złodzieja karczmarza. 

    Nie chcąc znaleźć się w skórze karczmarza, po stłumieniu naszego śmiechu, szybko wyjęłam ukryty, przygotowany posiłek i ustawiłam już nie na cudownym stoliku, ale na rozsuwanej ławie. 

    Może przynajmniej mąż zabierze mnie na kolację przy świecach (ale jestem naiwna)?

 

    Na koniec, przytoczę uwagę kolegi, który mówi, że   on nie musi się przed posiłkiem modlić, bo jego żona dobrze gotuje. Czyżby czytał moją "Kaczkę dziwaczkę"?

    Zupełnie nie wiem, co miał na myśli? 
Rogaty stworek do żadnego przytrucia mnie nie namawiał, ani teraz, ani nigdy przedtem.

<><><><><><><>

  Dzisiaj już wiem, dlaczego ten stolik nakrywał się tylko na życzenie męża. Niewłaściwie ulokowałam swoje modły. Św. Paschalis to patron kucharzy, a kucharki za patronkę mają   św. Wiboradę ( zresztą nie tylko ją).  

 O św. Wiborado, czy musisz być tak zasadnicza? Nie możecie tam współpracować? Trochę elastyczności.

O, po tej tyradzie, to na pewno przypalę za karę zupę.