Translate

środa, 19 maja 2021

ROZCZAROWANIE


Mimo, że plany na wieczór mogłyby być takie:

Czarna kawa

Zastawa na dwoje nas
Rozmowa gotowa i flirt
Czarna kawa, zabawa
Tak mija czas
Porywa nas życia wir


Życie na dancingu tym
Jak bajka jest
I krótki, piękny sen
Dni mijają pośród czarujących sjest
I pełnych wrażeń scen





ale zdarza się, że może dzień rozpocząć zupełnie inaczej: 

Poranne śniadanie
tłumaczenie: Ewa Fiszer

„Poranne śniadanie” to wiersz Jacquesa Préverta (1900-1977) napisany w 1945 roku i opublikowany w jego zbiorze wierszy „Paroles” w 1946 roku.

Nalał kawy
Do filiżanki
Nalał mleka
Do filiżanki
Wsypał cukier
Do kawy z mlekiem
Małą łyżeczką
Kawę zamieszał
Wypił kawę
Filiżankę odstawił
Bez słowa
Papierosa zapalił
Kółka z dymu
Puszczał sobie chwilę
Strząsnął popiół
Do popielniczki
Bez słowa
Bez spojrzenia
Wstał
Włożył kapelusz
Na głowę
Włożył
Płaszcz od deszczu
Bo padało
I wyszedł
Na deszcz
Bez słowa
Bez spojrzenia
A ja głowę
W dłoniach schowałam
I zapłakałam

Wiersz "Poranne śniadanie" czyta (uroczym głosem) w oryginale (francuski): M. Gilles-Claude Thériault



Tak też mogłoby  być...


Cud na śniadanie
Elisabeth Bishop
Tłumaczenie: Stanisław Barańczak

O szóstej rano czekaliśmy na kawę,
czekaliśmy na kawę i miłosierny okruch,
które mieli podawać na pewnym balkonie
– niczym gestem dawnych królów albo cudem.
Było jeszcze ciemno. Jedną nogą słońce
stanęło pewnie na długich falach rzeki.

Pierwszy prom dnia przekroczył właśnie nurt rzeki.
Było zimno, więc mieliśmy nadzieję, że kawę
podadzą bardzo gorącą, widząc że słońce
nie zamierza nas ogrzać; i że każdy okruch
to będzie bochen, posmarowany cudem.
O siódmej jakiś człowiek zjawił się na balkonie.

Przez jedną chwilę stał samotnie na balkonie,
nad naszymi głowami patrząc w stronę rzeki.
Służący wręczył mu rzeczy, które miały stać się cudem,
to znaczy w filiżance jedną jedyną kawę
oraz jedną bułkę, z której każdemu wydzielił okruch,
z głową, by tak rzec, w chmurach – a wraz z nią słońce.

Czy on zwariował? Cóż najlepszego, o słońce,
próbował zrobić na tym swoim balkonie!
Każdy otrzymał jeden dość twardy okruch,
który wielu strzepnęło pogardliwie do rzeki,
oraz jedną kroplę w filiżance na kawę.
Część z nas została w pobliżu, tęskniąc za cudem.

Opowiem, co ujrzałam później; nie było to cudem.
Piękną willę oświetlało słońce,
a zapach od drzwi zwiastował gorącą kawę.
Fronton o dziwacznym, białym, gipsowym balkonie,
dodanym przez ptaki gniazdujące wzdłuż rzeki
– widziałam to wpatrzona jednym okiem w okruch –

oraz galerie i marmurowe komnaty. Mój okruch
moja rezydencja, stworzona dla mnie cudem
przez wieki, pracą owadów, ptaków oraz rzeki
szlifującej kamień. Co dzień, gdy świeci słońce,
w porze śniadania siadam na moim balkonie,
wygodnie układam nogi i litrami piję kawę.

Zlizaliśmy okruch i przełknęliśmy kawę.
W oknie na drugim brzegu rzeki błysnęło słońce,
jak gdyby cudem, na niewłaściwym balkonie.

Czy są to przykłady  rozczarowania?
A co to  właściwie jest to rozczarowanie?

Na przykład po niemiecku rozczarowanie to Enttäuschung, czyli dosłownie: zaprzestanie mylenia się. Täuschen oznacza mylić, oszukiwać, przestawić coś na inne miejsce. A więc Enttäuschung, rozczarowanie, to przywrócenie na swoje miejsce.

W polskim źródłosłowie rozczarowania jest słowo czarowanie, a to z kolei pochodzi od czar – prasłowa obecnego w wielu słowiańskich językach. Czar, czereti oznaczało kreślić linie, ponieważ kapłani czy magowie kreślili linie nad osobą, dla której pragnęli odmiany.

Zatem roz-czarowanie jest odejściem od czegoś magicznego. No właśnie! Dlaczego więc rozczarowanie ma raczej konotacje negatywne? Gdy mówimy komuś, że nas rozczarował, to jest to zarzut. Stwierdzamy w ten sposób coś bolesnego. Jest nawet taka zbitka frazeologiczna: „bolesne rozczarowanie”. Rozczarowanie wiąże się z cierpieniem, ale niekoniecznie z bólem. Ważne, żeby odróżnić ból od cierpienia. Wiele osób czuje ból, ale nie doświadcza z tego powodu cierpienia. Ból jest nieodłącznym aspektem życia, w większości przypadków nie możemy go uniknąć, możemy jedynie – przy pomocy wielu środków przeciwbólowych – stłumić jego percepcję. Na zniesienie cierpienia nie ma żadnych środków farmaceutycznych, nie ma pastylek na zmianę rzeczywistości. Cierpienie bowiem to stan psychosomatyczny, który pojawia się, gdy to, co jest, nie zgadza się z naszymi pragnieniami, marzeniami.
(Charaktery.pl)

Ja np. nie marzę o śniadaniu u Tiffaniego, żeby się nie rozczarować. 


Przecież mam wyobraźnię i mogę sobie... np. z humorem "sprefabrykować" scenkę, jak z filmu. I na razie mi to wystarczy. A jeśli kiedyś tam będę... tym lepiej.


Na pocieszenie krótkie video o kulisach filmu "Śniadanie u Tiffaniego"



które mieli podawać na pewnym balkonie
– niczym gestem dawnych królów albo cudem.
Było jeszcze ciemno. Jedną nogą słońce
stanęło pewnie na długich falach rzeki.

Pierwszy prom dnia przekroczył właśnie nurt rzeki.
Było zimno, więc mieliśmy nadzieję, że kawę
podadzą bardzo gorącą, widząc że słońce
nie zamierza nas ogrzać; i że każdy okruch
to będzie bochen, posmarowany cudem.
O siódmej jakiś człowiek zjawił się na balkonie.

Przez jedną chwilę stał samotnie na balkonie,
nad naszymi głowami patrząc w stronę rzeki.
Służący wręczył mu rzeczy, które miały stać się cudem,
to znaczy w filiżance jedną jedyną kawę
oraz jedną bułkę, z której każdemu wydzielił okruch,
z głową, by tak rzec, w chmurach – a wraz z nią słońce.

Czy on zwariował? Cóż najlepszego, o słońce,
próbował zrobić na tym swoim balkonie!
Każdy otrzymał jeden dość twardy okruch,
który wielu strzepnęło pogardliwie do rzeki,
oraz jedną kroplę w filiżance na kawę.
Część z nas została w pobliżu, tęskniąc za cudem.

Opowiem, co ujrzałam później; nie było to cudem.
Piękną willę oświetlało słońce,
a zapach od drzwi zwiastował gorącą kawę.
Fronton o dziwacznym, białym, gipsowym balkonie,
dodanym przez ptaki gniazdujące wzdłuż rzeki
– widziałam to wpatrzona jednym okiem w okruch –

oraz galerie i marmurowe komnaty. Mój okruch
moja rezydencja, stworzona dla mnie cudem
przez wieki, pracą owadów, ptaków oraz rzeki
szlifującej kamień. Co dzień, gdy świeci słońce,
w porze śniadania siadam na moim balkonie,
wygodnie układam nogi i litrami piję kawę.

Zlizaliśmy okruch i przełknęliśmy kawę.
W oknie na drugim brzegu rzeki błysnęło słońce,
jak gdyby cudem, na niewłaściwym balkonie.

O szóstej rano czekaliśmy na kawę,
czekaliśmy na kawę i miłosierny okruch,
które mieli podawać na pewnym balkonie
– niczym gestem dawnych królów albo cudem.
Było jeszcze ciemno. Jedną nogą słońce
stanęło pewnie na długich falach rzeki.

Pierwszy prom dnia przekroczył właśnie nurt rzeki.
Było zimno, więc mieliśmy nadzieję, że kawę
podadzą bardzo gorącą, widząc że słońce
nie zamierza nas ogrzać; i że każdy okruch
to będzie bochen, posmarowany cudem.
O siódmej jakiś człowiek zjawił się na balkonie.

Przez jedną chwilę stał samotnie na balkonie,
nad naszymi głowami patrząc w stronę rzeki.
Służący wręczył mu rzeczy, które miały stać się cudem,
to znaczy w filiżance jedną jedyną kawę
oraz jedną bułkę, z której każdemu wydzielił okruch,
z głową, by tak rzec, w chmurach – a wraz z nią słońce.

Czy on zwariował? Cóż najlepszego, o słońce,
próbował zrobić na tym swoim balkonie!
Każdy otrzymał jeden dość twardy okruch,
który wielu strzepnęło pogardliwie do rzeki,
oraz jedną kroplę w filiżance na kawę.
Część z nas została w pobliżu, tęskniąc za cudem.

Opowiem, co ujrzałam później; nie było to cudem.
Piękną willę oświetlało słońce,
a zapach od drzwi zwiastował gorącą kawę.
Fronton o dziwacznym, białym, gipsowym balkonie,
dodanym przez ptaki gniazdujące wzdłuż rzeki
– widziałam to wpatrzona jednym okiem w okruch –

oraz galerie i marmurowe komnaty. Mój okruch
moja rezydencja, stworzona dla mnie cudem
przez wieki, pracą owadów, ptaków oraz rzeki
szlifującej kamień. Co dzień, gdy świeci słońce,
w porze śniadania siadam na moim balkonie,
wygodnie układam nogi i litrami piję kawę.

Zlizaliśmy okruch i przełknęliśmy kawę.
W oknie na drugim brzegu rzeki błysnęło słońce,
jak gdyby cudem, na niewłaściwym balkonie.