Kim ja już w życiu nie byłam zawodowo: nauczycielem, kierownikiem, głównym ekonomistą, dyrektorem…
Myślałam, że teraz pozostanie mi już tylko stanowisko dożywotniego prywatnego emeryta. Chociaż bezczynności nigdy nie uznawałam. Na emeryturze zostałam przecież blogerką pięciu blogów, a wcześniej administratorką stron związanych ze sztuką na G+, Facebooku i włoskich mediach społecznościowych.
A jednak od wczoraj mam nową funkcję nadaną mi przez młodszego wnuczka.
OKIENNICA.
Przyznam, że brzmi to dumnie.
Co prawda nomenklatura zawodów chyba jeszcze nie uwzględnia takiego stanowiska, ale przecież różne rzeczy już w historii przemianowywano. Były czasy, kiedy „robotnik” ustąpił miejsca „pracownikowi fizycznemu”, a „sprzątaczka” stała się nagle „konserwatorem powierzchni płaskich”.
Dlaczego więc nie „okiennica”?
Zakres obowiązków jest bardzo odpowiedzialny.
Kiedy wszyscy idą spać — ci z parteru, piętra i poddasza — babcia „okiennica” dokonuje wieczornego obchodu żaluzji. Sprawdza, czy wszystko spuszczone, domknięte i zabezpieczone.
Reszta rodziny może spać spokojnie.
Nikt mnie oficjalnie do tej funkcji nie zatrudnił.
Nie podpisywałam umowy.
Sama sobie ten etat wypracowałam.
Choć bywały i kompromitujące wpadki.
Zdarzyło się przecież, że cała rodzina spała przy… otwartych drzwiach tarasowych, o żaluzjach już nawet nie wspomnę.
Obiecałam więc młodszemu wnuczkowi, że kiedy podrośnie, awansuję go na stanowisko „żaluzji”.
Natychmiast włączył się starszy wnuk:
— A może ja nim zostanę? Nie będę musiał zdobywać nowego zawodu. Ale… za ile?
— Od zaraz.
— Nie… w sensie: jaka płaca?
— Najpierw zdobądź zawód i wypłać zaległą pensję okiennicy.
Spojrzał na mnie bardzo podejrzliwie.
— To ja się jeszcze zastanowię…
I wtedy przypomniałam mu najważniejszy punkt regulaminu pracy.
„Żaluzja” musi wytrwać do samego końca wieczornego zamykania domu. Inaczej może dojść do rodzinnej tragedii:
tylne łapki Toffi z ogonem zostaną na tarasie, a przednie z obrażonym pyszczkiem w salonie.
— Przecież najpierw zamyka się okna i drzwi, a dopiero potem żaluzje — zaprotestował logicznie.
Ach… młodość.
Nie wie jeszcze, że podczas letnich upałów logika przegrywa z przewiewem.
Bo czasem okna i drzwi pozostają lekko uchylone, żaluzje tylko częściowo opuszczone, a nocny chłód wpada do domu razem z ciszą.
I wtedy właśnie na posterunku pozostaje ona.
Babcia.
Żona.
Mama.
Czyli zawodowa…
OKIENNICA.
<><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj
