O TYM, DLACZEGO LEPIEJ NIE OGLĄDAĆ SIĘ ZA SIEBIE ( tajemniczo i z humorem)
Idę sobie dziarskim krokiem przez miasto. Słońce świeci, ptaki udają, że potrafią śpiewać w smogu, a ja czuję się niemal jak na wybiegu. Nagle – nie wiedzieć czemu – instynkt każe mi się odwrócić. I co widzę?
Tuż za mną stoi postać z dłonią przyklejoną do czoła.
Moja pierwsza myśl: sesja zdjęciowa! Cindy Crawford w latach 90.
Robiła taką minę „jestem piękna i lekko stroskana”, promując lakier do włosów. Ale szybko schodzę na ziemię. To nie atelier, to skrzyżowanie przy Biedronce. Żadnych blend, żadnych fotografów, tylko ta ręka i to czoło.
Zaczynam szybką analizę dedukcyjną:
Błąd logistyczny: Może po prostu nie wzięła okularów przeciwsłonecznych i teraz słońce wypala jej siatkówkę.
Jeśli nie ta przyczyna, to może właśnie dotarło do niej, że zostawiła włączone żelazko albo – co gorsza – niezablokowany komputer w pracy.
Ale też bardzo prawdopodobne jest, że wpadła na pomysł, który zrewolucjonizuje świat (albo chociaż przepis na dzisiejszy obiad).
Dobra daruję sobie te poprzednie przyczyny. Główkuję dalej. To nie jest natchnienie, to po prostu ból istnienia, zwany potocznie: „o jeden drink za dużo wczoraj wieczorem”. Przecież ewidentnie ją łupie!
Niestety, nagle dopada mnie ta najczarniejsza, najbardziej paraliżująca myśl. A co, jeśli to jest reakcja na obiekt znajdujący się bezpośrednio przed nią? Co, jeśli ona właśnie wykonuje klasyczny, kinowy facepalm na widok moich nowych szerokich spodni i tej stylowej czapki? Może w jej głowie wybrzmiewa właśnie to okrutne hasło: „Z tyłu liceum, z przodu muzeum” ?
No cóż... może wg niej, ten rodzaj
szerokich spodni powinna nosić Cindy , która ma nogi po samą
szyję, ale ja przecież chyba mam dłuższe nóżki, niż
kaczuszka i chód jeszcze dziarski, jak na mój wiek. Cindy zresztą teraz jest już 60-letnią kobietą.
Zerkam nerwowo na boki. Pomiędzy nami nie ma nikogo. Żadnego klauna na monocyklu, żadnego gołębia w czapeczce. Tylko ja i jej dłoń na jej czole.
W tym momencie w mojej głowie odzywa się głos mamy: „Dziecko, idziesz ulicą, to patrz przed siebie, nie rozglądaj się, bo wpadniesz na kogoś albo w coś!”.
Mamo, miałaś rację. Lepiej było żyć w błogiej nieświadomości, że mój styl to „paryski szyk”, a nie „estetyczna katastrofa narodowa”. Teraz pozostaje mi tylko jedno: stres i gwałtowne przyspieszenie kroku, zanim ta pani podniesie wzrok i potwierdzi moje najgorsze obawy.
Następnym razem na spacer biorę peryskop. Albo po prostu zostanę w domu.
A w domu dzielę się tym, co zajmuje mi wciąż głowę. Ciekawe, co oni na to.
Wnuczek: „Z tyłu liceum, z przodu muzeum? Ciesz się, Babciu! Muzea są teraz w cenie, bilety kosztują majątek, a w liceum tylko stres i kartkówki z matmy. Jesteś po prostu dobrem kulturalnym!”
Córka: „Babcia miała rację, że wpadniesz, mamusiu, na przechodnia, ale nie wspomniała, że wpadniesz w PARANOJĘ! Następnym razem stań obok niej, też przyłóż rękę do czoła i patrzcie razem w dal. Może przechodnie pomyślą, że to performance artystyczny?”
Zięć: „Stawiam na opcję nr 4 – drinki. Wiem, co mówię. W tym stanie każdy przechodzień wygląda jak Cindy Crawford, tylko obraz się trochę tnie.”
Kaczuszka i mak - Mieczysław Wojnicki
Po ścieżce co wiodła przez pola kwitnące
Kaczor kaczuszkę prowadził za rączkę
Wśród maków czerwonych co do niej mrugały i kłaniały się
Kaczuszka do ojca tak rzekła
Papa czy zdobyć czerwony mak łatwo się da
Niełatwo go zdobyć kaczuszko rzekł na to papa
I po tym dodał jedząc liść sałaty
Bądź mądra i posłuchaj swego taty
Kaczuszko wiesz maki są tak duże duże duże
A ty masz krótkie nóżki jak zwykle u kaczuszki
Kaczuszko wiesz maki są czerwone tak jak róże
Kaczuszki są nieduże i tak już w życiu jest
Przy ścieżce co biegła przez pola kwitnące
Mak ujrzał małą kaczuszkę na łące
I trudno uwierzyć pokochał ją ze wszystkich sił bo też młody był
Mak zaraz mamusię zapytał
Mama czy zdobyć kaczuszkę tę łatwo się da
Niełatwo jest zdobyć kaczuszkę odrzekła mama
Niełatwo jest zdobyć kaczuszkę odrzekła mama
Bo jeślibyś kaczuszkę wziął za żonę
To cały świat zapytałby zdziwiony
Kaczuszko wiesz maki są tak duże duże duże
A ty masz krótkie nóżki jak zwykle u kaczuszki
Kaczuszko wiesz maki są czerwone tak jak róże
Kaczuszki są nieduże i tak już w życiu jest
Aż kiedyś już nie wiem ot gdzieś w końcu wiosny
Każdy z nas przecież miał romans miłosny
Wziął mak malutką kaczuszkę w ramiona i pobrali się
Lecz zaraz niedługo łzy spadły gorące
Kosiarze skosili już kwiaty na łące
I tylko wspomnienie zostało po makach kwitnących
Kaczuszko nie bądź taka zapłakana ja także byłem kiedyś zakochany
Lecz wiesz przecież maki są tak duże duże duże
A ty masz krótkie nóżki jak zwykle u kaczuszki...
