Translate

środa, 25 lipca 2018

GRUNT TO RODZINKA



Od kiedy przypomniała mi się piosenka Wojciecha Młynarskiego "Po co babcię denerwować"  na pytanie znajomych, co tam słychać u mojej rodzinki, zaczynam powątpiewać, czy ja znam całą o niej  prawdę? 


Przecież najbliższa rodzinka wie, że mam "słabe" wręcz elektroniczne, serce, więc po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy. Jeszcze jej bateria wysiądzie.


Po co babcię denerwować
Koci-łapci, kici-kici, ole-olejanko,
zajmujemy razem z babcią urocze mieszkanko,
my mieszkamy na parterku, babcia w oficynce,
drepce ,żądna informacji o całej rodzince.
Lecz choć u nas trwa od rana z sodomką gomorka,
babci o tym się nie mówi, by była w humorku.




Wujek Ziutek, co za smutek, choć kawał mężczyzny,
świat pożegnał przy pomocy sznurka od bielizny,
Co z Ziuteczkiem? głos babuni dźwięczy na przygórku,
Jak mu idzie? Idzie babciu, idzie jak po sznurku!
Lecz dokładnie informować babci nikt nie śpieszy,
po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy.

Kuzyneczka Ernestynka , ozdoba rodziny,
kawki z gniazda wybierała i spadła z drabiny,
co z malutką? głos babuni z góry brzmi radośnie,

co tam u niej? Krzywa rośnie babciu, krzywa rośnie!
Lecz dokładnie informować babci nikt nie śpieszy,
po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy.



Tata zasię, manko w kasie miał i siedzi w kiciu,
były o tym wzmianki w prasie w Expressie i w Życiu,
ale fakt ten się nie stanie dla babci udręką,
bowiem się drukuje dla niej osobne pisemko.
Na domowej drukarence wszystko się wyłuszcza,
i w ogóle się babuni na parter nie wpuszcza.

Aż rodzinnie osiągniemy, prawda ta nas krzepi,
sytuację w której może być nam tylko lepiej.
A jak nam już będzie lepiej panie i panowie,
to się babci koci-łapci o tym też nie powie.
Niech zażywa główka siwa spokojnych pieleszy,
po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy.





Ja mieszkam na parterze, więc  chyba nie wszystko może  umknąć mojej uwadze. Ściany podobno mają uszy, ale wnusio za to  ma donośny głos i  absolutny słuch, o  czym raniutko stara się obwieścić całemu światu. Spośród dźwięków jego arii nie wyłuska się już żadnych innych głosów pozostałych członków rodziny, choćby się słuch swój wiekiem nadwyrężony, nastawić chciało na odbiór.

Ale grunt to rodzinka.

Na Czerniakowskiej numer jeden
mieszka z żoną brat mój Edek
Na Czerniakowskiej numer dwa
mieszkam z teściową wlaśnie ja

Ref.: 
Bo grunt to rodzinka grunt to rodzinka
Bo kto rodzinkę fajną ma
Nie wie co bieda bo gdy potrzeba
To mu rodzinka zawsze nie da

Tato na lato łódki ma 
W zimie na bębnie w cyrku gra
A moi bracia dwaj przyrodni 
Chodzą po sklepach jako głodni

Ref.: 
Bo grunt to rodzinka...

Romciu ze najmłodszy z nas
Jest rozpruwaczem cieżkich kas
Felek i Stasiek zawsze razem
Chodzą jako pajęczarze

Ref.: 
Bo grunt to rodzinka...

Na imieninach u ciotki Lodki
Tam wynikły głupie plotki
Ze tato mamie z sercem szczerem
Wypalil oczy zajzajerem

Ref.: 
Bo grunt to rodzinka...

Potem rąbnął wuja po głowie
I przyjechało pogotowie
Ja też nie stałem tak jak głaz
I lu braciszka w mordę raz

Ref.: 
Bo grunt to rodzinka... 

Przyszła wojna no i cóż
Nie ma rodzinki no i już
Cóż mi po wuju, cóż mi po ojcze
Kiedy oba są folksdojcze

Grunt to rodzinka grunt to rodzinka
Ale nie jest jeszcze źle
Cała ferajna bierze u
I jak przed wojną kichy żre

Feluś w złe skrojonym fraku
Siedzi w lecie na Pawiaku
Gdy przyjdzie zima
Do Oświęcimia, go wywiozą i już go nie ma

Grunt to rodzinka grunt to rodzinka
Ale nie jest jeszcze źle
Cala ferajna bierze u Majnla
I jak przed wojna kichy żre

Tekst i muzyka Jan Chełmicki




"Rodzina, ach, rodzina 
rodzina nie cieszy, gdy jest
Lecz, jeśli jej nie ma
 - samotnyś jak pies"



wtorek, 24 lipca 2018

UCZ SIĘ CAŁE ŻYCIE, A I TAK UMRZESZ GŁUPCEM

Całe życie można się uczyć, a i tak umrze się głupcem.



animacja: Irina  Marinina  /Mira 1/

Tak  autorka wyobraża sobie reakcję Giuseppe na dwóję w zeszycie Pinokia. 

Mój wnuczek za żadne skarby nie może zobaczyć tego gifa! 
Przecież okropna krzywda dzieje się drewnianemu, a przecież odczuwającemu ból, chłopcu! 
Gwoździe wbijać w pupę? 
Przecież w naszym domu nawet klapsa nie dają!
 Nie wiem, czy nie zmienią postanowienia, jak dwóje za parę lat  przyniesie, ale gwoździ, raczej to pewne, nie użyją.

Uczyć, uczyć, uczyć...
Najpierw, mucha to też stworzenie boskie, a później wypraszają ją z domu. Dobrze, że packi nie używają, bo musieli by okłamać, że muchę  tylko uśpili. Nie zrywaj niepotrzebnie listków z krzewów, w nich też pulsuje życie, a później... wrzeszczy, aby nie wyrywać roślinki, kiedy babcia chwast chciała z trawnika usunąć. Wiedza dawkowana maluchowi ewoluuje. 
Na razie może mu się odrobinkę mieszać i niedługo powie jak akompaniujący na pianinie Pan Czesio w kabarecie "To ja już nie wiem, czy ja mam grać, czy nie?"



"век живи - век учись, все равно дураком помрешь!"

 Wg rosyjskiej strony internetowej Akademik - autorstwo tego aforyzmu, w różnych niewielkich odmianach, przypisuje się wielu filozofom i pisarzom.


Żyj sto lat, ucz się (i umrzyj głupcem) 
Żyj, ucz się najpierw (i umrzyj głupcem).


Chociaż jesteś teraz ze mną i ćwiczysz, ale wciąż zachowuj stare przysłowie: żyj, ucz się . 
Melnikov. W górach. 1, 4. 

Posłuchaj mnie, wtedy zrozumiesz ... Oto, że żyjesz, uczysz się i giniesz .
Dahl. Oddanie Chervonorusskaya. 10.


Żyj, ucz się , mój drogi przyjacielu.  
Fonvizin. Potomstwo. 2, 6. Prostakov.

Odkrycie ne cesses.
Cato. Dist. 4, 27.

Tamdiu discendum est, quamdiu nescias: quamdiu vivis. 
Długo musisz sie uczyć , a i tak nie wiesz, czego i ile jeszcze nie wiesz 
Seneca. Ep. 76, 3. Por. Cato. Dist. 3, 1.

Cf. καλὸν δὲ καὶ γέροντα μανθάνειν σοφά.
 Wspaniale jest uczyć się mądrości od dawnych.

Aeschyl. cf. Cato. Dist. 4, 27.

Cf. γηράσκω δ'αἰεὶ πολλὰ διδασκόμενος.
Trans. Jestem stary, ale dużo się uczę.

Aeschyl. Fragm. 331. Solon (Plato Amatoribus).


Można też przez życie iść z optymizmem... w podskokach... i rym cym cym...i tra la la... ale tak na głupio?



Życie wokoło aż się skrzy,
Wesoło płyną cudne dni
Po prostu jest już dobrze tak,
że tylko nam kłopotów brak, 

Na głowie nie siwieje włos,
Nie grozi znikąd podły cios
Ręka zna tylko bratnią dłoń
I nigdy się nie chmurzy skroń 

Pod stopy wieńce los nam ściele,
W diademy wplata złotą nić
Lecz jeszcze może być weselej
I jeszcze śmieszniej może być 

Więc rym cym cym i tralala, 
Idziemy przez życie w podskokach
Więc rym cym cym i hopsasa,
W podskokach bo żyje się raz

Choć nam się marszczy brew,
Choć się gotuje krew
A nas wciąż póki dech,
porywa dziki śmiech 

Więc rym cym cym i tralala 
Idziemy przez życie w podskokach 
Więc rym cym cym i hopsasa,
W podskokach bo żyje się raz

Wciąż jest nam lepiej, plus i plus,
Pięć, siedem, dziewięć kół ma wóz
Do nosa już pasuje pięść,
już od całości większa część 

A kysz ironio, kpino precz,
Na złom czas nieść satyry miecz
I na lemieszy przekuć stal
A komu żal, niech idzie w dal 

Rzeczywistości dajmy brawka,
Humoru niechaj świszcze bat
Niech optymizmu nowa dawka,
Beztroski sączy w duszę jad

poniedziałek, 23 lipca 2018

KÓŁKO, KRZYŻYK, GWIAZDKA, GWIAZDKA

   


    Córka rozbawiona, schodząc z piętra do mnie na dół wieczorem, śmiała się w kułak. Na pytanie, co lub kto  ją tak rozbawił, odpowiada, że mój wnusio, jak zwykle. 

    A co tym razem? 
Błogosławieństwo przed snem. 
Po wspólnej  wieczornej modlitwie rodziców wraz z synkiem ( przy czym modlitwa małego raczej bierna, żeby nie powiedzieć oportunistyczna), następuje podziękowanie Bogu za... i tu każdy z nich po kolei  wymienia, co wymaga wdzięczności w mijającym dniu. Mały, np.: dziękuję za to, że babcia pamiętała o kupnie zabawki dla niego. 

    A o co proszą? 
No przecież babcia ma listę zabawek i niech zbiera pieniążki na następne, które "zlecił" z reklam telewizyjnych, a  lecą między filmami dla dzieci! Przywołany do porządku, dziękuje za zdrówko mamy, taty, babci, dziadzi i prosi, żeby... noc była krótka i...  jutro czekał na niego duży tort! Przecież jutro obchodzimy jego imieniny. To nic, że to za kilka dni miało być. Jutro przyjadą goście i przywiozą prezenty. Ale czy na pewno będzie tort? Nawet poświęci się i będzie wyjątkowo długo szorował zęby.

     Jeszcze jeden rytuał.  
Tata z mamą  stawiają sobie  krzyżyk na czole i wypowiadają błogosławieństwo, a potem kolej na dziecko. Wyrwany do błogosławieństwa przystawia palec do czoła swojego taty, ale chwila zawahania dziecka, zaraz... jak to było?... "w imię Ojca?.... nie...kombinuje sobie bardzo szybko...    amen?.... nie... aha!  Niech cię pan błogosławi i strzeże", po czym na czole  rysuje swoim wskazującym paluszkiem krzyżyk po środku czoła taty ( kiedyś upierał się, że kółko będzie rysował), no i  dodaje": "krzyżyk"  ... rysuje i kończąc wypowiada ..."gwiazdka... gwiazdka" (dobrze, że kropki na nosie i spacji na brodzie taty  nie dodał) ale chociaż modlitwę wypowiedział bez wydziwień.
Jak na razie nie ma pojęcia o znaczeniu krzyżyka, za wcześnie na zgłębianie wiedzy i wiary o ukrzyżowaniu Chrystusa, więc krzyżyk stawia na równi z innymi znakami specjalnymi i symbolami. Przy czym symbolu Opatrzności też jeszcze nie zna. Po prostu, wg niego,  na czole musi się coś dziać. To on musi mieć inicjatywę. Nawet w takiej sytuacji.


 Mama już nie wytrzymywała, nadstawiła też  czoło, zmuszając  się do utrzymania powagi, po czym pozostawiła "panów" samych.  Dyżur tym razem usypiania przypadał tacie. Ciekawe na ilu bajkach się skończy i kto komu będzie opowiadał. 

    Może to wydaje się niektórym za wczesne, że dziecko jeszcze nie rozumie sensu błogosławieństwa. Jednak ten maluch szybko łapie, jest na tyle inteligentny, że naśladując rodziców, stara się zrozumieć potrzebę codziennej modlitwy. Chociaż jest przekornym maluchem, to wypytuje i otrzymuje odpowiedzi stosowne do wieku. Najlepszą nauką jest przykład.

   Znalazłam w necie w Aletei  w Stylu życia tekst Joanny Operacz

"Chłopaki traktują to jako jeden z rytuałów – rano trzeba wziąć kanapki, zabrać plecak i nadstawić czoło do „krzyżyka”.

„To była taka sportowa zazdrość” – Karol Majewski, ojciec trzech chłopców, wspomina moment, kiedy zobaczył, że inny ojciec robi krzyżyk na czole swojej córki. I wcale nie chodziło o to, że panowie akurat rozmawiali o wczorajszym meczu Realu Madryt z Borussią Dortmund.
Obaj odprowadzali dzieci do przedszkola. Pomogli maluchom zdjąć kurtki, odprowadzili je do sali, dyskutując o futbolu, ale kolega zrobił coś jeszcze – mały gest błogosławieństwa. „Pomyślałem: dlaczego ja na to nie wpadłem? Jeszcze tego samego dnia powiedziałem żonie, że odtąd będę codziennie błogosławił dzieci. Oczywiście powiedziała, że ona też chce” – śmieje się.
Minęły trzy lata. Wszyscy chłopcy Majewskich chodzą już do szkoły. Karol i jego żona starają się pamiętać o błogosławieństwie dwa razy dziennie: rano i wieczorem. Chłopaki traktują to jako jeden z rytuałów – rano trzeba wziąć kanapki, zabrać plecak i nadstawić czoło do „krzyżyka”.
 Nawet najstarszy syn, który jest już w wieku, kiedy rodzicielskie czułości przyjmuje się z dużą rezerwą, mówi czasem: „Nie zapomnieliście o czymś?”.
Wieczorne błogosławieństwo, kiedy chłopcy leżą już w łóżkach, często trwa dłużej, bo wtedy jest okazja do rozmowy, np. o tym, co się wydarzyło w ciągu dnia, albo o tym, który kraj na świecie ma największe złoża srebra. Karol czasem późno wraca do domu po pracy, ale nawet jeśli chłopcy już śpią, idzie do ich pokojów, żeby ich pobłogosławić. Zdarza się, że któryś z synów przekręci się na drugi bok i wymamrocze w półśnie „O, tata! Jesteś!”. Zupełnie jakby czekał na ten moment.
Czym jest dla Majewskiego błogosławienie synów? „Proszę Pana Boga, żeby dał moim dzieciom łaski, które są im potrzebne. Wiem, że ja nie mogę ich ustrzec przed wszystkimi niebezpieczeństwami, ale modlę się, żeby On miał ich w swojej opiece. Przypominam też sam sobie, że najbardziej zależy mi nie na tym, żeby moi synowie nie mieli nigdy żadnych problemów, tylko żeby potrafili walczyć, a po śmierci poszli do nieba”.
A Wy błogosławicie swoje dzieci? Jeśli nie, to może uda mi się rozwiać kilka wątpliwości?
1. Kim ja jestem, żeby błogosławić innych ludzi? – powie pewnie wielu rodziców. Przecież żaden ze mnie biskup, papież ani nawet ksiądz. A jednak jestem kimś szczególnym! Rodzice, których Stwórca zaprosił do współpracy przy powołaniu dziecka na świat, odgrywają wobec tego małego człowieka wyjątkową rolę. To właśnie jest źródło ich rodzicielskiego autorytetu.
Dlatego matka i ojciec mogą i powinni wymagać od dziecka posłuszeństwa i szacunku – oczywiście z poszanowaniem jego godności i podmiotowości. Z tego samego powodu ich błogosławieństwo ma szczególną wartość. Właśnie dlatego rodzice uroczyście błogosławią dziecko przed chrztem i ślubem. Warto to robić również w innych sytuacjach, np. przed pierwszą spowiedzią, komunią świętą czy bierzmowaniem. A mniej uroczyście – na co dzień.
2. Błogosławieństwo nie jest czynnością magiczną. Błogosławienie kogoś jest modlitwą do Boga o łaski dla danej osoby. Rodzic, który kreśli znak krzyża nad głową dziecka, nie może spowodować tego, żeby omijały je zderzaki piratów drogowych, pokusy, wściekłe psy i koszmary nocne. Ale może prosić. Modlitwa za dzieci – niekoniecznie modlitwa błogosławieństwa – to jeden z najważniejszych obowiązków rodziców.
3. Błogosławieństwo nie jest rzeczą błahą. Bohaterowie Starego Testamentu rozumieli to chyba lepiej niż my, bo usilnie zabiegali o błogosławieństwa i chętnie błogosławili. Np. Jakub walczył o nie z aniołem i powiedział: „Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz” (Rdz 32, 26-29). Wierzyli też, że rodzicielskie błogosławieństwo jest nieodwołalne i ma większą moc niż jakiekolwiek przekleństwo.
4. „Szybki krzyżyk” to żadna modlitwa – powie ktoś. Faktycznie, takie gesty nie są skomplikowanym rytuałem. I z pewnością nie zastąpią innych rodzajów modlitwy. Z własnego doświadczenia wiem też, że różnie bywa z modlitewnym skupieniem w codziennym biegu, wśród wielu zajęć i nie zawsze najlepszych humorów. Ale jeśli czasem błogosławię swoje dzieci w pośpiechu, to czy błogosławieństwo wtedy nie ma znaczenia? „Ojcze nasz” też nie zawsze odmawiam tak, jak powinnam. Może nawet do śmierci nie uzyskam pełnej doskonałości w skupieniu podczas mszy świętej. Ale mimo to Bóg nie przekreśla moich starań, a nawet usilnie zachęca mnie do modlitwy. Warto korzystać z tego zaproszenia jak najczęściej.
Kard. Józef Ratzinger w „Duchu liturgii” pisał tak:
Nigdy nie zapomnę pobożności i pieczołowitości, z jakimi moi rodzice błogosławili znakiem krzyża nas, swoje dzieci, gdy wychodziliśmy z domu; a gdy żegnaliśmy się na dłużej, rodzice kreślili nam znak krzyża wodą święconą na czole, wargach i piersi. To błogosławieństwo towarzyszyło nam, i wiedzieliśmy, iż ono nas prowadzi. Było to unaocznienie modlitwy rodziców, która szła z nami, i wyraz pewności, że opiera się ona na błogosławieństwie Zbawiciela. Błogosławieństwo rodziców było równocześnie swoistym zobowiązaniem nas do nieopuszczania przestrzeni tego błogosławieństwa.Błogosławieństwo jest gestem kapłańskim i w tym znaku krzyża odczuwaliśmy kapłaństwo rodziców, jego szczególną godność i moc. Myślę, że błogosławienie znakiem krzyża jako pełnoprawny wyraz kapłaństwa powszechnego wszystkich ochrzczonych powinno na nowo i z większą siłą wkroczyć do codziennego życia i nasycić je mocą Chrystusowej miłości."


piątek, 20 lipca 2018

GOLIBRODA


Dzisiaj wzięłam się za obcinanie iglaka. Zrobił się już trochę rosochaty, więc należy mu się przydział "fryzjera". 

   Przez moment zaświtało mi, czy czasem nie zaczekać na powrót 4,5 letniego wnuka ( wyjechał do parku rozrywki z rodzicami - takiemu to dobrze ) i nie dać  mu do ręki  nożyc ogrodniczych. Chłopak ma zdolności manualne, ale wykosiłby  babci przy okazji wszystko w promieniu jego zasięgu. Nie... zły pomysł.

   W przyszłości może wnusio będzie wykonywał chirurgiczne cięcia w ogrodzie już nie babci, ale swoim , który marzy mi się, będzie tak wyglądać:


     Niestety, to nie mój ogród na powyższym obrazku.

    Dlaczego taka nieodpowiedzialna myśl podania nożyc w ręce wnuka pałętała się po babcinej głowie? 
No bo może wreszcie zaprzyjaźniłby się z podstrzyżynami i wreszcie zapanowałby rozejm między tym maluchem a fryzjerem. Wciąż omija wielkim łukiem salony fryzjerskie wszelkiej maści. Jak na razie domowym fryzjerem była już babcia,

 mama, a ostatnio dał się ogolić  nawet tacie maszynką. I dopiero teraz łebek wygląda jak się patrzy!

  Wciąż wzięcie ogromne podczas zabiegów fryzjerskich mają bajki lecące z laptopa.  Starannie dobierane, aby widz za bardzo się nie entuzjazmował i nie podskakiwał na krześle. Przecież uszy wciąż muszą funkcjonować  w parze, a nie daj Boże, ręka fryzjera omsknęłaby się.

    No i te maleńkie włoski, które już ścięte, już nie przynależą do malucha, a jeszcze gdzieś swędzą, czego on NIE ZNOSI!

     Już nie będę wypowiadać się, czy fryzura wychodzi pokazowa. To wszystko zależy od temperamentu chłopca danego dnia. Co ja tam piszę... A kiedy mu go brakowało?
W każdym razie żadnych garnków ani fajerek dla równego "rysunku" fryzury nikt z nas jeszcze nie używał.

Richard-Eisermann


    On nie pozwoliłby sobie Zeptera na głowę wsadzić, co innego takie miedziane lekkie cacko, jak na obrazie. Nie... też odpada. 


   Chyba popełniliśmy błąd. Za późno odwiedził fryzjera. Czym skorupka za młodu nasiąknie...
A przecież mimo wszystko był jeden jedyny raz gościem salonu fryzjerskiego dla maluchów "CZUPRYNKA", ale o tym już pisałam w poście pt: "CYRULIK" (tutaj)

   Aż strach pomyśleć, co on zrobi, jeśli znów kiedyś będą modne brody?
To już nie fryzjer będzie go oprawiał, ale może golibroda brzytwą?
Moda retro wraca co pewien czas.

  Już w obecnych czasach oraz więcej mężczyzn w różnym wieku chce sprawdzić i doświadczyć tego jak byli goleni ich dziadkowie i ojcowie. Korzystanie z golibrody to według wielu mężczyzn, którzy  odwiedzają salony -  powrót do korzeni twardej, męskiej tradycji, czegoś co w kulturze unisex ciężko znaleźć.

   Menedżer pierwszego męskiego salonu SPA w Warszawie  zdradza, co czeka mężczyznę, który podda się "golibrodzie"

     Co czeka tych, którzy oddadzą się pod brzytwę prawdziwego golibrody?
 Najpierw klient rozsiada się wygodnie w specjalnym fotelu i opierają się o zagłówek. Golibroda nakłada specjalny płyn zmiękczający zarost. W kolejnym etapie przykłada do twarzy gorący ręcznik, zazwyczaj nasączony aromatycznymi olejkami - nie tylko zmiękcza on włosy, ale także otwiera pory skóry. Po zdjęcie ręcznika nakłada się na zarost pachnącą pianę. Golibroda używa do jej rozprowadzenia pędzla z borsuczym włosiem, które świetnie masuje.
Wreszcie przychodzi czas na to, co najważniejsze.
- Energiczne i zdecydowane ruchybrzytwy są tymi, które charakteryzują dobrego golarza. Przy każdym ruchu, druga ręka golącego powinna napinać skórę. Chodzi o to, by z naskórka podnieść mieszek włosowy utrzymujący pojedynczy włos. To dzięki temu skóra po goleniu brzytwą jest tak legendarnie gładka, pozostawiając zupełnie inne wrażenie niż po goleniu ostrzami z tradycyjnych maszynek. Golenie zaczyna się od boków, a kończy na brodzie i wąsach - wyjaśniają specjaliści.
To nie koniec. Po pierwszym goleniu ponownie nakłada się gorący ręcznik i jeszcze raz nakłada piankę. Golenie drugi raz pozwala na jeszcze dokładniejsze pozbycie się zarostu i jest szybsze. Potem nakłada się odżywcze, łagodzące balsamy i olejki. Nałożenie zimnego ręcznika, który ma zamknąć pory i załagodzić ewentualne podrażnienia, to ostatni punkt rytuału.

The Straight Razor Shave Lecture with Donnie Hawley


Źródło MENWAY, Styl życia - 2014









SŁOWO MUSI BYĆ ŚWIĘTE




Tym razem nie opiszę sytuacji, którą rozeznałam w swoich lekturach, lecz może zainteresuję książką, którą, mam nadzieję, niebawem zakupię.  Są to "Ostatnie słowa świętych i grzeszników" Paula Thigpena. 

Zainteresowałam się nią dzięki następującej recenzji przedstawionej przez wydawnictwo:


"To historia o życiu opowiedziana od końca. Śmierć wyostrza spojrzenie i ukazuje życie w nowym świetle. Łatwiej wówczas dostrzegamy w nim to, co najważniejsze. „Gdybyście tylko wiedzieli, jak odmiennie osądzane są sprawy w godzinę śmierci” – przekonywała św. Joanna Beretta Molla. Zapewne kierując się tym przeczuciem, Paul Thigpen, amerykański dziennikarz, filozof i poczytny autor, zebrał ostatnie słowa znanych osób – wielkich świętych i wielkich grzeszników – po to, by w świetle słów Jezusa wypowiedzianych przed śmiercią lepiej zrozumieć ukryte w nich znaczenie. I oto nieoczekiwanie książka kieruje nas w sam środek życia. Słowa wypowiadane w ostatniej godzinie są bowiem jego esencją, zwieńczeniem i pierwszym świadectwem jakości. Z konieczności zaczynamy pytać samych siebie: Co bym powiedział, gdyby śmierć przyszła jeszcze dziś? Co bym wówczas powiedział o moim życiu?

Odbiorcy:
- wszyscy zainteresowani pogłębieniem wiedzy dotyczącej spraw ostatecznych
- księża, katecheci, publicyści podejmujący w swojej pracy problematykę śmierci, dla których książka może stanowić cenne źródło cytatów z wypowiedzi osób świętych, polityków, artystów

Dlaczego warto nabyć tę książkę:
- w oryginalny sposób ukazuje problem śmierci, prezentując wypowiedziane w tym momencie słowa znanych osób, pomaga na nowo spojrzeć w tej perspektywie na własne życie
- napisana lekkim, przystępnym językiem pozwala podczas lektury odpocząć, a jednocześnie może stać się punktem wyjścia do rozmyślań i modlitwy
- pełni rolę edukacyjną, przekazując obok treści duchowych wiedzę na temat wielu postaci historycznych."


   Dla równowagi (na wesoło) przedstawiam  dylemat pewnego mężczyzny, u którego "jest przyjęte, że  słowo musi być święte" i nie może pogodzić się z tym, że nie jest to powszechne. Sam stara się postępować zgodnie z tą maksymą. Cierpi więc, jeśli niedotrzymanie danego słowa przez  kuzyna odbija się na jego własnej skórze. 

Proszę, to jego skarga:


"Człowiek może nie mieć zdrowie, to jest trudno - Pański krzyż
może nie mieć olej w głowie, to on nie jest winien tyż.
Może nie mieć to i owo, czy pieniądze, czy ja wiem,
ale niech ma zawsze słowo - to ja wtedy trzymam z nim.

Lecz ja gardzę takie typy,
co to "ach, z powodu grypy,
wyjechałem, zapomniałem,
miałem troski z kilka stron,
nie znalazłem coś taksówki,
nie wpłacili mi gotówki,
no to może innym razem,
to na razie..." - łobuz, won!

Bo słowo musi być święte,
bo słowo musi być święte,
przyrzekało się,
to potem chciało się,
czy nie chciało się - jest mus.

Bo u mnie tak jest przyjęte,
że słowo musi być święte,
zachcieło się, zabrnęło się,
wypsynęło się - szluz!

Bo jak ja powiem, że nie płacę, że ja nie dam, pan mnie zna,
to to jest więcej niż jak Kronenberg podpisze, że on da. 

Bo wszystko może być dęte,
a słowo musi być święte,
powiedziałem a czy b czy x
mam obligo na fix,
tak jest.

Ja zerwałem z wujciem Kubą właśnie przez ten jeden krok
że mi zrobił grandę grubą, jak był chory temu rok.
Ja go z czoła pot ocieram, przy nim czuwam, trzymam łeb,
on mi szepce: "ach, umieram! Ty dziedziczysz po mnie sklep".



Albert Edelfelt portrait of professor jw runeberg

I nie mija dwa tygodnie, jako z łóżka wstał - swobodnie
I się pęta - nie pamięta! I się coraz lepiej ma.
A ja czekam miesiąc równo, po miesiącu mówię - trudno,
Ja się martwię, swoją drogą, ale nie znam go jak psa.


Jan Bor - Self portrait 


Bo słowo musi być święte,
bo słowo musi być święte,
przyrzekało się, 
chorowało się,
umierało się,
gdzie trup?




Bo u mnie tak jest przyjęte,
że słowo musi być święte,
zachcieło się, zabrnęło się,
wypsynęło się - i siup!

Bo jakby mnie się tak zdarzyło,
żebym w takim stanie był,
to ja umarłbym ze wstydu,
gdybym potem nadal żył.

Bo wszystko może być dęte,
a słowo musi być święte,
umierałeś według własnych słów,
to jest chamstwo chodzić zdrów!
Tak jest.
(...)

Spiewa Wiesław Michnikowski



czwartek, 19 lipca 2018

JAK POWIĘKSZYĆ ZASOBY BIŻUTERII ?

 

  O tym, że uwielbiam biżuterię, to już moi Goście wiedzą. Nawet to, że większość okazów przeszła w posiadanie innych, bliskich mi osób, ze względu na zły wpływ na skuteczność działania mojego stymulatora serca - też.

Biżuterię zbierałam kilkadziesiąt lat, przy różnych okazjach lub zupełnie bez takowych upamiętniających znaczące momenty mojego życia. Za niektóre płaciłam sama, inne są prezentami od najbliższych członków rodziny lub przyjaciół.

Kiedy jednak emocje moje związane z wszczepieniem stymulatora serca opadły, okazało się, że biżuteria wcale tak szkodliwa na działanie tego urządzenia nie jest. A ja większość "precjozów" już rozdałam. Niech się zatem cieszą nimi bliscy.

Chyba to wszystkie możliwości sposobu zdobywania biżuterii.
Okazuje się, że wg Kabareciarzy, czyli Starszych Panów, jest jeszcze jeden, który, dzięki Bogu, nie miał zastosowania i mam nadzieję już nie będzie, w moim przypadku.

Bywały podobno żony, "zmęczone" energią swoich mężów, które w zamian za spełnianie obowiązków małżeńskich lub z powodu niewierności swych partnerów, cieszyły się pomnażaniem swoich zasobów biżuteryjnych.
A oto przykład:


BIŻUTERIA
Jerzy Wasowski - Jeremi Przybora

Skarżyła mi się wujenka,
że gdy kochał wuj, to męka.
Zadręczały ją te szały i brewerie.
Za to radość niepomierną
niosła jej wuja niewierność,
bo jej całą zawdzięczała biżuterię.
Hop, hop, hejże ha! Całą biżuterię.



Broszę miała za tę Olę,
co z nią młócił wuj w stodole.
Bransoletę za konkietę madame Lili.
A ten pierścień ze szmaragdem
to wuj dał jej za tę Magdę,
co go w życie z nią o świcie wykosili.
Hop, hop, hejże ha! W życie wykosili.


Scytyjski pektorał z Towstej Mohyly, IV w. p.n.e.

Wachlarz z masy perłowej, rzeźbiony


Wachlarz z pereł i szyldkretu -
za chanteuse'ę z kabaretu.
A egretkę za subretkę Teklę Pośpiech.
Brylantową aureolę
dał wuj wujnie za pacholę,
gdy zabronił mu kanonik kobiet w poście.
Hop, hop, hejże ha! Ksiądz kanonik w poście.


Tak szafując zdrowiem bujnem,
wuj odumarł Hanię - (żonę) wujnę.
Pewnej doby wpadł (w co?) w choroby na ostatek.
A gdy zapalała świce,
to wuj jeszcze zakonnicę...
Po czym: "Haniu - szepnął - za nią to już spadek".
Hop, hop, hejże ha! Wieczny (co?) odpoczynek. (Aha, aha)

Autor tekstu: Jeremi Przybora
Muzyka: Jerzy Wasowski
śpiewa Barbara Krafftówna

niedziela, 8 lipca 2018

ZMĘCZENIE PRACĄ


     Dzisiaj jeden z Gości mojego bloga zainteresował się postem "Złoto Rockefellerów" tutaj  Zamieściłam tam fotkę niejakiego Dale Carnegie, autora bestsellerów, piszącego przy biurku: 

Dale Carnegie

    Proszę się przyjrzeć, co ma zawieszonego na białym urządzeniu stojącym na biurku. 
No, dobrze, dla mniej spostrzegawczych wyjaśniam: to najzwyklejsza pomięta skarpeta. 
Jestem dobrze poinformowana :-) ... wiem, że jest koloru brązowego. 

Stan "zmęczenia  pracą"  nie jest obcy większości z nas.


W książce "Jak przestać się martwić i zacząć żyć" Dale  Carnagie  w rozdziale "Jak nie dopuszczać do zmęczenia pracą" podaje kilka zasad. 

W jednej z nich radzi, aby odprężać się podczas pracy, gdy  tylko jest to możliwe, pozwalając swojemu ciału, aby stało się miękkie, jak stara skarpeta. Sam przyznaje się  do tego, że podczas pracy, rzuca na biurko swoją starą brązową skarpetę i od czasu do czasu na nią zerka, przypominając sobie o rozluźnieniu ciała. 

    Oczywiście zdjęcia w tej książce nie ma żadnego. Może w oryginale amerykańskim jest, tego nie wiem. Tę fotkę miałam w swoich zasobach internetowych, zdobytych kiedyś w sieci, nie znając jeszcze autora bestsellerów, ani jego sposobu pracy. Skojarzyłam sobie dopiero podczas czytania wyżej wymienionej książki. Stąd wiem, że skarpeta jest brązowa, mimo, że fotka czarno-biała. A moja dygresja jest trochę chochlikowa:
     Przecież nie każdy radzi sobie najlepiej z higieną. Wyobrażam sobie, że na biurku stoi wentylator, a na drodze jego podmuchu powiewa "pachnąca" skarpeta. Już nie wnikam, jakiego koloru i czy ma przetarte pięty...

     Można tak się rozluźnić, że nawet znarkotyzować.  A co z wynikiem pracy? Jakie efekty takiego rozluźnienia?

Dale nie namawia do tego, aby na naszych biurkach leżały właśnie stare skarpety, może to być ...kot. 

A kot? Może być. Jeśli kiedyś podnosiłeś śpiącego kota na słońcu, to pamiętasz, że wtedy jego obydwa końce zwisają bezwładnie po obydwu stronach twojej dłoni, jak mokra szmata. Mam w pamięci taki obraz, ale nie mogę odszukać go w mediach, choć straciłam na to pół dnia. Zamieszczam więc inny obrazek śpiącego kota.



Dale twierdzi, że nigdy nie widział  kota z rozstrojem nerwowym, ani cierpiącego na bezsenność, zmartwionego, czy z wrzodami żołądka i radzi:
"prawdopodobnie unikniesz wszystkich tych nieszczęść, jeśli nauczysz się relaksować, jak kot".

Pamiętaj, kot jest wredny, żeby cię czasem nie próbował wygryźć z fotela.



Są też inne sposoby rozładowania napięcia w czasie pracy.