Wybrałam się do parku. W powietrzu czuć jeszcze chłód, a rabaty świecą pustkami – po zimie nie ma śladu, ale kolory jeszcze nie wybuchły. Jest surowo, cicho i szaro. Całe szczęście że pod płaszczem mam kamizelkę ocieplającą, bo w przeciwnym wypadku musiałabym biegi uskuteczniać, żeby nie przechłodzić niezahartowanego po zimie ciała. Nie byłam tak długo, ponieważ to jeszcze nie czas na posiadywanie na ławeczkach w lekkich ubraniach.
Przysiadłam na krótko, na jednej ze starych, drewnianych ławek, odcinając się od świata muzyką w słuchawkach.
W tej mojej małej, dźwiękowej bańce, poczułam nagle, że ławka lekko drgnęła.
Tuż obok, z zupełną bezczelnością, ale i ufnością, usiadły dwa gołąbki. Szare, miejskie, a jednak w tym spokoju wydawały się wyjątkowe. Patrzyłam na nie, już po zdjęciu słuchawek.
W uszach wciąż jeszcze lekko pulsowała ulubiona nostalgiczna melodia. Poczułam głęboki spokój.
To był moment zawieszenia – między zimą a wiosną, między gwarem miasta a ciszą w mojej głowie. Nostalgia zmieszana z subtelną radością z obecności tych małych stworzeń. Tylko ja, muzyka i te 2 gołąbki na ławce.
Nagle ten błogi nastrój przerwała gromadka sfruwających gołębi. Niestety, nie przygotowałam się na "poczęstunek" dla mieszkańców parku.
Kompozytor - Seweryn Krajewski
Tekst - Jacek Cygan
Gołębie wszystkich placów, wzywam was,
Z pomników Mickiewicza, wszystkich miast,
Z Sukiennic, Placu Zgody i Time Square,
Z Kleparza i Concorde, zerwijcie się
Na ziemi chcą zamienić oddech w dym,
Pomniki im do szczęścia, lecz nie my
Dorosły dzieci-kwiaty, dawno maja własny dom,
Kto pójdzie śpiewać dziś, kto wzniesie dłoń…
A tu świat jak zdrowy sad,
Tyle słońca, pszczół i lat,
Tyle ziarna, róż, pejzaży, gwiazd,
I smutku, i jesieni…
A tu świat jak zdrowy sad,
Tyle róż, orzechów, gwiazd
Czy przed burzą, zawsze, zawsze jest
Tak pięknie, tak pogodnie…
Gołębie wszystkich placów, wzywam was,
Z uliczek Kazimierza, z Notre Dame,
Z Picassa dłoni hen, w ogromną kartki biel,
Do ludzi z wszystkich stron, zerwijcie się
Niech skrzydeł waszych szum wypłoszy lęk,
Przegoni chmury obaw z naszych serc
I znów jak dzieci-kwiaty,
Choć już starszy Bóg nad światem,
Chodźmy śpiewać i wznieśmy dłoń…
A tu świat jak zdrowy sad,
Tyle słońca, pszczół i lat,
Tyle ziarna, róż, pejzaży, gwiazd,
I smutku, i jesieni…
A tu świat jak zdrowy sad,
Tyle róż, orzechów, gwiazd
Czy przed burzą, zawsze, zawsze jest
Tak pięknie, tak pogodnie…
Gołębie wszystkich placów, wzywam was,
Z pomników Mickiewicza, wszystkich miast,
Z Sukiennic, Placu Zgody i Time Square,
Z Kleparza i Concorde, zerwijcie się
Na ziemi chcą zamienić oddech w dym,
Pomniki im do szczęścia, lecz nie my
Dorosły dzieci-kwiaty, dawno maja własny dom,
Kto pójdzie śpiewać dziś, kto wzniesie dłoń…
A tu świat jak zdrowy sad,
Tyle słońca, pszczół i lat,
Tyle ziarna, róż, pejzaży, gwiazd,
I smutku, i jesieni…
A tu świat jak zdrowy sad,
Tyle róż, orzechów, gwiazd
Czy przed burzą, zawsze, zawsze jest
Tak pięknie, tak pogodnie…
Gołębie wszystkich placów, wzywam was,
Z uliczek Kazimierza, z Notre Dame,
Z Picassa dłoni hen, w ogromną kartki biel,
Do ludzi z wszystkich stron, zerwijcie się
Niech skrzydeł waszych szum wypłoszy lęk,
Przegoni chmury obaw z naszych serc
I znów jak dzieci-kwiaty,
Choć już starszy Bóg nad światem,
Chodźmy śpiewać i wznieśmy dłoń…
A tu świat jak zdrowy sad,
Tyle słońca, pszczół i lat,
Tyle ziarna, róż, pejzaży, gwiazd,
I smutku, i jesieni…
A tu świat jak zdrowy sad,
Tyle róż, orzechów, gwiazd
Czy przed burzą, zawsze, zawsze jest
Tak pięknie, tak pogodnie…



