![]() |
| Vincente Palmaroli y Gonzalez - "Joanna a Loco" |
Obraz przedstawia zatomizowaną i pogrążoną w smutku królową Joannę I Kastylijską (zwaną Joanną Szaloną) podczas jej wieloletniego pobytu i odosobnienia w zamku w Tordesillas.
Grupa dworzan lub muzyków próbuje odwrócić jej uwagę i ukoić jej zmysły za pomocą muzyki ( To instrument w rękach dworzanina, a nie strzelba, jakby się na pierwszy rzut oka wydawało).
Dzieło ukazuje dramatyzm i samotność monarchini.
Królowa Joanna I Kastylijska, znana w historii jako Joanna Szalona (Juana la Loca), to jedna z najbardziej tragicznych postaci w dziejach Europy. Była formalną królową Kastylii i Aragonii, jednak przez niemal pół wieku pozostawała całkowicie odsunięta od władzy i więziona przez najbliższych mężczyzn swojego życia: męża, ojca oraz syna.
Młodość i nieoczekiwana sukcesja
Urodziła się 6 listopada 1479 roku w Toledo jako trzecie dziecko Królów Katolickich – Izabeli I Kastylijskiej i Ferdynanda II Aragońskiego. Odebrała staranne, renesansowe wykształcenie; znała sześć języków, pasjonowała się literaturą, tańcem oraz muzyką.
Jako młodsza córka nie była przewidziana do objęcia tronu. Jednak seria przedwczesnych zgonów w rodzinie (śmierć jej starszego brata Jana, starszej siostry Izabeli oraz siostrzeńca Miguela) sprawiła, że w 1500 roku stała się jedyną oficjalną dziedziczką hiszpańskiej korony.
Toksyczne małżeństwo z Filipem Pięknym
W 1496 roku, mając zaledwie 16 lat, została wydana za mąż za arcyksięcia Filipa I Pięknego z dynastii Habsburgów. Para zamieszkała we Flandrii. Choć ich związek początkowo opierał się na wielkiej namiętności, szybko zamienił się w koszmar: Zdrady i upokorzenia: Filip był notorycznym kobieciarzem, co wywoływało u chorobliwie zakochanej Joanny ataki głębokiej zazdrości i rozpaczy.
Walka o władzę:
Gdy Joanna została dziedziczką tronu Kastylii, Filip zaczął knuć intrygi, aby odebrać jej należną władzę i rządzić samodzielnie.
Mimo ogromnych kryzysów para doczekała się szóstki dzieci, z których wszystkie zasiadły na europejskich tronach (w tym późniejszy cesarz Karol V Habsburg oraz król Ferdynand I).
Śmierć męża i narodziny czarnej legendy
W 1504 roku zmarła matka Joanny, Izabela Katolicka, a Joanna formalnie została królową Kastylii. Filip natychmiast ogłosił żonę osobą niepoczytalną, by przejąć regencję. Niedługo później, we wrześniu 1506 roku, Filip niespodziewanie zmarł na tyfus po zaledwie kilku dniach choroby.
Po śmierci męża rozpacz Joanny przekroczyła granice norm społecznych i dała początek legendzie o jej „szaleństwie”. Przez wiele miesięcy wędrowała nocami przez Kastylię wraz z orszakiem procesyjnym, wioząc ze sobą otwartą trumnę z ciałem Filipa.
Regularnie otwierała trumnę, by całować stopy zmarłego męża, i chorobliwie pilnowała, aby żadna kobieta (nawet zakonnica) nie zbliżała się do zwłok.
46 lat w złotej klatce
Zachowanie Joanny stało się idealnym pretekstem politycznym dla jej ojca, Ferdynanda Aragońskiego. W 1509 roku nakazał zamknąć córkę w zamku-twierdzy w Tordesillas.
Gdy w 1516 roku zmarł Ferdynand, Joanna formalnie została także królową Aragonii, stając się pierwszą władczynią zjednoczonej Hiszpanii. Mimo to, uwięzienie kontynuował jej własny syn, Karol V Habsburg, który potrzebował oficjalnego statusu matki jako „szalonej”, aby bez przeszkód samodzielnie rządzić potężnym imperium.
Więzienna rzeczywistość Joanny w Tordesillas była ponura. Przetrzymywano ją w pokojach bez okien, odizolowaną od świata zewnętrznego. Choć z czasem pozwolono mieszkać z nią jej najmłodszej córce Katarzynie (widocznej na obrazie Palmaroliego), po odejściu córki na dwór portugalski Joanna została zupełnie sama. Cierpiała na głęboką depresję, stany lękowe i odmawiała jedzenia oraz dbania o higienę.
Śmierć i dziedzictwo
Joanna Szalona zmarła w Tordesillas 12 kwietnia 1555 roku w wieku 75 lat, spędziwszy w zamknięciu niemal 46 lat. Została pochowana w Kaplicy Królewskiej w Grenadzie, tuż obok swojego męża Filipa.
Współcześni historycy w dużej mierze podważają mit o jej całkowitym obłąkaniu. Wiele wskazuje na to, że Joanna cierpiała na kliniczną depresję lub schizofrenię (prawdopodobnie odziedziczoną po babce, Izabeli Portugalskiej), jednak jej stan został cynicznie wyolbrzymiony i wykorzystany przez męża, ojca i syna do bezwzględnej gry o władzę nad Hiszpanią i imperium Habsburgów.
Historia Joanny Kastylijskiej, znanej jako Joanna Szalona, wciąż mnie porusza.
Kobieta, która kochała zbyt mocno, której żałoba po śmierci ukochanego męża była tak głęboka, że nie mieściła się w ramach ówczesnej „przyzwoitości”. Zamiast pozwolić jej boleć, uznano ją za szaloną. A potem wykorzystano tę etykietę, by odebrać jej władzę, wolność i godność.
Nie była pierwszą i nie była ostatnią.
Przez wieki stan, który dziś nazwalibyśmy głęboką depresją, żałobą patologiczną albo kryzysem psychicznym, bywał wygodnym narzędziem.
Wystarczyło nazwać kogoś „szalonym”, żeby odebrać mu prawo głosu, prawo do majątku, prawo do dzieci, a czasem nawet prawo do życia we własnym domu. Szczególnie łatwo trafiało to w kobiety – zbyt emocjonalne, zbyt głośne w swoim bólu, zbyt niewygodne.
Wystarczyło nazwać kogoś „szalonym”, żeby odebrać mu prawo głosu, prawo do majątku, prawo do dzieci, a czasem nawet prawo do życia we własnym domu. Szczególnie łatwo trafiało to w kobiety – zbyt emocjonalne, zbyt głośne w swoim bólu, zbyt niewygodne.
Dziś już nie zamykamy ludzi w zamkach na dziesiątki lat. Ale czy naprawdę tak bardzo się zmieniliśmy?
Nadal zdarza się, że czyjś smutek, wycofanie, lęk albo wrażliwość zostają użyte przeciwko niemu.
W relacjach – „znowu masz swoje stany, nie da się z tobą rozmawiać”.
W pracy – „jest zbyt niestabilna emocjonalnie”.
W rodzinach – „przesadza, zrób z nią coś”.
A czasem nawet w przestrzeni publicznej – gdy czyjś ból psychiczny staje się argumentem w sporze, a nie powodem do współczucia.
Depresja (nawet ta niezdiagnozowana) wciąż bywa traktowana nie jak choroba czy głęboki stan duszy, lecz jak wada charakteru albo wygodna etykieta. Etykieta, którą można przykleić, żeby kogoś uciszyć, zdyskredytować albo po prostu nie musieć się nim zajmować.
Najbardziej boli mnie to, że za tymi etykietami zawsze stoi żywy człowiek.
Człowiek, który najczęściej nie prosi o nic więcej, niż o to, by ktoś zobaczył jego cierpienie, a nie tylko „szaleństwo”.
Człowiek, który najczęściej nie prosi o nic więcej, niż o to, by ktoś zobaczył jego cierpienie, a nie tylko „szaleństwo”.
Może morał jest prosty, choć niełatwy:
Zanim nazwiemy kogoś „szalonym”, „przesadzającym” albo „niestabilnym”, warto najpierw zapytać siebie:
Czy naprawdę widzę jego ból…
czy tylko szukam powodu, żeby nie musieć go widzieć?
Czy naprawdę widzę jego ból…
czy tylko szukam powodu, żeby nie musieć go widzieć?
Bo historia Joanny uczy nas nie tylko o dawnych czasach.
Uczy nas, jak łatwo ludzkie cierpienie może stać się narzędziem w rękach tych, którzy wolą władzę, wygodę albo spokój… od empatii.
Uczy nas, jak łatwo ludzkie cierpienie może stać się narzędziem w rękach tych, którzy wolą władzę, wygodę albo spokój… od empatii.
~~~~~~~~~~~~~~~~
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
%20(1).jpg)