Translate

piątek, 23 marca 2018

MĘSKIE PORZĄDKI

    


    W okresie przedświątecznym rezygnujemy z wszelkich dłuższych wypadów, bo przecież czekają nas przygotowania domu na ten radosny czas. Ale... jeśli żona musi wyjechać, dajmy na to, zawodowo?
A tu jeszcze sportowe transmisje ze skoków albo piłki nożnej? Jak wywiązać się z obietnicy danej żonie:
    "Nie, martw się, Kochanie. Wrócisz, zastaniesz dom pięknie wysprzątany na święta." 

Czy można oglądać mecz w pojedynkę  ( o suchym "pysku")?
Wiadomo, koledzy sfatygowani nieco, opuszczają w końcu towarzyskiego słomianego wdowca, wcale nie mniej sfatygowanego. Wcześniej pomogli "posprzątać" naczynia, wkładając do wody, aby nie przyschły do rana.
Tylko trochę jakby mniej miejsca w wannie. 


Konstanty Ildefons Gałczyński



Rozmowa między Mikołajem
i Konstantym Ildefonsem
na temat
porządków świątecznych


Mikołaj: Jak tam, panie Ildefonsie,
czy porządki już robią się?

Konstanty Ildefons: Tylko bez tych "się", gwiazduchno:
"Się" - to bujda. "Się" to próchno.

Owo "się" połóżmy w grobie.
Nie "się" robi, lecz ja robię.

Jeden cegły. Drugi rymy.
Wy robicie. My robimy.

Mikołaj: Dobrze. Dobrze. Przestań stękać.
Już nie będę sięsięsiękać,

a rozmowy naszej wątki
to są świąteczne porządki,

przeto powiedz mi, gołąbku,
czy już wszystko masz w porządku?

Konstanty Ildefons:
Niezupełnie. Ale prawie.
Zaraz wszystko ci przedstawię:

Najprzód starłem horrendalność,
wymiotłem niepunktualność.

Mikołaj: Jak to? Miotłą? Mów, perełko.

Konstanty Ildefons: Właśnie. Miotłą i miotełką.

Bowiem, panie Mikołaju,
są tacy, co się spóźniają,

czas dla nich to woda mętna,
bo nie czują czasu tętna.

Mówi taki jeden z drugim:
'Przyjdę o godzinie drugiej".

A tu już i piąta mija,
gdzieś się zapodział bestyja,

gdzieś się błąka, gdzieś grasuje,
horrendalny złodziej czasu,

chodzi tępy, chodzi bierny,
cóż dla niego znaczy termin.

On tak lubi mglisto-mglasto,
między trzecią i trzynastą...

gdzieś... w czwartek... koło Filtrowej -
jak hermenegildy owe,

co czas mierżą takim kątem:
'Raczej w piątek. Koło piątej".

A my, panie Mikołaju,
czas cenimy w naszym kraju.

Niechaj grom satyry palnie
w to słówko 'ewentualnie",

w te paniusie, mój Mikusiu,
w tych cacusiów-ewentusiów.

Mikołaj: Amen. Amen. Amen. Amen.
Niech satyra zda examen.

Jam też nie żałował ręki
dla różnej płci hermenegild;

lecz powiedz, Ildefonsini,
cóżeś jeszcze tam wyczynił,

w jakieś jeszcze strzelał ptactwo?

Konstanty Ildefons: Ano, w ględziarstwo, w mętniactwo.

Mikołaj: Cóż to znaczy, na Jowisza?
Takich słówek-żem nie słyszał.

Konstanty Ildefons: Zaraz ci to. Mikołajku,
wytłumaczę: Przykład: Jajko

Mikołaj: znosi kura.

Konstanty Ildefons: Ano właśnie
Ale czasem człowiek zaśnie,

nim się dowie, o co chodzi -
bo ta... ten... hermenegilda

bardzo estetyczny styl ma
i w tym stylu ględzi co dzień
:
'Jajko... problem... jest... jajczany...
kura... tak powiem... ptaszyna..."

I w tym sensie. Wykapany
'Metafizyk" Fonwizina;

ględologia na koturnie,
nie wesoło, lecz pochmurnie,

a grunt, żeby niekonkretnie.
Niekonkretnie? No, to świetnie.

Już rozumiesz?

Mikołaj: Ni pół słowa.