Idąc tropem Mariana Hemara czy Edith Piaf, można kiedyś pokusić się o rozliczenie własnego życia.
Ale zanim człowiek zacznie taki bilans sporządzać, wypadałoby — trochę jak przed spowiedzią — zrobić rachunek sumienia.
Tylko tutaj na blogu mam taka szansę ewentualne plusy wymienić. W spowiedzi już nie. To zostawiamy Bogu, jeśli wcześniej nie zadbaliśmy o odebranie sobie nagrody za zasługi na tym ziemskim padole Do tego wszystkiego należy dodać odwagę. Co warto upubliczniać, a co zachować na wieczne zapomnienie. Myślę, że , jak rzadko który bloger - w tych 1498 postach - przemyciłam tyle informacji o swoich sukcesach i porażkach, że czuję się teraz jak... przenicowana.
A poza tym — czy naprawdę ważne jest dziś, że czegoś nie dokonałam, bo:
- nie umiałam,
- nie chciałam,
- nie dano mi szansy,
- albo w porę ostrzegł mnie Anioł Stróż.
(No dobrze… niektórzy nazwaliby to intuicją.
Za Edith Piaff

