Translate

czwartek, 16 kwietnia 2026

O CZYM TOFFI NIE POWINNA SŁYSZEĆ

   Słuchajcie, naukowcy naprawdę powinni się w końcu dogadać: czy psy nas rozumieją, czy tylko udają głupie, żebyśmy się czuli bezpieczni. Bo ja od kilku dni chodzę po domu na paluszkach i boję się włączyć głośniej muzykę.
   A wszystko przez jedną (...) piosenkę Tadeusza Chyły. Bo wyobraźcie sobie, że nasza Toffi kiedyś to usłyszy. Naprawdę usłyszy. I nagle dotrze do niej, co my przed nią przez całe życie ukrywaliśmy. Że te wszystkie „zdrowe” chrupki, marchewki i „specjalna karma dla wrażliwego żołądka” to była jedna wielka ściema. 


   Ale żebyście wiedzieli o co chodzi to najpierw włączcie tę (...) muzykę, ale potem koniecznie wracajcie na dalszy ciąg relacji.


Sen Psa 

Tekst: Ludwik Jerzy Kern
wykonawca" Tadeusz Chyła

Na polu kalafiory,
Na całe życie dość.
Każdy kalafior spory
I w każdym rośnie kość,
Więc podjem znakomicie,
Aż po żołądka kres,
Och, piękne, piękne życie,
Och, piękny jestem pies.

Przechodzę do alkowy,
W alkowie stoi stół.
Ma czworo nóg wołowych,
Wędzonych w dymie z ziół,
Pożeram wszystkie nogi,
Zostaje tylko blat.
Och, mój żywocie błogi,
Och, piękny, piękny świat.

Po łączce chodzą krówki -
Słownie sześćdziesiąt sześć,
Podchodzę - to parówki!
Gorące, tylko jeść.
Parówki autentyczne,
Kilometrowy zwój.
Och, chwile niebotyczne,
Och, piękny świecie mój.

Na wzgórku stoi lasek,
A w lasku pachnie wrzos.
Ten lasek też z kiełbasek
I widzę, wrzos - to sos,
Więc cały lasek wcinam,
Rozlewam wrzos do waz.
Och, cudna to godzina,
Och, niebywały czas.

Już jesień jest, niestety,
Deszcz chlupie, chlup, chlup, chlup,
Spadają z drzew kotlety.
A wszystkie do mych stóp,
Tłuszcz pryska mi na rzęsy,
Sztuka mięs pędzi wiatr,
Wieprzowy wschodzi księżyc,
Zbaraniał cały świat,
Zbaraniał cały świat.

   To nie jest jakaś tam abstrakcyjna poezja. To jest raport z psiego raju napisany przez psa, który najwyraźniej miał dość naszych niedorzeczności. Gdyby jej powiedzieć, ze to w psim raju takie wspaniałości, to jeszcze  gotowa o ekspresową eutanazję wystąpić, albo na pierwszym spacerze pod auto się rzucić. 

  Toffi, jeśli kiedykolwiek to usłyszysz, to my jesteśmy ugotowani. Dosłownie i w przenośni. 

   Wiecie co jest najgorsze?
Że my tu sobie chodzimy po domu, udajemy, że jesteśmy dobrymi opiekunami, a tak naprawdę jesteśmy bandą oszustów pierwszej wody.
Bo wyobraźcie sobie ten moment, kiedy nasza Toffi kiedyś jednak usłyszy tę piosenkę Chyły. A co do tekstu, to Ludwik Jerzy Kern nie napisał piosenki.
On napisał psią biblię objawioną, której żaden pies nie powinien nigdy usłyszeć.
  Nie „usłyszy fragment”. Nie „usłyszy refren”. Usłyszy całość. I wtedy w jej małej, kudłatej głowie kliknie: 

„Chwila… przez te wszystkie lata karmiliście mnie suchymi kulkami wielkości bobków gryzonia, a istniało pole kalafiorów z kośćmi w środku?!
Kalafiory, psia noga, z kośćmi?!


   A potem leci dalej:

"Stół na czterech wołowych nogach wędzonych w ziołach…
Parówki na łączce zamiast krówek…
Lasek zrobiony w całości z kiełbasek…I na deser – deszcz kotletów, które same spadają z drzew prosto pod psie łapy."

   Toffi będzie leżała na kanapie, patrzyła na nas tymi wielkimi, smutnymi oczami i myślała tylko:

„Ludzie… ja wam ufałam.
Ja wam lizałam ręce po tym, jak daliście mi marchewkę zamiast schabowego.
A wyście wiedzieli. Przez tyle lat żyłam z oszustami."

   I wtedy nastąpi faza żałoby:
Etap niedowierzania
Etap „patrzę na was z wyrzutem przez 3 dni”
Etap „odwracam się tyłem i udaję, że was nie ma i  będę miała depresję na poziomie „człowiek dowiedział się, że Święty Mikołaj nie istnieje… tylko że ja się dowiedziałam, że całe moje życie to sucha karma i kłamstwa”.
 Etap "leżę i wzdycham tak głośno, że sąsiedzi pytają, czy umarł ktoś w rodzinie".

  A my będziemy stać w kuchni z paczką tej cholernej „light karma dla juniorów” w ręku i szeptać między sobą:
„Może jej jeszcze jedną marchewkę dać? Albo… nie, lepiej nie. Jeszcze pomyśli, że to kpina.”

   Toffi, skarbie…
Jeśli kiedykolwiek to przeczytasz albo usłyszysz – pamiętaj:
my naprawdę myśleliśmy, że ta sucha karma to szczyt luksusu. 
   My jesteśmy tymi zdrajcami, co puszczają ci „psią muzykę relaksacyjną” z dźwiękami deszczu, zamiast prawdziwego hymnu psiego szczęścia. Byliśmy po prostu… bardzo, bardzo głupi. I bardzo, bardzo kiepscy w byciu psimi bogami.

<><><><><>

⚓️ Moja blogowa flotylla – wybierz swój pokład:

🧼 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy (oraz eklerki!)

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania, modlitwa i rozmowy z Archaniołami.

🎨 Oko na obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, filozofia i niekonwencjonalne spojrzenie na płótno. 

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „samotny biały żagiel”, czyli rymowana kraina dla dzieci i tych, którzy z bajek nigdy nie wyrośli.

 A teraz niespodzianka - mój dotąd anonimowy blog (prowadzony pod pseudonimem Rita) dotąd pisany w tajemnicy, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - wypuszczam z małego akwenu na wody oceanu. Oto on - WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję
link tutaj