Translate

czwartek, 30 kwietnia 2026

MUSZELKOWY CUD


   Przez pierwsze pięć lat życia Małgosi świat był filmem niemym. Widziała, jak inne dzieci śmieją się na placu zabaw – ich buzie otwierały się szeroko, ramiona podskakiwały, ale żaden dźwięk nie docierał do jej uszu. Widziała ruchy ust wychowawczyń, które wydawały się pięknym, lecz zupełnie niezrozumiałym tańcem. W Domu Dziecka mówili o niej cicho: „ta, która żyje w ciszy”. Potencjalni rodzice przychodzili, patrzyli na jej jasne loczki i duże, błękitne oczy, a potem odchodzili – przestraszeni niewidzialną barierą, której nie umieli pokonać.

   Aż pewnego deszczowego dnia pojawiła się Ona.
Anna – kobieta o ciepłych dłoniach pachnących świeżo upieczonym chlebem i lawendą, która sama kiedyś, jako mała dziewczynka, czekała w sierocińcu na swój cud adopcji. Wiedziała, że prawdziwa miłość nie potrzebuje dźwięków, by wybrzmieć najgłośniej. Razem ze swoją dorosłą już córką, Olą, zabrały Małgosię tam, gdzie świat mówi najgłośniej – nad brzeg oceanu.

   Pierwsze tygodnie były jak sen. Małgosia biegała boso po piasku, a fale delikatnie muskały jej stopy. Śmiała się bezgłośnie, machając rękami, jakby próbowała złapać wiatr. Anna i Ola pokazywały jej wszystko na migi i gestami – jak zbierać muszelki, jak budować zamki z piasku, jak patrzeć na ptaki lecące wysoko nad wodą.

   Pewnego złotego popołudnia, gdy słońce schodziło nisko i barwiło niebo na różowo-pomarańczowo, Anna podała dziewczynce wielką, chropowatą muszlę w kształcie rogu. Była ciężka, kremowa, z delikatnymi rowkami, jakby ktoś wyrzeźbił w niej całą historię oceanu.– Przyłóż ją do ucha – pokazała Anna gestem i uśmiechem.

   
Małgosia, tak jak widziała na starych obrazkach w książkach, ostrożnie przytknęła muszlę do prawego ucha. I wtedy stało się coś niezwykłego.

   W tej głębokiej, znajomej ciszy jej duszy muszla nagle… zadrżała. Delikatnie, jakby żyła. Dziewczynka poczuła lekkie wibracje – nie tylko w uchu, ale w całym ciele. Jej małe usta same się poruszyły. Najpierw powoli, potem coraz szybciej – naśladowały rytm, który poczuła całym swoim jestestwem. Nie słyszała jeszcze słów, ale czuła melodię. Czuła opowieść.

  Muszla nie szumiała zwyczajnie oceanem. Ona szeptała nadzieją.

  Małgosia szeroko otworzyła oczy. Z radosnym błyskiem w błękitnych tęczówkach zaczęła energicznie pokazywać mamie na migi i gestami:
– Tam, za wielką wodą, mieszka ktoś z „naprawczymi rękami”! On potrafi naprawić ciszę! Muszla mi to powiedziała!

   Anna przyklęknęła na piasku, wzięła dziewczynkę w ramiona i spojrzała jej głęboko w oczy. Wierzyła w intuicję dziecka bardziej niż w jakiekolwiek badania. Tej samej nocy, gdy Małgosia już spała z muszlą przytuloną do policzka, Anna zaczęła szukać. Długo, cierpliwie. I odnalazła go – wybitnego lekarza z dalekiego kraju, specjalistę od operacji, które przywracają świat dźwięków tym, którzy żyli w ciszy.

  Muszla była z Małgosią przez cały ten czas.

  Towarzyszyła jej w szpitalu – leżała na stoliku przy łóżku, gdy dziewczynka bała się przed operacją. Była przy niej na sali operacyjnej (w sterylnym woreczku, ale blisko). I podczas długich, męczących miesięcy rehabilitacji, gdy Małgosia musiała ćwiczyć słuchanie najprostszych dźwięków: kapania wody, szelestu liści, własnego śmiechu.

  Czasem, gdy było bardzo trudno, dziewczynka brała muszlę do rąk, przytykała ją do ucha i poruszała ustami – tak samo jak tamtego pierwszego popołudnia na plaży. I znowu czuła to delikatne drżenie. Jakby muszla powtarzała: „Jeszcze trochę… już prawie słychać…”Dziś Małgosia słyszy już śpiew ptaków o świcie, szum fal, głos mamy wołający ją na obiad i śmiech swojej starszej siostry Oli. Świat przestał być niemym filmem. Stał się kolorową, dźwięczącą bajką.

   Ale wciąż, gdy chce podziękować za ten pierwszy cudowny szept, siada na swoim ulubionym miejscu nad oceanem, zakłada biały kapelusz z różową piwonią, bierze do ręki tę samą starą muszlę i przykłada ją do ucha. Jej usta znowu się poruszają – cicho, z wdzięcznością. A muszla odpowiada lekkim drżeniem, jakby mówiła: „Byłam tylko mostem… resztę zrobiła miłość”.

Morał:
  Cuda nie zawsze przychodzą z wielkim hukiem. Czasem czekają cierpliwie w małej, chropowatej muszli, by usłyszał je ten, kto kocha najmocniej. Prawdziwa miłość potrafi odnaleźć drogę tam, gdzie nauka widzi tylko barierę.

    Dopełnieniem tej muszelkowej historii niech stanie się myśl, którą podsunęła mi niezawodna Jotka – stała bywalczyni mojego portu. To ten najważniejszy morał, który warto zabrać ze sobą w dalszy rejs:  Bóg podsyła Ci łódź w potrzebie, ale wiosłować musisz sam .
Bo przecież to właśnie w tych drobiazgach, w tych małych cudach codzienności, ukryte jest to, co w życiu najcenniejsze.

<><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy. tutaj

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
A teraz niespodzianka - mój dotąd anonimowy blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - wypuszczam z małego akwenu na wody oceanu. Oto on - "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj

środa, 29 kwietnia 2026

TYM RAZEM NAROZRABIAŁ "SIEROTKA", A NIE EWA Z ADAMEM

 Nawet trochę i mojej winy  tu się znalazło, ponieważ ten post powinnam załączyć do tego o rajskiej jabłoni. Skoro juz czas "podstawowy" minął , a teraz tylko przez przypadek ktoś tamten przeczyta, postanowiłam "przekopiować" stary wpis z 2019 roku. Na końcu podam link do tego który przedwczoraj był publikowany.

środa, 31 lipca 2019

CO TEN "SIEROTKA" NAROBIŁ?


Lucas Cranach Starszy (domena publiczna)

 Czuję się jak w raju.
Nie, jeszcze nie umarłam... Ale jabłoń rajską mam, a i owszem, na swojej posesji. 



Może to słowo na wyrost, ta jabłoń, bo to młode drzewko, ale za to ... bardzo płodne.  Jakoś nie ma tu obok mnie szatana (choć Adam wciąż ten sam od kilkudziesięciu lat) i jak do tej pory nikt tego "Adasia" też nie skusił, abyśmy jabłuszko skosztowali. Bo i ono, to rajskie, nie jest zbyt smaczne, gdyby je ktoś zechciał prosto z drzewa spałaszować. Ale na przetwory... pychotka. Ja , niestety, nie robię z nich przetworów. Pełni to drzewko dla mnie rolę ozdobną.

 Wiosną pięknie, obficie  obsypane różowymi  kwiatami, a wkrótce potem udekorowane błyszczącymi czerwonymi jabłuszkami, którym pozwalam wisieć do zimy. 





  ( Te zdjęcia, jak widać po stroju, wykonywałam zimą, jednak w dniu bezśnieżnym. Od czego technika? Należałoby jabłuszka oszronić :)



  A listki tej jabłonki zapewne nie są z rodzaju drzewa poznania z raju opisanego w Biblii.




    Za żadne skarby taki listek nie okryłby nic Ewie, chyba, że oko, aby nie zerkała na gołego Adasia.

Może i takie wątpliwości, czy to właśnie  jabłoń była tym  drzewem rodzącym owoc zakazany,   miał niejaki "Sierotka" , tj. Mikołaj Krzysztof Radziwiłł?

Wiadomo jest, że podróżował do Ziemi Świętej (1852-1854), z czego sporządził odpowiednie notatki. 
I czego można się z nich dowiedzieć?

Znajduje się w nich  mało spotykana opinia na temat owocu zakazanego. Otóż miałby być nim ... banan.



  Wg niego  taka opinia panowała wśród syryjskich chrześcijan. Czy "Sierotka" był do niej przekonany?

 Tu posłużę się cytatem z Dziennika Zachodniego (artykuł Magdaleny Nowackiej-Goik) :


(...)Chrześcijanie, którzy tu w tym kraju mieszkają, tak mniemają pospolicie, że Adam i Ewa z raju ten owoc jedli, co też takimi racjami udowadniają: Naprzód, iż jabłek tu nie masz...(...) trzecia racja, iż ten owoc nie na drzewie, na niskim krzaku rośnie, zaczem rodzicy pierwej łacno go urwać mogli, czwarta, że mauza (banan) liście na łokieć szerokie, na dwa wzwyż ma, z których po grzechu snadno było uczynić ciału zasłony".

No i co ten "Sierotka" narobił ?!
Tak namieszać w głowach Polakom?

A teraz obiecany na wstępie link do postu: "Od pąka do owocu: Moje dziesięć lat z rajską  jabłonią"
link

9 komentarzy:

  1. W biblii jest moa o drzewie owocowym, ale nie podano jaki to konkretnie gatunek. To myśmy sobie wykoncypowali, że to jabłoń była.
    Biblia mówi także, iż kiedyś roślinny były o wiele większe. Kiść winogron musiało nieść dwóch chłopów na drągu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liście , proporcjonalnie z tak okazałych drzew, mogły być kompletnym odzieniem, nie tylko na intymną część ciała ludzkiego.
      Z uwagi, że Biblia nie wskazuje rzeczywiście rodzaju drzewa, dało to możliwość ludziom "kombinowania' z tymi zakazanymi owocami z Raju . Na tej liście znajdują się również...figi.

      Usuń
    2. Może się okazać, że tego gatunku drzewa my w ogóle nie znamy. Mogła to być jakaś niepowtarzalna odmiana. :) Rozwiązań jest całe mnóstwo.
      Gdyby to była figa, za żadne pieniądze wąż by mnie nie skusił, bo nie lubię fig. ;D ;D

      Usuń
    3. Dla mnie figi są za słodkie i nie przepadam za tak maleńkimi pesteczkami :)

      Usuń
  2. Zgadzam się z Tobą. Prawa Boże raczej nie były im wówczas w głowie, a zgoła coś zupełnie innego ... ciekawość (?)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wstyd, ale Bibli nie czytałam, ale pomimo tego zawsze kojarzył mi się raj z jablonią.Piękna modelka i rajska jabłoń, która w tym roku u mnie nie ma owoców bo zmarzły.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Nino :)
      Moja jabłonka jest młoda, mam ją dopiero 3 lata. Zastanawiałam się, czy ją jakoś zabezpieczyć przed mrozami na zimę, ale zrezygnowałam. Konary są na razie wiotkie, ale moze będzie kiedyś duża na tyle, że zabezpieczenie i tak byłoby nie możliwe. Pozdrawiam cieplutko

      Usuń
  4. No i masz Tereso swój własny, osobisty i piękny Raj...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, Basiu, To wprawdzie namiastka raju, ale jak do tego dodać szczyptę szczęśliwości, której, dzięki Bogu mi nie brakuje, to chwilo trwaj :)))

      Usuń

wtorek, 28 kwietnia 2026

PANOWIE TEŻ SĄ ZAZDROŚNI ( I JESZCZE JEST O CO)



Czasem człowiek patrzy na parkiet i myśli… no nie może być.
A potem się okazuje, że jednak może.
Oto mała, złośliwa oda do panów, którzy też potrafią być zazdrośni – szczególnie gdy jest o co.

   Panowie też są zazdrośni – i jeszcze jest o co...
że jakiś celebryta hołubce lepiej wybija?
A niech tam zwichnie kostkę, niech się z bólu zwija,
warto się też pomodlić, by choć raz się pośliznął
i na tej śliskiej posadzce porządnie się gwizdnął.

I do podziału zostaną wtedy tancerki-celebrytki,
bo przez tego jednego nie było chętnej kobitki.
Wszystkie w niego zapatrzone – lew to salonowy,
podrywać gwiazdy przez taniec jest zawsze gotowy.

No i wymodlił…

Tancerz
Andrzej Waligórski


A gdy na eleganckim balu
swe talenty rozpościera,
lew salonowy, jak z żurnalu
wyrżnięty, albo prosto z kuriera 

– gdy cały w skrętach i lansadach,
pełen finezji i uroku,
z partnerką swą na parkiet wpada,
wzrok mając wbity w głąb jej wzroku,

i prawie niesie ją, skubaniec,
arcymistrzowską błyszcząc rangą,
tańcząc bezbłędnie każdy taniec
(a ja wyłącznie nudne tango),

gdy tak – powiadam – na nią władczo
spogląda, jak na befsztyk smakosz,
i wszyscy nań z podziwem patrzą,
i każda chciałaby z nim takoż,

a on wie o tym i z zachwytem
ów splendor pełną gębą chłepcze,
i do partnerki uszka przy tym
uwodzicielskie słówka szepcze…

A jego rachityczne nogi
potrafią tańczyć jednocześnie,
aż drzazgi sypią się z podłogi
(o czym ja nawet marzyć nie śmiem).

U góry – dyrdymały sadzi,
u dołu – wolty i wiraże,
i nigdy o nic nie zawadzi,
jakby piekielnym był kuglarzem.

I kiedy nagle się poślizgnie,
przez chwilę równowagę łapie,
a potem w parkiet jak nie gwiźnie –
aż mu coś głośno chrząstnie w japie!


Z nosa mu się puści jucha,
z lwa salonowego – glizda się robi,
i gdy na sali zapada cisza głucha,
pełna obrzydzenia i grozy,

to chociaż jestem ateuszem,
światopogląd nagle tracę
i wierzę, że hen, nad ratuszem
tkwi w chmurkach zacny, siwy Facet…


<><><><><><><>

⚓ Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy. tutaj

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
A teraz niespodzianka - mój dotąd anonimowy blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - wypuszczam z małego akwenu na wody oceanu. Oto on - "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

OD PĄKA DO OWOCU: MOJE DZIESIĘĆ LAT Z RAJSKĄ JABŁONIĄ

„Dzisiaj, po dziesięciu latach, moja rajska jabłoń znów budzi się do życia.
Te różowe pąki to dla mnie obietnica, że każdy trud znajduje
swój radosny finał w rozkwicie”.

Patrzę na dzisiejsze zdjęcia – ten różowy wybuch radości na tle zieleni  – i wracam pamięcią do tych chwil, gdy moje drzewko uginało się pod ciężarem purpurowych owoców.


Czasem wystarczy stanąć pod gałęzią obfitości,
by poczuć, że życie jest darem.
Moje oczy, choć wymagają troski,
wciąż potrafią wyłowić to najważniejsze piękno
– to, które rośnie tuż obok mnie."
    Na tym starym zdjęciu widzicie nas obie w pełni sił. Ja w swojej ulubionej czerwieni, ona w swojej owocowej biżuterii.

   To niesamowite, jak natura nas uczy cierpliwości. Dziś te kwiaty, które tak cieszą moje oczy, niosą w sobie obietnicę tych małych jabłuszek, które znów pojawią się jesienią. To drzewko to dla mnie symbol wierności – niezależnie od tego, co dzieje się w moim życiu, jakie „przeglądy techniczne” przechodzę, ono co roku wraca z tym samym darem piękna.


Czerwień to kolor życia – na gałęziach i w sercu!❤️


Dzielę się z Wami tymi  obrazami: dzisiejszą nadzieją ukrytą w pąkach i wspomnieniem słodkiej obfitości. Bo każda pora roku ma swoje miejsce, a każda zmarszczka na korze i na mojej twarzy to zapisana historia wspólnego trwania.









<><><><><><><>

⚓ Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy. tutaj

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
A teraz niespodzianka - mój dotąd anonimowy blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - wypuszczam z małego akwenu na wody oceanu. Oto on - "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj