Translate
środa, 28 października 2026
PREZENT OD LOSU, CZYLI PIĘĆ PO DWUNASTEJ W BOŻEJ GODZINIE
niedziela, 25 października 2026
FLAMINGI W TOALECIE PUBLICZNEJ
To tylko jeden piękny ptak, mój ulubiony flaming.
![]() |
| by Slava Fox |
![]() |
| Newsweek.com |
Postawię pytanie na czasie:
W jaki sposób ludzie pocieszają się w obliczu klęski?
Często ktoś wskazuje, że zawsze może być przecież gorzej, innych dotknęły większe kataklizmy i z tego wyszli cało. Nie poddawaj się.
![]() |
| by Fredrik Raddum sculpture |
Nie wspominają o tych, którym się, niestety, nie udało.
np. tym, ktorzy zginęli na skutek huraganu Andrew. Dla przykładu w stanie Floryda była to najkosztowniejsza katastrofa w historii , w której zginęły 44 osoby i zniszczyła ponad 700 000 domów. „Wygląda jak strefa wojny” – powiedział wicegubernator Florydy , Buddy McKay, po przelocie nad dotkniętym obszarem.
Stowarzyszenie ogrodów zoologicznych i akwariów, które reprezentuje ponad 230 placówek opieki nad zwierzętami w USA i za granicą, wymaga od wszystkich swoich członków corocznego ćwiczenia gotowości na wypadek katastrofy, aby zachować akredytację. Wiele obiektów co roku dokonuje przeglądu lub aktualizacji swoich protokołów, w tym Zoo Miami.
Niejaki rzecznik ZOO Miami , Ron Magil , pracując już tam 12 lat twierdził, że wszystkie poprzednie huragany Alberto, Bob czy Floyd nie narobiły większych spustoszeń, zatem ostrzeżenia przed Andrew traktował niezbyt poważnie. Oczywiście stosował się do zasad , jakie należy zachować w takich okolicznościach, ale myślał sobie, że to wszystko, co robi , będzie na darmo. Mimo to, on i jego zespół biegali i zabezpieczali wszystko, co pierzaste, włochate i łuskowate, bo przecież ta cała menażeria była pod ich opieką. Trzeba było im zabezpieczyć odpowiednie miejsce i żywność na czas huraganu.
W zoo są również flamingi, moje najpiękniejsze ptaki, które tam podziwiałam. (Już kiedyś wspominałam, że z okna kuzynów na rzece jest widoczna wysepka, na której lęgną się flamingi oraz podpływające delfiny.
Z przygotowaniem min. tych ptaków mieszkających w zoo na bezpieczne przetrwanie Ron Magil miał niemało kłopotów. Przede wszystkim trzeba było je "wyłapać", a one nie były chętne do współpracy, wolały brodzić w wodzie. Nowe miejsce dla nich już czekało.
![]() |
| Magill i jego zespół umieścili też kilka bocianów w innej łazience. (Zdjęcie: Copyright Ron Magill) |
![]() |
| Zdjęcie - Tynes, Brian Huragan Irma |
![]() |
| Max Trujillo/Getty Images |
To konkretne zdjęcie (chociaż podobnych jest więcej) zrobione zostalo przed huraganem Georges 25 września 1998 roku. W męskiej toalecie w Miami Metrozoo (obecnie Zoo Miami) schroniło się ponad 50 karaibskich flamingów.
![]() |
Ambasada zwierząt LLC |
To zagubiony uciekinier z zoo znaleziony na jeziorze Kitchavan w stanie Nowy Jork, uratowany przez fotografa Chrisa Eversa, umieszczony w domu w jego wannie do czasu przekazania właścicielom zoo.
![]() |
| Chris Evers trzyma flaminga, którego zauważył podczas fotografowania ptaków wędrownych nad jeziorem Kitchawan w stanie Nowy Jork.Ambasada zwierząt LLC |
Cześć kochani! 🌴 Zapraszam Was na
literacką podróż po Florydzie, jakiej jeszcze nie znacie!
Chcę Wam z dumą przedstawić moją nową książkę „Góral z krwi
i kości”, która właśnie miała swoją premierę na Amazonie ($14.99)! 📚✨Inspiracją powieści była moja podróż na Florydę
w 2000 roku.
To wzruszająca i okraszona sądeckim humorem opowieść o
polskiej rodzinie imigrantów, która osiedla się w Port Orange / Daytona Beach
Shores. Główny bohater, Stanisław, to uparty polski góral i weteran, który z
wielkim trudem odnawia stary hotel nad samym Atlantykiem.
Ta książka pulsuje florydzkimi realiami – od pięknych
widoków na delfiny z okna salonu, po traumatyczne kataklizmy, przed którymi
trzeba chronić swoje królestwo. Jeśli macie ochotę na dojrzałą, mądrą i
pachnącą polskością lekturę osadzoną we florydzkich rejonach, serdecznie
zapraszam do zakupu na amazon.com!
Szukajcie pod tytułem: Góral z krwi i kości. Trzymajcie się
ciepło pod palmami! 💚
niedziela, 18 października 2026
"SAKIEWKA" - TERESA CZAJKOWSKA, ROZDZIAŁY 18-19
sobota, 17 października 2026
"SAKIEWKA" - TERESA CZAJKOWSKA, ROZDZIAŁY 16-17
Rozdział 16: Za kulisami wielkiego świata
Kraków roku 1946 ożywał po wojennych ranach, szukając
zapomnienia w muzyce, świetle i teatralnym blichtrze. Podczas gdy Tymon z dumą
i rosnącą pewnością siebie stawiał pierwsze kroki w Państwowej Wyższej Szkole
Muzycznej, Renata musiała znaleźć sposób, by ich skromne życie w starej
kamienicy zyskało jakikolwiek stabilny fundament. Zamiast potajemnych,
wycieńczających podróży na podkrakowskie wsie po tytoń i słoninę, los
niespodziewanie otworzył przed nią zupełnie inne drzwi. Dzięki swoim niezwykłym
kunsztom krawieckim i determinacji, Renata otrzymała zatrudnienie jako
garderobiana w krakowskim Teatrze Muzycznym, którego gale i spektakle
operetkowe przyciągały powojenne elity do dystyngowanych sal Filharmonii i
Teatru im. Słowackiego.
Dla skromnej krawcowej z prowincji ten nowy świat pachniał obcością - ciężkim zapachem pudru, lawendy, kurzu i setek
rozłożonych na wieszakach aksamitów. Szybko jednak odnalazła się w tym
labiryncie luster i garderób. Szyła poprawki, prasowała ciężkie fraki, wpinała
haftki w tiulowe suknie aktorek i dbała o to, by artystyczny świat błyszczał na
scenie nieskazitelną czystością. Największym, cichym dramatem jej codzienności
był jednak fakt, że pracowała w tym samym miejscu, w którym śpiewał jej mąż.
Tymon, jako student wydziału wokalno-aktorskiego, rozpoczął swoją karierę
od śpiewu w teatralnym chórze. Nie miał jeszcze swoich wielkich, solowych arii,
ale jego potężny, głęboki tenor - ocalony przed laty za złoto ze szmaragdowej
sakiewki - z każdym wieczorem coraz
mocniej odcinał się od reszty wykonawców. Publiczność zaczynała szeptać o
nowym, genialnym odkryciu z Dachau, a wraz z uwielbieniem tłumów, w dawnego
kleryka z bolesną siłą uderzała wielka, salonowa pycha.
Renata, stojąc w półmroku kulis, z wełnianą chustą na ramionach, co wieczór
obserwowała męża na scenie. Widziała, jak brawa i blask reflektorów zmieniają
jego spokojną niegdyś twarz. Prawdziwy cios przyszedł jednak z najmniej
oczekiwanego miejsca - zza cienkich,
drewnianych ścian damskich garderób.
Pewnego wieczoru, gdy Renata układała kostiumy po skończonej operetce, zza
parawanu dobiegły ją stłumione, perliste śmiechy młodych panienek i krakowskich
chórzystek.
- Słyszałaś tego nowego tenora z chóru? Tego Firleja? - szepnęła jedna,
poprawiając przed lustrem czerwoną szminkę. - Co za głos! Gdy śpiewa, aż ciarki przechodzą
po plecach. Podobno to jakiś powojenny ocalały z obozu, cichy i tajemniczy.
- Słyszałam, słyszałam... - zawtórowała jej druga z ironicznym
uśmieszkiem. - Wszystkie dziewczęta na
roku tylko na niego patrzą. Podobno ma żonę, jakąś prostą kobietę z prowincji,
ale on ma przed sobą tak wielki świat i tak dystyngowane elity, że ta jego
krawcowa szybko stanie się dla niego za ciasna. Artysta potrzebuje muzy, a nie
sakiewki.
Słowa panienek uderzyły w Renatę z siłą fizycznego ciosu. Centymetr krawiecki i nożyczki zamarły w jej dłoniach, a serce zabiło szaleńczym, niespokojnym rytmem. Nie wyszła zza parawanu, nie zrobiła sceny. Jej twarda, dumna natura pozwoliła jej przetrwać ten moment w absolutnej, nabożnej ciszy. Spojrzała na wiszący obok frak Tymona, który sama przed kilkoma godzinami pieczołowicie odprasowała. Zrozumiała, że wielki świat krakowskiej bohemy właśnie zaczął powoli, sekunda po sekundzie, odbierać jej męża, a pycha, która w nim kiełkowała, przynosiła im z każdym dniem coraz mroczniejsze chwile małżeństwa.
Rozdział 17: Tam będę czekać
W tym samym tygodniu, gdy w damskiej garderobie
krakowskiego teatru Renata połykała łzy upokorzenia, na Floriańską przyszedł
list. Koperta była pognieciona, zaadresowana drżącym, pośpiesznym pismem jej
siostry, Weroniki.
Weronika była u kresu sił. Od zakończenia wojny minął już ponad rok, a o
jej mężu wciąż nie było żadnego znaku życia. Polski Czerwony Krzyż rozkładał
ręce – w urzędowych kartotekach panował chaos, a milczenie instytucji paliło
żywym ogniem. Weronika trwała jednak w nabożnym, upartym oczekiwaniu. Nie
przyjmowała do wiadomości najgorszego. Przecież Stefan musiał żyć. Musiał
wrócić. Tymczasem codzienność macierzyństwa i samotnego prowadzenia małego
sklepiku na prowincji powoli ją zabijała. Pomagał jej wprawdzie młody kuzyn,
chłopak obrotny i pełen zapału, który dbał o zaopatrzenie, ale to było za mało
na barki samotnej kobiety z dwiema córkami.
Renata nie wahała się ani chwili. Spakowała ubranie na zmianę, wyprosiła w
teatrze trzy dni urlopu i wsiadła w pociąg. Musiała przytulić siostrę. Czuła,
że ma wobec losu potężny dług wdzięczności.
Na miejscu zastała dom spakowany w skrzynie i Weronikę z oczami pełnymi
determinacji, która już dawno wyparła łzy.
- Jadę na dawne tereny Prus Wschodnich, Renatko - oznajmiła Weronika,
parząc herbatę w wyszczerbionych kubkach. – Do Olsztyna. Tam dają mieszkania za
samo zasiedlenie. Podobno całe poniemieckie kamienice stoją puste. Kuchnie
kafelkowe, wodociągi działają, nawet tramwaje wciąż jeżdżą. Inny świat. Ludzie
mówią, że tam życie zaczyna się na nowo. Tam będę czekać na Stefana.
Weronika miała już plan. Rozmawiała z rodzicami młodego kuzyna - zabierała
go ze sobą, by na tych nowych, dzikich ziemiach chłopak mógł zacząć naukę w
szkole średniej, a w wolnych chwilach pomagał jej w nowym życiu. Jeszcze nie
wiedziała, czy otworzy tam sklep, czy wróci do igły i nitki.
- Szkoda, siostrzyczko, że ty na tym drugim końcu Polski się zadomowiłaś -
westchnęła Weronika, patrząc na Renatę z czułością. - Gdybyśmy były razem,
rozkręciłybyśmy jakiś interesik. Krawiectwo, może moda... Dwie baby z naszą
krwią dałyby radę wszystkiemu.
Renata nie wstrzymywała siostry. Rozumiała ją bez słów. Weronika nie mogła
przecież siedzieć na zgliszczach dawnego życia i wypłakiwać oczu. Musiała żyć,
musiała zapewnić córkom godne dzieciństwo w tym bezwzględnym, powojennym
świecie.
Patrząc na zmęczoną twarz Weroniki, Renata nagle poczuła ostry, bolesny
skurcz w piersiach. Do tej pory krakowska ciasnota i rosnąca duma Tymona
wydawały jej się przekleństwem. Teraz zrozumiała, jak wielkie miała szczęście.
Jej miłość wróciła. Okaleczona, pełna pychy i mroku, ale wróciła z samego dna
piekła w Dachau. Żył. Śpiewał. Był przy niej.
Mimo że była od Weroniki młodsza, to ona musiała stać się w tym momencie
opoką. Chwyciła szorstkie dłonie siostry i ścisnęła je mocno.
- Bądź wytrwała, Werko. On wróci, zobaczysz. Cokolwiek postanowisz, czy
wyjedziesz na te Prusy, czy zostaniesz – będę cię wspierać. Zawsze. Ale jutro
muszę wracać do Krakowa. Tymon i praca na mnie czekają.
piątek, 16 października 2026
"SAKIEWKA" - TERESA CZAJKOWSKA, ROZDZIAŁY 13-15
Kraków w 1947 r. marzł pod ciężkim, zimowym niebem. Na ulicach skrzypiał śnieg, tramwaje mozolnie przecierały szlaki, a stare kamienice trwały niewzruszone, jakby strzegły wspomnień minionych lat.
Za ich oknami toczyło się życie — pełne ludzkich trosk, przemilczanych tęsknot i historii, których nie sposób było wyczytać z mijanych na ulicy twarzy.
Każde okno skrywało jakiś sekret. Każde drzwi mogły prowadzić do opowieści, której nikt jeszcze nie znał.


















