Translate

sobota, 29 grudnia 2018

I JESZCZE RAZ ZACZNIJ OD NOWA

Kończy się stary rok i nie ważne jaki ma numer.
Zawsze mam chęć rozliczenia się z nim.
Zmyć stare brudy, jak ta Baba Jaga na zdjęciu.


(Czyżby ta Baba Jaga morsem była? Ale figurka, no ...no... no )

Ale czy nie lepiej zacząć od nowa, zostawić wszystko  za sobą ( bez krzywdy dla innego człowieka)?
Nic mądrzejszego nie wymyślę, niż to, co   przeczytałam w Portalu ODEON
Przytaczam artykuł w całości, bo tego jest wart.


Ostatnie dni starego roku dobiegają końca. Gdy w tramwaju widzę informację, ile ich jeszcze pozostało, znów nie mogę pojąć, kiedy to minęło. W którym momencie dorastania przemijanie przyspiesza tak bardzo, że już nigdy nie zdołamy go zatrzymać? Nie jest dla mnie zresztą zbyt jasne, czy to powód do płaczu, czy do radości.

W tych ostatnich dniach najbardziej nurtuje mnie, czy bardziej uzasadnione jest rozczarowanie, że tak wiele się nie udało, czy raczej nieśmiało tlący się płomień nadziei na nowe. Rozdarcie pomiędzy rozczarowaniem a nadzieją i towarzyszące mu napięcie jest zresztą tak bardzo charakterystycznym rysem końca starego i początku nowego.

Wyobrażenie, że w nowym roku wszystko będzie lepiej, ma w sobie coś z magicznej iluzji - choć w gruncie rzeczy wszyscy wiemy, że to nieprawda, z przyjemnością się jej oddajemy. Pragniemy raz jeszcze mieć czystą kartę, raz jeszcze zacząć wszystko od nowa. Gdyby tak można było w szczelnej puszcze zamknąć wszystkie błędy, rozczarowania, zawody i utraty… Gdybyśmy tylko mogli pierwszego stycznia obudzić się nowymi ludźmi bez bagażu historii… Gdyby tylko…. to wtedy na pewno bylibyśmy szczęśliwi.

Kiedyś pewnie zadrwiłabym z myśli, że jutro będzie lepiej. W końcu jeśli nie zaczniemy dziś, to żadnego jutra nie będzie. Teraz jednak myślę, że nadzieja na lepsze jutro to coś, co trzyma nas przy życiu. Gdy jesteśmy pogrążeni w prawie ostatecznej rozpaczy, zawsze jeszcze możemy się dźwignąć i uwierzyć, że zmiana jest możliwa. Nikt nigdy nie wyrwie nam z serca nadziei na nowe. Dzięki Bogu bez cienia zwątpienia możemy mówić, że w końcu i tak wszystko będzie dobrze.

Zawsze więc warto raz jeszcze zacząć wszystko od nowa. Nie jest ważne, ile razy nam się nie udało, ilu decyzji wciąż nie podjęliśmy, jakie pobojowiska zrobiliśmy naszym nieudolnym próbowaniem. Naprawdę każdego dnia możemy z ufnością rozpocząć kolejną próbę. Zaczynanie wszystkiego od nowa nie jest domeną wartko toczących się scenariuszy amerykańskich filmów, a przywilej ten nie dostaje się tylko wybranym szczęśliwcom, którzy po wygranej w totka mogą uciec na drugi koniec świata i zapomnieć o poprzednim życiu.

Prawda jest taka, że przy odrobinie wysiłku i ożywieniu zakurzonej już nieco nadziei, którą nosisz w sercu, Ty również możesz raz jeszcze zacząć wszystko od nowa.

Pozostaje tylko jedno kluczowe pytanie: jak zrobić to mądrze?

NIE POSTANAWIAJ, PRAGNIJ

Czego pragniesz? Jakie są Twoja najskrytsze dążenia? Tęsknoty, z których niespełnieniem nie potrafiłbyś się pogodzić? Czasem lepiej jest odpowiedzieć sobie na te pytania, zamiast po raz kolejny postanawiać te same rzeczy, które i tak nigdy nam nie wychodzą.

Motorem dla wszelkich celów nie jest cel w sam sobie, ani nawet wyobrażenie sukcesu, który odniesiemy. To, co najbardziej nas motywuje, to głęboko ukryta w sercu pierwotna intencja. Dobrze, że chcesz mniej pracować, ale po co? Może po to, by mieć czas na randki i w końcu poznać przyszłego męża/żonę? Fajnie, że chcesz w końcu zadbać o swoje ciało, ale po co? Jeśli zrozumiesz, że na dnie tego wszystkiego jest głęboko skrywane marzenie o uwolnieniu swojej kobiecości, będzie Ci łatwiej odmówić sobie kolejnego ciastka czy pójść na basen.

Zobacz, co się stanie, gdy przeniesiesz akcent z postanowienia na pragnienia. Czujesz ulgę?

NIE BĄDŹ PERFEKCJONISTĄ

Po złym dniu zasnąć z nadzieją na dobry kolejny dzień - to dobre i kojące doświadczenie każdego człowieka. Czasem jednak przekształca się ono w perfekcjonistyczne odrzucanie własnego życia - głęboko niezadowoleni z tego, jacy jesteśmy, chcielibyśmy któregoś dnia obudzić się całkowicie inni. Nie umiemy znieść własnych słabości, chcielibyśmy być idealni, wszystkie zadania doprowadzać do końca, doskonale rozliczać się z każdego zaplanowanego punktu. Dla perfekcjonisty nowy rok to doskonała okazja, by snuć niczym niezakłócone wizje świetlanej przyszłości wolnej od słabości i porażek.

Tymczasem zdecydowanie mądrzej jest zgadzać się na nieuniknione słabości. Więcej nawet - celowo je praktykować, sprawdzać, co się wydarzy, gdy coś zrobię nie tak. Co będę czuł? Jak zachowają się inni? Zrobić z siebie głupka kilka razy, przejęzyczyć się, nie wywiązać ze zobowiązania - czy te doświadczenia mnie zrujnują, tak jak sobie wyobrażam? A może okaże się, że nic się nie stało? Może odzyskałem dawno utraconą wolność od lęku przed oceną?

ODPUŚĆ SOBIE

Uwięzione w ciele napięcia, w sercu permanentny lęk, a w głowie wirujące zmartwienia - wszystko to stanowi przejaw kontroli rzeczywistości. Być może byt mocno uwierzyliśmy w to, że żeby żyć musimy nad wszystkim panować. Zaufać Bogu, pozwolić potoczyć się sytuacji, wziąć głęboki oddech i bardziej przyglądać się temu, co się stanie, niż ciągle aktywnie na wszystko wpływać - to potrafią tylko nieliczni. Większość z nas zupełnie zatraca się w byciu panem własnego losu - wpadamy w iluzję samowystarczalności, która prędzej czy później zwróci się przeciwko nam.

Odpuść - prosto powiedzieć, dużo trudniej zrobić. Ale to właśnie zdolność do odpuszczania przyniesie nam głębszą i mocniej zakorzenioną satysfakcję z własnego życia. Odkryjemy, że nie wszystko trzeba naprawiać, nie na wszystko poświęcać aż tyle energii. Zobaczymy, że świat i tak się toczy, Bóg i tak robi swoje, a my więcej korzystamy, gdy stajemy się pustym naczyniem, przez które swobodnie przepływa łaska.

PRZYJMIJ RZECZYWISTOŚĆ

Życie nie toczy się tak, jak powinno, ale jest takie, jakie jest. Sposób, w jaki sobie z tym radzisz, stanowi całą różnicę - te słowa Virginii Satir są wspaniałą lekcją pokory. Pokory, czyli zdolności do widzenia rzeczy takimi, jakie naprawdę są, bez maskowania, nakładania pudru, zafałszowania. Ucieczka od rzeczywistości to pokusa, której poddajemy się każdego dnia, by choć trochę ulżyć sobie w nieznośnym egzystencjalnym bólu.

Nasza grzeszna natura skłonna do uników często będzie nas próbowała łudzić kolorowymi obrazkami nie-rzeczywistości, ale musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by nie poddać się tej iluzji. Umiejętność znoszenia rzeczywistości taką, jaka faktycznie jest, trzeba uparcie i wytrwale kształtować, bo to właśnie ona sprawi, że przestaniemy przeżywać naszą codzienność jako ciężar, którego trzeba się pozbyć.

DOTKNIJ RAN

Zasada na dojrzałe życie jest zawsze ta sama - nie uciekać od bólu. Należy z chirurgiczną precyzją badać serce, czy nie zalega w nim jakieś nierozwiązane cierpienie, a w razie odnalezienia go trzeba mu poświęcić tyle uwagi, ile potrzebuje, by w końcu mogło się z nas uwolnić. Każdy choćby najmniejszy fragment niezauważonego bólu będzie jak tkanki w ciele twardniał i przekształcał się w złogi, których usunięcie z roku na rok będzie się stawać coraz trudniejsze.

Prawda jest taka, że większość z nas intuicyjnie czuje, za co powinien się zabrać, by zmienić swoje życie. Od czego uciekasz? Z czym się nie mierzysz? Jakiej konfrontacji unikasz? Twoje życie za rok będzie tylko sumą chaotycznych ruchów Twojej nieświadomości i zwykłych przypadków, jeśli już teraz nie zabierzesz się za to, co w Twoim sercu woła o Twoje zaangażowanie.***


Tekst ukazał się pierwotnie na blogu Żyj po Bożemu.

Maria Krzemień - psycholog chrześcijański i trener. W praktyce i codzienności jest po prostu wierzącym psychologiem, bo jakiś czas temu postanowiła połączyć nie tylko swoje życie, ale też pracę na dobre z Panem Bogiem. Prowadzi warsztaty psychologiczne w oparciu o Słowo Boże. Jej teksty można przeczytać na blogu Żyj po Bożemu


Niektórzy nowy dzień, a więc i mam nadzieję Nowy Rok zaczynają od ... Bacha.

Zbigniew Wodecki - ZACZNIJ OD BACHA - YouTube




Wszystkim gościom odwiedzającym mój blog życzę

piątek, 7 grudnia 2018

UŚMIECH KELNERA

Nie przywdziewaj na swoją twarz maski wiecznego zadowolenia, bo okazuje się, że może to być niebezpieczne dla Twego zdrowia psychicznego. 
Możesz popaść w depresję i chorobę fizyczną, spowodowaną długotrwałym nienaturalnym uśmiechem.

Mogą się rozwinąć bóle mięśniowe i bóle głowy przy występującej depresji. Ten stan to nic innego, jak syndrom maski uśmiechu (ang. Smile mask sindrome), najczęściej pojawiający się w branży japońskich usług.


Photograph by Andrea Booher 


Syndrom ten zdiagnozował 
..."japoński profesor  Makoto Natsume Zdiagnozował on zaburzenie po konsultacji ze studentami z uniwersytetu w swojej praktyce, zauważając, że wielu z nich spędzało tyle czasu na udawaniu uśmiechów, że nie byli świadomi, że uśmiechają się nawet podczas relacjonowania mu stresujących lub denerwujących doświadczeń. Natsume przypisuje to wielkiej randze, jaką cieszy się uśmiech na japońskim rynku usług, zwłaszcza dla młodych kobiet. 
Uśmiech to ważna umiejętność dla japońskich kobiet pracujących w branży usługowej. Prawie wszystkie firmy z branży usługowej w Japonii wymagają uśmiechania się przez długie lata.  Natsume mówi, że jego pacjentki często mówią o tym, jak ważne jest uśmiechanie się, gdy temat rozmowy odbywa się w miejscu pracy. Opowiada o przykładach pacjentów, którzy twierdzili, że ich uśmiech miał duży wpływ na to, czy zostali zatrudnieni, czy też nie, i że ich przełożeni podkreślili efekt, jaki wywarł na klientach dobry uśmiech. Według Natsume atmosfera ta czasami powoduje, że kobiety uśmiechają się nienaturalnie tak długo, że zaczynają tłumić prawdziwe emocje i popadają w depresję." 

A nie lepiej to przywdziać taką maskę?



O czym tu mowa, maskę? 
Żadnej maski... każda szkodliwa.

Jeśli klient znajdzie w zupie muchę, to gdybyś przybrał najpokorniejszą maskę, nic ci nie pomoże , nawet rozbrajający uśmiech :-)



Bo jakiś narwaniec  mógłby wparować do kuchni i tam uiścić należność... z napiwkiem.




Żródło:Wikipedia