Translate

niedziela, 16 lutego 2020

GLADIATOR


Od razu uprzedzam na początku, że to nie jest wpis dla dzieci oczekujących bajeczki na dobranoc.

Mimo, że zaczynam od ksiązki przeznaczonej dla dzieci, to jednak problem poruszam poważniejszy.

W jaki sposób zdobywam informację na temat danej książki? Sposobów jest kilka, ale najczęściej przemawiają do mnie recenzje. Nie ważne, czy to literatura dla dorosłych, czy dla dzieci.
Mimo, że z wieku dziecięcego już wyrosłam, ale przecież starsi z wiekiem mentalnie też zaczynają ponownie stawać się dziećmi. Dlatego tak łatwo dziadkowie dogadują się ze swoimi wnukami.

Sięgam ponownie do starych bajek, baśni, opowiadań, jeśli sama wierszyka nie sklecę (Bajeczki sercem pisane), bo przecież do snu wnukowi coś tam muszę przeczytać, następnie opowiedzieć jakąś inną z pamięci.

Zajrzałam więc do pewnej książki z biblioteczki wnuka, o której być może sam zapomniał, bo jest jedną z pierwszych, polecona przez Ośrodek Adopcyjny.
A co na ostatniej stronie okładki napisała w formie recenzji pani Janina Papuzińska?
W baśniowym raju, tam, gdzie spotykają się wszystkie dobre i piękne opowieści, ta historia znajdzie sobie miejsce w pobliżu tych najpiękniejszych – o Brzydkim Kaczątku, Zamieńcu, Szczęśliwym Księciu i innych: wszystkich tych, których łączy smutek, radość i wielka miłość.

A na razie wróżę długie i szczęśliwe życie wśród Czytelników, którzy sami osądzą, ile spraw ważnych dla ludzkiego serca można spotkać, przewracając jej stronice...”

Najwyższy czas podać tytuł tej książki: „Jeż” - Katarzyny Kotowskiej. Książkę ilustrowała Autorka.



W skrócie streszczę tę poruszającą do głębi serca książeczkę.
Młode małżeństwo buduje sobie miejsce na nowy dom i urządza wokół miejsce dla siebie i nie tylko.
Szykowali ten kawałeczek świata, by stał się dobrym miejscem na szczęśliwe dzieciństwo, ale dziecka ciągle nie mieli i martwili się tym bardzo” .

Bardzo szybko słońce zaczęło blednąć, podobnie, jak barwy roślin i kwiatów w ogrodzie .
Wtedy Kobieta i Mężczyzna zrozumieli, że ich dziecko urodziło się całkiem innym rodzicom. Płakali, ona zalewała się łzami, po Mężczyźnie łez nie było widać, bo płakała jego dusza.
Postanowili, że mimo, iż nie urodzili swojego dziecka, to i tak muszą go odnależć. Już kiedyś słyszeli, że rodzice, którym urodzi się obce dziecko oddają go do Domu Dzieci. Tylko, jak tam trafić?
 Dotarli wreszcie do Pani Która Wie. 
Najpierw musieli ją kilkakrotnie odwiedzać i przekonywać, że są bardzo zdeterminowani, by odnależć swoje dziecko, a Pani Która Wie musiała być przekonana, że warto im pomóc.

Wówczas skierowała ich do Królowej Domu Dzieci.
Dalej pięknie opowiedziany został moment znalezienie synka wśród samotnych smutnych dzieci, bo przecież nie miały do tej pory swoich rodziców.
Królowa Domu Dzieci poradziła patrzeć nie oczami lecz sercem. Przyprowadzono im Chłopczyka.

Kiedy Kobieta i Mężczyzna go ujrzeli, zdziwili się i przestraszyli – mały Chłopiec o niebieskich oczach miał całe ciało pokryte (kolcami), jak jeż. Pomyśleli, że znowu zaszła jakaś straszna pomyłka, bo to na pewno nie było ich dziecko – nie mogli przecież mieć synka jeża.”
Jeżyk jednak złapał za palec kobietę, nie mogła więc  odtrącać jego ręki.
Przychodzili codziennie go odwiedzać, aby oswoić się wzajemnie. Siódmego dnia, kiedy odchodzili, Chłopiec zaczął płakać. Kobieta wzięła go na ręce, a on w tym płaczu przytulony do niej , zasnął.
Uznali, że nadszedł czas, aby następnego dnia zabrać go do domu.

by Katarzyna Kotowska

by Katarzyna Kotowska

Przez rok , dzień po dniu, poznawał swoich rodziców coraz bardziej, oni przekazywali mu swoją nieograniczoną miłość, która powodowała, że z każdym dniem, kolców było mniej, a gdy po roku zawołał pierwszy raz w życiu „mamo”, odpadł ostatni kolec.

Mama opowiada mu, skąd się wziął u nich w domu w bardzo przystępny dla niego sposób.


.................................................................

Warto tę książeczkę przeczytać, bez względu, czy się jest rodziną adopcyjną, czy nie. Może tym bardziej, aby mieć więcej zrozumienia dla takich dzieci i ich adopcyjnych rodziców.

Kiedy tę książeczkę usłyszał przed snem mój starszy wnuczek, sam doszedł do wniosku (i to słusznego), że bajeczka jest o nim. Czy dziecko ma pamięć pierwszych dni swojego życia zakodowaną gdzieś w podświadomości?
Wie, że są dzieci narodzone z serduszka, (te adoptowane) i pozostałe - z brzuszka.

Dość wcześnie przekazuje się teraz dzieciom wiedzę o adopcji w sposób odpowiedni dla ich rozwoju emocjonalnego.

Kiedy odmawiał modlitwę wieczorną z rodzicami miał pewne zasadnicze pytanie do Boga:
Panie Jezu, no kiedy wreszcie będę miał tego braciszka, wszystko jedno, czy z brzuszka, czy z serduszka?

Odpowiedzi ustnej nie dostał, ale chyba poruszył serce Najwyższego.

Za kilka miesięcy ( a czekał już 2 lata) pochwalił się w przedszkolu, że jedzie do Domu Dziecka, przywieżć braciszka, mimo że jechał tylko z rodzicami na uzupełnienie wywiadu. Sam swoim koleżankom i kolegom swojej historii nie opowiedział, ale Ciocia z przedszkola ją zna.
Ciocia była zaskoczona, ale podjęła temat i przybliżyła sześciolatkom sprawę takich dzieci. Maluchy wykazały dużo empatii.

I Pan go wysłuchał. 
Żeby miał braciszka, ż którym będzie miał zrozumienie dla jego historii życia, dostał... z serduszka.

Jeszcze go nie widział, ale już wie, że jest maleńki, wcześniaczek, potrzebujący nie tylko dużo serca, ale i troskliwej opieki całej rodziny i … specjalistów (okulisty, kardiologa, psychologa).
Kiedy modlił się o niego (nie wiedząc, że tamten jest już na świecie, jako maleńka odrzucona kruszynka), to braciszek, który od  27 miesiącu swojego życia przez 3   miesięce dochodził do siebie w szpitalu, a 2  m-ce - w Ośrodku Preadopcyjnym. Maleńki człowieczek, ale dla nas GLADIATOR, walczący najpierw o życie, ale przede wszystkim o miłość.

Czeka na niego miłość, która już mu towarzyszyła, kiedy jeszcze o sobie nic nie wiedzieliśmy, czeka też pokoik z pełnym wyposażeniem od 2 lat, a wczoraj starszy „Jeżyk” już bez kolców wybrał mu w sklepie nowy wózek, bo ten po nim już miał kółka zjeżdżone, a przecież GLADIATOR musi mieć nowy... i już.


I babcia "Jeżyków" w ten sposób zrobiła wyłom w resecie od blogowania, dziękując tym postem wszystkim tym Przyjaciołom i Gościom, którzy w poprzednim wpisie życzyli jej odpoczynku i gratulowali drugiego wnuka - Gladiatora, którego, niestety, jeszcze nie widziała oczami, ale widzi już sercem.



15 komentarzy:

  1. Przed przeczytaniem książki nie czytam recenzji, bo są to subiektywne opinie. Bardzo często spotykam się z negatywnymi recenzjami książek, które mi się bardzo podobały. Rzecz gustu, zresztą ktoś mądry kiedyś powiedział, że 'sztuka to nie jest rzecz gustu, tylko sztuka', a książki można do sztuki zaliczyć.
    Ale Ty tu przedstawiasz opis z okładki. Tak, te czytam, by wiedzieć o czym jest książka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie dokładnie sie wyraziłam. Nie chodziło mi o recenzję sensu stricto, ale własnie o opis. Chociaż czasem wiedza np o historii powstania książki zachęca mnie do sięgnięcia po nią na półkę. Można wówczas lepiej zrozumieć autora i inaczej odebrać treść. niż gdyby tej informacji wczesniej sie nie znało.Twoja opinia, jako pisarki, jest dla mnie bardzo ważna.
      Pozdrawiam Cię, Aniu, serdecznie i życzę dalszych sukcesów na niwie literackiej :D

      Usuń
    2. Często opisy na okładki robią sami autorzy. Teksty mojej na przykład, łącznie z metryczką, pochodzą spod mojego pióra.
      Może gdyby świat opinii... gdyby recenzentami były osoby, które znają się na książkach, czytałabym je także.

      Usuń
  2. Przedde wszystkim cieszę się, że już znowu jesteś...

    No i wzruszyłam się bardzo tą książeczką, która jest przecież "samym życiem".
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie Ci. Stokrotko , dziękuję za dobre słowo :)
      Życie przynosi tyle możliwości do realizowania się w pełni i zawsze potrafi zaskoczyć. W młodości nigdy nie wyobrażałam sobie takiego jego scenariusza. Co prawda, nie wiadomo, jakie okaże się zakończenie, ale trzeba być zawsze dobrej myśli :)

      Usuń
  3. Historia piekna i jakoś mi bliska. W szkole, w której pracowałam uczyły sie dzieci z DD. Wspaniałe "Jeżyki" ze swoimi trudnymi i bardzo trudnymi historiami.Wielu trafiało do adopcji, także za granice. Rozumiałam Ich jak nikt inny, stąd do dziś mam dowody przyjaźni i szacunku z Ich strony. Z różnych stron świata do mnie płyną... Gratuluję Wnusia spod serduszka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję , Polu, serdecznie :)
      Właściwie niczego w życiu nie żałuję, poza tym, że chciałabym być trochę młodsza, aby dłużej uczestniczyć w wychowaniu tych szkrabów. Uspokaja mnie jednak myśl, że są w "dobrych rękach" moich dzieci. A z "Góry" i tak bedę ich wspierać i obserwować.

      Usuń
  4. Kochana
    Książka zapewne prawdziwa, godna przeczytania📖
    Ale, czy dobra dla mnie teraz, gdy choroba odbiera czasem dobry nastrój...poczekam na lepszą chwilę.
    Pozdrawiam dziś ze słoneczkiem w roli głównej🤗🌤️🧡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym Cię Morgano, przytulić, spełnić jakiś cud, aby zdrowie powróciło i dobry nastrój. Ten nastrój pomaga zdrowieć, ale jest to koło zamknięte. Jak być dobrze nastrojonym, kiedy choroba trzyma, ale mam nadzieję, że bedzie powoli odpuszczać. Bąź dobrej nadziei. Nasze, blogerów , dobre myśli (czy Modlitwy) o Tobie, nie będą bez znaczenia. Słońce wkrótce zaświeci. Jeśli drzwi się zamykają, to przecież jest jeszcze okno do otwarcia. Głowa do góry :D

      Usuń
  5. Pięknie przedstawiasz lekturę. Trzeba z dziećmi rozmawiać o różnych sprawach, także trudnych. Na szczęście jest wiele podobnych książek do wspólnego czytania z dziećmi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwy komentarz właściwej osoby, Jotko. Dziękuję :) Tak, masz rację, mamy obecnie szeroki wybór takich książek. Nasz młody jest członkiem biblioteki miejscowej, choć zna alfabet i jakoś tam składa i trochę pisze, ale jeszcze wciąż potrzebuje lektora w postaci rodziców i dziadków. Ważne, że lubi książki.

      Usuń
  6. Podziwiam ludzi,którzy potrafia zaadaptować czyjes dziecko.
    Pośród trzech,mam jedno chore, juz stare na "krolewska chorobę",
    ani leczyć sie tego nie udało,tylko utrzymać jakos trzeba jego "bogi nałogi"a to mnie psychicznie i ekonomicznie przerasta i od 15 lat siły odbiera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też nie wiemy, co przyniesie wcześniactwo, ale w rodzinie naturalnej też nigdy nie jest wykluczona jakaś choroba, która czasem objawia się w późniejszym wieku.
      Miłość do tych dzieci jest na tyle ślepa i bezgraniczna, że od razu zapomina się, że to pochodzenie nie z naszych genów, tym bardziej, jeśli te dzieci są wymodlone i traktowane jako dar Boży.

      Usuń
  7. Tereso, popłakałam się czytając ten piękny post. Jestem pełna podziwu dla Twoich dzieci, jestem pewna, że razem odmienicie życie tego Maleństwa, tyle jest w Was miłości i oddania.:))
    Życzę zdrowia.:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Celu :)
      Dziś mamy szczęśliwy dzień. Jeżyk miał wizytację osoby prawnej, ocena opieki i Jeżyka bardzo dobra (jest na razie w sensie prawnym" w tzw. pieczy , a w trakcie wizyty, poczta dostarczyłz wiadomośc, że za m-c juz sprawa o adopcje. To wszystko tak długo prawnie sie ciągnęło, przez pandemię. Sprawy były zawieszane.
      Ale wreszcie ruszyło sie.
      Jeżyk ślicznie się rozwija i kolce odpadają jeden za drugim. Starszy "jeżyk, ten juz bez kolców, Kubuś, , tuląc sie do niego ich nie czuje i tylko często pyta: to mój braciszek?, nie wierząc w swoje szczęście.
      Serdeczności... To mój wyłom, miałam nie odpisywać... :)

      Usuń