Translate

piątek, 20 lipca 2018

GOLIBRODA


Dzisiaj wzięłam się za obcinanie iglaka. Zrobił się już trochę rosochaty, więc należy mu się przydział "fryzjera". 

   Przez moment zaświtało mi, czy czasem nie zaczekać na powrót 4,5 letniego wnuka ( wyjechał do parku rozrywki z rodzicami - takiemu to dobrze ) i nie dać  mu do ręki  nożyc ogrodniczych. Chłopak ma zdolności manualne, ale wykosiłby  babci przy okazji wszystko w promieniu jego zasięgu. Nie... zły pomysł.

   W przyszłości może wnusio będzie wykonywał chirurgiczne cięcia w ogrodzie już nie babci, ale swoim , który marzy mi się, będzie tak wyglądać:


     Niestety, to nie mój ogród na powyższym obrazku.

    Dlaczego taka nieodpowiedzialna myśl podania nożyc w ręce wnuka pałętała się po babcinej głowie? 
No bo może wreszcie zaprzyjaźniłby się z podstrzyżynami i wreszcie zapanowałby rozejm między tym maluchem a fryzjerem. Wciąż omija wielkim łukiem salony fryzjerskie wszelkiej maści. Jak na razie domowym fryzjerem była już babcia,

 mama, a ostatnio dał się ogolić  nawet tacie maszynką. I dopiero teraz łebek wygląda jak się patrzy!

  Wciąż wzięcie ogromne podczas zabiegów fryzjerskich mają bajki lecące z laptopa.  Starannie dobierane, aby widz za bardzo się nie entuzjazmował i nie podskakiwał na krześle. Przecież uszy wciąż muszą funkcjonować  w parze, a nie daj Boże, ręka fryzjera omsknęłaby się.

    No i te maleńkie włoski, które już ścięte, już nie przynależą do malucha, a jeszcze gdzieś swędzą, czego on NIE ZNOSI!

     Już nie będę wypowiadać się, czy fryzura wychodzi pokazowa. To wszystko zależy od temperamentu chłopca danego dnia. Co ja tam piszę... A kiedy mu go brakowało?
W każdym razie żadnych garnków ani fajerek dla równego "rysunku" fryzury nikt z nas jeszcze nie używał.

Richard-Eisermann


    On nie pozwoliłby sobie Zeptera na głowę wsadzić, co innego takie miedziane lekkie cacko, jak na obrazie. Nie... też odpada. 


   Chyba popełniliśmy błąd. Za późno odwiedził fryzjera. Czym skorupka za młodu nasiąknie...
A przecież mimo wszystko był jeden jedyny raz gościem salonu fryzjerskiego dla maluchów "CZUPRYNKA", ale o tym już pisałam w poście pt: "CYRULIK" (tutaj)

   Aż strach pomyśleć, co on zrobi, jeśli znów kiedyś będą modne brody?
To już nie fryzjer będzie go oprawiał, ale może golibroda brzytwą?
Moda retro wraca co pewien czas.

  Już w obecnych czasach oraz więcej mężczyzn w różnym wieku chce sprawdzić i doświadczyć tego jak byli goleni ich dziadkowie i ojcowie. Korzystanie z golibrody to według wielu mężczyzn, którzy  odwiedzają salony -  powrót do korzeni twardej, męskiej tradycji, czegoś co w kulturze unisex ciężko znaleźć.

   Menedżer pierwszego męskiego salonu SPA w Warszawie  zdradza, co czeka mężczyznę, który podda się "golibrodzie"

     Co czeka tych, którzy oddadzą się pod brzytwę prawdziwego golibrody?
 Najpierw klient rozsiada się wygodnie w specjalnym fotelu i opierają się o zagłówek. Golibroda nakłada specjalny płyn zmiękczający zarost. W kolejnym etapie przykłada do twarzy gorący ręcznik, zazwyczaj nasączony aromatycznymi olejkami - nie tylko zmiękcza on włosy, ale także otwiera pory skóry. Po zdjęcie ręcznika nakłada się na zarost pachnącą pianę. Golibroda używa do jej rozprowadzenia pędzla z borsuczym włosiem, które świetnie masuje.
Wreszcie przychodzi czas na to, co najważniejsze.
- Energiczne i zdecydowane ruchybrzytwy są tymi, które charakteryzują dobrego golarza. Przy każdym ruchu, druga ręka golącego powinna napinać skórę. Chodzi o to, by z naskórka podnieść mieszek włosowy utrzymujący pojedynczy włos. To dzięki temu skóra po goleniu brzytwą jest tak legendarnie gładka, pozostawiając zupełnie inne wrażenie niż po goleniu ostrzami z tradycyjnych maszynek. Golenie zaczyna się od boków, a kończy na brodzie i wąsach - wyjaśniają specjaliści.
To nie koniec. Po pierwszym goleniu ponownie nakłada się gorący ręcznik i jeszcze raz nakłada piankę. Golenie drugi raz pozwala na jeszcze dokładniejsze pozbycie się zarostu i jest szybsze. Potem nakłada się odżywcze, łagodzące balsamy i olejki. Nałożenie zimnego ręcznika, który ma zamknąć pory i załagodzić ewentualne podrażnienia, to ostatni punkt rytuału.

The Straight Razor Shave Lecture with Donnie Hawley


Źródło MENWAY, Styl życia - 2014









SŁOWO MUSI BYĆ ŚWIĘTE




Tym razem nie opiszę sytuacji, którą rozeznałam w swoich lekturach, lecz może zainteresuję książką, którą, mam nadzieję, niebawem zakupię.  Są to "Ostatnie słowa świętych i grzeszników" Paula Thigpena. 

Zainteresowałam się nią dzięki następującej recenzji przedstawionej przez wydawnictwo:


"To historia o życiu opowiedziana od końca. Śmierć wyostrza spojrzenie i ukazuje życie w nowym świetle. Łatwiej wówczas dostrzegamy w nim to, co najważniejsze. „Gdybyście tylko wiedzieli, jak odmiennie osądzane są sprawy w godzinę śmierci” – przekonywała św. Joanna Beretta Molla. Zapewne kierując się tym przeczuciem, Paul Thigpen, amerykański dziennikarz, filozof i poczytny autor, zebrał ostatnie słowa znanych osób – wielkich świętych i wielkich grzeszników – po to, by w świetle słów Jezusa wypowiedzianych przed śmiercią lepiej zrozumieć ukryte w nich znaczenie. I oto nieoczekiwanie książka kieruje nas w sam środek życia. Słowa wypowiadane w ostatniej godzinie są bowiem jego esencją, zwieńczeniem i pierwszym świadectwem jakości. Z konieczności zaczynamy pytać samych siebie: Co bym powiedział, gdyby śmierć przyszła jeszcze dziś? Co bym wówczas powiedział o moim życiu?

Odbiorcy:
- wszyscy zainteresowani pogłębieniem wiedzy dotyczącej spraw ostatecznych
- księża, katecheci, publicyści podejmujący w swojej pracy problematykę śmierci, dla których książka może stanowić cenne źródło cytatów z wypowiedzi osób świętych, polityków, artystów

Dlaczego warto nabyć tę książkę:
- w oryginalny sposób ukazuje problem śmierci, prezentując wypowiedziane w tym momencie słowa znanych osób, pomaga na nowo spojrzeć w tej perspektywie na własne życie
- napisana lekkim, przystępnym językiem pozwala podczas lektury odpocząć, a jednocześnie może stać się punktem wyjścia do rozmyślań i modlitwy
- pełni rolę edukacyjną, przekazując obok treści duchowych wiedzę na temat wielu postaci historycznych."


   Dla równowagi (na wesoło) przedstawiam  dylemat pewnego mężczyzny, u którego "jest przyjęte, że  słowo musi być święte" i nie może pogodzić się z tym, że nie jest to powszechne. Sam stara się postępować zgodnie z tą maksymą. Cierpi więc, jeśli niedotrzymanie danego słowa przez  kuzyna odbija się na jego własnej skórze. 

Proszę, to jego skarga:


"Człowiek może nie mieć zdrowie, to jest trudno - Pański krzyż
może nie mieć olej w głowie, to on nie jest winien tyż.
Może nie mieć to i owo, czy pieniądze, czy ja wiem,
ale niech ma zawsze słowo - to ja wtedy trzymam z nim.

Lecz ja gardzę takie typy,
co to "ach, z powodu grypy,
wyjechałem, zapomniałem,
miałem troski z kilka stron,
nie znalazłem coś taksówki,
nie wpłacili mi gotówki,
no to może innym razem,
to na razie..." - łobuz, won!

Bo słowo musi być święte,
bo słowo musi być święte,
przyrzekało się,
to potem chciało się,
czy nie chciało się - jest mus.

Bo u mnie tak jest przyjęte,
że słowo musi być święte,
zachcieło się, zabrnęło się,
wypsynęło się - szluz!

Bo jak ja powiem, że nie płacę, że ja nie dam, pan mnie zna,
to to jest więcej niż jak Kronenberg podpisze, że on da. 

Bo wszystko może być dęte,
a słowo musi być święte,
powiedziałem a czy b czy x
mam obligo na fix,
tak jest.

Ja zerwałem z wujciem Kubą właśnie przez ten jeden krok
że mi zrobił grandę grubą, jak był chory temu rok.
Ja go z czoła pot ocieram, przy nim czuwam, trzymam łeb,
on mi szepce: "ach, umieram! Ty dziedziczysz po mnie sklep".



Albert Edelfelt portrait of professor jw runeberg

I nie mija dwa tygodnie, jako z łóżka wstał - swobodnie
I się pęta - nie pamięta! I się coraz lepiej ma.
A ja czekam miesiąc równo, po miesiącu mówię - trudno,
Ja się martwię, swoją drogą, ale nie znam go jak psa.


Jan Bor - Self portrait 


Bo słowo musi być święte,
bo słowo musi być święte,
przyrzekało się, 
chorowało się,
umierało się,
gdzie trup?




Bo u mnie tak jest przyjęte,
że słowo musi być święte,
zachcieło się, zabrnęło się,
wypsynęło się - i siup!

Bo jakby mnie się tak zdarzyło,
żebym w takim stanie był,
to ja umarłbym ze wstydu,
gdybym potem nadal żył.

Bo wszystko może być dęte,
a słowo musi być święte,
umierałeś według własnych słów,
to jest chamstwo chodzić zdrów!
Tak jest.
(...)

Spiewa Wiesław Michnikowski