Translate

piątek, 24 kwietnia 2026

KIEDY MAGNOLIE KWITNĄ, A SERCE MILCZY

   Ten post dedykuję kobietom samotnym, łaknącym miłości. Bo przecież wiosna... odradza się życie, a więc gdzie ta wyczekiwana miłość? 


   Nina Simone w „Spring is Here” śpiewa cicho, prawie szeptem:
„Spring is here… I hear the birds, but I don’t feel a thing.” „Wiosna już tu jest… Słyszę ptaki, ale nic nie czuję.” 

   I właśnie tak czasem bywa.
Wiosna przychodzi w całym swoim przepychu, magnolie rozkwitają jak szalone, a w środku wciąż jest cicho.

   W tym roku kwitną wyjątkowo pięknie.
Gałęzie uginają się pod ciężarem różowo-białych kielichów, jakby drzewa chciały powiedzieć światu: „patrzcie, jak potrafimy kochać”.
Można się w nich zakochać bez pamięci – w ich delikatnym, ulotnym pięknie, w zapachu, który osadza się na skórze i we włosach, w tym, jak światło prześwieca przez płatki o poranku.

   A jednak…
Czy to nie jest miłość bez wzajemności?

  One kwitną dla siebie.
Dla wiatru, dla pszczół, dla krótkiej chwili bycia najpiękniejszym, co może się wydarzyć wiosną.
Nie potrzebują Twojego zachwytu, żeby istnieć.

  A Ty stoisz wśród nich i oddajesz im serce, którego one nigdy nie odwzajemnią.

   I może właśnie w tym tkwi cała magia.
W miłości, która nic nie żąda.
Która po prostu jest – czysta, bezwarunkowa, trochę smutna i jednocześnie przepełniona wdzięcznością.
 
   Bo nawet jeśli nie czujesz się teraz kochana tak, jak byś chciała…
to przynajmniej magnolie rozkwitły.
I na chwilę wystarczy.

 Stoisz wśród nich z pustymi rękami i pełnym sercem.
I myślisz, że czasem najpiękniejsza miłość
to właśnie ta, której nie trzeba odwzajemniać –
tylko podziwiać, wdychać i pozwalać jej odejść,
kiedy płatki zaczną opadać.

You Tube - Nina Simone - Spring is here








Polecam jeszcze jeden post "W obronie imienia Magnolia" 
tutaj


<>><><><><>

   Fotografia autentyczna, przedstawia moją Mamę, siostrę Basię i mnie (Teresę) w wiadomym miejscu 😀
Teraz, gdy moja ukochana Mamusia już odeszła a siostra jest w takim stanie chorobowym, że trudno wspominać z nią dawne chwile - ten post nabiera szczególnego dla mnie znaczenia.
   Dlatego ten dziwny, wydawałoby się niektórym post, - poświęcam Tym drogim memu sercu osobom.

<><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy. tutaj

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
A teraz niespodzianka - mój dotąd anonimowy blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - wypuszczam z małego akwenu na wody oceanu. Oto on - "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj




czwartek, 23 kwietnia 2026

WIOSENNA WYOBRAŹNIA NA PEŁNYCH OBROTACH

   Dzisiaj jechałam na wizytę okulistyczną. Zawsze to dla mnie mały stres, więc żeby go rozładować, budowałam sobie w głowie historyjki.

   Przejeżdżając przez zatłoczone ulice, patrzyłam na ludzi, którzy naprawdę poczuli wiosnę – młodzi w krótkich rękawkach, uśmiechnięci, beztroscy. Ja w aucie oczywiście bez kurtki, ale na te kilka metrów między parkingiem a kliniką zabezpieczyłam się „odpowiednim pokryciem”. Bo ostrożność przede wszystkim.

   I nagle widzę: idzie młody chłopak, niedużego wzrostu, z pokrowcem instrumentu na plecach. Wygląda zupełnie normalnie. Cool. Artysta w drodze na próbę.

  A moja wyobraźnia od razu dostaje skrzydeł…Widzę siebie – kobietę w podeszłym wieku – jak dźwigam na plecach pokrowiec ze skrzypcami. Albo, nie daj Boże, sztalugi z podobraziem.

  I od razu słyszę w głowie komentarz tego chłopaka:
„Oho, dokąd ta babina się wybiera? Chyba na mszę pogrzebową swojej rówieśniczki… zagra ‘Adagio’ Samuela Barbera. Albo jeszcze lepiej – Albinoniego na smyczki. Klasyka.”

   A gdyby tak sztalugi?
To już byłby prawdziwy wysiłek.
„Patrzcie, babcia ciągnie ciężar ponad swoje siły. Zaraz ktoś jej pomoże, myśląc, że to jakaś heroiczna akcja. Albo uzna, że idzie na zajęcia ‘Kredkami do nieba’ w Domu Kultury dla seniorów. Bo w pełni sprawnym w tym wieku to już raczej na 100% nie można być…”

   Na szczęście budynek kliniki pojawił się na horyzoncie.
Szybko przywołałam wyobraźnię do porządku:
„Ostrożnie, ostrożnie… zaraz mnie podłączą do Holtera cisnieniowego, a ja tu ciśnienie winduję własną głupotą!”

  Moral dzisiejszego poranka? 
Młody z instrumentem na plecach = artysta.
Stara z tym samym = albo idzie grać na pogrzebie, albo malować kredkami do nieba.

   Średnia jest bezlitosna.

   A ja?
Ja tylko uśmiecham się pod nosem i obiecuję sobie: następnym razem biorę tylko torebkę.
I może jeszcze jeden lekki szal.

Chyba już zamknę laptopa, przeciez seniorka nie może sie przepracowywać, a Toffi wzywa na spacer.



<><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy. tutaj

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
A teraz niespodzianka - mój dotąd anonimowy blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - wypuszczam z małego akwenu na wody oceanu. Oto on - "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj

UWAGA... UWAGA... DO PORTU PRZYBYŁ BATORY!

Żródło: Pinterest

   Co roku, gdy „Batory” cumował w Gdańsku, na brzegu stała stęskniona rodzina, a jako pierwsi na polską ziemię schodzili nie marynarze, tylko marynarscy handlowcy – z walizami wypchanymi skarbami z zamorskich krain.

   W naszym mazowieckim domu zaczynał się wtedy istny karnawał szczęścia.

  Pewna znajoma pani z Gdańska – żona i matka marynarzy – przyjeżdżała do nas niczym dobra wróżka i otwierała swój magiczny bagaż. Najpierw kusiła mamę kawą i czekoladą. Potem rzucała okiem na mnie i moją starszą siostrę (prawie bliźniaczki), puszczała dyskretne oczko i wyciągała suknie oraz sztuczne futerka (oceloty i inne „egzotyczne bestie”). Mama, znając potrzeby młodych panienek, kupiła nam dwa identyczne futerka.
Było to w środku lata.

   To był jedyny rok w moim życiu, kiedy nie mogłam się doczekać zimy. Chodziłam po domu i marzyłam o mrozie jak prawdziwa pingwinica w ciąży.

  Dla mnie los przeznaczył sukienkę w kolorze khaki –  bardzo „na teraz”, na przełom wiosny i lata. Jako estetka z sukcesami w konkursach plastycznych widziałam ten kolor wyłącznie w duecie z lśniącym kasztanem. 

Te wszystkie "graficzne rudzielce"
to symbol mojej "skromnej" osoby
z tamtych czasów
Żródło: Pinterest

A ja byłam blondynką. Konflikt światopoglądowy na miarę wielkiej schizmy.

  No to kupiłam sobie farbę do włosów. Nazywała się dumnie "Zauberton" . Pamiętam tę "zgagę" trudną do wyleczenia, aż do dziś.

  Domowym sposobem, w warunkach polowych, zrobiłam z siebie rudzielca pierwszej wody.

  Następnego dnia miałam występ chóru, którym dyrygowałam. Stanęłam tyłem do sali, padła niema komenda do chórzystów: "Uwaga..."

Żródło:Pinterest

 i ..... zaczęłam wymachiwać rękami jak dyrygent na dopalaczach. Spóźnialscy musieli pomyśleć, że do szkoły przybyła nowa nauczycielka – ruda, energiczna i najwyraźniej lekko stuknięta.

Żródło: Pinterest

  Śpiewaliśmy „Oj, nasi jadą!” (a capella). W jakim tempie to szło – Bóg raczy wiedzieć, ale inspektor oświaty (kiedyś mój nauczyciel z Liceum Pedagogicznego i absolwent AWF) stwierdził później z szerokim uśmiechem:

Żródło: Pinterest

„Tempo było iście zawadiackie. Przy takim tempie ja bym nogi połamał w tańcu!”. Poniżej ta piosenka w wykonaniu chórów połączonych, jakie wyszukałam na YouTube, ale ja opracowałam dla swojego chóru wersję hardobertasa 😂. Niestety nagrań wówczas nie robiono.

tutaj
YouTube - Oj,  nasi jadą - Chór Mieszany LOGOS


 Miałam szczere koleżanki ( o szczerości pisałam tutaj ). Jedna z nich, czująca luzik na całego zaśmiewała się do rozpuku z moich rudych wlosów. Ja udawałam , że też mnie to bawi, ale...

Żródło: Pinterest

Rudość na prawdę szybko mi się przejadła (przyjaźń z koleżanką... też).

Żródło: Pinterest

   Ileż można chodzić w zieleniach, by współgrały z kolorem fryzury, kiedy z głowy od urodzenia wychodzą słoneczne promienie?

  Powrót do koloru blond okazał się prawdziwą epopeją. Po pierwszej wizycie u fryzjera mój kolor nazywał się oficjalnie wściekły orange. Szkoda, że nie były wtedy ferie zimowe – przynajmniej czapka by uratowała resztki godności.

  Przeszłam przez wszystkie fazy przejścia kolorystycznego ku ogromnej radości uczniów i całej rady pedagogicznej, którzy mieli darmowe widowisko przez kilka miesięcy.

  Na szczęście po tylu wizytach u fryzjera w krótkich odstępach czasu… nie zostałam łysa jak kolano!
Bo wiecie… śniło mi się kiedyś, że dyryguje mną orkiestra dziesięciu rąk z dziesięcioma parami nożyczek. Obudziłam się wtedy z głową gładką jak kolano i tylko peruka lalek leżała obok i smutno się śmiała. tutaj

  Na szczęście tym razem obyło się bez symfonii nożyczek.
Tylko moje włosy odbyły pełną, kolorową wycieczkę krajoznawczą po całym spektroskopie.

  Uczyłam w tej szkole tylko rok (obowiązkowy staż po studium muzycznym), ale jestem pewna, że zapamiętali mnie tam na bardzo, bardzo długo. 
Może taką...?
Żródło: Pinterest
   
Po tylu latach, jeśli nie myślą, że już dawno ten padół łez opuściłam, to mogą sobie mnie tak wyobrażać:

Żródło: Pinterest

    Ale wciąż w zieleni i rudościach.

  A gwoli wyjaśnienia – nie uciekłam stamtąd z podwiniętym ogonem.

   Odeszłam, bo rozpoczęłam  studia na SGH (wtedy jeszcze Szkoła Główna Planowania i Statystyki) i resztę zawodowego życia poświęciłam ekonomice pracy i polityce społecznej. A nieskromnie dodam... ten obertas oraz inne utwory konkursowe pozwoliły mi utrzymać I miejsce wśród chórów szkolnych w tamtym okręgu.

  I właściwie, gdyby nie powaga zawodu, to po ogłoszeniu wyników tego konkursu powinnam swoją radość okazać , jak ta dziewczyna ( która, jak wyżej wspomniałam jest symbolem mojej osoby z tamtych czasów) -
poniżej

Żródło: Pinterest zarej. w YouTube
   
A sukienkę khaki… w końcu ją nosiłam.
Tylko włosy musiały najpierw przejść przez cały kolorowy rollercoaster.

<><><><><><><>

⚓ Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy. tutaj

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
A teraz niespodzianka - mój dotąd anonimowy blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - wypuszczam z małego akwenu na wody oceanu. Oto on - "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj
                      

środa, 22 kwietnia 2026

SYMFONIA NA DZIESIĘC OSTRZY



Śniło mi się, że siedzę w fotelu wygodnie,
A mistrz nade mną staje – wyglądał dość godnie.
Lecz fryzjer to niezwykły! Ma rąk całe mrowie,
Dziesięć par nożyczek lśni mu tuż przy głowie!

Pięćdziesiąt palców w szalonym wigorze,
Tnie moje blond włosy, jak tylko chcieć może.
Niczym w orkiestrze, pod batutą mistrza,
Melodia cięcia staje się coraz czystsza.

Fortissimo strzyże, pianissimo cieniuje,
A ja w tym fotelu jak w niebie się czuję.
Myślę rozmarzona: „Toż to cud artysta!
Wirtuoz grzebienia, postać nieoczywista!”.

Wielki finał, akord, niski ukłon sprawia,
W mojej biednej głowie huczy burza braw i brawa!
Budzę się z uśmiechem, pędzę do lustra w te pędy,
By ujrzeć te cięcia, te modne zakręty...

I nagle przystaję! Patrzę osłupiała:
Głowa jak kolano – gładka, lśniąca cała!
Na zero strzyżona! A obok, na szafce,
Peruka się śmieje w swej nowej zabawce.

„Co jest, koleżanko? – pyta mnie złośliwie. –
Sezon ogórkowy zaczął się prawdziwie?”.
Lecz ja nie płakałam! Śmiech mnie tylko bierze:
„Trudno! Jutro odrosną, mówię wam to szczerze!

Albo za tydzień... albo jeszcze później,
Kupię czapkę z daszkiem, będę żyć luźniej!
Będę udawać, że to moda śmiała,
By każda fryzjerka ze strachu drżała!”.

I wtedy się budzę... tak całkiem, na dobre.
Myśli mam wciąż jeszcze sennie-niezasobne...
Dotykam swej głowy, sprawdzam każdy splot,
I już mi do lustra nieśpieszny jest lot...

autor: Teresa Czajkowska
...................
Morał na wesoło:
Gdy fryzjer ma za dużo rąk,
a Ty za dużo wiary w jego talent –
lepiej spać w czapce nocnej.
Bo włosy odrosną…
a dobry humor – na pewno!

<><><><><><><>

⚓ Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy. tutaj

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołamitutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
A teraz niespodzianka - mój dotąd anonimowy blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - wypuszczam z małego akwenu na wody oceanu. Oto on - "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj

wtorek, 21 kwietnia 2026

SZCZEROŚĆ DO BÓLU



Szczerość do bólu
Ach, jakże pięknie to brzmi, Drodzy Państwo!
Szczerość do bólu – order za odwagę cywilną w komplecie z biletem w jedną stronę na towarzyskie wygnanie.
I jeszcze gratisowym zestawem „nigdy więcej nie zaproszą Cię na imprezę”.

   Ja też kiedyś postanowiłam spróbować. Na całego. Bez „w pewnym sensie”, bez „no wiesz…”, bez tych wszystkich dyplomatycznych maseczek, które nosimy jak tlen. Efekt był dokładnie taki, jak w kultowym skeczu Andrzeja Waligórskiego, kiedy asystent Piotr Dreptak ze swoimi przełomowymi badaniami w laboratorium poszedł odrobinę za daleko.

  Profesor wezwał go na dywanik i powiedział szczerze, do bólu, bez krzty owijania w bawełnę:

"Drogi kolego Dreptak:
Rozumiem, że doświadczenia, badania, cacy - cacy,
Ale jak dalej tak pójdzie, to ja was wyleję z pracy!
Rzecz jasna, że ma pan dość duże, ba... szokujące wyniki,
Lecz rób pan to sobie gdzie indziej, ot, idź pan hoduj tuczniki..."

 I właśnie taka jest ona – szczerość waligórskowska.
  Nie tylko boli, ale jeszcze ma rytm, puentę i taki lekki posmak „kurde, ale miał rację”. Taka, po której stoisz jak rażony prądem i myślisz: „No tak… faktycznie. Ale czy musiałeś to powiedzieć akurat przy całej rodzinie na wigilii?”

  My najczęściej serwujemy sobie wersję light, bezpieczną i niskokaloryczną:
„Kochanie, ten Twój nowy sweter jest… bardzo oryginalny.”
„Twój projekt ma… pewien potencjał.”
„Ta sałatka jest… naprawdę interesująca. A co to właściwie jest?”

   A prawdziwa szczerość do bólu?
To kiedy wywalasz prawdę prosto między oczy – i nagle rozumiesz, dlaczego Waligórski pisał z głębi duszy:
"Bardziej od węży, glist oraz kretów
Nie znoszę różnych szczerych facetów(…)"

  Dlatego dziś na „Zapiskach z mojego laptopa” trochę o tej ciężkiej, nie zawsze wygodnej szczerości.
  O tym, kiedy warto ją włączyć na full (i przyjąć konsekwencje w postaci nagłej pustki w kalendarzu towarzyskim), a kiedy lepiej schować głęboko do szuflady razem z innymi niebezpiecznymi narzędziami.

A na deser – wiersz mojego idola, Andrzeja Waligórskiego, zatytułowany po prostu „Szczerość”.

Andrzej Waligórski – SZCZEROŚĆ

Bardziej od węży, glist oraz kretów
Nie znoszę różnych szczerych facetów.
A szczery facet to facet taki,
Co ma na dłoni serce i flaki,
I przy spotkaniu powiada krótko:
– Wiesz, twoja żona żyje z Kociutką!
Wszystko to szczera prawda i racja,
Lecz po cóżeż mi ta informacja?
Zmartwienie z tego tytułu tycie,
Żyje z Kociutką?… Co to za życie?
Reasumując sprawę pokrótce,
Musiałbym teraz dać w pysk Kociutce,
A on poczyta mnie za idiotę,
Bo wie, że ja wiem już sześć lat o tem…
Więc gdyby można, to wszystkich szczerych
Wziąłbym i wysłał na galery.
Wolę już kłamstwa, choćby najprostsze:
– Wiesz, tak wyglądasz, że ci zazdroszczę!
– Twój wiersz ostatni był doskonały!
– Trochę ci jakby włosy zgęstniały!
– Ach, twoja żona to jak z ołtarza…
Chętnie uściskałbym takiego łgarza.
Ale już odszedł, a – na mą mękę –
Wraca ten szczery, szczerząc paszczękę.
Lecz to szczerości jego ostatnie,
Bo się dziś na mnie paskudnie natnie…
– Jak się masz, stary, czy ty nie chory?
Masz pod oczami ogromne wory!
…Odszedł, wydając z siebie jęk głuchy!
Precz ze szczerymi! Wiwat kłamczuchy!


<><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy. tutaj

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
A teraz niespodzianka - mój dotąd anonimowy blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - wypuszczam z małego akwenu na wody oceanu. Oto on - "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj