Przez pięć lat ich relacja miała jasny układ. Babcia, z energią godną najdzielniejszego kapitana, dbała o finansowe zaplecze studiów medycznych swojej wnuczki. „Inwestuję w przyszłość, dziecko” – mawiała z uśmiechem, choć pod tym uśmiechem od dwóch lat zaczynał kryć się cień. Jej własne serce, to samo, które mieściło tyle miłości, zaczęło tracić rytm. Babcia jednak, jak to starej daty oficer, nie chciała siać paniki. Chorowała w ciszy, ukrywając recepty między stronami książek.
Prawda wyszła na jaw przez jeden dzwonek telefonu.
– Odbierz, kochanie, ja mam ręce w mące! – zawołała babcia z kuchni.
Głos w słuchawce prosił o potwierdzenie wizyty w poradni kardiologicznej. Gdy babcia zorientowała się, co się dzieje, szybko przejęła telefon, rzucając krótkie: „To pomyłka!”.
Ale wnuczka, przyszła lekarka, nie dała się zwieść. Widziała drżenie rąk i ten nienaturalny rumieniec. Nie naciskała jednak od razu. Zaprosiła babcię na popołudniową herbatę – tam, na neutralnym gruncie, przy zapachu parzonej earl grey, postanowiła podejść ją sposobem.
– Babciu – zaczęła cicho, patrząc jej prosto w oczy – spłacasz moje studia, ale zapomniałaś, że ja już odebrałam najważniejszą lekcję. Lekcję o tym, jak kochać.
Mam u Ciebie, Babciu dług, którego nie spłacę żadnymi pieniędzmi. Ale spłacę go opieką. Wiem o klinice. Wiem o sercu.
Babcia milczała długo, aż w końcu łza spłynęła po policzku. Forteca runęła.
– Nie chciałam was martwić... – szepnęła.
– Martwiłabym się, gdyby cię zabrakło, bo zabrakło ci odwagi, by prosić o pomoc – odpowiedziała wnuczka, chwytając ją za rękę.
– Nie chciałam was martwić... – szepnęła.
Kobiety wróciły do domu. Starszej pani ciężar spadł z serca.
– Babciu, spójrz na swojego wiernego Maksa – wnuczka wskazała na małego psa, który siedział u stóp babci, nie spuszczając z niej wzroku. – On od miesięcy nie odstępuje Twojego krzesła. Kiedy serce gubi rytm, te małe istoty czują to pierwsze. One nie słyszą furtki, one czują drżenie naszych dusz. Ja, jako lekarz, mam tylko stetoskop, ale on ma to „czucie”, którego mnie uczysz od dziecka.
Babcia spojrzała w dół, na puszystą główkę przy swoich stopach. Zrozumiała, że nie da się ukryć prawdy przed tymi, którzy kochają nas najbardziej – bez względu na to, czy chodzą na dwóch, czy na czterech nogach.
Następnego dnia do kardiologa pojechały obie. Od tamtej pory nie było już tajemnic. Serce babci, choć medycznie osłabione, stało się silniejsze niż kiedykolwiek – bo niesione na skrzydłach miłości wnuczki, która zamiast recept, zaczęła przepisywać babci wspólne spacery i długie rozmowy. Okazało się, że najlepszą odżywką dla serca jest po prostu... prawda i obecność drugiego człowieka.
<><><><><><>
A teraz niespodzianka - mój dotąd anonimowy blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - wypuszczam z małego akwenu na wody oceanu. Oto on - "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy. tutaj

%20(2018_10_14%2011_09_31%20UTC).gif)



















W biblii jest moa o drzewie owocowym, ale nie podano jaki to konkretnie gatunek. To myśmy sobie wykoncypowali, że to jabłoń była.
OdpowiedzUsuńBiblia mówi także, iż kiedyś roślinny były o wiele większe. Kiść winogron musiało nieść dwóch chłopów na drągu.
Liście , proporcjonalnie z tak okazałych drzew, mogły być kompletnym odzieniem, nie tylko na intymną część ciała ludzkiego.
UsuńZ uwagi, że Biblia nie wskazuje rzeczywiście rodzaju drzewa, dało to możliwość ludziom "kombinowania' z tymi zakazanymi owocami z Raju . Na tej liście znajdują się również...figi.
Może się okazać, że tego gatunku drzewa my w ogóle nie znamy. Mogła to być jakaś niepowtarzalna odmiana. :) Rozwiązań jest całe mnóstwo.
UsuńGdyby to była figa, za żadne pieniądze wąż by mnie nie skusił, bo nie lubię fig. ;D ;D
Dla mnie figi są za słodkie i nie przepadam za tak maleńkimi pesteczkami :)
UsuńZgadzam się z Tobą. Prawa Boże raczej nie były im wówczas w głowie, a zgoła coś zupełnie innego ... ciekawość (?)
OdpowiedzUsuńWstyd, ale Bibli nie czytałam, ale pomimo tego zawsze kojarzył mi się raj z jablonią.Piękna modelka i rajska jabłoń, która w tym roku u mnie nie ma owoców bo zmarzły.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Dziękuję, Nino :)
UsuńMoja jabłonka jest młoda, mam ją dopiero 3 lata. Zastanawiałam się, czy ją jakoś zabezpieczyć przed mrozami na zimę, ale zrezygnowałam. Konary są na razie wiotkie, ale moze będzie kiedyś duża na tyle, że zabezpieczenie i tak byłoby nie możliwe. Pozdrawiam cieplutko
No i masz Tereso swój własny, osobisty i piękny Raj...:)
OdpowiedzUsuńMasz rację, Basiu, To wprawdzie namiastka raju, ale jak do tego dodać szczyptę szczęśliwości, której, dzięki Bogu mi nie brakuje, to chwilo trwaj :)))
Usuń