Witajcie, drodzy współtowarzysze konsumpcyjnej niedoli! Dzisiaj porozmawiamy o czymś, co robimy niemal codziennie, a co zamiast relaksu dostarcza nam regularnego skoku adrenaliny. Tak, mowa o zakupach spożywczych.
Kiedyś zakupy były proste: szło się po chleb, mleko i masło (jeśli akurat rzucili). Dzisiaj wejście do dyskontu przypomina wyprawę do dżungli Amazońskiej, gdzie na każdym kroku czyha na nas pułapka marketingowa albo zagadka logistyczna. Oto moje ulubione absurdy, z którymi mierzę się w sklepach:
1. Banany z wyższym wykształceniem
Czy zauważyliście, co stało się z owocami? Kiedyś banan był po prostu żółty i podłużny. Dzisiaj przy stoisku przeżywam egzystencjalny kryzys. Do wyboru mam: banany zwykłe, banany bio, banany premium, banany single (samotne sztuki na wagę) oraz banany układane ręcznie przez certyfikowanych zbieraczy. Co więcej, każdy ma inną cenę! Stoję tam z tą wagą, patrzę na te owoce i boję się, że jak wybiorę zły kod, to przy kasie wezwą ochronę za próbę przemytu towaru luksusowego.
2. Wojna na metry, czyli paragony grozy
Kupuję trzy rzeczy: jogurt, wodę i paczkę gum do żucia. Płacę, a z kasy zaczyna wyjeżdżać biała wstęga. Drukuje się, drukuje, mija minuta, kasjerka zwija papier w rulon wielkości dywanu i podaje mi go z uśmiechem.Co tam jest? Lista zakupów zajmuje 5 centymetrów. Reszta to kupony: „Zniżka na karmę dla alpak (jeśli kupisz 40 kilogramów)”, „Kupon na darmową foliówkę ważny tylko w najbliższy wtorek między 4:15 a 4:20 rano” oraz kod QR do aplikacji, który po zeskanowaniu daje mi 3 grosze rabatu na zakup trzeciej opony do traktora.
3. Kasowe wyścigi formuły 1
Kasy samoobsługowe to temat na osobną książkę („Proszę umieścić artykuł w strefie pakowania... Artykuł nieznany... Potrzebne zatwierdzenie” – i tak w kółko). Ale prawdziwy sport ekstremalny to kasa tradycyjna. Kasjerzy w dyskontach pracują z prędkością światła. Oni nie skanują produktów – oni nimi strzelają. Ja, Teresa, stoję na końcu tej taśmy z jedną materiałową torbą i próbuję w locie łapać uciekające pomidory, zanim rozbiją się o słoik z majonezem. Czuję na sobie wzrok pięciu osób z kolejki, który mówi wyraźnie: „Ruszaj się, babo, blokujesz ruch!”. Wychodzę ze sklepu spocona, jakbym właśnie przebiegła maraton.
Wniosek na dziś?
Zakupy spożywcze to dzisiaj test na inteligencję, refleks i odporność psychiczną. Ale i tak pójdziemy tam jutro, bo przecież zapomnieliśmy kupić tej jednej, najważniejszej rzeczy, po którą w ogóle wyszliśmy z domu.
Jeśli chcecie się dowiedzieć co przeżyłam kilka lat temu z moim wnuczkiem w sklepie , to zajrzyjcie tutaj i bez wnuczka, ale też ciekawie tutaj
A jakie są Wasze ulubione zakupowe absurdy? Też walczycie z kasami samoobsługowymi? Piszcie w komentarzach!
<><><><><><><>⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj
Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję -najnowszy blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj