Już od kilku dni gołoledź za oknem, więc daruję sobie spacery, bo gdybym się wyłożyła , to raczej wiewiórki pomogłyby szybciej, niż jakiś przechodzień. Sąsiedzi zmechanizowani, spacerują tylko w określonych godzinach z pieskami.
Tak AI sobie wyobraża moją wyimaginowaną sytuację
Mam zatem czas na bloga.
Ostatnio coraz częściej popełniam błędy, których powodem jest … niecierpliwość . Próbuję odgadnąć, jakie pragnienie kryje się za tym stanem. Bo chyba nie to, że ze względu na wiek, czas mi umyka, a co za tym idzie, wszelkie zamierzenia należałoby realizować w tempie przyspieszonym. Brak czegoś lub niewygoda stwarza chęć jak najszybszego załatwienia problemu, nie poświęcając mu czasu na przemyślenie, czy to dobry ruch. W takich momentach zapominam na przykład o ograniczonym zaufaniu do przedstawianych w mediach ofertach handlowych. Całe szczęście, że w odpowiedniej chwili rozsądek bierze górę.
I tu przytoczę malutki przykładzik.
Pewien ranny ptaszek (no dobrze... mój najdroższy mąż), wstając rano - tzn. o 5-ej.., kiedy jeszcze smacznie spali wszyscy pozostali domownicy, nie śniący nawet o śnieżycy i gołoledzi, zapragnął odśnieżyć posesję.
Może to dziwić, ale wcale nie ma na imię Zenek, a ja Hela, abym musiała ponaglać „wstań, Zenek, wstań”
Tekst piosenki: Zenek blues
Uh uh, uh uh
Ktoś w górze tam chyba rozpruł pierzynę
I lewą nogą dziś wstał,
Jaką by inną tu znaleźć przyczynę
I co wyczytać z niebieskich ciał?
Można zadzwonić by do Kopernika,
Linię gorącą z nim mam;
On, co problemy niebieskie przenika,
Odpowiedź pewną by dał
Noc, całą noc dzisiaj zdrowo padało,
Pierwszy zimowy spadł śnieg
I zasypało mnie wszystko na biało,
Spadł, zdrajca, nocą i cicho legł
Kiedy nad ranem tak smacznie się spało,
Spaść musiał ten biały drań
Spałem za krótko, bo żonka cichutko
Szepnęła: "Wstań, Zenek, wstań!"
"Rusz się, Zenek, śnieg na dworze,
Mówię: wstań, bo będzie gorzej!
Zenek, wstań, bo ci przyłożę!
Wstań, Zenek, wstań!
Nie czas, Zenek, na kochanie,
Kiedy czas na odśnieżanie,
Śnieg na dworze, śnieg już w bramie
Wstań, Zenek, wstań"!
Ktoś tam w cieplutkim dosypia łóżeczku,
Leżąc wygodnie na wznak
Żona mu szepcze: "Śpij jeszcze, koteczku,
Kołderkę skopałeś, ładnie to tak?
Pieseczek zaraz ci zrobi śniadanko:
Kawkę z kożuszkiem i keks
Dzisiaj założysz już ciepłe ubranko,
Popatrz, jak ślicznie: spadł pierwszy śnieg!"
A tu: "Rusz się, Zenek, śnieg na dworze
Mówię: wstań, bo będzie gorzej!
Zenek, wstań, bo ci przyłożę!
Wstań, Zenek, wstań!
Nie czas, Zenek, na amory,
Puść mnie, Zenek! Coś ty, chory?
Spać to mogą dyrektory
Wstań, Zenek, wstań"!
Dzisiaj nad ranem coś żonce się stało,
Jakaś choroba, czy co?
Wypiła za dużo czy zjadła za mało -
Odeszło żonce wszystko zło
"Zenuś - mnie rzekła - dziś będą pieszczoty,
Dziś poznasz, co miodu smak,
Nie pójdziesz, Zenuś, dziś do roboty
Co, dobrze mówię?" - Oj tak, Hela, tak!
"Pamiętasz, Zenuś, jak było po ślubie?
Wtedy to byłeś, och ty!
Pamiętasz? Miałeś trochę w czubie
I zaparliśmy snopkiem drzwi
Pamiętasz, Zenuś, co potem się działo?
Nie wrócą już tamte dni
Wołałeś: Hela, całuj, całuj!
Wtedy to byłeś, och ty!"
"Wolne soboty odrobisz z nawiązką,
Będziesz pracował co tchu
Pakuj się! Jedziem na ziemię śląską!"
I żonka przywiozła mnie tu
I jeszcze mi w uszach żoneczki głos brzmi:
"To be - Zenek - or not to be"
"Zenek, czeka cię Opole,
Pakuj miotłę, mój sokole,
Zenek, zostań się idolem,
Daj z siebie, daj!"
Hela, nie wiem, czy wydolę!
"Trzym się, Zenek, spisz się cudnie,
W Montrealu będzie trudniej!
Graj, Zenuś, graj!"
Hela, ja inne mam ciche marzenie:
Żeby tak kiedyś zebrać na scenie,
Na przykład gdzieś w Sobotach Dolnych,
Cieciów z miotłami, zdrowych, zdolnych
Eliminacje wpierw krajowe,
Przyjadą młode chłopy, zdrowe,
Potem przez PAGART z całej Europy
Przyjadą młode, zdrowe chłopy!
I tam na scenie, zamiast śpiewania,
Zrobić festiwal zamiatania,
Bo kiedy miotły pójdą w ruch,
To zapanuje inny duch!
A ja wtedy wsiądę w złocistą kolaskę,
Pojadę, odśnieżę calutką Alaskę!
Właściwie Alaskę odkupić się przyda,
A potem to już tylko Antarktyda!
I tu się kończy mój "Zenek Blues"
Parararararararara, o jus!
Upadł na krawężnik. Potłukł sobie prawe ramię, bark oraz biodro w prawej nodze.
Na szczęście wstał o własnych siłach i wrócił do mieszkania. Na poranny spacer z psem już się nawet nie wybierał, a też z domowników nikogo nie budził.
Nie dało mu się tego zataić, bo jednak uraz był poważny, utykał. Szybko zrobiłam oględziny i zadecydowaliśmy rodzinnie, że mimo oporu męża ortopeda musi obejrzeć, a może nawet skierować na specjalistyczne badania.
Ponieważ SOR w Poznaniu przodował tego dnia w Polsce w ilości pacjentów, opcja otrzymania tam tego dnia pomocy w postaci diagnozy odpadała.
Skończyło się na prywatnej wizycie i badaniach rtg. Wynik – powierzchniowy uraz barku i ramienia. Oczywiście maż zataił poważniejszy uraz biodra. Skąd ja to znam, że będzie bagatelizował swój stan... A prawdę mówiąc na tym biodrze mi zależało. No cóż pojechał z nim zięć, ufając swojemu teściowi, że „będzie mówił prawdę i tylko całą prawdę”.
No gdzie tu temat niecierpliwości?
A już przechodzę ad rem.
Widząc kuśtykającego męża postanowiłam … kupić przez internet... kulę.
Surfowanie rozpoczęłam od ręki. Przeglądając różne oferty natknęłam się na laskę składaną z lampką LED i alarmem. Jest to przyrząd zwracający uwagę swoją nowoczesnością. Jest estetycznie wykonany. Można go szybko złożyć.
Od razu wyobraziłam sobie spacer o zmroku... podświetlenie sobie chodnika pod stopami oraz.... użycie alarmu podczas , nie daj Boże... zaczepienia mnie przez jakiegoś łobuziaka.
Już widzę, jak szybko reagują przechodnie nacechowani znieczulicą.
No i gdy tak sobie wyobrażałam, że ta laska będzie użyteczna nie tylko teraz, ułatwiająca mężowi rehabilitację, ale także, jako wyposażenie w czasie wieczornych spacerów czy ślizgawicy... sięgnęłam na stronę realizacji zakupu, ale..... na wszelki wypadek, zajrzałam do komentarzy .
I co widzę?
No cóż, podłoga w domu ( terakota na wysoki połysk), mokry chodnik oraz dróżki ziemne po deszczu odpadają, nie wspominając już o gołoledzi.
Funkcja obkładania po plecach napadającego o zmroku menela, światełko i alarm to za mała satysfakcja.
A taka była ładna... taka amerykańska....
Odetchnęłam z ulgą, że niecierpliwość nie wygrała tym razem.
Trzeba spróbować walczyć z niecierpliwością. Zawsze jest jakieś pole manewru.
Dobrze by było zastosować się do porad specjalisty:


