Translate

poniedziałek, 9 marca 2026

SPOJRZENIE PRZEZ RAMIĘ


Muszę się przyznać, że mam trochę zabałaganiony dysk w komputerze. Nie mogę się wyzbyć starych zdjęć, obrazów, bo może się jeszcze przydadzą... To tak, jak z wietrzeniem szafy, która przyprawia mnie o ból serca. Nie mogę się też z niej wyzbyć ciuszków, które , jako niepowtarzalne wzory, zostały gdzieś wyszukane w ciuchlandii.

Dzisiaj mój wzrok padł na obraz Wiliama Oxera. Zapisując go w galerii wiedziałam, że przyjdzie czas, że go wykorzystam. Wspominałam już kiedyś, że inspiracją do prowadzenia bloga są dla mnie przede wszystkim obrazy, czasem muzyka. Tyle ładunku emocjonalnego artysta w tym obrazie zawarł, aż zatyka dech obserwatora. Więc nadszedł czas. Dzisiaj.

Lubię sobie pofantazjować. Sprawdźcie mnie, czy ten obraz mógłby być ilustracją do tej poniżej wymyślonej na poczekaniu historyjki.


  "W małym mieszkaniu na ostatnim piętrze starej kamienicy lampa rzucała ciepłe, bursztynowe światło tylko na fragment pokoju. Reszta tonęła w półmroku.

  Anka stała przy oknie, wciąż w tej samej czarnej sukience, w której wróciła godzinę wcześniej z kolacji. Sukienka pachniała obcym perfumem i papierosami, których sama nie paliła.

  Usłyszała kroki na klatce schodowej. Znane. Powolne. Zbyt znajome.

  Serce podskoczyło jej do gardła. Nie odwróciła się od razu. Tylko lekko, bokiem, przez ramię – tak jakby chciała zobaczyć, a jednocześnie bała się zobaczyć za dużo.

  Ktoś zatrzymał się przed drzwiami. Nie zapukał. Jeszcze nie.

  Anka odruchowo przyłożyła palce do ust, jakby chciała zamknąć nimi własne westchnienie. Albo słowa, które właśnie cisnęły się na język: „nie dzisiaj”, „zostaw mnie”, „proszę”.

 Ale nie powiedziała nic.

  Tylko patrzyła w szybę, w której odbijała się jej własna twarz – oczy wielkie, trochę przestraszone, trochę zawstydzone, jakby przyłapano ją na czymś, czego sama przed sobą nie chciała nazwać.

  Za drzwiami cisza trwała już zbyt długo.

  A ona wciąż stała bokiem, z głową przekrzywioną, z włosami opadającymi na policzek jak zasłona, za którą można się schować jeszcze przez chwilę.

  Bo czasem najtrudniej jest odwrócić się całkowicie. Trudniej spojrzeć prosto w oczy temu, co czeka po drugiej stronie – czy to człowiek, czy własna decyzja sprzed trzech godzin, czy po prostu prawda, której nie chciała dzisiaj usłyszeć.

  Więc stała tak jeszcze sekundę, dwie, dziesięć… Z palcami przy ustach. Z sercem bijącym w całym pokoju.

  I w tym jednym spojrzeniu przez ramię zmieściło się wszystko, czego nie umiała powiedzieć na głos."