Translate

środa, 1 lipca 2026

ŚWIATEŁKO W TUNELU WSPOMNIEŃ - CZ. II. GWIAZDA NA NASYPIE I FILMOWY ZBIEG OKOLICZNOŚCI


Stojąc w szpilkach na kolejowym nasypie, Anna odprowadzała wzrokiem znikający za zakrętem pociąg. Sylwetka, która przed chwilą wydała jej się znajomym duchem z przeszłości – a dokładniej tym szalenie przystojnym aktorem z jej ulubionego serialu kostiumowego, w którym skrycie kochała się na studiach – okazała się... jak najbardziej prawdziwa! 



     Problem w tym, że ów gwiazdor, ubrany w pełen, historyczny strój, zniknął właśnie w gęstwinie gałęzi, głośno klnąc pod nosem na leśne komary. Dopiero teraz Anna dostrzegła ukryte między drzewami wozy techniczne, kamery i całe, rozstawione w tej głuszy miasteczko filmowe. Ekipa kręciła tam właśnie wielką produkcję, a awaryjny postój pociągu zbiegł się z przerwą na planie.

  Zanim jednak Anna zdążyła poprosić o autograf, leśna ferajna ruszyła w głąb boru, a ona została zupełnie sama. W białej sukience, pośrodku dziczy, bez telefonu, który przecież został w torebce na siedzeniu przedziału. I co najważniejsze – bez Maksa.

   Tymczasem kilkanaście kilometrów dalej, na docelowej stacji, pociąg z głośnym piskiem hamulców wtoczył się na peron. Wśród oczekujących stał pan Wiktor, tata Anny, wypatrując w oknach znajomej, jasnej czupryny swojej córki.


   Drzwi wagonu otworzyły się jednak  zamiast Anny, na peron dziarskim krokiem wyszedł... Maks.

   Na smyczy trzymał go Ivo.

   Wiktor zamarł z otwartymi ustami. Znał tego psa doskonale z setek zdjęć, które córka przysyłała mu na telefon. Zanim jednak zdążył wykrztusić choćby słowo, Ivo uśmiechnął się szeroko i zawołał:

  – Pan Wiktor? Dobry wieczór! Świat jest jednak niesamowicie mały. Jestem synem  Andrzeja, pani Anna wysiadła na chwilę w lesie...

  W ułamku sekundy, na stacyjnym peronie, panowie ułożyli błyskawiczny plan ratunkowy. Logika podpowiadała, że Anna musiała zostać na stacji technicznej i prawdopodobnie wsiądzie w kolejny, osobowy pociąg, który jedzie tą samą trasą za niespełna godzinę.

  – Niech pan zabierze Maksa do domu, panie Wiktorze, żeby psina się nie stresowała w tym upale – zaproponował rezolutnie Ivo. – Ja tu zostanę. Poczekam na następny pociąg, przejmę Annę, zanim dostanie zawału ze strachu, i osobiście poinformuję tę szaloną dziewczynę, że jej czworonożny skarb już bezpiecznie czeka na nią w domu.

  I tak oto, gdy godzinę później zmęczona, zakurzona i trzymająca szpilki w ręku Anna wysiadała z kolejnego składu, pierwszą rzeczą, jaką zobaczyła, był szeroki uśmiech Ivo. Misja ratunkowa zakończyła się sukcesem.

   Wieczorem, kiedy emocje już opadły, cała trójka zasiadła na werandzie domu pana Wiktora. Maks leżał pojednany pod stołem, obgryzając wielką kość, a Anna – już w wygodnych kapciach – sączyła chłodną herbatę, wciąż nie mogąc wyjść z podziwu nad tym zbiegiem okoliczności.

  – Tato, ale wytłumacz mi to – zaczęła Anna, patrząc to na ojca, to na Ivo. – Skoro pan Andrzej to twój najlepszy przyjaciel, a Ivo mieszka parę ulic dalej, to jak to możliwe, że myśmy się nigdy wcześniej nie spotkali? Przecież to zakrawa na jakiś kosmiczny żart!

  Wiktor zaśmiał się cicho i odstawił swoją szklankę.

  – Czysta logistyka, Aneczko – zaczął z uśmiechem tata. –Tata Ivo pochodzi z tego miasta. Kiedy poszukiwał tu domu do zamieszkania zaproponowałem mu dom z ogłoszenia blisko nas. Miałem już odtąd przyjaciela w niedalekim sąsiedztwie, kiedy ty uciekłaś do miasta , żeby walczyć o swoje ASP i pracować w tej graficznej manufakturze. Ivo... studiował przecież za granicą. Kiedy ty na wakacje wpadałaś do mnie, on akurat pracował na kontraktach w Anglii. A kiedy on wracał na święta, ty akurat miałaś najważniejsze plenery malarskie. Wasze ścieżki mijały się dosłownie o dni, jeśli nie o godziny.

  – Czyli potrzebowaliśmy aż Maksa i awaryjnego postoju pociągu w szczerym polu, żebyśmy w końcu usiedli w jednym przedziale? – podsumował z uśmiechem Ivo, rzucając Annie rozbawione spojrzenie.

- To już rozumiem - stwierdziła Anna z zadowoleniem, że sprawa się wyjaśniła - ten miły starszy pan Andrzej który odwiedza mojego tatę , to zapewne twój tata. Nawet widać pewne podobieństwo.

  Anna spojrzała na swoje zmęczone stopy, potem na drzemiącego psa i pomyślała, że czasami los zmusza nas do szalonego skoku z pociągu tylko po to, żebyśmy w końcu trafili tam, gdzie od dawna powinniśmy być.

c.d. nastąpi

<><><><><><><><><><><<><<><><<><>


Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

 "Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj