Kolejny poranek wcale nie przyniósł ochłodzenia, ale Anna zapomniała o upale w ułamku sekundy, gdy Ivo przy porannej kawie rzucił z pozoru niewinny pomysł:
– No to jak, Aniu? Skoro hrabia Potocki tak bardzo zawrócił ci w głowie, a moje stopy są dziś w lepszym stanie niż twoje, jedziemy na plan. Mój znajomy reżyser, Janek, właśnie szuka statystek do sceny balu w ogrodzie. Kostiumolodzy wcisną cię w jakąś piękną, dziewiętnastowieczną suknię, a ty będziesz mogła legalnie mdleć z zachwytu w pobliżu swojego idola. Co ty na to?
Anna aż klasnęła w dłonie z radości. Dwie godziny później byli już na miejscu, w samym sercu leśnej głuszy, która zmieniła się w tętniące życiem miasteczko filmowe.
Gdy Annę przejęły charakteryzatorki, Ivo oparł się o kawiarniany stolik dla ekipy, leniwie sącząc espresso i rozmawiając z reżyserem.
Wszystko szło idealnie, dopóki Anna nie wyszła z garderoby.
Ivo dosłownie zakrztusił się kawą. Charakteryzatorki wykonały tytaniczną pracę – ukryły jej nowoczesne, krótkie blond włosy pod kunsztowną, dziewiętnastowieczną peruką pełną misternych loków i wpiętych pereł. W błękitnej, balowej sukni z epoki, z odsłoniętymi ramionami i tą nową, burzą jasnych włosów, Anna wyglądała tak zjawiskowo i dostojnie, że na planie na chwilę zamarł cały gwar. Gdy chwilę później podszedł do niej sam Aleksander – czyli serialowy hrabia Potocki – i z szarmanckim, wyuczonym uśmiechem ucałował jej dłoń, w sercu Ivo coś nagle gwałtownie pękło.
Zamiast dumy z udanego prezentu, Ivo poczuł nieprzyjemne, piekące ukłucie w klatce piersiowej. Zaskoczony siłą własnej reakcji, złożył ręce na piersi i zaczął intensywnie, wręcz ponuro wpatrywać się w aktora, który właśnie coś żywo tłumaczył rozpromienionej Annie.
„Po cholerę ja ją tu przyprowadzałem?” – przemknęło mu przez myśl z nagłą, czystą wściekłością. Nagle ten cały hrabia, którego dotąd traktował jak zwykłego celebrytę, zaczął mu potężnie działać na nerwy. Ivo poczuł, że ma ochotę podejść tam, zabrać Annę za rękę i natychmiast wracać na bezpieczną werandę Wiktora.
Stojący obok reżyser, Janek, bacznie obserwował minę przyjaciela. Spojrzał na zaciśniętą szczękę Ivo, potem na Annę, po czym uśmiechnął się szeroko pod nosem i szturchnął go łokciem w bok.
– Ej, stary... – zaczął Janek, zniżając głos i odciągając Ivo na bok, za wielką blendę oświetleniową. – Ty zaraz wzrokiem przewiercisz mojego głównego aktora na wylot. A mam jeszcze przed sobą trzy dni zdjęciowe, więc wolałbym, żeby przeżył.
– Nie wiem, o czym mówisz – mruknął Ivo, niechętnie odrywając wzrok od rozmawiającej pary.
– O rany, Ivo, znamy się od studiów w Anglii – zaśmiał się cicho reżyser, klepiąc go po ramieniu. – Widzę przecież, co się dzieje. Ta dziewczyna nie jest ci obojętna. Przyprowadziłeś ją tutaj jako fankę, a teraz z zazdrości mało nie pękniesz. Stary, dym ci uszami idzie! Przestań się dąsać, bo zamiast hrabiego z ekranu, to ty masz u niej realne szanse. Tylko musisz zacząć działać, zamiast udawać ochroniarza.
Ivo milczał przez dłuższą chwilę. Słowa przyjaciela uderzyły w niego z siłą obucha. Spojrzał raz jeszcze na Annę, która właśnie odrzuciła głowę do tyłu, śmiejąc się z czegoś szczerze. I nagle dotarło do niego, że ten szalony skok z pociągu w białej sukni zmienił nie tylko jej życie, ale przede wszystkim – jego własne.
hciał zaprzeczyć, obrócić wszystko w żart, ale jego oczy – te same, które przed chwilą ciskały gromy zza blendy – nagle całkowicie złagodniały. Popatrzył na nią z taką intensywnością, że Annie aż zabrakło tchu. Nie musiał nic mówić. W tym jednym, długim spojrzeniu było napisane absolutnie wszystko.
– Może i jestem – przyznał w końcu cicho, wkładając ręce do kieszeni. – I myślę, że popełniłem potworny błąd, przyprowadzając cię tutaj. Następnym razem zabieram cię na kawę tam, gdzie nie ma żadnych hrabiów. Tylko ty i ja.
Anna poczuła, jak jej serce wykonuje dokładnie taki sam, gwałtowny skok, jak wtedy na kolejowym nasypie. Uśmiechnęła się najpiękniej, jak potrafiła, i musnęła dłonią ramię jego ciemnej koszuli.
– Trzymam cię za słowo – szepnęła. – Bo ta peruka jest strasznie ciężka, a ja o wiele bardziej wolę kawę w twoim towarzystwie. Nawet w zwykłych kapciach na werandzie u taty.
C.d. nastąpi
<><><><><><><><><><><<><<><><<><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
