![]() |
| art by Damian Kłaczkiewicz |
Annę zatrudnili w II
obsadzie baletu. To i tak dla niej wyżyny osiągnięć w karierze. Nie marzyła, że
może to stać się w tym roku.
Miała być dublerką dla tancerki, która zaczynała odczuwać lekki dyskomfort podczas piruetów. Poprosiła swojego szefa, aby jej dublerka była w pogotowiu na każdym jej przedstawieniu .
![]() |
| art by Muriel Barclay |
Tak więc, niezależnie, czy balet miał mieć I czy II obsadę, ona była zawsze w baletkach i odpowiednim stroju, z włosami misternie ułożonymi w koczek.
Budynek nie był zbyt dobrze ogrzewany, podlegał pod konserwatora zabytków, więc solidne docieplenie nie wchodziło w rachubę ze względów przepisów architektonicznych, jak i braku odpowiednich finansów na dozwolone prace. Anna marzła w oczekiwaniu na wezwanie w pełnej gotowości.
Usłyszała, że nowo zatrudniony szatniarz oferuje po cichu jakieś okrycia po niezbyt wygórowanej cenie. Odkupił je podobno od garderobianej, która wymieniała stroje. Anna zgłosiła się do niego, z zapytaniem, czy ma coś cieplejszego, np., jakąś starą futrzaną etolę, kurtkę, czy coś w tym stylu, aby mogła się okryć i ogrzać podczas „dyżuru” .
- Pomyślę, kto wie… może się cos znajdzie. – odpowiedział zagadkowo.
Za kilka dni, siedząc z tyłu poczekalni, usłyszała, rozmowę szatniarza z jakąś kobietą. Nie mógł odnaleźć jej płaszcza deszczowego. Kobieta denerwowała się, ale ten tłumaczył, że może kolega wydał przez pomyłkę komuś innemu. Kobieta prosiła, aby jeszcze raz sprawdził
- O, jest deszczówka, proszę bardzo - i rzucił na barierkę przed kobietę.
- Proszę pana, ale mój był nowszy. To nie ten.
- Innego nie ma i co mi pani zrobi! – zdenerwował się szatniarz.
Anna była zaskoczona obrotem sprawy, ale na szczęście
spektakl się zakończył i ten z szatniarzem w roli głównej i balet. Kobieta
stwierdziła, że jeśli ktoś wziął jej i to nowszy, to nie ma się czego
spodziewać, że go odzyska. A tego nie będzie brać.
Anna szybko zapomniała o incydencie, tym bardziej, że szatniarz przyniósł
jej krótkie futerko z lisów. Twierdził, że w pobliskim teatrze była wyprzedaż starej
garderoby i jemu udało się kilka rzeczy
złowić. Zaoferował jej futerko po bardzo zaniżonej cenie.
Dała mu zaliczkę. Od razu dal jej futrzaną kurtkę. Miała jutro dopłacić resztę.
Tego dnia nawet nie miała okazji w niej pochodzić po zimnym budynku, bo właśnie dublowała jedną z baletnic. Kiedy nadszedł czas powrotu do domu… zauważyła że zaczyna padać śnieg z deszczem.
"Jak wyjść w taką pogodę w
futerku" , głośno myślała, stojąc obok szatniarza.
- Niech się panienka nie martwi. Proszę wziąć ten płaszcz deszczowy i nakryć na futerko –
podał jej, wyciągając ze swojej osobistej szafy damski (zgodny z opisem tamtej
kobiety) przeciwdeszczowy, prawie nowy , płaszcz .
- Ale czy to nie jest czasem ten płaszcz, którego jeszcze
wczoraj poszukiwała pewna pani?
- Ależ nie ma sprawy, tu się przerzuca setki ciuchów
codziennie, kto by się spodziewał, że nie może się jakieś zawieruszyć?
- A tego futerka nikt
nie szukał?
- A kto by spamiętał, moja panienko… No bierze pani, czy nie…?
- Proszę pana czy możemy tę naszą transakcję unieważnić?
Rozmyśliłam się. Znalazłam inne wyjście . Dobry termos z gorącą kawą i ciepłe
ponczo.
(W wyobraźni widzi siebie, jak jakaś kobieta zrywa z niej futerko, krzycząc „złodziejka!”)
- Aj, z tymi kobitami… - macha ręką zezłoszczony szatniarz - Jedna chce płaszcz , chociaż go nie ma, druga nie chce futra, które okazyjnie trzyma już na plecach. Człowiek się stara , jak może i w żaden sposób nie dogodzi.

