Translate

środa, 16 września 2026

PERSONEL, KTORY WCIĄŻ SZUKA SWEGO PANA


Dopadła mnie jakaś wirusówka. I to nie tylko mnie. Męża, córkę i wnuczka tez. Nos przecieka, ledwo widzę na oczy. I jak tu pisać posty. Wzięłam się na sposób.

Będzie tzw. gotowiec. Zacytuję artykuł Auriane Reze-Duclos z Atlas Obscura

<><><><><><><><><>

Mieszkańcy Edynburga twierdzą, że rzeźbiona drewniana laska wciąż błąka się samotnie po zaułku West Bow, mimo że minęło już wiele dziesięcioleci od czasu, gdy jej właściciel został stracony za czary.

Przed moją pierwszą podróżą do Edynburga zrobiłem to, co robi większość ludzi: wpisałem w Google hasło „ najsłynniejsze duchy Edynburga ”. Powiedziałem znajomym, pół żartem, pół serio, że gdybym kiedykolwiek zobaczył płonący powóz pędzący z pełną prędkością po brukowanej ulicy, prawdopodobnie zemdlałbym na miejscu. Nie miałem wtedy pojęcia, że ​​ów powóz należał do bardzo konkretnego akta sprawy z XVII wieku, a jego pasażerem był jeden z najbardziej szanowanych ludzi w mieście.
Nazywał się Thomas Weir.


 .
Dom Thomasa Weira, West Bow (zdjęcie: James Skene - skan z S. Sitwell i F. Bamford, Edynburg 1937, domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=25097147)

W wieku siedemdziesięciu lat major Weir był już tak daleki od podejrzeń, jak to tylko możliwe dla mieszkańca Edynburga. Były żołnierz, który służył w armiach Przymierza podczas Wojen Trzech Królestw, objął dowództwo nad strażą miejską i zamieszkał ze swoją siostrą Jean w domu niedaleko szczytu West Bow, stromej, krętej ulicy łączącej Royal Mile z Grassmarket (dziś nazywa się ona Victoria Street). Mieszkańcy ulicy, znani z surowej wiary prezbiteriańskiej, zyskali zbiorowy przydomek: Święci z Bowhead . Wśród nich Weir uchodził za najbardziej pobożnego. Prowadził spotkania modlitewne.

Rzadko widywano go bez ciemnego, drewnianego kija, na którym rzeźbiono głowy satyrów, który, jak twierdził, nie był niczym więcej niż zwykłą laską.

Następnie, w 1670 roku, będąc chorym i przykutym do łoża boleści, Weir zaczął się spowiadać. Z własnej inicjatywy i przed oszołomioną publicznością opisał całe życie spędzone na uprawianiu czarów, kazirodczy związek z siostrą i pakt z diabłem. Władze miasta nie wiedziały, co z nim zrobić. Człowiek jego powagi po prostu nie mówił takich rzeczy. Wysłano lekarzy, aby go zbadali, zakładając, że choroba wytrąciła go z równowagi psychicznej. Stwierdzili, że jest całkowicie poczytalny.

Dyliżans Thomasa Weira mknący w dół West Bow (zdjęcie: Alexander A. Ritchie - J Ballantine, The Gaberlunzie's Wallet, 1874 (pierwsze wydanie w 1843), domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=25954300)

Następnie Jean potwierdziła wszystko i dodała szczegół, który miał przetrwać ich oboje: opisała, jak była przewożona wraz z bratem w wozie strażackim, ciągniętym przez sześć koni, podczas nocnych wypraw do Dalkeith i Musselburgh, na spotkanie z samym diabłem. Laska, jak powiedziała, była jego darem. Była w stanie samodzielnie załatwiać sprawy.

Para została osądzona przed Wysokim Trybunałem Sprawiedliwości 9 kwietnia 1670 roku i uznana za winną w ciągu kilku dni. Weir odmówił proszenia o przebaczenie. Jego ostatnie słowa zapisane w protokole brzmiały: „Żyłem jak bestia i muszę umrzeć jak bestia”. Został uduszony i spalony w Gallowlee, na drodze do Leith, a jego laska wrzucona do ognia obok niego. Świadkowie twierdzili, że spalenie trwało niezwykle długo. Jean został powieszony następnego dnia na Grassmarket.

Sam proces nie jest folklorem. Jest udokumentowany w aktach High Court of Justiciary i skatalogowany w Survey of Scottish Witchcraft, bazie danych prowadzonej przez Uniwersytet Edynburski, która śledzi tysiące szkockich przypadków czarów pomiędzy 1563 a 1736 rokiem. To, co uczyniło tę sprawę legendą, nastąpiło około półtora wieku później, gdy lokalny historyk Robert Chambers zebrał ją wraz z dziesiątkami innych edynburskich opowieści o duchach w swojej książce Traditions of Edinburgh z 1824 roku . To Chambers zachował szczegóły, które krążą do dziś: dom pozostawiony pusty przez ponad wiek po śmierci Weira, dźwięk turkotu powozu jadącego nocą przez West Bow i służba, błąkająca się samotnie po zamknięciu, wciąż szukająca mężczyzny, który kiedyś go wiózł.

Dom Weira przy West Bow został ostatecznie zburzony, ale ulica przetrwała, teraz przy której stoją niezależne sklepy i kawiarnie, a nie miejsca spotkań modlitewnych z XVII wieku. Przejdź się nią nocą, najlepiej gdy tłumy się przerzedzą, a zrozumiesz, dlaczego ta historia tak utkwiła w pamięci. Jest stroma, wąska i cicha w sposób, który wydaje się celowy. Jeśli usłyszysz coś toczącego się po bruku za tobą, prawdopodobnie to nic takiego.

Prawdopodobnie.