Translate

czwartek, 23 kwietnia 2026

UWAGA... UWAGA... DO PORTU PRZYBYŁ BATORY!

Żródło: Pinterest

   Co roku, gdy „Batory” cumował w Gdańsku, na brzegu stała stęskniona rodzina, a jako pierwsi na polską ziemię schodzili nie marynarze, tylko marynarscy handlowcy – z walizami wypchanymi skarbami z zamorskich krain.

   W naszym mazowieckim domu zaczynał się wtedy istny karnawał szczęścia.

  Pewna znajoma pani z Gdańska – żona i matka marynarzy – przyjeżdżała do nas niczym dobra wróżka i otwierała swój magiczny bagaż. Najpierw kusiła mamę kawą i czekoladą. Potem rzucała okiem na mnie i moją starszą siostrę (prawie bliźniaczki), puszczała dyskretne oczko i wyciągała suknie oraz sztuczne futerka (oceloty i inne „egzotyczne bestie”). Mama, znając potrzeby młodych panienek, kupiła nam dwa identyczne futerka.
Było to w środku lata.

   To był jedyny rok w moim życiu, kiedy nie mogłam się doczekać zimy. Chodziłam po domu i marzyłam o mrozie jak prawdziwa pingwinica w ciąży.

  Dla mnie los przeznaczył sukienkę w kolorze khaki –  bardzo „na teraz”, na przełom wiosny i lata. Jako estetka z sukcesami w konkursach plastycznych widziałam ten kolor wyłącznie w duecie z lśniącym kasztanem. 

Te wszystkie "graficzne rudzielce"
to symbol mojej "skromnej" osoby
z tamtych czasów
Żródło: Pinterest

A ja byłam blondynką. Konflikt światopoglądowy na miarę wielkiej schizmy.

  No to kupiłam sobie farbę do włosów. Nazywała się dumnie "Zauberton" . Pamiętam tę "zgagę" trudną do wyleczenia, aż do dziś.

  Domowym sposobem, w warunkach polowych, zrobiłam z siebie rudzielca pierwszej wody.

  Następnego dnia miałam występ chóru, którym dyrygowałam. Stanęłam tyłem do sali, padła niema komenda do chórzystów: "Uwaga..."

Żródło:Pinterest

 i ..... zaczęłam wymachiwać rękami jak dyrygent na dopalaczach. Spóźnialscy musieli pomyśleć, że do szkoły przybyła nowa nauczycielka – ruda, energiczna i najwyraźniej lekko stuknięta.

Żródło: Pinterest

  Śpiewaliśmy „Oj, nasi jadą!” (a capella). W jakim tempie to szło – Bóg raczy wiedzieć, ale inspektor oświaty (kiedyś mój nauczyciel z Liceum Pedagogicznego i absolwent AWF) stwierdził później z szerokim uśmiechem:

Żródło: Pinterest

„Tempo było iście zawadiackie. Przy takim tempie ja bym nogi połamał w tańcu!”. Poniżej ta piosenka w wykonaniu chórów połączonych, jakie wyszukałam na YouTube, ale ja opracowałam dla swojego chóru wersję hardobertasa 😂. Niestety nagrań wówczas nie robiono.

tutaj
YouTube - Oj,  nasi jadą - Chór Mieszany LOGOS


 Miałam szczere koleżanki ( o szczerości pisałam tutaj ). Jedna z nich, czująca luzik na całego zaśmiewała się do rozpuku z moich rudych wlosów. Ja udawałam , że też mnie to bawi, ale...

Żródło: Pinterest

Rudość na prawdę szybko mi się przejadła (przyjaźń z koleżanką... też).

Żródło: Pinterest

   Ileż można chodzić w zieleniach, by współgrały z kolorem fryzury, kiedy z głowy od urodzenia wychodzą słoneczne promienie?

  Powrót do koloru blond okazał się prawdziwą epopeją. Po pierwszej wizycie u fryzjera mój kolor nazywał się oficjalnie wściekły orange. Szkoda, że nie były wtedy ferie zimowe – przynajmniej czapka by uratowała resztki godności.

  Przeszłam przez wszystkie fazy przejścia kolorystycznego ku ogromnej radości uczniów i całej rady pedagogicznej, którzy mieli darmowe widowisko przez kilka miesięcy.

  Na szczęście po tylu wizytach u fryzjera w krótkich odstępach czasu… nie zostałam łysa jak kolano!
Bo wiecie… śniło mi się kiedyś, że dyryguje mną orkiestra dziesięciu rąk z dziesięcioma parami nożyczek. Obudziłam się wtedy z głową gładką jak kolano i tylko peruka lalek leżała obok i smutno się śmiała. tutaj

  Na szczęście tym razem obyło się bez symfonii nożyczek.
Tylko moje włosy odbyły pełną, kolorową wycieczkę krajoznawczą po całym spektroskopie.

  Uczyłam w tej szkole tylko rok (obowiązkowy staż po studium muzycznym), ale jestem pewna, że zapamiętali mnie tam na bardzo, bardzo długo. 
Może taką...?
Żródło: Pinterest
   
Po tylu latach, jeśli nie myślą, że już dawno ten padół łez opuściłam, to mogą sobie mnie tak wyobrażać:

Żródło: Pinterest

    Ale wciąż w zieleni i rudościach.

  A gwoli wyjaśnienia – nie uciekłam stamtąd z podwiniętym ogonem.

   Odeszłam, bo rozpoczęłam  studia na SGH (wtedy jeszcze Szkoła Główna Planowania i Statystyki) i resztę zawodowego życia poświęciłam ekonomice pracy i polityce społecznej. A nieskromnie dodam... ten obertas oraz inne utwory konkursowe pozwoliły mi utrzymać I miejsce wśród chórów szkolnych w tamtym okręgu.

  I właściwie, gdyby nie powaga zawodu, to po ogłoszeniu wyników tego konkursu powinnam swoją radość okazać , jak ta dziewczyna ( która, jak wyżej wspomniałam jest symbolem mojej osoby z tamtych czasów) -
poniżej

Żródło: Pinterest zarej. w YouTube
   
A sukienkę khaki… w końcu ją nosiłam.
Tylko włosy musiały najpierw przejść przez cały kolorowy rollercoaster.

<><><><><><><>

⚓ Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy. tutaj

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
A teraz niespodzianka - mój dotąd anonimowy blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - wypuszczam z małego akwenu na wody oceanu. Oto on - "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj