Drzwi z tarasu otwarte szerokim pchnięciem przez Toffi i na środku pokoju zaczyna się się szaleństwo.
Skąd ta psina ma tyle energii po spacerze.!? Czy może po słodkich smaczkach, które wyłudza za łaskawy powrót do domu.
- Zachowujesz się Toffi, co najmniej jak Ham powracający z kosmosu.
- O , nie, wypraszam sobie... zapominamy o kulturze... do zwierzęcia tak wolno?
- Toffi, to nie ma nic wspólnego z kulturą.
- No właśnie mówię - fuknęła obrażona.
- Ham , to imię pewnej szympansicy.
- Nie wiem, czy lepiej bym przyjęła "Toffi zachowujesz się jak małpa."
- Daj mi dokończyć, a wszystko Ci wyjaśnię. Wskakuj na kanapę i słuchaj:
W poprzednim wieku ludzie koniecznie chcieli lecieć w kosmos. Trzeba było najpierw poznać warunki panujące w przestrzeni kosmicznej. Wysyłano na początku w celu jej zbadania rośliny, później zwierzęta, zaczynając od muchówki, aż w końcu przyszła kolej na ssaki naczelne.
I to właśnie szympansica Ham miała to szczęście , chociaż nie wiem, czy w ostatecznym rozrachunku szczęściem bym to nazwala, została wybrana do wyniesienia za pomocą rakiety (to była taka rakieta będąca modyfikacja pocisku krótkiego zasięgu ).
- Jak wysoko poleciała?
— 253 kilometry. Choć właściwie wszystko mi się pokręciło. To nie Ham pasowała do twojego wariackiego biegania po domu.
Ham po wyłowieniu kapsuły była przerażona. Czterech mężczyzn nie mogło jej zmusić do powrotu do środka.
To Enos zachowywał się jak ty teraz. Biegał po pokładzie okrętu, skakał, potrząsał rękami ludzi.
Miał wtedy pięć lat.
Dokładnie tyle co ty, Toffi.
- To sobie małpki polatały - chyba z lekką zazdrością dodała Toffi. -
- A w czym one lepsze od nas? Przecież pies jest podobno przyjacielem człowieka.
- No to Cię Toffi zaskoczę.
- A co, może nie jest?
Posłuchaj wiersza Mariana Hemara, ale najpierw podam ci chusteczki do nosa..
- A po co ? Nie mam kataru..
Rozmowa z psem
Marian Hemar
Szedłem spacerem z moim psem,
Tak jak każdego wieczoru. Wtem
W niebie nad nami przemknęła skra,
Przeleciał Sputnik, numer dwa.
Stanąłem jak wryty, patrzałem bez
Ruchu, a obok Cziki, mój pies,
Oczami za mną wodził po brzeg
Czarnego nieba. A potem rzekł
(Rzekł po swojemu, językiem psim,
Ale my rozumiemy się z nim
Od dawna. Od jedenastu lat
Nierozłączeni i za pan brat,
Jak przyjaciele dwaj, on i ja,
Nie w charakterze "pana i psa".)
Powiedział - lecz to niełatwo tu
Przełożyć na nasz język, bo psu
Wielu wyrażeń, rzecz jasna, brak.
Ale powiedział, mniej więcej, tak:
* Nigdy nie zapomnijcie tej ślicznej legendy.
Kiedy przeminą wieki, gdy humanum genus
w piątki będzie jeździło z miasta na week-endy
Na czerwonego Marsa i różową Wenus -
Gdy poza radio kręgi mgławicowych wstężyc
Wyruszy nowy Kolumb i nowy Magellan,
A w maju, po południu, z Warszawy na księżyc
Będą szły omnibusy, jak dzisiaj do Bielan
- Choć dialektyka wszystkie zastąpi legendy
I dawno już nie będzie bajek ani wierszy
- Wśród planet śmigających tędy i owędy,
Zapamiętajcie jednak to, że pies był pierwszy.
Że go w skorupkach celuloidowych bonbonier
Wystrzelili rakietą - wywiadowcę - skauta
- I międzyplanetarny poleciał pionier,
Pies - od początku świata pierwszy astronauta.
W stratosferyczny Sybir człowiek psinę wygna
I potem słuchał z ziemi, czy w meteorycie
Blip blip - wciąż bije serce - blip blip - bzyka sygnał
- Blip blip - meteor skamle - więc żyje. Słyszycie
- W ciemności mokrym pyskiem ludzkiej łapy szuka,
By ją jeszcze polizać nim samotnie zdechnie.
I taki wielki tryumf odniesie Nauka.
I Pawłow się ucieszy, Einstein się uśmiechnie,
A trup pieska, w trumience, nad ziemią z daleka.
Umarłą gwiazdką śmiga eliptyczna jazda.
Czasem tylko ku niemu po nocy zaszczeka,
Mijając go z daleka - brat Syriusz, Psia Gwiazda.
* Tempus, jak mówią, fugit, amor, mówią, manet.
Miłość trwa, czas ucieka. Wasz świat coraz szerszy.
Wśród gwiazd, księżyców, mgławic, dróg mlecznych i planet,
Po wiekach - pamiętajcie, że to pies był pierwszy. *
Tak do mnie głosem nabrzmiałym od łez
Powiedził Cziki, Pekińczyk, Mój Pies


