Translate

piątek, 26 czerwca 2026

KOCIA MUZYKA KONTRA TRAGEDIA WSZECH CZASÓW, CZYLI JAK OSZUKALIŚMY PROFESORA OD AUDYCJI


 Świat dźwięków i kolorów, czyli o cenie prawdy w muzyce

   
    Wracam dzisiaj pamięcią do czasów moich studiów na Studium Muzycznym. Ach, te niezapomniane zajęcia z audycji muzycznych! Nasz profesor miał swój rytuał. Przychodził do sali ze swoją wielką, podręczną płytoteką, z namaszczeniem wyjmował jeden z czarnych winili i kładł go na adapterze, a okładkę chował z powrotem w środek miedzy inne płyty.
    Zawsze robił to tak, by starannie zasłonić przed naszym wzrokiem okładkę i samą płytę. Muzyczna zagadka miała być czysta. Po wysłuchaniu utworu pytał o nasze odczucia, skojarzenia, barwy, a nawet kazał nam nadawać dziełom własne tytuły.
   Jak powszechnie wiadomo, studenci to cwane bestie. Szybko znaleźliśmy sposób na system.
    Pod byle pretekstem odwołaliśmy profesora od stolika na drugi koniec sali. Najbliżej siedzący adaptera kolega błyskawicznie odczytał tytuł z wirującej płyty i puścił w obieg tajną informację na karteczce. Zanim igła dojechała do końca, cała sala już wiedziała.
    Mieliśmy więc sporo czasu, aby rzekomo „wczuwać się” w rozchodzące się dźwięki. A te dźwięki – niech mi świętej pamięci Krzysztof Penderecki wybaczy – nam, młodym ludziom, przypominały wówczas zwykłą kocią muzykę, a nie monumentalną tragedię.
Krzysztof Penderecki - Foto -Bogdan Krężel

 Okiem laika to był po prostu absolutny chaos. Utwór nosił bowiem porażający tytuł: „Tren 'Ofiarom Hiroszimy'” na 52 instrumenty smyczkowe.
 Teatr grobowych min
  Gdy profesor z powagą zaczął wywoływać nas do odpowiedzi, natychmiast przybraliśmy adekwatne, grobowe miny. Nagle wszyscy, jak jeden mąż, zaczęliśmy „słyszeć” tłukące się szkło, nadlatujący złowrogo samolot, potężny wybuch i rozdzierające jęki konających.
   Czy te efekty naprawdę tam były? Nieważne! Na potrzeby oceny u profesora w tamtej sekundzie dało się usłyszeć absolutnie wszystko.
  A co słyszeliśmy naprawdę? Niezwykłą awangardę. Penderecki rozpisał utwór na 24 skrzypce, 10 altówek, 10 wiolonczel i 8 kontrabasów, wprowadzając zupełnie nowe, rewolucyjne artykulacje. Kazał muzykom grać na strunniku, na podstawku, uderzać żabką smyczka lub palcem w górną płytę instrumentu. Nic dziwnego, że w tamtych latach zagraniczne orkiestry odmawiały grania tego utworu z obawy, że te eksperymenty zniszczą im lakier na drogich skrzypcach!
    Nasz profesor był jednak człowiekiem niezwykle taktownym. Choć doskonale wiedział, że z tą Hiroszimą ucięliśmy sobie z niego żarty, nigdy nie wytknął nam tego oszustwa.
 Zgniatający czas: Od 8’37’’ do Hollywood
   Dzisiaj, po tylu latach, poczułam potrzebę, by rozwikłać to dawne skojarzenie. Usiadłam przy laptopie, włączyłam internet i postanowiłam wysłuchać Trenu jeszcze raz, by sprawdzić, jak zadziała na mnie dzisiaj. I o zgrozo, dowiedziałam się czegoś, co zupełnie zmieniło moją optykę.
   Okazuje się, że kiedy Penderecki pisał ten utwór na stypendium we Włoszech, nadał mu zupełnie inny tytuł: 8’37’’. Ta sucha, matematyczna nazwa oznaczała po prostu... dokładny czas trwania kompozycji! Nie było tam ani słowa o wojnie, bombie atomowej czy Japonii. Dopiero w 1961 roku Roman Jasiński, dyrektor muzyczny Polskiego Radia, zasugerował zmianę tytułu na bardziej emocjonalny. Tego tytułu nie należy więc rozumieć dosłownie [1] – to nie jest ilustracja wybuchu, ale dedykacja złożona ofiarom


   Co ciekawe, ten genialny „chaos” stworzony przez Polaka zrobił oszałamiającą karierę na świecie. Stał się inspiracją dla filmów poetyckich, a Hollywood bez pamięci się w nim zakochało. Dźwięki, z których podśmiewaliśmy się na studiach, budowały potem mroczny klimat w Lśnieniu Kubricka, Inland Empire Lyncha, Egzorcyście Friedkina czy w kultowym, trzecim sezonie Miasteczka Twin Peaks. Ten utwór dosłownie „obskoczył” i Hiroszimę, i najważniejsze dzieła światowej kinematografii.
Gdzie błądzą Twoje myśli?
     I co teraz powiecie na temat skojarzeń muzycznych?
  Często bywa tak, że ktoś na siłę wypytuje nas o wielkie uniesienia, gdy słuchamy jakiegoś dzieła. Pada sakramentalne: „Jak się teraz czujesz? O czym myślałeś w trakcie muzyki?”. A ty masz w tym czasie w głowie absolutną pustkę. Albo – co gorsza – błądziłeś myślami w zupełnie innych rewirach, zastanawiając się, czy wyłączyłaś żelazko albo dlaczego mąż znowu zostawił truskawki w rozgrzanym samochodzie.
   Czy w takiej chwili powiesz prawdę? Czy ulegniesz presji otoczenia i zaczniesz z poważną miną zmyślać o „nadlatujących samolotach” i „barwach melancholii”, żeby tylko wypaść profesjonalnie? Muzyka współczesna uczy nas jednego: skojarzenia są płynne, a tytuł bywa tylko etykietą. Najważniejsze to dać sobie prawo do własnego, nawet najbardziej „kociego” odbioru.
P.S.
   Kiedy tak rozmawiam z moim starszym wnukiem, który dostał dziś od rodziców upragnione wolne od szkoły (w nagrodę zjadł połowę uratowanych z rozgrzanego auta dziadka truskawek!), widzę, że świat dawnych profesorów wciąż ma się dobrze. W jego szkole wszyscy uczniowie szaleją już na boisku, bo oceny są wystawione. 
   Na posterunku trwa jednak jedna pani od języka polskiego – emerytka, której pamięć płata już małe figle. Ona jedna nie kojarzy, że to koniec roku. Ignoruje hałas z boiska i z pełną powagą prowadzi zajęcia do samego końca. 
  I wiecie co? 
  Ma to w sobie ten sam urok i takt, co mój dawny profesor od audycji muzycznych, który udawał, że wierzy w naszą „Hiroszimę”. Ci dawni nauczyciele po prostu mieli i wciąż mają swoją niezłomną misję!

<><><><><><><><><><><<><<><><<><>


Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

 "Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj