Dziś będzie o tytule, który zobowiązuje, i o naturze, która czasem... no cóż, płata figle. Poznajcie Milorda - rasy królewskiej (corgi), o angielskim pochodzeniu i manierach, które kończą się dokładnie tam, gdzie zaczyna się próg domu. Ostatecznie jeszcze na tarasie z Toffi zachowuje się odpowiednio.
Milord jak na corgiego przystało, ma podwozie umieszczone dość nisko, co zazwyczaj skutkuje podlewaniem fundamentów naszego domu, kiedy nas odwiedza. Poza tym jest nadzwyczaj spokojnym psem, czego o Toffi powiedzieć nie mogę. Ta ma energii zbyt dużo od maleńkości. No bo spójrzcie. Od razu widać różnice temperamentu. Toffi to nie jakaś angielska flegma.
Jednak podczas wakacji nad morzem, nasz „arystokrata” przeszedł samego siebie.
Wyobraźcie sobie: niemal pusta plaża, słońce i jedna, jedyna wczasowiczka siedząca tyłem w bardzo luźnym, obszernym topie. Milord, maszerując z godnością, musiał dojść do wniosku, że owa pani to po prostu wyjątkowo wygodny, obły kloc drewna wyrzucony przez morze. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, Milord postanowił go... „sperfumować”.
I tu dochodzimy do mojego życiowego morału: Kobiety, dbajcie o linię!
Gdyby owa dama miała wyraźnie zaznaczoną talię lub obcisłe body, Milord – pies inteligentny – od razu rozpoznałby w niej człowieka.
A tak?
Szerokie metry tkaniny stały się dla niego idealnym słupkiem ogłoszeniowym.
Finał?
Pani zaniemówiła, potem wpadła w furię, a na koniec okazało się, że los ma specyficzne poczucie humoru – nieszczęsna ofiara Milorda mieszkała w tej samej kwaterze! Przez tydzień na stołówce panowała atmosfera gęsta jak mgła nad Bałtykiem, a Milord musiał pożegnać się z wolnością na rzecz smyczy.
Morał z tej historii jest prosty: dbajmy o formę nie tylko dla zdrowia, ale po to, by na plaży żaden pies nie pomylił nas z elementem krajobrazu.
A Milord?
Cóż, on nadal uważa, że to bluzka była winna...
Przecież nie on jeden ma takie wstydliwe epizody. Sam był świadkiem, jak piesek innej rasy zrobił z pani kotlet schabowy w panierce smażony na patelni. Może ta panierka z plażowego piaseczku była za drobna, ale innej wokół nie było. Widocznie za grubo nasmarowała się olejkiem do opalania, a to przeciez rakotwórcze, a taka panierka przynajmniej była jakąś osłonką, do czasu, dopóki rozjuszona pani nie pobiegła pod prysznic, wygrażając psu, bo nie wiedziała który z tłumu opalających się wczasowiczów był właścicielem. Nie było odważnych, aby się przyznać do niego.
Kilka lat temu mieliśmy pieska wielorasowego Czaka. Ten w skrytości przede mną postanowił mnie odprowadzić do kościoła latem. Drzwi były otwarte, nie było wentylacji w kościele. Usiadłam sobie w ławce na samym brzegu.
Po chwili, zauważyłam lekkie poruszenie wśród wiernych. spojrzałam przez ramię...
O, zgrozo! Czak wchodził do kościoła.
Pomyślałam, że nie przyznam się do niego. Jednak on dotarł do mnie, stanął obok i tym przepraszającym wzrokiem spojrzał na mnie, a potem położył łapę na moich kolanach. Nie było niestety, ławek przed kościołem. Może i jemu była potrzebna chwila wyciszenia? Tym razem to Czak przyznał się do mnie przed całą wspólnotą.
- Oto moja pani.
Na koniec, chciałam ocieplić wizerunek Milorda galerią zdjęć. Przecież nie wszystko nad tym morzem było takie wstydliwe.
Zapraszam jeszcze na ciekawy post, związany tematycznie:
tutaj link pt."Pomoc kuchenna"
<><><><><><>
A teraz niespodzianka - mój dotąd anonimowy blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - wypuszczam z małego akwenu na wody oceanu. Oto on - "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy. tutaj







