Kiedy pisałam dla Was pierwszą część historii o dziewczynie z obrazu Pauli Rego, która skulona na kanapie walczyła z nocnymi dylematami, nie powiedziałam Wam jednego. Ja nie musiałam tej historii zbytnio zmyślać. Ja te emocje znam z własnego życia. Widok tej skulonej postaci obudził we mnie wspomnienia z czasów, gdy jako młoda dziewczyna, po ukończeniu Studium Muzycznego, odbywałam roczną praktykę jako nauczycielka w wiejskiej szkole.
Mieszkałam wtedy z rodzicami w mieście, ponad 20 kilometrów dalej. W szkole dostałam skromny pokój na piętrze. Przedpokój i łazienkę dzieliłam z inną nauczycielką i jej dwójką małych dzieci. Na parterze natomiast mieszkał sam pan kierownik z żoną. Dojeżdżałam do domu, kiedy mogłam, ale wracać musiałam zawsze ostatnim autobusem o 20:00, żeby rano zdążyć na lekcje.
Pewnego jesiennego, chłodnego wieczoru mój autobus się spóźnił. Koleżanka zza ściany, przekonana, że zostałam na noc u rodziców, zamknęła na głucho solidne drzwi do wspólnego przedpokoju. Kiedy zmęczona dotarłam na piętro, zastałam absolutny mur.
Na korytarzu nie było żadnej wygodnej kanapy. Była tylko surowa, drewniana skrzynka i rzucone obok przez koleżankę stare, nietrzepane chodniki. Nie chcąc robić rabanu i stawiać na nogi kierownika na dole ani budzić dzieci, podjęłam decyzję: przetrwam. Ułożyłam się na tej twardej skrzynce, naciągnęłam na siebie szorstkie chodniki, a z każdym moim oddechem z materiału sypał się piasek, prosto w oczy.
O zaśnieńciu nie było mowy. Chłód dawał się we znaki, a po jakimś czasie – zupełnie jak u dziewczyny z obrazu – mój pęcherz zaczął bezlitośnie nadawać sygnał alarmowy.
Nie brałam pod uwagę pukania do koleżanki. Postanowiłam wymknąć się cichaczem na zewnątrz, do toalety na podwórku. Musiałam jednak rozegrać to dyplomatycznie, by w razie czego stworzyć pozory, że normalnie schodzę z góry. Podeszłam do drzwi, wyciągnęłam rękę i delikatnie, z duszą na ramieniu, nacisnęłam głośną, metalową klamkę.
I to był mój ratunek! Ten jeden metaliczny dźwięk w ciszy nocy sprawił, że koleżanka natychmiast się obudziła. Gdy otworzyła drzwi i zobaczyła mnie na tej skrzynce, w kurzu i zaspaniu, natychmiast zalała się potokiem przeprosin: „Dla Boga, Teresa! Dlaczego mnie nie budziłaś?!”.
Dziewczyna z obrazu Pauli Rego wciąż czeka na swoją decyzję przy klamce. Ja moją podjęłam lata temu na szkolnym korytarzu. I wiecie co? Czasem warto zaryzykować i chwycić za tę skrzypiącą klamkę buntu, bo za drzwiami zamiast kary, może czekać po prostu ciepłe łóżko i pomocna dłoń.
Aneks po latach, czyli jak skrzynka buduje przyjaźń:
Gdy rano cała sprawa wyszła na jaw, zadziwiona była nie tylko moja współlokatorka. Żona kierownika szkoły, która mieszkała na dole, łapała się za głowę, słysząc o moich nocnych manewrach z klamką. „Teresa! Przecież mogłaś bez wahania zapukać do nas! Przecież byśmy Cię nie zostawili na tym korytarzu!” – powtarzała z niedowierzaniem.
Moja przesadna skromność i strach przed zrobieniem rabanu o mało nie skończyły się przeziębieniem, ale to właśnie ta noc i moja korytarzowa dyplomacja sprawiły, że z żoną kierownika złapałyśmy niesamowity kontakt. Przełamałyśmy pierwsze lody w najbardziej nietypowy sposób z możliwych i tak narodziła się piękna, serdeczna przyjaźń, która trwała przez kolejne lata. Życie bywa przewrotne – czasem wystarczy jedna głośna klamka, by otworzyć drzwi do relacji na całe życie!
<><><><><><><><><><><<><<><><<><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
