Szczerość do bólu
Ach, jakże pięknie to brzmi, Drodzy Państwo!
Szczerość do bólu – order za odwagę cywilną w komplecie z biletem w jedną stronę na towarzyskie wygnanie.
I jeszcze gratisowym zestawem „nigdy więcej nie zaproszą Cię na imprezę”.
Ja też kiedyś postanowiłam spróbować. Na całego. Bez „w pewnym sensie”, bez „no wiesz…”, bez tych wszystkich dyplomatycznych maseczek, które nosimy jak tlen. Efekt był dokładnie taki, jak w kultowym skeczu Andrzeja Waligórskiego, kiedy asystent Piotr Dreptak ze swoimi przełomowymi badaniami w laboratorium poszedł odrobinę za daleko.
Profesor wezwał go na dywanik i powiedział szczerze, do bólu, bez krzty owijania w bawełnę:
"Drogi kolego Dreptak:
Rozumiem, że doświadczenia, badania, cacy - cacy,
Ale jak dalej tak pójdzie, to ja was wyleję z pracy!
Rzecz jasna, że ma pan dość duże, ba... szokujące wyniki,
Lecz rób pan to sobie gdzie indziej, ot, idź pan hoduj tuczniki..."
I właśnie taka jest ona – szczerość waligórskowska.
Nie tylko boli, ale jeszcze ma rytm, puentę i taki lekki posmak „kurde, ale miał rację”. Taka, po której stoisz jak rażony prądem i myślisz: „No tak… faktycznie. Ale czy musiałeś to powiedzieć akurat przy całej rodzinie na wigilii?”
My najczęściej serwujemy sobie wersję light, bezpieczną i niskokaloryczną:
„Kochanie, ten Twój nowy sweter jest… bardzo oryginalny.”
„Twój projekt ma… pewien potencjał.”
„Ta sałatka jest… naprawdę interesująca. A co to właściwie jest?”
A prawdziwa szczerość do bólu?
To kiedy wywalasz prawdę prosto między oczy – i nagle rozumiesz, dlaczego Waligórski pisał z głębi duszy:
"Bardziej od węży, glist oraz kretów
Nie znoszę różnych szczerych facetów(…)"
Dlatego dziś na „Zapiskach z mojego laptopa” trochę o tej ciężkiej, nie zawsze wygodnej szczerości.
O tym, kiedy warto ją włączyć na full (i przyjąć konsekwencje w postaci nagłej pustki w kalendarzu towarzyskim), a kiedy lepiej schować głęboko do szuflady razem z innymi niebezpiecznymi narzędziami.
A na deser – wiersz mojego idola, Andrzeja Waligórskiego, zatytułowany po prostu „Szczerość”.
Andrzej Waligórski – SZCZEROŚĆ
Bardziej od węży, glist oraz kretów
Nie znoszę różnych szczerych facetów.
A szczery facet to facet taki,
Co ma na dłoni serce i flaki,
I przy spotkaniu powiada krótko:
– Wiesz, twoja żona żyje z Kociutką!
Wszystko to szczera prawda i racja,
Lecz po cóżeż mi ta informacja?
Zmartwienie z tego tytułu tycie,
Żyje z Kociutką?… Co to za życie?
Reasumując sprawę pokrótce,
Musiałbym teraz dać w pysk Kociutce,
A on poczyta mnie za idiotę,
Bo wie, że ja wiem już sześć lat o tem…
Więc gdyby można, to wszystkich szczerych
Wziąłbym i wysłał na galery.
Wolę już kłamstwa, choćby najprostsze:
– Wiesz, tak wyglądasz, że ci zazdroszczę!
– Twój wiersz ostatni był doskonały!
– Trochę ci jakby włosy zgęstniały!
– Ach, twoja żona to jak z ołtarza…
Chętnie uściskałbym takiego łgarza.
Ale już odszedł, a – na mą mękę –
Wraca ten szczery, szczerząc paszczękę.
Lecz to szczerości jego ostatnie,
Bo się dziś na mnie paskudnie natnie…
– Jak się masz, stary, czy ty nie chory?
Masz pod oczami ogromne wory!
…Odszedł, wydając z siebie jęk głuchy!
Precz ze szczerymi! Wiwat kłamczuchy!
<><><><><><>
A teraz niespodzianka - mój dotąd anonimowy blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - wypuszczam z małego akwenu na wody oceanu. Oto on - "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy. tutaj
