Wczoraj odwiedziłam laboratorium analityczne. Chcę uzyskać informację, czy czasem nie jestem uczulona na pióra papużki falistej.
Tak, dokładnie...
Czy te moje gadatliwe (to powiedziane mało) - te skrzeczące gaduły mnie czasem nie uczulają?
Jedno żółciutkie jak cytrynka - to Amazon, a to z zielonym brzuszkiem trochę, jakby mniej wymowne (dziwne, bo to "ona") - to Elwirka. Taka mała "literacka" pierzasta rodzinka towarzyszy mi od kiedy Amazona złowiłam na swój sweterek na trawniku przed domem. Po prostu narzuciłam go na papużkę, nim zdążyła odskoczyć.
Ale od początku..
Przez okno ją dostrzegłam, kiedy pewne spacerujące małżeństwo z mojego osiedla było żywo zainteresowane czymś żółtym, odskakującym do przodu od ręki, próbującej to "coś" schwycić. Nie mogłam od razu zauważyć, co to, bo mój mózg nie dopuszczał informacji o skaczącej papużce po moim trawniku. Pan ponawiał 3 próby, po czym odwołany przez żonę, porzucił próbę schwytania ptaka i odeszli w stronę własnego domu. Wtedy wyszłam przed swój dom, a że było już chłodno, założyłam na ramiona lekki sweterek. I tak po kilku nieudanych próbach, zarzuciłam swój sweterek na papużkę (wcale nie kierując się miłosierdziem, aby nie zmarzł ptaszek z ciepłej krainy...) i ją w ten sposób złowiłam.
A w tym momencie przypomniała mi się scenka z filmu "Sami Swoi" (1967) - pamiętacie scenę, w której gołąb należący do Kargula śmiał naruszyć „przestrzeń powietrzną” nad ziemią Pawlaka.
Nim doczekała się pozłacanej klatki, a nawet towarzyszki zakupionej w sklepie zoologicznym, mieszkała przez 2 dni w kontenerku po kocie.
Czy dobrze zrobiłam?
Nie wiem.
Byłam szybsza niż kot sąsiadki Małgosi lub pieski wyprowadzane na spacer z osiedla, a spuszczane już obok naszych posesji w celu "użyźnienia" tutejszych trawników.
Tak czy siak... jest już w domu. W nowym dla niej domu. Nie wiem skąd przybyła. Na anons na stronie grupy naszych mieszkańców nikt nie odpowiedział. Może były właściciel już wyjechał na urlop, a swojej długoletniej towarzyszce z ogniska domowego też zorganizował...swoisty urlop. Niestety, schronisk papuzich tu nie uświadczy. Klatka otwarta, drzwi balkonowe tudzież... Ratuj się, kto może. Tak prawdę mówiąc, to się modliłam, aby nikt po nią się nie upomniał. Widocznie Pan Bóg, zdezorientowany czego tak na prawdę chcę, odpuścił... Czas pokaże... masz własną wolę... Doświadczaj...
Papużka być może zdrożona, nieświadoma zagrożenia, szukała na trawniku jakiegoś pożywienia, chociażby listków mlecza. A trawnik tu wypielęgnowany, skoszony...
No tak... zajęłam się papugą, a przecież 2 dni wcześniej zarejestrowałam się w Amazonie ze swoja książką, która miała być opublikowana przez ich selfpublisching w ciągu 72 godzin. Po przyjściu z papużką do domu zaczęłam przeszukiwać internet.
Co to właściwie za papużka... przecież nie jest to nierozłączka, bo za duża...
Serfowanie zajęło mi trochę czasu. Przy okazji wdepnęłam na stronę swojej poczty, a tam od poprzedniego dnia wisiały już gratulacje z Amazona . "Serce Elwiry" opublikowane.. Gratulujemy". I to po 42 godzinach... Nieprawdopodobnie szybko.
(Dopiero po wprowadzeniu trzeciej powieści "Sakiewka"" dowiedziałam się, ze publikacja u nich trwa po 1 kliknięciu. Wieczorem wprowadziłam w system... poszłam spać.... a rano już można kupować. To dopiero express, o który polskie selfpublischingi wydawnicze mogą pomarzyć).
Od razu moja fantazja wzięła górę. "Papużko kochana, ty cytrynowy listonoszu, to Amazon cię przysłał. - Leć do tej autorki, która nie ma zamiaru poczty odświeżyć i zwróć jej uwagę 😂🤣😉"
No i zwrócił... Jakby można jej było nie zauważyć... Taki cytrynowy posłaniec na trawniku i do tego podskakujący, bawiący się z przechodniem... "a złap mnie, jeśli potrafisz 🤣😂😉 i tak nic z tego, bo nie do ciebie mnie skierowali".
I papużka dostała imię: "AMAZON", natomiast jego towarzyszkę nazwałam też literacko - "ELWIRKA".
Właśnie to ta wcześniej formacja w tym poście nazwana "literacką rodzinką", a właściwie... małżeństwem, próbuje chyba założyć rodzinkę, ale ja im ułatwiać warunków ku temu nie mam zamiaru. Żadnych pokoików lęgowych... żadnych! One chyba mają to gdzieś, czyli w swoich zakrzywionych dziobkach, bo coś mi się wydaje, że widzę pewne symptomy, jakoby się ku sobie miały. W końcu niby to małżeństwo...
I teraz , wracając do sedna sprawy...
Kicham, wycieram cieknący nos, jak strumień wody przeczyszczający z expressu do kawy ( to określenie mojego wnuka). Poza tym nieżyt gardła.
Czego to mogą być objawy?
1. zawirusowanie przekazane przez młodszego wnuka?
2. uczulenie na pióra ( i nie tylko) papużki falistej?
Wyniki najpóźniej za 13 dni - ponieważ czekam już od wczoraj.
A jeśli.... ?
Co wtedy, siedząca w słuchawkach na uszach, mam zrobić ze skrzeczącymi papużkami, które tak bardzo polubiłam? Jak mogę się skupić w tworzeniu czegokolwiek?

