![]() |
| Stephen Appleby -Barr - "Katar sienny, 2025 |
Sezon na spacery oficjalnie uważam za otwarty! Moje nogi po ciężkich przejściach w końcu odzyskały dawną lekkość, a ja, uzbrojona w uciskowe skarpetki i pełna zapału, ruszyłam na łono natury. Jednak natura, jak to natura, nie lubi próżni. Skoro pozbyłam się jednego problemu zdrowotnego, los natychmiast postanowił podsunąć mi inspirację do kolejnego wpisu. Wszystko za sprawą intrygującego obrazu, który wpadł mi niedawno w ręce. Oficjalnie mógłby się nazywać „Alergik w czerwcu”, a potocznie: „Katar sienny”.
Spójrzcie tylko na tego młodzieńca na płótnie. Na głowie ma uroczy, słomkowy kapelusz – idealny na słońce, ale umówmy się, w środku lata to jawna prowokacja wobec wsobecnego siana. W dłoni trzyma pąk róży, a obok niego pyszni się cały flakon świeżych, bezlitosnych kwiatów, które z każdym podmuchem wiatru wysyłają w powietrze miliony mikroskopijnych bomb pyłkowych.
Efekt?
Podpuchnięte, podkrążone oczy i ten charakterystyczny, melancholijny wzrok kogoś, kto za chwilę kichnie czternaście razy z rzędu, tracąc przy tym kontakt z bazą. Co więcej, bohater jedną ręką pali papierosa, jakby dramatycznie uznał: „Skoro moje drogi oddechowe i tak już nie działają, to co mi szkodzi podwędzić je od środka”.
Jednak najgłębszą prawdę o katarze siennym autor ukazał za plecami modela. Widzicie tę mglistą, upiorną postać zjawy? To nie jest żaden duch przodka ani artystyczna wizja podświadomości. To jest bezlitosny Demon Alergii. Ten złośliwy stwór czai się za każdym z nas, gdy tylko zbliżymy się do kwitnącej łąki. Trzyma w ręku szklankę z neonowo zielonym płynem. Co tam jest? Stawiam w ciemno: potrójna dawka musującego wapna, którą demon z sadystycznym uśmiechem każe nam pić trzy razy dziennie, obiecując, że „może tym razem pomoże”. Wokół na stole leżą też monety i gruba księga. Nic dziwnego – przetrwanie czerwca bez wykupienia połowy asortymentu lokalnej apteki graniczy z cudem.
Gdy tak patrzę na ten obraz, przypomina mi się mój własny, domowy front. Ja zabezpieczam się odpowiednimi lekami, Mój szlachetny małżonek, który po starciu z drzwiami auta wciąż dumnie nosi na czole ślad walki, na widok tego dzieła tylko ciężko westchnął. Sam co roku toczy bój z pyłkami traw, a jego atomowe kichnięcia potrafią poderwać domowników na równe nogi. Wnuczek przedszkolak zapewne podsumowałby sytuację krótko: „Dziadzia znowu dostał kwiatkiem w nos”. I w sumie niewiele by się pomylił.
Na całe szczęście w tym całym sielskim dramacie jest jeden, olbrzymi plus – żadne z nas nie jest uczulone na sierść psa! Zresztą, ten problem i tak naszej Toffi nie dotyczy. Ona jest absolutnie ponad to! Toffi nikogo nie uczula, bo zamiast tradycyjnej sierści posiada włosy. I to jakie! Piękne, lśniące i puszyste... przynajmniej dopóki nie nadejdzie ten sądny dzień, kiedy ogolą ją u groomera. Ale nawet wtedy nasza psia dama zachowuje swoją godność i stawia twarde granice. Za nic w świecie nie pozwala sobie ogolić ogonka! I bardzo słusznie – to jej największa duma, na którym włosy wiją się po prostu przepięknie i finezyjnie. Idąc, podwija ogonek do góry a złosow robi się pióropusz. Niczym u prawdziwej arystokratki.
Dzięki temu, gdy mąż kicha od traw, a ja maszeruję w skarpetkach kompresyjnych, Toffi dumnie kroczy obok nas, machając swoim nienaruszonym, puszystym ogonem.
Życzę Wam i sobie, abyśmy ten piękny czerwiec przetrwali bez podkrążonych oczu, z czystymi nosami i wyłącznie ze słonecznymi wspomnieniami!
<><><><><><><>⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj
WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję -najnowszy blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj.webp)
