Translate

sobota, 29 grudnia 2018

I JESZCZE RAZ ZACZNIJ OD NOWA

Kończy się stary rok i nie ważne jaki ma numer.
Zawsze mam chęć rozliczenia się z nim.
Zmyć stare brudy, jak ta Baba Jaga na zdjęciu.


(Czyżby ta Baba Jaga morsem była? Ale figurka, no ...no... no )

Ale czy nie lepiej zacząć od nowa, zostawić wszystko  za sobą ( bez krzywdy dla innego człowieka)?
Nic mądrzejszego nie wymyślę, niż to, co   przeczytałam w Portalu ODEON
Przytaczam artykuł w całości, bo tego jest wart.


Ostatnie dni starego roku dobiegają końca. Gdy w tramwaju widzę informację, ile ich jeszcze pozostało, znów nie mogę pojąć, kiedy to minęło. W którym momencie dorastania przemijanie przyspiesza tak bardzo, że już nigdy nie zdołamy go zatrzymać? Nie jest dla mnie zresztą zbyt jasne, czy to powód do płaczu, czy do radości.

W tych ostatnich dniach najbardziej nurtuje mnie, czy bardziej uzasadnione jest rozczarowanie, że tak wiele się nie udało, czy raczej nieśmiało tlący się płomień nadziei na nowe. Rozdarcie pomiędzy rozczarowaniem a nadzieją i towarzyszące mu napięcie jest zresztą tak bardzo charakterystycznym rysem końca starego i początku nowego.

Wyobrażenie, że w nowym roku wszystko będzie lepiej, ma w sobie coś z magicznej iluzji - choć w gruncie rzeczy wszyscy wiemy, że to nieprawda, z przyjemnością się jej oddajemy. Pragniemy raz jeszcze mieć czystą kartę, raz jeszcze zacząć wszystko od nowa. Gdyby tak można było w szczelnej puszcze zamknąć wszystkie błędy, rozczarowania, zawody i utraty… Gdybyśmy tylko mogli pierwszego stycznia obudzić się nowymi ludźmi bez bagażu historii… Gdyby tylko…. to wtedy na pewno bylibyśmy szczęśliwi.

Kiedyś pewnie zadrwiłabym z myśli, że jutro będzie lepiej. W końcu jeśli nie zaczniemy dziś, to żadnego jutra nie będzie. Teraz jednak myślę, że nadzieja na lepsze jutro to coś, co trzyma nas przy życiu. Gdy jesteśmy pogrążeni w prawie ostatecznej rozpaczy, zawsze jeszcze możemy się dźwignąć i uwierzyć, że zmiana jest możliwa. Nikt nigdy nie wyrwie nam z serca nadziei na nowe. Dzięki Bogu bez cienia zwątpienia możemy mówić, że w końcu i tak wszystko będzie dobrze.

Zawsze więc warto raz jeszcze zacząć wszystko od nowa. Nie jest ważne, ile razy nam się nie udało, ilu decyzji wciąż nie podjęliśmy, jakie pobojowiska zrobiliśmy naszym nieudolnym próbowaniem. Naprawdę każdego dnia możemy z ufnością rozpocząć kolejną próbę. Zaczynanie wszystkiego od nowa nie jest domeną wartko toczących się scenariuszy amerykańskich filmów, a przywilej ten nie dostaje się tylko wybranym szczęśliwcom, którzy po wygranej w totka mogą uciec na drugi koniec świata i zapomnieć o poprzednim życiu.

Prawda jest taka, że przy odrobinie wysiłku i ożywieniu zakurzonej już nieco nadziei, którą nosisz w sercu, Ty również możesz raz jeszcze zacząć wszystko od nowa.

Pozostaje tylko jedno kluczowe pytanie: jak zrobić to mądrze?

NIE POSTANAWIAJ, PRAGNIJ

Czego pragniesz? Jakie są Twoja najskrytsze dążenia? Tęsknoty, z których niespełnieniem nie potrafiłbyś się pogodzić? Czasem lepiej jest odpowiedzieć sobie na te pytania, zamiast po raz kolejny postanawiać te same rzeczy, które i tak nigdy nam nie wychodzą.

Motorem dla wszelkich celów nie jest cel w sam sobie, ani nawet wyobrażenie sukcesu, który odniesiemy. To, co najbardziej nas motywuje, to głęboko ukryta w sercu pierwotna intencja. Dobrze, że chcesz mniej pracować, ale po co? Może po to, by mieć czas na randki i w końcu poznać przyszłego męża/żonę? Fajnie, że chcesz w końcu zadbać o swoje ciało, ale po co? Jeśli zrozumiesz, że na dnie tego wszystkiego jest głęboko skrywane marzenie o uwolnieniu swojej kobiecości, będzie Ci łatwiej odmówić sobie kolejnego ciastka czy pójść na basen.

Zobacz, co się stanie, gdy przeniesiesz akcent z postanowienia na pragnienia. Czujesz ulgę?

NIE BĄDŹ PERFEKCJONISTĄ

Po złym dniu zasnąć z nadzieją na dobry kolejny dzień - to dobre i kojące doświadczenie każdego człowieka. Czasem jednak przekształca się ono w perfekcjonistyczne odrzucanie własnego życia - głęboko niezadowoleni z tego, jacy jesteśmy, chcielibyśmy któregoś dnia obudzić się całkowicie inni. Nie umiemy znieść własnych słabości, chcielibyśmy być idealni, wszystkie zadania doprowadzać do końca, doskonale rozliczać się z każdego zaplanowanego punktu. Dla perfekcjonisty nowy rok to doskonała okazja, by snuć niczym niezakłócone wizje świetlanej przyszłości wolnej od słabości i porażek.

Tymczasem zdecydowanie mądrzej jest zgadzać się na nieuniknione słabości. Więcej nawet - celowo je praktykować, sprawdzać, co się wydarzy, gdy coś zrobię nie tak. Co będę czuł? Jak zachowają się inni? Zrobić z siebie głupka kilka razy, przejęzyczyć się, nie wywiązać ze zobowiązania - czy te doświadczenia mnie zrujnują, tak jak sobie wyobrażam? A może okaże się, że nic się nie stało? Może odzyskałem dawno utraconą wolność od lęku przed oceną?

ODPUŚĆ SOBIE

Uwięzione w ciele napięcia, w sercu permanentny lęk, a w głowie wirujące zmartwienia - wszystko to stanowi przejaw kontroli rzeczywistości. Być może byt mocno uwierzyliśmy w to, że żeby żyć musimy nad wszystkim panować. Zaufać Bogu, pozwolić potoczyć się sytuacji, wziąć głęboki oddech i bardziej przyglądać się temu, co się stanie, niż ciągle aktywnie na wszystko wpływać - to potrafią tylko nieliczni. Większość z nas zupełnie zatraca się w byciu panem własnego losu - wpadamy w iluzję samowystarczalności, która prędzej czy później zwróci się przeciwko nam.

Odpuść - prosto powiedzieć, dużo trudniej zrobić. Ale to właśnie zdolność do odpuszczania przyniesie nam głębszą i mocniej zakorzenioną satysfakcję z własnego życia. Odkryjemy, że nie wszystko trzeba naprawiać, nie na wszystko poświęcać aż tyle energii. Zobaczymy, że świat i tak się toczy, Bóg i tak robi swoje, a my więcej korzystamy, gdy stajemy się pustym naczyniem, przez które swobodnie przepływa łaska.

PRZYJMIJ RZECZYWISTOŚĆ

Życie nie toczy się tak, jak powinno, ale jest takie, jakie jest. Sposób, w jaki sobie z tym radzisz, stanowi całą różnicę - te słowa Virginii Satir są wspaniałą lekcją pokory. Pokory, czyli zdolności do widzenia rzeczy takimi, jakie naprawdę są, bez maskowania, nakładania pudru, zafałszowania. Ucieczka od rzeczywistości to pokusa, której poddajemy się każdego dnia, by choć trochę ulżyć sobie w nieznośnym egzystencjalnym bólu.

Nasza grzeszna natura skłonna do uników często będzie nas próbowała łudzić kolorowymi obrazkami nie-rzeczywistości, ale musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by nie poddać się tej iluzji. Umiejętność znoszenia rzeczywistości taką, jaka faktycznie jest, trzeba uparcie i wytrwale kształtować, bo to właśnie ona sprawi, że przestaniemy przeżywać naszą codzienność jako ciężar, którego trzeba się pozbyć.

DOTKNIJ RAN

Zasada na dojrzałe życie jest zawsze ta sama - nie uciekać od bólu. Należy z chirurgiczną precyzją badać serce, czy nie zalega w nim jakieś nierozwiązane cierpienie, a w razie odnalezienia go trzeba mu poświęcić tyle uwagi, ile potrzebuje, by w końcu mogło się z nas uwolnić. Każdy choćby najmniejszy fragment niezauważonego bólu będzie jak tkanki w ciele twardniał i przekształcał się w złogi, których usunięcie z roku na rok będzie się stawać coraz trudniejsze.

Prawda jest taka, że większość z nas intuicyjnie czuje, za co powinien się zabrać, by zmienić swoje życie. Od czego uciekasz? Z czym się nie mierzysz? Jakiej konfrontacji unikasz? Twoje życie za rok będzie tylko sumą chaotycznych ruchów Twojej nieświadomości i zwykłych przypadków, jeśli już teraz nie zabierzesz się za to, co w Twoim sercu woła o Twoje zaangażowanie.***


Tekst ukazał się pierwotnie na blogu Żyj po Bożemu.

Maria Krzemień - psycholog chrześcijański i trener. W praktyce i codzienności jest po prostu wierzącym psychologiem, bo jakiś czas temu postanowiła połączyć nie tylko swoje życie, ale też pracę na dobre z Panem Bogiem. Prowadzi warsztaty psychologiczne w oparciu o Słowo Boże. Jej teksty można przeczytać na blogu Żyj po Bożemu


Niektórzy nowy dzień, a więc i mam nadzieję Nowy Rok zaczynają od ... Bacha.

Zbigniew Wodecki - ZACZNIJ OD BACHA - YouTube




Wszystkim gościom odwiedzającym mój blog życzę

piątek, 7 grudnia 2018

UŚMIECH KELNERA

Nie przywdziewaj na swoją twarz maski wiecznego zadowolenia, bo okazuje się, że może to być niebezpieczne dla Twego zdrowia psychicznego. 
Możesz popaść w depresję i chorobę fizyczną, spowodowaną długotrwałym nienaturalnym uśmiechem.

Mogą się rozwinąć bóle mięśniowe i bóle głowy przy występującej depresji. Ten stan to nic innego, jak syndrom maski uśmiechu (ang. Smile mask sindrome), najczęściej pojawiający się w branży japońskich usług.


Photograph by Andrea Booher 


Syndrom ten zdiagnozował 
..."japoński profesor  Makoto Natsume Zdiagnozował on zaburzenie po konsultacji ze studentami z uniwersytetu w swojej praktyce, zauważając, że wielu z nich spędzało tyle czasu na udawaniu uśmiechów, że nie byli świadomi, że uśmiechają się nawet podczas relacjonowania mu stresujących lub denerwujących doświadczeń. Natsume przypisuje to wielkiej randze, jaką cieszy się uśmiech na japońskim rynku usług, zwłaszcza dla młodych kobiet. 
Uśmiech to ważna umiejętność dla japońskich kobiet pracujących w branży usługowej. Prawie wszystkie firmy z branży usługowej w Japonii wymagają uśmiechania się przez długie lata.  Natsume mówi, że jego pacjentki często mówią o tym, jak ważne jest uśmiechanie się, gdy temat rozmowy odbywa się w miejscu pracy. Opowiada o przykładach pacjentów, którzy twierdzili, że ich uśmiech miał duży wpływ na to, czy zostali zatrudnieni, czy też nie, i że ich przełożeni podkreślili efekt, jaki wywarł na klientach dobry uśmiech. Według Natsume atmosfera ta czasami powoduje, że kobiety uśmiechają się nienaturalnie tak długo, że zaczynają tłumić prawdziwe emocje i popadają w depresję." 

A nie lepiej to przywdziać taką maskę?



O czym tu mowa, maskę? 
Żadnej maski... każda szkodliwa.

Jeśli klient znajdzie w zupie muchę, to gdybyś przybrał najpokorniejszą maskę, nic ci nie pomoże , nawet rozbrajający uśmiech :-)



Bo jakiś narwaniec  mógłby wparować do kuchni i tam uiścić należność... z napiwkiem.




Żródło:Wikipedia

środa, 21 listopada 2018

TELEFON DO KANCELARII ANIOŁÓW


Dzisiaj na Fb znalazłam wzruszającą nowelkę. Autor nieznany. Publikująca ją osoba zamieściła również ilustrację. Ponieważ nie wiem, czy ilustracja  w oryginale przypisana była do nowelki, nie będę jej tu zamieszczać. Znalazłam inną, piękną ilustrację Anety Kowalczyk. 
Postanowiłam nowelkę uchronić od zapomnienia. Mam nadzieję, że autor nie będzie mi miał za złe za jej uwiecznienie. W strumieniu Fb z czasem gdzieś zaniknie lub ulegnie zapomnieniu.

 Oto cytat:

„- Halo, czy to Biuro Rzeczy Znalezionych? – zapytał dziecięcy głos.
- Tak, skarbie. Zgubiłeś coś?

- Zgubiłem mamę. Jest może u was?
- A możesz ją opisać?
- Jest piękna i dobra. I bardzo kocha koty.
- No właśnie wczoraj znaleźliśmy jedną mamę, może to twoja. Skąd dzwonisz?
- Z domu dziecka nr 3.
- Dobrze, wysyłamy mamę. Czekaj.
Weszła do jego pokoju, najpiękniejsza i najlepsza, tuląc do piersi prawdziwego, żywego kota.
- Mama! – krzyknął maluch i rzucił się do niej. Objął ją z taka siłą, że aż zbielały mu paluszki. – Mamusiu! Moja mamusiu!!!
…Chłopca obudził jego własny krzyk. Takie sny miał praktycznie co noc. Wsadził rękę pod poduszkę i wyciągnął zdjęcie dziewczyny, które znalazł rok temu na podwórku domu dziecka. Od tamtej pory trzymał zdjęcie pod poduszką i wierzył, że to jego mama. Wpatrywał się teraz w ładną twarz dziewczyny, aż wreszcie zasnął.
Rano dyrektorka domu dziecka, o wielce obiecującym imieniu Aniela, jak zwykle zaglądała do każdego pokoju, żeby przywitać się z wychowankami i pogłaskać każdego malucha po głowie. Na podłodze, przy łóżku chłopca, zauważyła zdjęcie, które mały w nocy upuścił.
- Skąd masz to zdjęcie? – zapytała.
- Znalazłem na podwórku. To jest moja mama, – uśmiechnął się chłopiec. – Jest bardzo piękna i dobra i kocha koty.
Dyrektorka poznała tę dziewczynę. Po raz pierwszy przyszła do domu dziecka w zeszłym roku wraz z innymi wolontariuszami. Pewnie wtedy zgubiła zdjęcie. Od tamtej pory dziewczyna chodzi od jednego urzędnika do drugiego, próbując zdobyć pozwolenie na adopcję dziecka. Ale, zdaniem lokalnych biurokratów, nie ma na to szans, ponieważ nie posiada męża.- Cóż, – powiedziała dyrektorka. – Skoro to twoja mama, to wszystko zmienia.
Po powrocie do swojego gabinetu, pani dyrektor usiadła i czekała. Po jakimś czasie rozległo się pukanie do drzwi i do gabinetu weszła dziewczyna ze zdjęcia.
- Proszę, – powiedziała dziewczyna, kładąc na biurku grubą teczkę. – Wszystkie dokumenty, opinie, zaświadczenia.
- Dziękuję. Muszę jeszcze zadać ci kilka pytań. Kiedy chcesz zobaczyć dzieci?
- Nie mam zamiaru ich oglądać. Wezmę każde dziecko, jakie mi pani zaproponuje. Przecież prawdziwi rodzice nie wybierają sobie dziecka… nie wiedzą, jakie się urodzi – ładne czy nieładne, zdrowe czy chore… Kochają je takie, jakie jest. Ja też chcę być taką prawdziwą mamą.
- Po raz pierwszy mam taki przypadek, – uśmiechnęła się dyrektorka. – Zaraz przyprowadzę pani syna. Ma 5 lat, jego matka zrzekła się go zaraz po urodzeniu. Jest pani gotowa?
- Tak, jestem.
Mały chłopiec rzucił się do niej z całych sił.
- Mama! Mamusiu!
Dziewczyna głaskała go po malutkich pleckach, przytulała, szeptała słowa, których nikt poza nimi nie mógł usłyszeć.
- Kiedy mogę zabrać syna? – zapytała.
- Z reguły rodzice i dzieci stopniowo przyzwyczajają się do siebie, najpierw są odwiedziny w domu dziecka, potem rodzice zabierają dziecko na weekendy, a potem na zawsze, jeśli wszystko jest w porządku.
- Zabieram syna od razu, – stanowczo oznajmiła dziewczyna.
- Dobrze, – machnęła ręką dyrektorka. – Jutro i tak zaczyna się weekend, a w poniedziałek przyjdzie pani i dokończymy formalności.
Chłopiec był szczęśliwy. Trzymał mamę za rękę, bojąc się, że znowu ją zgubi. Wychowawczyni pakowała jego rzeczy, wokół stał personel, niektórzy dorośli ukradkiem wycierali łzy. Kiedy chłopiec wraz z dziewczyną wyszli już z domu dziecka na słoneczną ulicę, chłopiec zdecydował się zadać najważniejsze pytanie:
- Mamo… a lubisz koty…?
- Uwielbiam! W domu czekają na nas dwa! – roześmiała się dziewczyna, czule ściskając rączkę malucha.
Chłopiec uśmiechnął się i pewnym krokiem ruszył z mamą w stronę swojego domu.
Pani dyrektor Aniela spoglądała przez okno na oddalające się sylwetki dziewczyny i chłopczyka. Potem usiadła i wykonała jeden telefon.
Halo, Kancelaria Aniołów? Proszę przyjąć zamówienie. Imię klientki wysłałam mailem, żebyście nie pomylili. Najwyższa kategoria: podarowała dziecku szczęście… proszę o standardową wysyłkę – moc sukcesów, miłości, radości itp. I dodatkowo: mężczyznę wyślijcie, niezamężna jest. Tak, wiem, że macie deficyt, ale to wyjątkowy przypadek. Owszem, finanse też się przydadzą, chłopiec musi się dobrze odżywiać… Już wszystko poszło? Dziękuję.
Podwórze domu dziecka wypełniało ciepłe słoneczne światło i bawiące się dzieciaki. Odłożyła słuchawkę i podeszła do okna. Lubiła patrzeć na te maluchy, prostując za plecami ogromne, białe jak śnieg skrzydła…
Być może nie wierzycie w anioły, ale anioły wierzą w was”.

Autor nieznany
(Źródło: opowiadanie znalezione w sieci)

Anioł 3 - Akiane Kramarik (młoda malarka, wizjonerka)



wtorek, 20 listopada 2018

ODKRYCIA MŁODEGO CZŁOWIEKA

Jestem osobą w tym wieku,  która nie musi już wychowywać własnych dzieci. Co im zaszczepiłam - teraz kiełkuje. To teraz one mają przed sobą problem w jaki sposób przekazać nabyte wartości swoim dzieciom. Ja mogę tylko, jeśli zajdzie potrzeba, służyć pomocą, popartą wieloletnim doświadczeniem. 

  Od niemowlęctwa dziecko słyszy nakazy i zakazy:

„nie wypluwaj zupki", „nie upuść filiżanki", „nie podchodź do gorącej kuchenki", „nie ciągnij kota za ogon", „powiedz cioci dzień dobry", „podziel się z bratem czekoladą", „pozwól pobawić się swojemu koledze kolejką".
Google+,  Livi Bromska



(...) "Dziecko rodzi się bez sumienia. Przychodząc na świat, nie jest ani dobre, ani złe. Nie ma pojęcia o tym, czy jego zachowanie jest właściwe czy też nie, nie wie, jakie zasady obowiązują w jego otoczeniu i rodzinie. Tego wszystkiego dopiero musi się nauczyć, a jego świadomość moralna będzie się kształtować latami.

W pierwszych latach życia dziecka, to rodzice tworzą podstawy dla rozwoju jego sumienia, stanowiąc dla swojej pociechy przez długi czas wewnętrzną instancję, sumienie samo w sobie. Dlatego też w psychologii sumienie nazywa się też stanem ego - Rodzic (wewnętrzny rodzic) albo superego." (...)

(Gerda Pighin -" Jakie wartości przekazywać dzieciom")

Na koniec, nie byłabym sobą, gdybym trochę humoru nie dodała do postu.

Mój 5 - letni wnuczek często bywał z rodzicami na termach czy plaży, ale takiej normalnej. Nie takiej, jak w Chałupach.
Widział zatem mamę w kostiumie kąpielowym.
Jednak w tym miesiącu, pewnego ranka, wparował niepostrzeżenie do sypialni rodziców i zastał ubierającą się dopiero mamę ....topless!
Przypominam... topless to tylko bez staniczka :-) Reszta garderoby była na właściwym miejscu :-)
Jaka była reakcja?




Wooooow!!!! To moja żona też będzie miała takie?

(zaszczebiotał młody i nie omieszkał dotknąć swym paluszkiem części ciała mamy w pełnej krasie).

Minęło już kilka dni od tego odkrycia, a wciąż wspomnienie jego wywołuje u mnie wewnętrzny rechot, gdziekolwiek jestem.

Zbigniew Wodecki -"Chałupy welcome to (1986)"


środa, 14 listopada 2018

PIĘKNA AMBASADA


Kiedy patrzę na zdjęcia tancerek czy członkiń Zespołów Pieśni i Tańca Mazowsze czy Śląsk,  myślę sobie, że miałam w życiu szansę być  na ich miejscu.




  Nie powinnam oglądać się wstecz. Byłam młoda, nie decydowałam za siebie samodzielnie. Rodzice wybrali mi szkołę średnią, w wyborze studiów też mieli swój niewielki udział.

Nie zezwolili mi w siódmej klasie szkoły podstawowej jechać na eliminacje do Zespołu Pieśni i Tańca "Śląsk". Nie widzieli tam mojej przyszłości. Uważali, że jest to atrakcyjne, ale tylko do czasu, kiedy jest się młodym. Obawiali się, że w przyszłości mogę zostać poza zespołem bez wyuczonego zawodu. Nie mam do nich o to żalu. Chcieli dla mnie jak najlepiej.
Dzisiaj mogłabym być emerytowaną  osobą, mogącą prowadzić zajęcia muzyczne lub taneczne.

Widocznie nie było to dla mnie "pisane".


 A muzyki i śpiewu też w swojej karierze zawodowej i tak uczyłam, prowadziłam chór. Grałam i śpiewałam w zespole wokalno-muzycznym, co prawda nie tej klasy, jak Śląsk czy Mazowsze.

Mazowsze i Śląsk to niezawodni i najpiękniejsi ambasadorowie Polski na świecie.



Zespoły te mają ogromny wkład w rozpowszechnienie kultury polskiej na całym świecie i z godnością w 100-lecie Niepodległości Polski mogliśmy, między innymi , dzięki nim wkroczyć.



środa, 7 listopada 2018

WYZNACZONA ROLA DLA BABCI

Nieraz człowiek zastanawia się, gdzie jest jego najwłaściwsze miejsce na tej ziemi. 
I po co tak się głowić? 
Przecież zawsze się znajdzie taki ktoś, kto cię może usadzić na miejscu.

Mnie dzisiaj ulokował przy komputerze wnuczek. Chciał od samiutkiego rana, jeszcze niekompletnie ubrany na wyjście w rześki  listopadowy ranek do otwartego na oścież garażu, przekroczyć dziarsko próg domu. Babcia usilnie go przekonywała, że warto się ubrać w czapkę i kurtkę, tym bardziej, że i tak zaraz jedzie do przedszkola.  Ale przecież on chce pomóc tacie załadować zimowe koła do samochodu!!!
Nie było wyjścia. 
Klucz do drzwi został błyskawicznie przekręcony przez babcię i wojna na całego!
Żale na piersiach mamy, typu:
 "Będę czuł złość na babcię do końca życia! "
Myślę, przejdzie mu, tylko zobaczy batonik
Ale to:
"Babcia powinna siedzieć przy komputerze i bajki pisać!"
Ooooo!!!
5 letni wnuczek znalazł mi moje miejsce na ziemi!
Już teraz mąż nie może mi wypominać ślęczenia nad laptopem. Mam silny argument. 

 Rano zapytam  tylko męża co chce na śniadanie....


 to niech sobie zrobi, a ja przecież... skryba jestem.
Przecież zainteresowanie posiłkiem męża okazałam.
Gdyby chciał jakąś zielonkę, bo na mięsko nosem kręci, to musi pamiętać, że człowiek jest tym, co je.


Dobrze, że nigdy nie przesadzał z żadnym posiłkiem i trzyma linię, nie tak, jak ten niżej, niezdrowo się odżywiający.


Jeśli smutek, czy nadmierna powaga, widnieje na Twoim obliczu, a w tym wieku nie wypada pokazywać prawdziwej twarzy, to zawsze można sobie uśmiech przykleić. Tu na ilustracji dokupić.


Proszę, nie martw się tak bardzo, bo nikt nie ma tyle czasu w tym życiu, aby go na zmartwienia tracić.



A propost wnuczka:
Przed wyjściem do przedszkola, po rozmowie z mamą, przeprosił babcię, a na widok wafelka w czekoladzie, nie musiał uśmiechu kupować. Miał go dookoła głowy.

Ale post na blogu, to mimo wszystko nie bajka dla dzieci. To jeszcze przede mną.

Źródło: Rysunki satyryczne Gerharda Haderera

wtorek, 6 listopada 2018

ZAPACH BABCI

Wczoraj przeczytałam w internecie, że Yasmina, najseksowniejsza 62- letnia babcia na świecie, wciąż może pochwalić się doskonałą sylwetką, jędrną skórą, a także licznymi kontraktami!



Od razu podają, podobno wg najszczerszej (ha ha ha) wypowiedzi modelki , przepis na sukces i tak perfekcyjne ciało. Wciąż nie wiem, z którego roku jest ta fotka w bikini.



Pocieszam się, że chociaż mam duuużo więcej lat niż ta skądinąd piękna modelka, to w takiej pozycji, opalając się, też mam brzuch wklęsły. Może tylko fotografa musiałabym swojego wymienić.



No dobrze, nie czepiajmy się.

Podobno jak coś pięknie gra, to zaraz jakiś fałszywy dźwięk chochlik wkręci. 

I właśnie dzisiaj szperając na Fb po "zagranicznych stronach" znalazłam hiszpański artykuł na temat "zapachu babci".

Podobno nie wszystko pięknie pachnie, nawet jeśli pięknie wygląda. Z tym akurat się zgadzam, ale, żeby tak od razu babciom przywalić " z grubej rury" ?



Przytoczę, w wolnym tłumaczeniu, co to ci hiszpańscy naukowcy "odkryli".

"Czy też zauważyłeś, jak zauważają dzieci, że dziadkowie mają bardzo szczególny zapach?

Niedawne badania przeprowadzone przez naukowców z Hiszpanii, dały jasno do zrozumienia, że ​​zapach Abuelito, "Zapach Babci", nie ma nic wspólnego z brakiem higieny lub stanem zdrowia człowieka . Jest on wynikiem starzenia się skóry. Proces ten zaczyna się już w wieku 30 lat. Brak kolagenu i przeciwutleniaczy jest tego powodem. (...)

(...) dlatego zapach Abuelito emanuje z twojego ciała i nie ma znaczenia, że ​​kąpiesz się tysiąc razy każdego dnia i rzeźbisz swoje ciało siłą, zapach nie zniknie i to z powodu cząsteczki, która jest w naszym ciele i rozwija się od tego wieku, czyli średnio od 30 roku życia"



Ale teraz drogerie podwoją swoje obroty po takim poście.
No i powiedzcie, po co zaglądać na takie różne portaliki?


sobota, 3 listopada 2018

PIELĘGNIARKA

Nie wiem czy docierają do Was Dobre Wiadomości
Serwisu pozytywnych informacji. Ja go dzisiaj odkryłam (z dnia 2 listopada 2018). Szukałam materiałów do posta na temat pielęgniarek. 
Skąd nagle zainteresowały mnie właśnie pielęgniarki? 
Otóż serwowałam dzisiaj po platformie społecznościowej MeWe. To tak na wszelki wypadek, gdyby "zamknęli" Google+ trochę tam próbuję się zadomowić. W jednej z grup znalazłam taki oto obraz:


Podpis informował, że pielęgniarka na nocnym dyżurze zmierza do pacjenta, który śmiał ją zawezwać już trzeci raz tej nocy. 

Może to niesprawiedliwy "opis" empatii pielęgniarki. Nie wypowiadam się teraz na ten temat. Byłam pacjentką różnych szpitali i doświadczenia mam też różne. 

Natknęłam się więc dzisiaj na ten serwis wspomniany na wstępie, więc przytoczę go, choć fotografie tam zamieszczone pominę z racji przykrych wizerunków starszego schorowanego człowieka. Nie wiem, czy pozostałe fotografie przedstawiają autora wiersza, czy są przykładowymi ilustracjami tematu serwisu. Natomiast cały tekst cytuję w całości . 

"Pielęgniarka znalazła wzruszający wiersz, pozostawiony przez staruszka, który odszedł

Gdy Mak Filiser zmarł w oddziale geriatrycznym w domu opieki, pielęgniarki uważały, że nie zostawił po sobie żadnych przedmiotów, które miałyby jakąkolwiek wartość. Jednak podczas porządków jedna z pielęgniarek coś znalazła. To był wiersz, który napisał staruszek. Gdy zaczęła go czytać, spisane słowa całkowicie ją urzekły.

Wiersz nosi tytuł :

„Stary zepsuty człowiek”

Co widzisz pielęgniarko… Co widzisz?
O czym myślisz, kiedy patrzysz na mnie?
Zepsuty stary człowiek, niezbyt mądry,
niepewnych zwyczajów, z zamglonymi oczyma?
Który drybluje swoim jedzeniem i nie udziela odpowiedzi,
kiedy mówisz głośno: „Żałuję, że nie chcesz spróbować!”
Który wydaje się nie zauważać rzeczy, które robisz.
Kto, z oporem lub nie, pozwala robić co chcesz podczas kąpieli i karmienia,
wypełniając tak swój długi dzień.

Czy tak właśnie myślisz, czy tak to widzisz?
Zatem otwórz oczy, pielęgniarko.
Nie widzisz mnie!
Powiem ci kim jestem jak już tutaj siedzę.


Jestem małym 10-letnim dzieckiem z mamą i tatą,
braćmi i siostrami, którzy się wzajemnie kochają.
Młodym 16-letnim chłopakiem ze skrzydłami na nogach marzącym,
że niedługo spotkam swoją miłość.
20-letnim Panem Młodym, którego serce rośnie,
pamiętając śluby, które składał.
25-letnią w pełni samodzielną osobą.
Jestem potrzebny aby stworzyć bezpieczny szczęśliwy dom.
30-letnim mężczyzną. Moi malcy rosną tak szybko,
połączeni więzami, które będą długo trwać.
Przy 40-ce moi młodzi synowie dorośli i zniknęli,
ale moja kobieta jest obok mnie i widzi jak się smucę.
50 lat i coraz więcej dzieci bawi się wokół mnie,
Ponownie mamy dzieci… Moja umiłowana i ja.
Ciemne dni nadeszły – moja żona nie żyje.
Patrzę w przyszłość i drżę ze strachu.
Moje dzieci mają już własne pociechy.
Myślę, nad przeszłością i miłością, którą znałem.
Teraz jestem już stary, a natura jest okrutna.
To żart, bo na starość wyglądasz jak głupek.
Ciało się kruszy. Wdzięk i wigor odchodzą.
Teraz mam kamień, gdzie kiedyś było serce.
Ale w środku mieszka nadal młody mężczyzna.
A teraz znowu moje zgorzkniałe serce pęcznieje.
Pamiętam radość, pamiętam ten ból. Kocham życie i żyję na nowo.
Myślę po latach, jest ich zbyt mało, odchodzimy zbyt szybko i trzeba zaakceptować fakt,
że nic nie może trwać wiecznie.


Więc otwórzcie oczy, ludzie.
Otwórzcie i zobaczcie…
Nie jestem zrzędliwym starcem.
Spójrz bliżej…
Zobacz MNIE!!

piątek, 26 października 2018

WANNA

Post pisany w maju  w 2016 roku



" Wanna , której nigdy nie zaznam
Ernest Bryll

– Ma ona łagodną trwałość.
Cierpką wklęsłość o wysmukłym połysku
wymarzam niskim wieczorem
w spoconej muszli szezlongu…
– Ma ona spokojny chłód.
Codziennie czuję jej bliskość
wkręcony w kłujący warkot,
w kurzu nie moich domów.

– Sama w sobie jest niczym.
Ale kiedy zamknie się wokół nas
łupinami białości,
niebieskie cienie wody
spłyną po szarych dłoniach
brzęczeniem czerwcowych łąk.
– Ona podaje nam słodycz
naszej jędrnej nagości,
zapachem porannych koniczyn
nasyca dom jak mgłą.

W niej jest ciepło i czystość
bez ukradkowych podmywań,
co dzień dzwoniąca samotność,
szeroka dżungla ręczników,
luster przyjazna oślizgłość
szczotek pachnąca dobroć,
cud gazowego piecyka….

Oto jest wanna, której nigdy nie zaznam…."

 

Ja osobiście preferuję kąpiel w wannie. 

WANNA...Alfred Stevens, 1874, Paris, Musée d'Orsay
Nie cierpię, kiedy woda z prysznica zalewa mi oczy i uszy. Wolę spokojny relaks w wannie.


Najpierw warto postarać się o wannę i przytaszczyć ją do domu. Oczywiście własnym transportem.


 Wodę lepiej troszeczkę podgrzać.  Trząść się z zimna w wannie?   Brrrrr... 


Są i tacy, którzy preferują towarzystwo w czasie kąpieli. Dlaczego nie? Wszystko da się zrobić. 


Do kąpieli w uzdrowiskach lub  wczasach zachęcają reklamy. Stosowny filmik przydałby się jak najbardziej, ale ileż to czasu można kręcić to samo ujęcie. Nuda.... 


 Mój mąż już od 3 tygodni załapał się  do sanatorium na kąpiele błotne,  ale niech nie liczy, że go stamtąd wyciągnę. Za daleko mi do Lądka Zdroju.



 Pewno, takich syren w obsłudze sanatoryjnej jest dużo, więc te ręce nie były skierowane do mnie. A, co tam, niech chłopina użyje. Jutro i tak wraca już do domu po 3-tygodniowych labach.

A ja reasumując posta przyznam się, że wiek mam już odpowiedni. Troszeńkę oliwy w głowie, to a nuż coś mi mądrego strzeli do głowy?
Nie potrzebna już Archimedeska?
Szkoda....



A ja i tak będę dolewać oliwy do głowy w wannie.


Dziwicie się, że nie piszę o wspólnej  małżeńskiej kąpieli w wannie?

A kto, by te nasze emeryckie kosteczki, już nie takie sprawne, wyciągał z wanny?

Ale, ale..
Mąż wróci usprawniony z sanatorium....... 
Czyli wszystko możliwe :-) 

A może zażyczę też sobie masaż. Chyba w tym sanatorium napatrzył się, jaki jest skuteczny.


WALCZYK ŁAZIENKOWY
Andrzej Waligórski

Gdy masz nerwy stargane, życie masz nieudane
Gdy bezbronny się czujesz i miękki
Nie na korty i bieżnie i do dusznych knajp też nie
Tylko udaj się wprost do łazienki
Bo w łazience lśnią kurki, błyszczą krany i rurki
Ci wygrali co właśnie tu uszli
Tutaj możesz jak kotek igrać wśród mydeł, szczotek,
Z umywalki korzystać i z muszli
I raz i dwa i raz i dwa
Z umywalki korzystać i z muszli
Spuść w łazience firanki, drzwi zatrzaśnij na zamki
Swych kompleksów się pozbądź i masek
Zrzuć czym prędzej ubranie i spójrz w lustro kochanie
Jaki z ciebie ładniutki golasek!
Ot, już w wodę cieplutką wsuwasz łydkę i udko
Grzęźniesz, więźniesz w rozkosznej kąpieli
Lecz pohamuj oskomę, przedłuż miły ten moment
Słodką chwilę siadania w kąpieli!
I raz i dwa, i raz i dwa
Słodką chwilę siadania w kąpieli!
Już objęła cię woda, mydło marki "Uroda"
Efektownie się pieni w twych lokach
Teraz mógłbyś w swej wannie trwać już tak nieustannie
A za drzwiami niech mija epoka!
Niech tam burze i wojny, ty w łazience spokojny
I pogodny jak wietrzyk poranny...
O Panie! Mnie nie trzeba raju ani też nieba,
Ty po śmierci mnie wpakuj do wanny!
I raz i dwa i raz i dwa
Ty po śmierci mnie wpakuj do wanny.