Translate

niedziela, 3 maja 2026

MIŁOŚĆ OD PIERWSZEGO DOTYKU


Ivan Pili - "Miłość od pierwszego dotyku

   Zbliżały się kolejne urodziny Alicji. Była najmłodszą mieszkanką starego dworku, w którym od pokoleń żyła wielopokoleniowa rodzina. Najstarszym był jej ukochany dziadek Teofil.

     Wokół dworku rozciągała się stara stadnina. Stały tam dwa dumne, rącze rumaki taty oraz jedna stara, siwa klacz o imieniu Gwiazdka. Kiedyś była ulubienicą całej rodziny. Teraz jednak jej kroki były wolniejsze, a grzbiet lekko przygarbiony.

   Alicja podsłuchała rozmowę w gabinecie dziadka.

  – Teofilu… – mówił cicho tata – Gwiazdka już swoje przeżyła. To nie jest łatwe, ale trzeba pomyśleć o ostatecznym pożegnaniu.

    Słowa „ostateczne pożegnanie” zabrzmiały w uszach dziewczynki jak grom. Serce ścisnęło jej się boleśnie. Zerknęła przez szparę w drzwiach. Dziadek siedział z pochyloną głową, milczał dłuższą chwilę, a potem zapytał cicho:
    – A ja, synu? Ja też już swoje przeżyłem? Kiedy moje pożegnanie?

    W tym momencie Alicja nie wytrzymała. Pchnęła drzwi i wpadła do pokoju z oczami pełnymi łez.

  Obaj mężczyźni spojrzeli na nią zaskoczeni.– Alicjo, kochanie… – zaczął dziadek.

– Wiem, że jutro mam urodziny – powiedziała drżącym głosem, ale bardzo zdecydowanie. – I mam jedno jedyne marzenie.

   Tata uśmiechnął się łagodnie.– Spełnimy je, córeczko. Powiedz tylko, co to takiego.

     Dziewczynka spojrzała mu prosto w oczy.

– Chcę, żeby Gwiazdka dostała spokojną starość. Żeby dziadek dalej się nią opiekował. I… chcę, żeby od jutra to była moja klacz. Ja będę jej właścicielką.

  W gabinecie zapadła cisza. Tata uniósł brwi, a dziadek powoli podniósł wzrok.

  – A jeszcze jedno, tato… – dodała Alicja. – Wyremontuj mi tę starą kolaskę. Będziemy z dziadkiem jeździć nią w każdą niedzielę. Tylko tyle, żeby Gwiazdce nie było za ciężko. Powoli. Spokojnie. Jak na starość przystało.

     Tata patrzył na swoją córkę przez dłuższą chwilę. W końcu westchnął głęboko, uśmiechnął się i powiedział cicho:

     – Słowo się rzekło… kobyłka u płotu.

  Od tamtej pory co niedzielę, gdy pogoda pozwalała, po okolicznych drogach powoli toczyła się odnowiona kolaska. Siedziała w niej mała Alicja i jej dziadek Teofil, a ciągnęła ich siwa, stara Gwiazdka. Klacz szła wolno, z godnością, jakby wiedziała, że wreszcie ktoś docenił jej całe życie.

    A w sercu Alicji na zawsze pozostało wspomnienie tamtego wieczoru – gdy nauczyła się, że największe marzenia czasem nie dotyczą tego, co dostajemy, lecz tego, co udaje nam się ocalić.


<><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy. tutaj

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
A teraz niespodzianka - mój dotąd anonimowy blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki - wypuszczam z małego akwenu na wody oceanu. Oto on - "WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję" link tutaj

PRZYJAŹŃ, KTORA PRZETRWA WSZYSTKO... NAWET EGZEKUTORA

art by Leonardo Lilian

Dzień dobry Wam wszystkim 💗

Znalazłam dziś na swoim laptopie stary szmonces, który rozbawił mnie do łez. Jest taki swojski, taki „nasz”, że postanowiłam się nim z Wami podzielić. A potem pomyślałam sobie… właściwie to idealny wstęp do rozmowy o prawdziwej przyjaźni.
Oto on:

                     <><><><><><>                

Targowałeś dziś coś?

Owszem... Włosy z głowy sobie targowałem. Złamanego klienta nie było.

A myślisz ja? Kulawego grosza nie utargowałem.

Idż prowadź  interes. Kto dziś może sobie kupić garnitur albo tak palto?

Dawniejsze eleganty chodzą jak nędznicy w piórowany but. . Po dniu takiego łapserdaka psy  patrzą jak po prostu przez lornetkę, żyroskop. Wszystko widać na durch.

U mnie był klijent, co miał taki wyświcowany surdut że z rana używał go jako lusterko do golenia.

A no widzisz, jednak był u ciebie klijent.

Klijent - smijent. Chciał, żeby go przenicować stary żakiet na nowy.

Przyjąłeś robotę ?

Idź ty, odejdź. Ten żakiet już raz był nicowany. To co? Zrobi gościa  kieszenie na plecach?

Tak.. tak...

A zobacz u Icka... On specjalnie robi w nowych spodniach. No tak i w tych nowych spodniach jest katastrofa. On jest już trzy ćwierci do śmierci  plajty.

Plajty? A  ja mam mu niego salto!

To mortale masz. Do śmierci grosza nie zobaczysz!

(Szczekanie psa)

Pójdź stąd ! A pójdziesz!! Won, ty pies! Won, won! On jest wściekły! 

Oj, na co ma być wściekły, co kto złego zrobił?

Wiesz co?  Właściwie nie potrzebowałem się go bać. Ty wisz, że pies co szczeka, nie gryzie?

Ja to wiem, ale czy pies tyż wie?

A propos pies? Ty wisz, u mojej siostry trzymają psa w domu. Miły, sympatyczny, spokojny piesek. Murszczyk . Mówię ci - wprost na psa urok!

A czujny?

Jak mu  na noc nie dadzą porcji morfiny, to on oka nie zmruży do  rana.

Co ty nie powisz? I przywiązany?

Skąd! Lata, gdzie chce. Tylko siostra zawoła "Murszczyk,  idziesz tu czy nie !" - on już idzie albo nie.

Czyli rozumie?

Tak, on nawet nazwiska rozumie. Na przykład jak  do siostry przychodzi niejaki Kat, to ten pies zaraz sie rzuca na niego z powodu wie, że kat po polsku znaczy kot.

A szczęście, że do siostry nie przychodzi pan Murek albo pan Płot - rozumisz... co! Ha ha ha ha!

Ha  ha ha ha !

I wyobrażasz sobie tyn poczciwy murszczyk pogryzł  wczoraj szwagra...

Co ty mówisz, z powodu coś?

Szwagier wrócił z kąpieli. Pies go nie rozpoznał.

Tak? Nawet psa nie można ufać.

Przesada, weź na przykład nas, co  znamy się od stu lat. Jesteśmy przyjacioły.

Rzeczywiście , jesteśmy prawdziwi  przyjacioły. Nie kłócimy sie , nie zazdrościmy. Ja ci na pewno życzę to, co ty mnie. Możesz mi nawet lepiej życzyć.

Łoj, czekaj czekaj. Patrzże, klijent idzie!

( "Przyjaciele" przekrzykują się jeden przez drugiego, ciągnąc klienta za rękaw, każdy w swoją stronę)

- Szanowny pan pozwoli...

- Proszę bardzo, co pan uważa?

- U mnie najnowszych fasonów od England!

(...)

- U mnie taniej!

- On pana oszuka!

- Niech pan nie słucha tego zbrodniarza!

Niech pan nie słucha tego oszusta !

- Proszę panie hrabio, panie prezesie...

-  Nie słuchaj pan tego zbrodniarza!

- Milcz, odbierasz mi klienta!!!

- To mój klijent !!!


Panowie... Proszę mnie nie szarpać. Ja jestem egzekutorem.

Egzekutor?????!!!!!

- To do ciebie

-  Do ciebie

Ja do panów obydwu

(Jednocześnie zdziwieni)  

Obydwu??????   Łojeeeeeeej!!!!!!

<><><><><><><>

No właśnie…Na początku dwóch „przyjaciół” siedzi i narzeka na interesy, na klientów, na życie. Wszystko wokół nich się wali – garnitury się nicują, psy szczekają, klienci są warci „kulawego grosza”. Ale kiedy pojawia się potencjalny klient, natychmiast zamieniają się w zaciekłych konkurentów, ciągną go każdy w swoją stronę i obrzucają się wyzwiskami.
   A jednak… kiedy tylko słyszą słowo „egzekutor”, momentalnie się jednoczą. Strach przed wspólnym wrogiem nagle sprawia, że znów są „prawdziwymi przyjaciółmi”.
  I tu jest właśnie cała prawda o przyjaźni.Prawdziwa przyjaźń rzadko jest sielanką. Często wygląda właśnie tak – trochę chaotycznie, trochę egoistycznie, czasem nawet z zazdrością czy drobnymi kłótniami. Raz narzekamy razem na świat, raz konkurujemy o uwagę, pieniądze, sukces. Ale w kluczowych momentach – kiedy pojawia się prawdziwy problem, choroba, kryzys, „egzekutor” – nagle przestajemy się szarpać. Stajemy ramię w ramię.
  Przyjaźń to nie tylko wspólne śmiechy i memy o 2 w nocy.
To też umiejętność wybaczenia sobie nawzajem tej ludzkiej, niedoskonałej natury. To świadomość, że nawet jeśli dziś trochę się „szarpiemy” o klienta (czy o cokolwiek innego), to jutro, gdy będzie naprawdę ciężko – będziemy po tej samej stronie.

  Najpiękniejsze przyjaźnie nie są idealne. Są prawdziwe.
Takie, w których można być sobą – ze wszystkimi wadami, narzekaniem, głupimi żartami i chwilami słabości. Takie, które wytrzymują zarówno codzienne „targowanie się o życie”, jak i te momenty, kiedy nagle trzeba stanąć razem przeciwko „egzekutorowi”.

  Bo w końcu… prawdziwy przyjaciel to nie ten, który nigdy Cię nie zawiedzie.
To ten, który nawet jeśli czasem Cię szarpie za rękaw w swoją stronę, to w trudnej chwili puści wszystko i stanie obok.

  A Wy macie takich przyjaciół?
Takich, z którymi możecie się kłócić o głupoty, a potem iść razem przez życie – nawet jeśli czasem wygląda to jak scena z tego szmoncesu?

  Czekam na Wasze historie w komentarzach. I dajcie znać – czy szmonces Was też rozbawił? 😄
<><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
 WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję - blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki