Translate

czwartek, 1 sierpnia 2019

A NIECH SOBIE MÓWIĄ , CO CHCĄ

Źródło: Pixabay,com

"Nasze życie jest tym, co zeń uczynią nasze myśli"
Marek Aureliusz
(wielki filozof, który władał Cesarstwem Rzymskim)

Postanowiłam sobie z samego rana, że dziś ... będę szczęśliwa. 
Uważam, że Abraham Lincoln miał zupełną rację twierdząc, że "większość ludzi jest dokładnie w takim stopniu szczęśliwa, w jakim nastawi na szczęście swój umysł". 

I mimo tego, że:

-  dzisiaj pada deszcz z przerwami, a ja już dwa razy ... biegusiem ... zbierałam i znów rozwieszałam niedoschnięte pranie ze sznurów rozpiętych między drzewami na dworze,

- klawiatura laptopa (po gimnastycznych jego fikołkach) robi mi dzisiaj psikusy, odmawiając mi posłuszeństwa,

-  mój mały wnusio, przebywający teraz nad morzem, jeszcze do mnie nie zadzwonił, a przecież na pytanie  podczas pożegnania, kiedy do mnie zadzwoni obiecał, że ... "w swoim czasie" ( cóż, widocznie mój czas jeszcze nie nadszedł - teraz czas na robienie zamków na plaży).

Jakie to jeszcze przeciwności losu dzisiaj czyhałyby na mnie, gdybym takiego postanowienia nie poczyniła?
Pisząc, tak sobie myślę, że przecież nie mam, dzięki Bogu, żadnych zmartwień, więc co będę je tu wymyślać. 

A więc ten dzień , mam nadzieję, do szczęśliwych dla mnie i moich bliskich da się zaliczyć, bez zbędnego filozofowania, bo przede wszystkim żyjemy w wolnym kraju, okupionym mi.in. krwią bohaterskich powstańców warszawskich.

 Jeśli ktoś sobie rano tak postanowi ( że właśnie dziś będzie szczęśliwy), ale w ciągu dnia  jest zabiegany i  o tym postanowieniu może zapomnieć, to mam taką radę: proszę wybrać sobie jakąś swoją "radosną" fotkę  i  powiesić lub położyć w widocznym miejscu, a dla pewności - z kartką z wypisanym postanowieniem i narysowanym serduszkiem czy uśmiechniętą buźką. 
 Ja taką fotkę mam, wybraną spośród wielu innych,   upamiętniającą moje uczestnictwo  w  absolutorium jednej z córek (to też był szczęśliwy dzień) i napisałam sobie na niej to dzisiejsze postanowienie, ale komputerowo :)



I jeśli ktoś powie ,

 Jak  się cieszyć, powiedz mi,
Kiedy płyną gorzkie łzy?

 to
mam  propozycję: 



A ja  nie dam się "zbić z pantałyku", że jestem na tyle poważną kobietą (wiekiem, wykształceniem i doświadczeniem), że nie godzi mi się prowadzić jakiegoś tam bloga, a jeszcze przedstawiać w nim wyniki swoich sesji fotograficznych. Mało tego, jeszcze ośmielam się udzielać jakichkolwiek rad życiowych. 
 Bajeczki pisać dla wnuka i przy okazji dla innych dzieci ... no , może jeszcze   ... gdyby się tak bardzo nie wgłębiać w poziom tej poezji, to... w wieku babci... ostatecznie można przyjąć.

A niech sobie mówią, co chcą, a ja się i tak nie poddam!



Brytyjski psychiatra J.A.Hadfield przeprowadził test, który później opisał w książce "The Psychology of Pover" (Psychologia siły). Udowodnił, że nasza kondycja jest uzależniona w niewiarygodnym stopniu od naszego nastawienia psychicznego. W teście wzięło udział trzech mężczyzn. Należało udowodnić wpływ sugestii na ich siłę fizyczną, którą mierzono dynamometrem.
 Zdajecie sobie sprawę, ile wynosi średnia siła uścisku przeciętnego mężczyzny w normalnych warunkach?
Odpowiadam... 101 funtów (45,81 kg)

Test miał dwa etapy. 
W pierwszym - pacjentom wprowadzonym w stan hipnozy wmówiono, że są bardzo słabi. Siła ich uścisku spadła do 29 funtów(13,15 kg) czyli  nie stanowiła nawet 1/3 normy. (Był wśród tych pacjentów  atleta. Kiedy on w hipnozie  usłyszał, że jest słaby, stwierdził, że ma rękę malutką i słabą, jak ręka dziecka).

W drugim etapie ponownie wprowadzono tych samych pacjentów w stan hipnozy, ale tym razem wmówiono im, że są bardzo silni. 
Jak myślicie, do jakiej wielkości mogła wzrosnąć wówczas średnia ich uścisku?
Do 142 funtów (64,4 kg)

Okazało się, że wystarczyło umysły tych mężczyzn wypełnić  pozytywnymi myślami, aby ich siła fizyczna wzrosła prawie o 50 procent.

Czy jest jeszcze ktoś, kto wątpi w potęgę ludzkiego umysłu?

Źródło: Dale Cornage "Jak przestać się  martwić i zacząć żyć"



CZY ŚWINIA NADAJE SIĘ NA "ŚPIOCHA" ?

To jest pewne, nie będzie w tym poście mowy o metodzie kradzieży "na śpiocha" .
Rzecz zupełnie z innej bajki.
Niejeden z nas marzy o ...nieśmiertelności. Zasnąć sobie  na ciut dłużej, niż jedną noc, a tak naprawdę poddać się ... hibernacji, czyli dać zamrozić swoje ciało w ciekłym azocie.

A kiedy  obudzić się ?
Zaraz... zaraz, nie "się" obudzić, bo to nie tak prosto, jak z twardym snem u śpiocha, że pośpisz sobie, ale w końcu sam się obudzisz, albo z niewielką innych pomocą.



 Musisz marzycielu zaufać komuś, kto Cię obudzi i to w stosownym, optymalnym momencie. Tyle, że dla przykładu, 

- dla jednego takim momentem będzie wynalezienie leku na jego, w obecnej chwili, nieuleczalną chorobę,
  - dla innego ... zmiana stosunków międzyludzkich, bo teraz na tym świecie, podobno... nie da się żyć.
A taki astronauta, gdyby odbywał podróż na Marsa i w czasie swojej ekspedycji ciężko zachorował, wymagając natychmiastowej opieki? 
Nasa twierdzi, że w takim przypadku przydałaby się właśnie hibernacja. 
(...)Dwa lata temu, na corocznym spotkaniu Hello Tomorrow w Paryżu, john  Bradford z firmy SpaceWorks Enterprises (...) stwierdził, że długie wyprawy międzyplanetarne mogą okazać się możliwe pod warunkiem wprowadzenia załogi statku w "niski stan metaboliczny" czyli właśnie hibernację"(...) Zatrudnieni przez niego naukowcy pracują obecnie nad tym, aby znacznie wydłużyć stan indukowanej hipotermii nawet do ośmiu dni. Zgodnie z  harmonogramem na każdych 10 dni spędzonych w przestrzeni kosmicznej tylko dwa mają przebiegać w stanie wybudzenia (...) Astronauci mają przy tym pracować w systemie rotacyjnym: ktoś będzie musiał pozostać przytomny i pełnić rolę dozorcy, kiedy inni będą pogrążeni  w hibernacji."

Był już jeden odważny - doktor psychologii z Uniwersytetu w Kalifornii - James Bedford, który rozporządził swoim ciałem. 12 stycznia 1967 roku, zaledwie kilka godzin po jego śmierci, zanurzono jego ciało w ciekłym azocie i umieszczono w kapsule w temperaturze -200 st.C. Teraz czeka sobie, aby bardzo długi sen zakończył się w momencie, kiedy technologia  pozwoli mu znów obejrzeć świat.

Ale ewolucja człowieka nie spowodowała jeszcze przystosowania go do hibernacji. Zresztą, nasi mniejsi bracia, tj.  świnie  również takiej właściwości nie mają. Dlatego te zwierzęta (świnie) pozostają w planach wykorzystania do testów przez Europejską Agencję Kosmiczną. Inne ssaki ewolucyjnie otrzymały od natury możliwość kontrolowanego obniżania temperatury ciała, ale tylko stałocieplne. W ten sposób zimę mogą przetrwać niedźwiedzie, świstaki, jeże, czy niektóre gatunki nietoperzy.

Jeśli testy na świniach okażą się pozytywne, będzie to "milowy krok do podboju Układu Słonecznego "na śpiocha".  
 
Teraz maleńka dawka żartu:
Co na to świnki? 
Przecież nie wyrażały zgody na testy! 

Odwróciły się zatem ( czy... zadem) na... "pięcie" i ...zwiały 


Ale poważnie... dość żartu o tych biednych stworzeniach.

Na razie włoscy uczeni rozpoczęli badania nad hibernacją świń ( zahamowali ośrodek termoregulacji znajdujący się w podwzgórzu). Uważają, że mechanizm działa podobnie u różnych gatunków  zwierząt. 

Dlaczego nie ludzie występują w tych testach?
Są przecież chętni wystąpić w tym celu w roli królika doświadczalnego w badaniach nad hibernacją. Naukowcy mają jednak wiele dylematów natury etycznej.
  Za mało, jak dotychczas, wiadomo jeszcze o wywoływaniu torporu (bo tak określa  się stan kontrolowanego obniżenia temperatury ciała) u człowieka. Ryzyko jest  zbyt wysokie. Przecież nie wiadomo, jak długa hibernacja u człowieka wpłynęłaby na jego zdrowie i psychikę. A jeśli taka hibernacja przekształciłaby się w wieczny sen? 

Podobną do hibernacji, czyli hipotermię już stosuje się w medycynie. 
(...)Kiedy dochodzi do np. do nagłego zatrzymania krążenia krwi, żeby zapobiec uszkodzeniu tkanek ciała, na około dwie doby obniża się temperaturę człowieka do 32 st. C, jednocześnie podając środki usypiające. W taki stan  wprowadzono chociażby słynnego kierowcę Formuły 1, Michaela Schumachera, po jego groźnym wypadku narciarskim w 2013 roku (...)

Mimo, że mam chorobę nieuleczalną oczu, to jednak nie marzę o hibernacji do czasu znalezienia metody jej wyleczenia. Może medycyna jeszcze za mojego życia ją znajdzie, kto wie? Nie wyobrażam sobie życia w nowym środowisku, po wyprowadzenia mnie z ewentualnej hibernacji, chociaż może znalazłabym się nawet wśród moich potomków. 
Czy to byłabym jeszcze ja? W jakim stanie byłaby moja świadomość, a co pamiętałaby podświadomość? 
Co wart byłby wówczas mój doskonały wzrok? 
Co z moją duszą, na którą czekaliby w niebie (według mojej wiary) moi ukochani bliscy, zmarli w tym czasie. Chociaż przecież oni tam czasu nie znają, więc  wg takiej filozofii, nie odczuliby opóźnienia w czasie, jaki występuje  w ziemskim wymiarze. 

Na koniec ciekawostka:
"Choć  torpor określa się również mianem snu zimowego,  to zwierzęta w jego trakcie... wcale nie śpią!"




Źródło: Sekrety Medycyny 6/2009