Translate

wtorek, 18 maja 2021

PASAŻER


Czy można tak po prostu wsiąść do pociągu, zająć swoje miejsce i odciąć się od świata, nawet, jeśli przedział czy korytarz jest opustoszały z pasażerów? Czasem jeszcze wyglądamy przez okno, czy pozostawiona osoba na peronie czeka, aż pociąg zniknie  za horyzontem, czy może tego odjazdu doczekać się nie mogła i skoro konduktor dał znać swoim służbowy gwizdkiem ... już trudno ją na peronie znaleźć...

Wyjątkowo krótki utwór muzyczny, bo i pożegnanie też długie nie było:

Nadjeżdża pociąg, pożegnanie
Tadeusz Woźniak, Jolanta Majchrzak
(tekst : Emil Zygadłowicz)

Maleńka stacja, peron mały
Nadjeżdża pociąg, pożegnanie
Któreś z nas mówi, głos nieśmiały:
"A więc pojutrze, w poniedziałek"
"Tak mi, najdroższy, strasznie smutno"
Szukam niezręcznie, drżąc, zapałek





Może w wagonie siedząc lub drzemiąc rozpamiętuje się moment pożegnania z kimś, kto został na peronie.


Nie wyjeżdżaj...

Kochać - znaczy widzieć szczęście swoje w szczęściu osoby kochanej...





  by Irina Dzhul

by Raymond Leech

by Nigel Mason

by Arthur Sarnoff

Są jednak tacy, którzy chcą uciec pociągiem od przyjaciół...
Wsiąść do pociągu byle jakiego...






Byle jaki pociąg?
Zapewne Agnieszce Osieckiej nie chodziło o takie luksusy...


 Luxury Train

Zauroczenie, czy zdrada?


Nie zawsze ten czas podrózy wypełniony jest romantycznymi rozpamiętywaniami.

Jeśli pasażer przeżył w swoim życiu różne zawirowania historii i był świadkiem lub bohaterem tych dziejów, nie zawsze przyjaznych człowiekowi, to z pozycji pasażera "wagonowego" widzi inne obrazy przed swoimi oczyma. 

Wagon, (1963)
Adam Ważyk

Dwaj ko­le­ja­rze pod oknem palą i gra­ją w kar­ty
co któ­ry bije atu­tem pod­no­si rę­kaw wy­tar­ty
Roz­ma­wiasz z ma­ni­chej­czy­kiem po­dob­nym do bu­chal­te­ra
on bi­lan­su­je zło i do­bro świat spro­wa­dza­jąc do zera
Mło­da para po ślu­bie w nie­by­wa­łej emo­cji
oglą­da w książ­ce roz­ło­żo­ny na czę­ści mo­to­cykl
I cie­bie moż­na roz­ło­żyć po­dob­nym spo­so­bem
na ser­ce mózg żo­łą­dek i wą­tro­bę
dla­te­go i ta ana­to­mia na­gle cię prze­ra­ża

Pa­trzysz na lu­dzi za szy­bą idą­cych w głąb ko­ry­ta­rza
Jest tam ma­ne­kin z bacz­ka­mi w rur­kach wą­ziut­kich spodni
Dziew­czy­na z twa­rzą uję­tą w pło­my­ki czar­nej po­chod­ni
ob­na­ża jed­no ra­mię sta­ran­nie we­dług mody
Taki wi­dok roz­czu­lał cię i draż­nił kie­dy by­łeś mło­dy

Luź­ne stru­mie­nie wło­sów z mie­dzia­nym po­ły­skiem
oczy prze­dłu­żo­ne w strzał­ki bar­ba­rzyń­skie
owa­le twa­rzy roz­bi­te jak wy­spiar­skie bó­stwa
za­gu­bio­ne po­wie­ki od­na­le­zio­ne usta
ma­ski wy­do­by­te z dna kul­tów i ma­rzeń
w obo­jęt­nych wcie­le­niach pły­ną ko­ry­ta­rzem
nie­któ­re z nich przy­sta­ją na chwi­lę i przez szy­by
fos­fo­ry­zu­ją grze­bie­niem jak głę­bi­no­we ryby
Ten po­chód or­fic­ki nie ro­ze­źla i nie draż­ni
za­wcza­su wy­pru­wa­jąc cię z resz­tek wy­obraź­ni

Tym­cza­sem jed­na prze­sła­ła ci uśmiech da­le­ki
Nie znasz jej lecz po­zna­jesz te czu­łe po­wie­ki
te zgry­wa­ją­ce się oczy któ­re wo­ła­ły zo­bacz
gdy ktoś wie­czo­rem jej gło­wę niósł pod ra­mie­niem jak zdo­bycz
Ach ona cię bie­rze za mę­dr­ca i wła­śnie przed tobą
prze­chwa­la się że stać ją na mi­łość ja­ski­nio­wą

Ko­le­ja­rze wy­sie­dli i sam te­raz sie­dzisz przy oknie
Tą dro­gą w daw­nych la­tach jeź­dzi­łeś wie­lo­krot­nie
Słu­py bie­gną do tyłu i ów czas któ­ry mi­nął
po­kry­wa czte­ry to­po­le me­lan­cho­lij­ną pa­ty­ną

Roz­ma­wiasz z biu­ra­li­stą tech­ni­kiem stu­den­tem
na­tra­fiasz na dziw­ne zwro­ty nie wia­do­mo skąd wzię­te
chcesz inne daw­ne sło­wa usły­szeć od po­dróż­nych
kłó­cisz się z cza­sem i żą­dasz od nie­go jał­muż­ny
a oni sie­dzą przed tobą ba­rie­rą lat od­cię­ci
i da­rem­nie szu­kasz ich pro­to­ty­pu w pa­mię­ci

Te nowe po­ko­le­nia tak nie­po­dob­ne są do po­przed­nich
że nie moż­na od­na­leźć po­ko­leń po­śred­nich
spoj­rze­nia ich są jak sy­gna­ły bez klu­cza

Z nie­zna­nych przy­czyn wa­gon gwał­tow­nie za­rzu­ca
mi­ja­jąc przy­kre bo gołe bu­dyn­ki sta­cyj­ne
Obok cie­bie sie­dzą nie te oso­by ale zu­peł­nie inne
To lu­dzie z wa­go­nów śmier­ci wy­tra­ce­ni ga­zem
Za­bił ich śniąc swo­je ży­cie jar­marcz­ny król-bła­zen

Od tego cza­su mi­nę­ło już lat kil­ka­na­ście
bli­zny się otwie­ra­ją jak ma­sko­wa­ne prze­pa­ście
sól łez fos­fo­ry snów tam krą­żą w ukry­ciu
i wspo­mnie­nia o zmar­łych utrzy­mu­ją przy ży­ciu
Usu­wasz się w głąb jak po ska­łach jak mi­mo­wol­ny cza­ro­dziej
imio­na wię­zną ci w gar­dle i tłum się przy to­bie scho­dzi

Te­raz kon­duk­tor obo­jęt­nie dziur­ku­je bi­le­ty
ko­ry­ta­rzem po­wo­li prze­cho­dzą dwie zgrzy­bia­łe ko­bie­ty
One są star­sze od cie­bie i wie­le zmian prze­ży­ły
na szy­jach mają sine wy­su­szo­ne żyły
Prze­cho­dzi ktoś kto jest cie­niem być może zna­łeś go nie­gdyś
w tych nie­obec­nych oczach świe­cą da­le­kie śnie­gi
Mat­ka pro­wa­dzi pła­czą­ce dziec­ko do umy­wal­ni
Ci nie­zna­jo­mi lu­dzie są na­tar­czy­wie re­al­ni
ich tro­ski chcą w to­bie za­miesz­kać sta­rasz się od nich obro­nić
Prze­rzu­casz gru­bą po­wieść od koń­co­wych stro­nic
albo oglą­dasz barw­ne ilu­stra­cje
a za oknem prze­la­tu­ją małe wzgar­dzo­ne sta­cje

Wa­gon zgrzy­ta i przy­siągł­byś że to zgrzy­ta na nie­bie
ob­łok któ­ry chi­me­rycz­nie od­dzie­la się od sie­bie
Roz­dwo­jo­ny ob­łok jest ob­ra­zem wie­ku
ob­łocz­na tech­ni­ka do­szła do wiel­kiej per­fek­cji w czło­wie­ku
Wład­ca okla­ski­wał swój por­tret i sam u so­bie
hie­ra­tycz­nie mó­wił w trze­ciej oso­bie
Był to fakt roz­dwo­je­nia po­nad zwy­kłą mia­rę
inni się roz­sz­cze­pia­ją na do­świad­cze­nie i wia­rę

Pa­trzysz na pu­ste pola przez otwar­te okno
Bo­ry­ka­łeś się jak w cho­ro­bie z ta­jem­ni­czą epo­ką
z tru­dem do­tar­łeś do jej szy­der­czej re­gu­ły
te­raz przej­mu­ją cię tyl­ko lu­dzie i szcze­gó­ły
Je­steś jak re­kon­wa­le­scent i ubra­ny w po­ko­rę
za­miast mil­czeć roz­ma­wiasz z ja­kim ta­kim hu­mo­rem
Przy to­bie i za tobą je­dzie wie­le świa­tów
mło­de śmie­ci­ły są ostre jak ści­na­nie kwia­tów
kle­ko­ta­ją roz­bi­te oby­cza­jów zwier­cia­dła
szcząt­ko­wa wie­dza ży­cia któ­ra się roz­pa­dła Jest ktoś kto obie­ra jabł­ko Jest świat ele­men­tar­ny
na­ma­cal­ny jak rana i od kil­ku lat nu­kle­ar­ny
są po­cho­dy wzo­rów i liczb wy­pie­ra­ją­cych sło­wa
świat gdzie na­wet abs­trak­cja wy­da­je się zmy­sło­wa
i rzut ko­ści na­bie­ra nie­prze­czu­tej rzut­ko­ści

Szu­kasz cze­goś w kie­sze­niach je­steś roz­tar­gnio­ny
od­naj­du­jesz i czy­tasz krót­ki list od żony
Two­je dzie­ci bie­ga­ją po wi­śnio­wym sa­dzie
Czu­jesz jak żona dło­nie na ra­mio­nach ci kła­dzie
wte­dy my­ślisz o dzie­ciach cóż im wy­tłu­ma­czę
Pod­ro­sną i od­czy­ta­ją całą prze­szłość ina­czej

Wy­cho­dzisz na ko­ry­tarz wy­pro­sto­wać nogi
Je­dziesz przez las wy­szczer­bio­ny i przez kraj ubo­gi
na osob­no­ści bie­gnie roz­gra­bio­ny dom
chłop­cy tam ko­pią ziemię albo zbie­ra­ją złom
My­ślisz o in­nym zło­mie z któ­re­go już nic nic bę­dzie
Czas goi rany i ob­ra­ca idee w obce na­rzę­dzie

Wi­dzisz ale­ję wierz­bo­wą i czu­jesz za­pach Wi­sły
wierz­by za­wsze pochyłe dziś jesz­cze bar­dziej na­wi­sły
Na ko­ry­ta­rzu chłop­ka wy­gła­dza znisz­czo­ną spód­ni­cę
dziew­czy­na z war­ko­czy­kiem ma ko­stium w sza­chow­ni­cę
lek­ko­atle­ta stoi w kil­ku bru­tal­nych ko­lo­rach
chłop­czyk w ko­szul­ce jak błę­kit­ny ko­ral
przy­sa­dzi­ste ko­bie­ty jak na­kra­pia­ne grzy­by
zie­leń zie­leń wil­got­na pra­wie do­ty­ka szy­by
lo­ko­mo­ty­wa gwiż­dże wnie­bo­gło­sy.

W lu­strze na ko­ry­ta­rzu wi­dać siwe wło­sy

by Claude Monet
Train in the Snow or The Locomotive, c1875


 Claude Monet - La Gare Saint-Lazare, c1877




by Berthold Woltze
The Irritating Gentleman (1874)

BALLADA WAGONOWA - Maryla Rodowicz
Tekst: Agnieszka Osiecka










by Adolph von Menzel - People in A First Class Railway Compartment, c1892

by  Paul Gustav Fischer, Copenhagen Tram

 by Ricardo López Cabrera
- Couple dans un compartiment de train, c1895


by  Joaquin Sorolla y Batsida

by ABRAHAM SALOMON  pierwsza klasa, powrót

  by George William Joy

by  Paul Delvaux 

 by  David Tutwiler, Homeward Bound


Edouard Manet, The Railway, 1873

Motyw pociągów w malarstwie czy fotografii to znacznie więcej niż tylko impresjonistyczna fantazja. Dworzec kolejowy to ruchliwe, ale tętniące życiem miejsce, miejsce łez lub radości, w zależności od tego, czy ktoś podróżuje daleko, czy wraca po długiej podróży. Pociągi mogą zabrać nas wszędzie, od wielkiego czy szarego miasta po piękne ogrody na przedmieściach, które odwiedzał, autor powyżej zamieszczonego obrazu. Monet. Niania i dziewczynka znajdują się po niewłaściwej stronie ogrodzenia dworca. Dziewczynka ma wzrok utkwiony w nowo powstały dworzec kolejowy Gare Saint - Lazare marząc, że kiedyś będzie pasażerką pociągu.



by Augustus Leopold Egg - Towarzyszki podróży


by Raffaele Faccioli



by Adolf von Menzel




Film edukacyjny o podróżach pociągiem w latach pięćdziesiątych ( wersja angielska)


Pożegnanie z ciocią - YouTube
Muzyka Artur Żalski
Słowa: Jerzy Ficowski
Śpiewa : Ewa Złotowska




Bynajmniej -  Zbigniew Zamachowski
Tekst: Wojciech Młynarski


Trudno nie wspomnieć w opowiadaniu
Choćby najbardziej pobieżnym,
Że się spotkali pan ten i pani
W pociągu dalekobieżnym.
Ona - na pozór duży intelekt,
On - jakby trochę mniej,
Ona z tych, co to pragną zbyt wiele,
On szeptał jej:
Za kim to, choć go wcześniej nie znałem,
Przez ciasny peron się przepychałem?
Za Panią, bynajmniej za Panią
Przez kogo płonę i zbaczam z trasy,
Czyniąc dopłatę do pierwszej klasy?
Przez Panią, bynajmniej przez Panią!
Byłem jak wagon na ślepym torze,
Pani zaś cichą stać mi się może
Przystanią, bynajmniej, przystanią
Mówię, jak czuję, mówię, jak muszę,
Gdzie Pani każe - tam z chęcią ruszę
Za Panią, bynajmniej za Panią!

Ta pani, tego pana....