Translate

niedziela, 28 czerwca 2026

NADMORSKI BIZNESPLAN, CZYLI JAGIENKA NA PARAWANIE I MŁODY MENEDŻER



Sezon wakacyjny ruszył właśnie pełną parą! Nad polskie morze suną sznury samochodów – od uroczych, nostalgicznych autek z poprzedniego wieku, po najnowocześniejsze, wypasione limuzyny. A w nich?

    Wczasowicze o najróżniejszych pasjach i nietypowych hobby.
Wśród tego całego barwnego tłumu jadą również oni: bibliofile. Ludzie uzbrojeni w całe przenośne biblioteki książek, które całymi miesiącami czekały na ten jeden, jedyny moment w roku – moment z wolną od codziennych trosk głową. Bo umówmy się, nad niektórymi tytułami naprawdę trzeba się głęboko pochylić...

   No właśnie, i tu pojawia się problem: pochylić.
Każdy, kto próbował czytać na plaży, doskonale wie, o czym mówię. Na rozgrzanym piasku nie uświadczysz ani stoliczka, ani porządnego krzesełka. Jedynym ratunkiem pozostaje zazwyczaj... osobisty mąż. 


Można się o niego wygodnie oprzeć, zupełnie jak na tym urokliwym obrazie „Bookends” (Podpórka do książek) autorstwa Barry'ego Ross Smitha, gdzie partnerzy służą sobie dosłownie za żywe podpórki do książek. Jeden ucieka w lekturę, drugi smacznie drzemie pod kapeluszem. Sielanka? Być może, ale umówmy się – każdy małżonek ma swoją określoną wytrzymałość. A dokładniej: ma swoją wytrzymałość jego kręgosłup! Medyczne poradniki jasno ostrzegają przed skutkami takich plażowych przeciążeń, więc nie traktujmy bliskich jak mebli.

   I wtedy właśnie, patrząc na te nadmorskie męczarnie, pomyślałam: „Wiecie co? Mogłabym zrobić na tym mały, wakacyjny biznesik!”.

    Gdyby tak zaprojektować i wprowadzić na rynek specjalne, luksusowe kosze wiklinowe? 
  Moja autorska linia nazywałaby się dumnie „Jagienka-Comfort” (w wolnym tłumaczeniu: siła i wygoda w jednym, choć gwarantuję, że w moich koszach żadne orzechy tłuczone nie będą!). Mój projekt zawierałby wbudowany, stabilny stoliczek na literaturę oraz odpowiednio, ergonomicznie ustawione podparcie pleców, które chroniłoby zmęczone kręgosłupy naszych mężów.

   Oczywiście, żaden szanujący się polski biznes plażowy nie może istnieć bez najważniejszego elementu narodowej logistyki strategicznej. Do każdego kosza z linii „Jagienka” dołączany byłby dedykowany, dźwiękoszczelny parawan! W końcu odrobina prywatności przy czytaniu opasłych tomiszczy (oraz ochrona przed sypiącym w oczy piaskiem) to podstawa luksusu.

  Żeby jednak przedsięwzięcie odniosło pełen sukces, potrzebuję zaufanej kadry zarządzającej. Postanowiłam więc wciągnąć w biznes mojego wnuka przedszkolaka! Niech chłopak od małego pomaga i uczy się przedsiębiorczości. Widzę już oczami wyobraźni, jak ten mój mały, energiczny menedżer biega od rana po piasku z młotkiem w dłoni, z wielkim zaangażowaniem wbijając paliki naszych parawanów i dumnie krzycząc do turystów: „Komfortowe czytanie tylko u mojej babci!”. Przy okazji, przy tak intensywnej pracy, przedszkolny nadmiar energii zostanie idealnie rozładowany.

   Ciekawe, ile takich zestawów kosz + parawan rozstawiłby wnusio na jedną średnią plażę, żeby zaspokoić apetyt spragnionych komfortu rodaków? A pomyślcie Państwo, ile takich plaż mamy nad naszym pięknym Bałtykiem! Toż to potencjał na prawdziwe, rodzinne imperium! Ileż wczasowiczów zaczytanych męczy się na plażach...





    Pójdźmy o krok dalej: można by stworzyć wersję biznesową, specjalnie przystosowaną pod laptopa dla wiecznie zapracowanych menedżerów. 

     A wersja dla blogerów?

    O nie, dla blogerów kategorycznie wykluczam!
  Porządny, szanujący swoich czytelników bloger przygotowuje przecież swoje posty z dużym wyprzedzeniem i planuje ich automatyczne publikowanie z odpowiednią datą. 

     Niemożliwe? 

    Mylicie się Państwo! 
   Ja już się doskonale zabezpieczyłam na czas letnich wojaży i mam sumiennie zaplanowane wpisy na cały lipiec ( a wciąż jeszcze tworzę następne). Same będą się dla Was publikować codziennie o godz.7. rano, podczas gdy ja, wraz z moim młodym wspólnikiem, będę mogła spokojnie i bez wyrzutów sumienia testować ergonomię nadmorskiego piasku!

     A na koniec dzisiejszych rozważań, zamiast jednostajnego szumu fal, zostawiam Państwa z absolutnie najpiękniejszym, klasycznym i niespiesznie płynącym tłem muzycznym. Niech ten wakacyjny czas upływa nam dokładnie tak leniwie, jak śpiewają Ella i Louis...

    Zapraszam do obejrzenia i posłuchania wyjątkowego wideo, w którym jazzowemu utworowi „Summertime” (w wersji z napisami „by pepe le pew”) towarzyszy cała galeria słońcem malowanych obrazów Barry'ego Ross Smitha.



<><><><><><><><><><><<><<><><<><>

Moja blogowa flotylla:


💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
 "Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj