Szalone rytmy paryskiego walca powoli cichły, ustępując miejsca spokojnym, leniwym dźwiękom. Kolorowe lampiony na statku „Le Coquelicot” zgasły, gdy nad Paryżem zaczęło wstawać nowe, lipcowe słońce. Niebo nad Sekwaną przybrało przepiękny, pastelowy kolor różu i błękitu, a ranna mgła delikatnie unosiła się nad lustrem wody.
Anna i Ivo, lekko zmęczeni ale niesamowicie szczęśliwi, siedzieli przy drewnianej barierice pokładu, trzymając w dłoniach parujące filiżanki mocnej, paryskiej kawy, którą osobiście zaparzył dla nich Pierre. Obok nich zasiedli zmęczeni, ale promienni muzycy. Gerard z czułością odkładał swój akordeon do futerału, Marc masował spracowane od gry na kontrabasie palce, a pies Ivesa spał smacznie, opierając głowę na bucie swojego niewidomego pana.
- To była najpiękniejsza noc w naszym życiu – powiedziała cicho Anna, patrząc, jak pierwsze promienie słońca oświetlają czubki wież Notre-Dame. – Przyszliśmy tu jako zwykli turyści, a dzięki wam poczuliśmy się, jakbyśmy odnaleźli dawno niewidzianą rodzinę.
Pierre poprawił swój nieodłączny kapelusz z makiem i uśmiechnął się ciepło.
- Bo muzyka i wrażliwość nie potrzebują paszportów ani tłumacza, madame Anno – odparł miękko Pierre. – Wy przynieśliście nam swoją młodą radość, opowieści o bezpłotowym raju waszych ojców, o Maksie i Toffi. Przypomnieliście nam, starym urwisom, dlaczego kilkadziesiąt lat temu pokochaliśmy tę scenę.
Pierre spojrzał tajemniczo na Ivo.
- Chciałbym jeszcze kiedyś wam pokazać pewne miejsce... Mało który turysta o nim wie.
Ivo wstał i po kolei uścisnął dłonie wszystkim czterem przyjaciołom.
- Panowie, obiecajcie nam jedno - powiedział ze szczerym błyskiem w oku Ivo. - Że kiedy wrócimy tu za rok, wasz statek wciąż będzie cumował w tym samym miejscu, a z pokładu znowu usłyszymy aksamitny kontrabas Marca, harmonię Gerarda, saksofon Ivesa i głos Pierre'a.
Ives podniósł głowę, poprawił ciemne okulary i uśmiechnął się szeroko.
- O to prosimy się nie martwić, monsieur Ivo. Dopóki w naszych żyłach bije krew, a serca widzą doskonale, kapelusze z czerwonym makiem będą na nas czekać.
Jak to mówią u was w Polsce?
Do zobaczenia!
Gdy Anna i Ivo schodzili po drewnianym trapie na kamienne nabrzeże, cała czwórka muzyków machała im na pożegnanie.
Paryż budził się do życia, ulica powoli napełniała się pierwszymi przechodniami, a w sercach polskich turystów brzmiała najpiękniejsza, nieśmiertelna melodia przyjaźni, która właśnie zapisała swój najnowszy, wspaniały rozdział.
<><><><><><><><><><><<><<><><<><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj


