Translate

wtorek, 1 września 2026

ROZEPCHNĄĆ SIĘ W MROKU. O TYM, JAK SPELNIŁAM SWOJE NAJWIĘKSZE MARZENIE

 


   Pięć lat temu, na chłodnym szpitalnym korytarzu w Płocku, mój świat rozpadł się na tysiąc kawałków. Pojechałam tam z lękiem, ale i z naiwną nadzieją, że te ciemne niteczki przepływające pod powiekami to tylko drobnostka, zwykły powikłaniowy „żabi skrzek” po wymianie soczewki. Zamiast tego zza lekarskiego biurka padło pytanie, które zmroziło mi krew w żyłach: „Kto z pani rodziny stracił wzrok?”.

   Diagnoza uderzyła we mnie z siłą taranu. Zaawansowana jaskra. Nerw wzrokowy blady, niemal biały z braku ukrwienia. Pamiętam ten paraliżujący strach przed nadchodzącą ciemnością i bezsilny płacz na korytarzu. Człowiek głupieje w rozpaczy. W jednej chwili dociera do ciebie, jak wiele fundamentalnych spraw możesz zostawić niedokończonych, niezatartych... A ja, na przekór wszystkiemu, w tym całym mroku marzyłam o napisaniu powieści.

    Przez kolejne lata przeszłam przez cztery poważne, bolesne operacje. Byłam polem doświadczalnym dla profesorskich „wynalazków”, żyjąc ze świadomością, że każdy ratunek jest tylko na chwilę. Każda kontrola w klinice była podszyta strachem. Wtedy mogłam usiąść w kącie i poddać się przeznaczeniu. Ale ja postanowiłam się rozepchnąć.

   Zamiast się poddać, poddałam się pasji. Założyłam blogi. Tak, aż pięć różnych blogów! Zaczęłam zachłannie pisać, przelewać na ekran każdą cząstkę mojej wrażliwości, walcząc o każdy skrawek światła. Zmieniłam miejsce zamieszkania i to był kolejny przełom – trafiłam pod opiekuńcze skrzydła lekarza o światowej sławie. Dziś moje oczy są bezpieczne. Już nikt nie dotyka ich skalpelem. Nastąpił upragniony spokój.

   I w tym właśnie spokoju, w tym roku, dokonałam czegoś, co pięć lat temu wydawało się szaleństwem. Napisałam. Nie jedną, a DWIE powieści.

   Kiedy dzisiaj siedzę w moim domu wśród mojej rodziny, słuchając radosnego świergotu uratowanej z trawnika papużki i patrząc na mojego wiernego psa, wiem jedno: wygrałam. Spełniłam swoje największe, najgłębsze marzenie. Udowodniłam sobie i tej podstępnej chorobie, że wewnętrznego światła nie da się tak łatwo zgasić. Moje książki już żyją, a ja wreszcie czuję absolutne, głębokie spełnienie. Nie czekajcie na marzenia. Rozpychajcie się w życiu łokciami, nawet wtedy, gdy wokół robi się ciemno. Warto.

<><><><><><><><><><><<><<><><<><>


Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

 "Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj


CISZA PUSTEGO GNIAZDA

 



Szpilki wylądowały w kącie korytarza, a tiulowa, balowa spódnica rozłożyła się kaskadą na chłodnych, białych schodach. Dom, który jeszcze kilka godzin temu tętnił śmiechem, gwarem i pospiesznym stukotem obcasów, teraz powoli zanurza się w głębokiej, niemal uroczystej ciszy. Święto się skończyło. Obrączki zostały założone, życzenia złożone, a młodzi odjechali w stronę swojego nowego życia.

Siedząc tak na stopniu, z głową pełną wspomnień, każda matka zadaje sobie to samo pytanie: co teraz?

Przez tyle lat dom był jak głośny, pełen energii ulowy mikrokosmos. Każdy dzień kręcił się wokół nich – ich obiadów, egzaminów, pierwszych miłości i złamanych serc. A dzisiaj, w tym jednym momencie, ten wielki rozdział zamknął się z cichym kliknięciem zamka w drzwiach. Wyfrunęli. Zostali dorośli, samodzielni, piękni. Zbudowali własne gniazdo.

To przedziwne uczucie – jednocześnie czuć bezbrzeżną dumę i ten kłujący, cichy żal w boku. Coś bezpowrotnie się skończyło, ale też coś zupełnie nowego się zaczyna. Dla nich to początek wielkiej przygody, podróży we dwoje. A dla tych, którzy pozostali na straży domowego ogniska? To czas na odnalezienie własnego głosu w tej nowej, nieznanej ciszy.

Spódnica wciąż pachnie perfumami i weselnym tortem, ale jutro rano trzeba będzie ułożyć codzienność na nowo. I choć schody wydają się teraz trochę bardziej puste, to serce pozostaje pełne nadziei, że powroty – choć rzadsze – będą najpiękniejszymi świętami. 

<><><><><><><><><><><<><<><><<><>


Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

 "Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj