Translate

poniedziałek, 30 grudnia 2019

ZMIANA JAKO NATURALNA KOLEJ LOSU

W swoim życiu zmieniałam około 10 razy miejsce zamieszkania, w tym 6 razy wspólnie z rodzicami. Przez te pierwszych 6 przeprowadzek zawsze towarzyszył nam pewien sakralny obraz i stary zegar.

Do obecnego domu, który być może jest już ostatnim przystankiem w moim życiu, przywędrował również ten pamiątkowy zegar z lat przedwojennych.



Myślę, że w pierwszych dniach niemowlęctwa zainteresował mnie ten mebel wiszący na ścianie, jego nieustanny tykot i dzwonki co pół godziny. Zegar przedtem był własnością niemieckiej rodziny.
Pisałam już wcześniej na temat tego zegara i zegarów ogólnie  tutaj
Przeszedł on podobny los do mnie samej , jako osoby. Jego wnętrze kilka lat temu należało "wyleczyć" , podobnie, jak moje serce. Ja działam przy wspomaganiu baterii i dwóch przewodów doprowadzonych i zakotwiczonych w sercu (stymulatora serca), a zegar ma też wewnątrz baterie i niestety wahadło już nieruchome, a zegar jest niemy -  nie dzwoni i nie tyka. Jednak wskazówki określają właściwy czas. 

Reasumując, jest w gorszym stanie, niż ja, bo mnie jeszcze krtań nie odmawia posłuszeństwa. Chociaż... dolegliwości mam na tyle, że solo w chórze już nie pociągnę. Kiedyś potrafiłam pokazać swojemu chórowi, którym dyrygowałam, jak ma wyglądać głos prowadzacy, solowy z towarzyszeniem tego chóru. Jako solistka w zespole też nie dałabym teraz rady nawet przy najczulszym mikrofonie. Głosu na nikogo, mimo buzującej czasem we mnie złości... też nie podniosę. Struny głosowe mają już pewien mankament, o czym nie bedę się już tu rozwodzić. Co swoje to już w życiu wyśpiewałam... na scenie też. Przynajmniej nie męczy mnie już trema, która była nieodłączna.

Nigdy nie pytałam rodziców, skąd w naszej rodzinie znalazła się reprodukcja obrazu Giowanniniego Bellini w pięknej drewnianej ramie, z inkrustacją w winogronowe zaowocowane gałęzie.

Madonna with Doves Art Print by Giovanni 












Obraz, w którego blasku (a nie w cieniu), wychowywałam się, roztaczał w pokoju niewysłowione ciepło, spokój, dawał poczucie bezpieczeństwa, przynależności do tej rodziny , jaką Giowanni Bellini uwiecznił. Bo czyż nie jest to sielski obraz Dzieciątka karmiącego gołębie, które ufnie zjadają ziarna z małej dłoni, oraz jakby w cieniu Dzieciątka, ale w zasięgu ręki, siedząca Matka gotowa zawsze przyjść z pomocą?
Samo otoczenie - dom, dzban przy schodach i bezpieczna ściana okalających z boku drzew, wydawało mi się pejzażem tak naturalnym, że miałam go w wyobraźni, nawet wtedy, kiedy wychodziłam z domu za próg.

I kiedyś tego obrazu zabrakło. Nagle. I to w momencie, kiedy przyszło mi pożegnać jedną z najukochańszych osób, bo taka kolej życia. Należy pamiętać, że człowiek nie może przywiązywać się do myśli, że wszystkich i wszystko mamy dane raz na zawsze. Bóg zabrał mi tatę. Odchodził powoli, pół roku. Zdążyłam , jak i moja rodzina, przygotować się na to odejście, aby bolało nas jak najmniej.

Zadbałam, aby chronić moją mamę przed samotnością, mimo że opierała się bardzo, aby nie opuszczać swojego dotychczasowego domu. Kiedy za kilka dni dostała temperatury, wykorzystałam moment, aby zabrać ją do siebie. Przecież wymagała opieki. Nie miała już żadnych argumentów. Dom i tak w końcu planowaliśmy sprzedać i to ja miałam się mamą zaopiekować.
Dom stał tylko dwa dni bezpiecznie. W trzecią noc został okradziony z wielu przedmiotów, bardziej lub mniej cennych, choć dla nas majacych subiektywnie bezcenną wartość, bo sentymentalną. Obraz nadzwyczajniej zmienił swoje miejsce, do którego należał ponad 65 lat.
Czego najbardziej żałowałam?
Obrazu , może powiesiłabym w pokoju w moim ówczesnym domu, w którym mama mieszkała jeszcze 5 lat. Czułaby , że po przeprowadzce niewiele się zmieniło. I tak postarałam się, aby istotne meble z jej pokoju przewieźć i stworzyć dawną atmosferę.

Ta reprodukcja obrazu Giowanniego w końcu nie musiałaby pozostać u mnie, bo mam jeszcze 3 siostry. Nieważne, gdzie on wisiałby, ale zawsze spoglądając na niego, czułoby się tę kilkudziesięcioletnią opiekę Matki Bożej z Dzieciątkiem i ciągłość swojego żywota.

Już od 10 lat moi kochani Rodzice są razem i mam nadzieję - znajdują się  w miejscu, gdzie święta Rodzina przebywa w oryginale.

Ciekawa jestem, gdzie i u kogo obraz teraz wisi i jaką rolę pełni dla tej osoby czy rodziny. Jeśli wzbudza takie same jak u mnie uczucia i sprawia podobne poczucie bezpieczeństwa, to wybaczam złodziejowi.

A w najbliższych godzinach... też zmiana, tym razem... daty...
Jeśli macie czas, to proszę zajrzyjcie jeszcze tutaj. Mimo, że pisałam to rok temu, to wciąż aktualne.

 Wszystkim gościom mojego bloga życzę, 
wg potrzeb, 
status quo,
 jeśli taki jest wymarzonym stanem rzeczy 
albo... 
zmiany na lepsze,  jeśli w marzeniach są piękne cele do osiągnięcia w  Nowym Roku









JAK KUPIĆ SZCZĘŚCIE ZA BUTY?



I znów w tę noc we śnie występowałam jako  bosonoga dziewczyna.
To nie nowość dla mnie, często te sny w niekomletnym stroju miewam od dzieciństwa. Pisałam już o tym wcześniej tutaj .

Niektórzy różnie takie sny interpretują, że 
może spada mi ciśnienie i stopy są mniej dokrwione, przez co bardziej je czuję,
 lub mam jakieś kompleksy, które dają o sobie znać w nocy, kiedy mózg robi remanent z dnia całego.

Nieważne, jaka jest tego przyczyna, ale nie lubię, kiedy w fabule sennej idę, jak to dziś w nocy, na randkę, jako młoda dziewczyna, w białym garniturze i w ostatniej chwili spostrzegam, że gdzieś zapodziałam buty. Reszta snu, to poszukiwanie jakichkolwiek butów, niekoniecznie pasujących do garnituru. Oby tylko przykryć te bose stopy! I fabuła już się nie rozwija w wątku ewentualnego spotkania , a jedynie na poszukiwaniu tych... kapci.
Jeszcze nigdy sen nie zakończył się w ten sposób, że znalazłam te upragnione buty.

Może dlatego mam cały arsenał obuwia w domu. Może podświadomie bronię się, abym nie została bosa. A jak wszyscy wiemy, przecież na końcu drogi   i tak zostawimy wszystko, a pójdziemy boso.



Tymczasem kobietki przed Sylwestrem przygotowują sobie buty idealne do tańca, chociaż wejście w szpilkach na salę, to jest to.
Później można już wyciągnąć jakieś wygodne balerynki.
W tym roku hołubców wywijać już nie będę, bo już w życiu swym dość ich nawywijałam. Teraz mogę je tylko powspominać w niebieskich brokatowych balerynach na nogach.



Będę się w nie dłużej wpatrywać, to może choć w tę noc sylwestrową we śnie będą "przyklejone" do mych stóp.

SZEWCZYK - w wykonaniu Wandy Warskiej
Tłumaczenie: Henryk Roztworowski
Kompozytor Rudi Revil
(oryginał:Françis Lemarque - Le petit cordonnier)



Szewczyk chwat, mały chwat
Bardzo, bardzo tańczyć chciał
Prędko butki szył i o balu śnił
Mała ślicznotka szła, zobaczyła butki dwa
Spodobały się, zaraz kupić chce
Butki te nie będą kosztowały cię
Ale zlituj się, ze mną tańczyć chciej
Oj, szewczyku, jesteś głupi
Szczęście chcesz za butki kupić
Oj, szewczyku miły, szczęście, szczęście
To nie taka prosta rzecz
Rzekła mu w końcu tak
Niech to będzie szczęścia znak
Butki będą me, z tobą tańczyć chcę
Szewczyk zbladł, cały drżał
Już się o swe szczęście bał
Lecz wystroił się, na bal szybko mknie
Ale gdy do damy piękny ukłon słał
Powiedziała: nie, w tłum wmieszała się

Oj, szewczyku, jesteś głupi...
Ujrzał ją pośród par, na buciczki rzucił czar
Jak zepsuty bąk wciąż wiruje w krąg
W oczach jej widać lęk, a dokoła huczy śmiech
Do białego dnia dziwny taniec trwa
Ach, to szewczyk rzucił na mnie biedną czar
Patrz na moje łzy, ty szewczyku zły
Zlituj się, szewczyku miły
Tańczyć dłużej nie mam siły
Oj, szewczyku, odwróć czary, czary
Już przy tobie zostać chcę
Mój szewczyku, serce boli
Chcę się poddać twojej woli
Mój szewczyku, całe życie, życie
W twych ramionach tańczyć chcę


Kiedy poszukiwałam piosenki o szewczyku natknęłam się na piękny wiersz Bolesława Leśmiana - piosenkę  wykonywaną w Piwnicy Pod Baranami  przez Aleksandrę Maurer.

Obłędny szewczyk kuternoga zamierza uszyć buty dla Boga, aby w niebie nie chadzał boso i stóp nie ranił o błękity :


SZEWCZYK
Słowa: Bolesław Leśmian, muzyka Jerzy Wysocki

W mgłach daleczeje sierp księżyca
Zatkwiony ostrzem w czub komina,
Latarnia się na palcach wspina,
W mgłach gdzie kończy się ulica.

Obłędny szewczyk kuternoga
Szyje wpatrzony zmór odmętny
Buty na miarę stopy Boga,
Co mu na imię Nieobjęty

Błogosławiony trud,
Z którego twórczej mocy
Powstaje taki But
Wśród takiej srebrnej nocy.

Panie obłoków, Panie rosy,
Naści z mej dłoni dar obfity.
Abyś nie chadzał w niebie bosy
I stóp nie ranił o błękity.

Niech duchy, paląc gwiazd pochodnie,
Powiedzą kiedyś w chmur powodzi,
Że tam, gdzie na świat szewc przychodzi,
Bóg przyobuty bywa godnie.

Błogosławiony trud,
Z którego twórczej mocy
Powstaje taki But
Wśród takiej srebrnej nocy.

Dałeś mi, Panie, kęs istnienia,
Co mi na całą starczy drogę.
Przebacz, że wpośród nędzy cienia
Nic ci, prócz butów dać nie mogę.

W szyciu nic nie ma oprócz szycia,
Więc szyjmy , póki starczy siły!
W życiu nic nie ma oprócz życia,
Więc żyjmy, aż po kres mogiły! 


"Szewczyk" w wykonaniu Aleksandry Maurer w Piwnicy Pod Baranami