Anna wsiadła do pociągu, mocniej dociskając do siebie Maksa. Mój czworonożny towarzysz, jak to on, kompletnie nie przejmował się upałem ani podróżą – interesowało go wyłącznie nowe otoczenie. Cel tej podróży był jasny: odwiedziny u taty.
![]() |
| art by Nadia Tsakova - Kobieta w bieli |
W przedziale Maks błyskawicznie skradł serce młodego mężczyzny siedzącego naprzeciwko. Między psem a nieznajomym od razu narodziła się nić porozumienia, co Annie ogromnie ułatwiło nawiązanie rozmowy. Szybko okazało się, że oboje zmierzają do tej samej, małej miejscowości. Do miasteczka, z którego Anna pochodziła.
„Jak to możliwe, że zupełnie się nie pamiętamy?” – pomyślała, przyglądając się jego rysom. Z drugiej strony, Anna bardzo wcześnie opuściła rodzinny dom. Zaraz po szkole średniej poszła do pracy. Nie dostała się na wymarzoną uczelnię, więc na rok „zawiesiła się” w pracowni graficznej, by utrzymać pion. Po roku ponowiła próbę. Znowu klapa. Dopiero za trzecim razem, dzięki uporowi, otworzyły się przed nią drzwi ASP.
Współpasażer przedstawił się jako Ivo. Teraz Anna była już pewna – wcześniej się nie spotkali. Tak oryginalne imię na pewno zapadłoby jej w pamięć.
Nagle pociąg gwałtownie zwolnił i zatrzymał się „w szczerym polu”. Choć może niezupełnie szczerym, bo wokół gęstniał stary, tajemniczy las. Zaintrygowana Anna wyszła na korytarz. Oparła się o ramę okna, wychyliła głowę i spojrzała w przestrzeń...
![]() |
| art by Nadia Tsakova - Kobieta w bieli |
Serce zabiło jej mocniej. Na zewnątrz, wzdłuż nasypu, szła samotna sylwetka.
„Nie... to nie może być on. A jeśli tak?”
W jej głowie eksplodowało głośne, natrętne wspomnienie, zagłuszając racjonalne myśli. Jeśli pociąg zaraz ruszy, już nigdy się nie przekona. Zanim zdążyła pomyśleć o konsekwencjach, zadziałał czysty impuls. Nacisnęła klamkę ciężkich drzwi wagonu i wyskoczyła prosto na tłuczeń kolejowy.
![]() |
| art by Nadia Tsakova - Kobieta w bieli |
Dopiero gdy poczuła pod stopami ostre kamienie, dotarło do niej, jak absurdalna to sytuacja. Miała na sobie elegancką, białą sukienkę i wysokie szpilki, które teraz drastycznie utrudniały każdy krok. Chwiejąc się na boki i machając trzymaną w ręku kolorową apaszką, zaczęła iść przed siebie. „Oby tylko pociąg nie ruszył...” – kołatało jej w modlitwie.
Ale pociąg ruszył.
Głośny, metaliczny świst i huk przyspieszających obok niej wagonów zadziałał jak kubeł zimnej wody. Otrzeźwienie przyszło natychmiast, a wraz z nim paraliżujący strach.
– Maks... – szepnęła z przerażeniem, patrząc na znikający w oddali czerwony ogon pociągu. – Co ja zrobiłam... Maks!
Tymczasem Maks, absolutnie nieświadomy faktu, że jego pani właśnie została na torach w szczerym lesie, siedział spokojnie w przedziale i z pełnym zaufaniem spoglądał prosto w oczy Ivo...
Ciąg dalszy nastąpi...
<><><><><><><><><><><<><<><><<><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj



