Translate

piątek, 29 maja 2026

SZLACHETNY MĄŻ



Tak sobie myślę, że w gruncie rzeczy,  to ze mnie  twardy orzech do zgryzienia. I to  chyba na wielu poziomach.

Ta znikoma ilość "sztucznych podzespołów", jak:

- stymulator serca - drobnostka, jakaś tam amerykańska bateryjka i dwa przewody doprowadzone do serca...

- wzrok ( ostrość), niemal sokoli dzięki sztucznym soczewkom, nie licząc, że obszar widzenia może się zamknąć 

A więc te sztuczne , jak je nazwałam "podzespoły" mogłyby jeszcze być uzupełnione o "sztuczną inteligencję" taką osobistą , wszczepioną do mózgu. Nigdy nie mierzyłam sobie IQ ( chociaż matematyk w liceum przedstawił mnie wizytującym kuratorom "oto geniusz"; uczył nas jeszcze 3 lata, porzucając geniusza i nasze cale liceum, po czym awansował na wykładowcę uczelni, a mnie zapał do matematyki... ostygł)

Tak myślę sobie... co tam jeszcze do wymiany... może na tym blogowaniu zjem wreszcie zęby... i na to też pewnie znajdzie się rozwiązanie techniczne

Ale:

- nie biegam... chodzę, jak żółw, więc prawdopodobnie nóg nie złamię.

- podobnie rzecz się ma z innymi ewentualnymi kontuzjami - skoro sportów nie uprawiam - one nie mają u mnie szans,

- nie kaszlę,

- nie kicham,

a jeżeli kiedyś mi się zdarzy lekkie przeziębienie  - wychodzę z tego b. szybko i bez antybiotyków.

Jestem przeciwieństwem męża, nie dlatego, że... płeć.

Wciąż jesteśmy w temacie: zdrowie.

Mąż:

-  rower
-  hulajnoga z wnuczkiem 
-  spacery
-  termy

itp...

... a jednak - to on łapie kontuzje i antybiotyki.

Czy to jest sprawiedliwe?

Mimo to nie narzeka, przynajmniej, ja o tym nie wiem.

A przecież miałby powody, prawda?

Nie wszyscy mężowie są tak... szlachetni.

I wtedy przypomniał mi się Marian Hemar. 



Człowiek najwyraźniej znał dramat zdrowych żon i cierpiących mężów.

Moja żona 

Ja się muszę wypowiedzieć, 
nie wiem po co mianowicie.
 Się poprawi, coś się zmieni, 
się odkręci coś na wspak, 
Teść przed ślubem zbankrutował 
i z posagu wyszły nici. 
Ożeniłem się z miłości. 
Mnie po prostu trafia szlag! 

Ja się czołem biję w pięście, 
To już nawet nie nieszczęście, 
To już nie jest katastrofa, 
To jest - sam już nie wiem co.
Potop przy tym to sadzawka, 
Huk pioruna to jest czkawka, 
Ja już nie mam porównania, 
Takie wyszło qui pro quo. 

Że akuratnie ona poszła być moja żona 
I nikt inny tylko ona, właśnie ona, tylko ta. 
Jest kobiet pół miliona, to akuratnie ona, 
Jest ta żona, a ten mąż, to jestem akuratnie ja! 
Ja nie jestem donżuan, Casanova czy ułan. 
Wprost przeciwnie, z własną żoną ja się zadowalniać chcę. 
To akuratnie ona idzie być moja żona 
- Ta chodząca propaganda, co do płeć, ażeby nie! 
Gdzie się człowiek nie popatrzy i gdzie człowiek obserwuje, Zaraz widzi, że w małżeństwie nie najgorzej musi być.
 Jeden z żoną się rozwodzi, tamten znów konkubinuje
Temu żonka znów umiera, jednym słowem można żyć! 

Ale żeby moja zmora, 
Choć raz jeden była chora, 
Jak nie lekko, no to ciężko, 
Jak nie jutro, no to dziś. 
 Niech ja mam nadzieję, 
Niech zasłabnie, niech zemdleje. 
Ja nie żądam zaraz umrzeć, 
Niech się męczy trochę tyż! 

To akuratnie ona poszła być moja żona, 
Ten wyjątek z kobiet grona, która końskie zdrowie ma. 
Czy to lato, czy to zima, jej choroba się nie ima, 
Nie zakaszle, nie zakichnie, jak to mówią, szafa gra! 
Latająca wątroba, kamienica żółciowa, 
Nawet kiszka niewidoma, to jest dla niej coś faux pas. 
A do tego jest, co gorsza, z roku na rok coraz zdrowsza, 
Więc żeby wyrównać bilans, coraz chorszy jestem ja!

Patrzę więc na mojego szlachetnego męża z jeszcze większym uznaniem. I oby Hemar nigdy nie miał racji.



<><><><><><><>
Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję   -najnowszy  blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj