Translate

czwartek, 25 sierpnia 2022

DYRYGENT

(art by Cyprian Nocoń, 2019)


 „Mówić o muzyce, to jak tańczyć o architekturze” - Frank Zappa

Człowiek to złożona istota natury. 
Czy każdy zna siebie na tyle, że może być zamkniętą księgą ?

Jeśli księga, to winna być otwarta... w jakimś celu chyba ktoś ją napisał... aby służyła. Przecież nie jest tylko dziełem skończonym samego autora, z nim jedynie całość tworzy,  chociażby sławiła jego poziom inteligencji, erudycji, fantazji, wiedzy itp. Jaką miałaby wartość użytkową, jeśli nie sięgałoby się po jej zawartośc z poszczególnych jej kartek. A przecież każdy może ją odkrywać po swojemu. Do niego należy interpretacja. Te czasy , kiedy pytano, co autor miał na myśli, już dawno minęły. Oczywiście należało na lekcjach polskiego trafić w konkretną myśl, jaką profesor miał zapisaną w swoim kajeciku. Twoja interpretacja nie miała prawa odbiegać od tej, którą z kolei przyjął  bez szemrania na studiach.

A co w mojej księdze jest jeszcze do odkrycia, czego bym sama nie wiedziała? Gdzie znajduje sie zakładka, na jakim fragmencie mojego życia? Do czego wracam wspomnieniem?

Dyrygentura... Tak, może wielu znajomych zetknęło się z informacją, że kiedyś dyrygowałam przez rok chórem szkolnym (mam też wykształcenie muzyczne). Było to jednak króciutko i bardzooooo dawno temu.

Na dowód mój archiwalny post: tutaj

Ale...

Chyba w żadną czynność zawodową nie wkładałam tyle emocjii, ile w dyrygenturę. Jeśli ktoś pomyśli, że dyrygowanie to zwyczajne "machanie pałeczką" (czy rękoma) do rytmu, to się myli.


Ostateczny kształt utworu i sposób przedstawienia go słuchaczom zależy od analizy i interpretacji dokonanej przez dyrygenta.

Między dyrygentem a zespołem (instrumentalnym, chórem lub obiema grupami wspólnie ) musi iskrzyć, a dyrygent powinien mieć charyzmę. Przecież w członku orkiestry, chóru czy w soliście może odezwać się wewnętrzny sprzeciw , co do sposobu interpretacji stosowanej przez dyrygenta. Tylko posiadana charyzma potrafi ujarzmić pewne indywidualności i stworzyć harmonię nie tylko muzyczną.

Za umiejętnościami i charyzmą kryją się takie cechy, jak: wybitna muzykalność i znajomość historii muzyki.

Dlaczego wybrałam ten temat?

Od wczoraj nie mogę zapomnieć filmiku imponującej wersji na żywo tanga "Loca" autorstwa Orquesta Tipica Juan D`Arenzo. Znalazłam go na Watch|Facebook.

Kusi mnie, aby ten filmik przypiąć do swojej strony na czas, aż mi się znudzi.

Kocham dyrygenta tej orkiestry. Idę każdym nerwem za jego emocjami i ruchem. Tego nie potrafię opisać. Zresztą motto na samym wstępie samo mówi za siebie. Powtórzę go jeszcze raz:

Jak powiedział Frank Zappa - 

„mówić o muzyce, to jak tańczyć o architekturze"

A oto wspomniane tango milonga z ogromnną emocją dyrygowane.

 

Najlepsze dowcipy o dyrygentach tutaj


poniedziałek, 22 sierpnia 2022

ZAMIANA SIEKIERKI NA KIJEK...

 Nie da się ukryć,  nawet przed rodziną , że tej swojej kontuzji barku nadal nie wyleczyłam. Jestem "lekko niezręczna". I ta "niezręczność", jako słowo, ma rdzeń pochodzący od "ręki", a ja jestem praworęczna i nie mogę  w normalnych czynnościach przestawić się na sprawną lewą. Dlatego to tak długo trwa. Dzisiaj już (dopiero) zastosowałam maść przeciwzapalną, nie bacząc na to, że podnosi ciśnienie, a tego powinnam unikać.

Tok rozmów często toczy się właśnie w temacie zdrowia, a teraz ... masażu.

I tak moja jedna z córek opowiadała mi wczoraj, że jest biednym "opuszczonym klientem" przez świetną masażystkę w pewnym poznańskim salonie urody. Jak to ona mówi, jej masażystka "zaciążyła". Zadbała jednak o ciągłość zabiegów dla swoich klientek, informując je, że zastępować ją będzie Pani Magda. I jak to było w pewnym skeczu znanego kabaretu, należało to rozumieć:  "będzie pani zadowolooooona".



Córka wybrała się  do wspomnianego salonu, gdzie powitał ją "babochłop". Już miała się wycofać, ale przecież to nie o to chodzi... czasem pierwsze wrażenie wcale nie oznacza klęski. Dała zatem  szansę pani Magdzie. Konwersacja raczej jednostronna, powiedziałabym monolog, którego tematem były poprzednie jej klientki . Inteligencja  oraz  umiejętności fizykoterapii, na poziomie, jakby w zakładzie karnym nabyte.



Córka zostala położona na stole bez żadnych "wałeczków" ułatwiających utrzymanie właściwej i bezbolesnej pozycji przez masowanego. Pani Magda, pod koniec masażu zauważyła, że wałeczki nie były użyte, podłożyła je pod klientkę, ale stwierdziła, że to poprzednie  ułożenie bez podpórek jest własciwsze dla pozycji ciała 😠...  

To nie był masaż... To było sadystyczne okładanie łokciem,  tak silne, jakby to była jedna ze sztuk walki wschodniej. Moja pierworodna "poprosiła" o łagodniejsze traktowanie jej ciala, bo widocznie jest bardziej wrażliwa, niż pozostale klientki. Cudem wytrzymała to znęcanie się nad jej ciałem, wymagającym zupełnie innego podejścia, ale nie omieszkała po zejściu z łoża boleści co rychlej sprawdzić, czy wszystko w jej torebce ( dokumenty itp) znajduje się na swoim miejscu. Przez głowę jej przebiegła szatańska myśl, czy te zabiegi nie były odwróceniem uwagi od jakiegoś zamierzonego przestępstwa.

Serce jej się krajało, a krew kipiała, kiedy jeszcze za te cierpienia musiała sowicie zapłacić.

Słuchałam tego z niedowierzaniem... Moja córka nie skorzystała ze swojej  asertywności? Gdybym nie słyszała tego opowiadania z jej własnych ust nie uwierzyłabym.

W domu otrzymała telefon od właścicielki salonu, przypominający, że nie umówiła się na następną wizytę, a jest  właśnie "okienko" o 16 w poniedziałek za dwa tygodnie.  Pani Magda zresztą o to nie pytała, z czego  moja córuś była niezmiernie zadowolona. Właścicielka otrzymała odpowiedź, że jest to sezon urlopowy, plany wyjazdu ma jeszcze nie sprecyzowane... więc ... zgłosi się, kiedy zajdzie potrzeba.

O ... nie, dopóki nie wróci poprzednia masażystka, może to będzie nawet po dłuuuuugim urlopie wychowawczym, ... córka tam nie powróci. 

Co jednak zrobiła? 

Uprzedziła swoją koleżankę, której polecała masaż u poprzedniej masażystki. Cofnęła rekomendację salonu, ze względu na panią Magdę. Koleżanka jest po jakimś zabiegu operacyjnym, więc na szczęście nie planowała w najbliższym czasie żadnych masaży, ale była wdzięczna za ostrzeżenie.

I tu  córkę opanowały wątpliwości, czy raczej nie należało właścicielkę zapytać, czy sprawdziła na swoim "ciele" umiejętności pani Magdy, chociaż przez 10 minut. Najwidoczniej nie jest świadoma, co za specjalistkę zatrudnia. Trudno, to jej ryzyko zawodowe. Może opinia o umiejętnościach nowej masażystki uchroniłaby następne klientki, które mogą nie być tak cierpliwe.  Prawdopodobnie właścicielka salonu nawet nie zdaje sobie sprawy, że "zamieniła siekierkę na kijek".

Takie ugniatanie, uderzanie łokciem w miejsca, gdzie popadnie nawet jest gorsze, niż masaż wykonywany przez moją Toffi, która wpada na leżącego na podłodze mojego męża, pod okładami borowiny połczyńskiej, przykrytego pledami, aby utrzymać ciepło przez 15 minut. A po wykonaniu masażu Toffi natrętnie prosi drapiąc gdzie popadnie, a szczególnie łapiąc za ręce, prosząc o zapłatę, czyli mizianie po brzuszku. Zrobiła przecież wszystko, nawet nadprogramowo kosmetykę uszu. Wylizała wszystko...










A może z Toffi otworzymy taki salon 😀 ? - zapytała córka, kiedy jej pokazałam te zdjęcia i filmik.

Toffi też jest częstą klientką Salonu Pielęgnacji Zwierząt  "CZYSTA ŁAPKA", więc wie w czym rzecz.



Po wyjściu jest tak miluteńka i pachnąca, że nie można sie od niej oderwać.







piątek, 19 sierpnia 2022

PRZYTULIŁAM SIĘ DO LIPY


Czy od razu czułam potrzebę terapii?

Zdaje się, że jednak ona (lipa) mnie "przyciągała" . Ostatnio byłam mało kreatywna, a drzewo to, podobno ma , między innymi, takie właściwości, że tę cechę pobudza. 
Co jeszcze poza kreatywnością?

LIPA
To drzewo ochronne,
Kwiaty lipy stosowane są w przyprzeziębieniach.

Skąd o tym wiem?

Ze strony sylwoterapii.pl

"Drzewa mają leczniczą moc, dlatego warto się do nich przytulać, przebywać w ich pobliżu i pić napary z ich liści.




Sylwoterapia (drzewoterapia)

Zwolennicy sylwoterapii (inaczej drzewoterapii) wierzą, że drzewa mają uzdrawiającą moc. Choć niektórym może to wydawać się nową modą wywodzącą się od współczesnych ekologów, to tak naprawdę jest to jedna z najstarszych metod alternatywnej medycyny. Już lata temu nasi przodkowie okładali się gałązkami drzew i przebywali w pomieszczeniach zbudowanych z sosnowych, albo dębowych desek, wierząc, że w ten sposób pozbędą się dolegliwości.

Sylwoterapia - jak to robić?

Aby skorzystać z zalet drzewoterapii nie wystarczy pójść na spacer do lasu. Trzeba dotykać drzewa odkrytymi częściami ciała: czołem, dłońmi, stopami. Nie chodzi o to, by podejść do pierwszego lepszego drzewa, trzeba je wybrać z rozwagą, bo każdy gatunek inaczej oddziałuje na nasz organizm.



DĄB
Wzmacnia ciało i psychikę,
Polecany rekonwalescentom, przyspiesza powrót do zdrowia,
Redukuje stres

JODŁA
Nazywane drzewem zazdrośników, pozwala im ostudzić emocje,
Pomaga radzić sobie z trudnymi emocjami

TOPOLA
Pomaga znaleźć nowe ścieżki w życiu,
Pomaga przy zawodach miłosnych

WIERZBA
Działa rozkurczowo, przeciwbólowo, uspokajająco

AKACJA
Dodaje energii

BUK
Pomaga przezwyciężyć nieśmiałość i własną słabość,
Inspiruje
Wspomaga koncentrację

BRZOZA
Uspokaja emocje,
Pomaga wsłuchać się w głos intuicji
"

A co się dzieje z drzewem, jeśli, np, taka brzoza nie spełnia Twoich oczekiwań?

Leopold Staff

ZABITE DRZEWO

Z ciemnych mojego lasu drzew jedno najcichsze
Ukochałem, najbardziej smutne i najwiotsze:
Brzozę, co nie szumiała w najszaleńszym wichrze,
Zawsze niema, choć wiatru wiew się o nią otrze.

Wszystkich innych drzew znałem najlżejsze poszumy,
Tylko to jedno tajni swej mi nie otwarło...
Próżno je ma tęsknota wśród bladej zadumy
Oplata, by w nim duszę ożywić zamarłą.

Nie wiał wicher, któremu obudzić je dano...
I gniew wstał we mnie... Dłońmi chwyciłem włos brzozy
I targnąłem, by wydrzeć choć skargę, jęk grozy...

Milczała... Mocą dziką, szaleństwem wezbraną,
Połamałem ją... - Leży zabita mą dłonią...
Nie wyszumiała tajni swej... A wichry gonią...

Tadeusz Różewicz o drzewie w czasie wojennej zawieruchy , tak pisał:


Tadeusz Różewicz

Drzewo

Byli szczęśliwi
dawniejsi poeci
Świat był jak drzewo
a oni jak dzieci

Cóż ci powieszę
na gałęzi drzewa
na które spadła
żelazna ulewa

Byli szczęśliwi
dawniejsi poeci
dokoła drzewa
tańczyli jak dzieci

Cóż ci powieszę
na gałęzi drzewa
które spłonęło
które nie zaśpiewa

Byli szczęśliwi
dawniejsi poeci
pod liściem dębu
śpiewali jak dzieci

A nasze drzewo
w nocy zaskrzypiało
I zwisło na nim
pogardzone ciało

Drzewo - Celińska

link


Drzewo

Stanislawa Celińska

Gdy widzę jak łączysz ziemię i niebo
Pragnę być trochę podobna do Ciebie
Stąpać pewnie choć z głową w chmurach
Ziemi dotykać i patrzeć z góry

Daj mi potężną siłę korzeni
Pragnę ją czerpać jak Ty z głębi ziemi
Pozwól bym dalej żyła spokojnie
Gdzie urodziłam się
Nie daj zapomnieć

Przytul mnie drzewo daj siłę przetrwania
Bo życie trudne a przyszłość nieznana
Prostuj ścieżki po których błądzę
Bądź drogowskazem bym żyła mądrze

Daj mi potężną siłę korzeni
Pragnę ją czerpać jak Ty z głębi ziemi
Pozwól bym dalej żyła spokojnie
Gdzie urodziłam się
Nie daj zapomnieć

Nie szukam więcej siódmego nieba
I nie odchodzę od mojego drzewa
Gdy połączę z nim swe ramiona
To nikt i nic nas nie pokona

Daj mi potężną siłę korzeni
Pragnę ją czerpać jak Ty z głębi ziemi
Pozwól bym dalej żyła spokojnie
Gdzie urodziłam się
Nie daj zapomnieć

niedziela, 14 sierpnia 2022

NIECIERPLIWOŚĆ

 Coś mnie podkusiło, aby w najgorętszym okresie lata, który daje się we znaki nie tylko ludziom, zwierzętom, ale także roślinom... zakupić internetowo sadzonki krzewów.

I wcale mnie to nie usprawiedliwia, że  traktuję te rośliny, jak rajskie kwiecie. Dlaczego rajskie? Bo w naturalnych ich warunkach, czyli w tropikach ucztują w kielichach tych kwiatów rajskie ptaki - kolibry. 


No i mamy tu... szatańskie podszepty, które skusiły mnie do kupna hibiskusów, nadzieję, na niebiańskie widoki, kiedy rozkwitną (nie tak szybko, chociaż jedna sadzonka już ma 2 pąki)... no i 😀czyściec. Chodzę obok nich za karę swej niecierpliwości  i z nadal z tą cechą, której wyzbyć się nie mogę, obserwuję, czy nie za dużo im promieni słonecznych. Krzewy te   uwielbiają pełne słońce, ale w tej chwili, to są młodziutkie roślinki, otulam je zatem od słonecznej strony papierem. Zrobiłam wokół nich ogrodzenie, aby Toffi ( suczka) i mały wnuczek Michał nie skrócili  im żywota.

 Gdybym była mniej niecierpliwa i odwiedziła centrum ogrodnicze w mojej miejscowości, to... kupiłabym 2 x większe sadzonki z kwiatem i zapłaciłabym  niewiele więcej .

Kwiaty takie pierwszy raz , jako nasiona krzewów otrzymała moja mama kilkadziesiąt lat temu, nadesłane listownie  z Florydy od swojej siostry . Import nasion był zakazany. W Polsce znana była już ta roślina w postaci róży chińskiej z błyszczącymi liśćmi o "odstraszającej reputacji". Ale o tej reputacji niepochlebnej póżniej.

Po wykiełkowaniu tych roślinek i uzyskaniu liści chodziłam po ogrodach, poszukując podobnych, bo nie mogłam doczekać się, jak będą te kwiaty wyglądać. Ciocia nazywała je trochę inaczej, niż określała botanika. W końcu wyrosły, zakwitły, zachwyciły znajomych, tworząc od ulicy żywopłot z różowych hibiscusów.

Taki wieloletni krzew kwitnie 
u mnie teraz w ogrodzie
-Hibiscus Maike -

 Kwiaty przechodziły przez siatkę ogrodzenia, kusząc do ich zrywania, a także nasion. Tak rozpowszechniły się w okolicy.

Po długim czasie, w 2000 roku, odwiedziłam Florydę i tam dopiero rozwarły mi się oczy na widok różnobarwnych krzewów hibiscusa. Tworzyły żywopłoty wzdłuż S.Atlantic Ave, ale nie tylko tam. Równie dobrze radzą sobie np. w południowej Europie, jako żywopłoty, np. na Gibraltarze, ale teraz nic nie stoi na przeszkodzie , aby tworzyły szpalery żywopłotowe i w podpoznańskich miejscowościach. Sąsiadka ma taki zamiar żywopłot stworzyć. Ja już mam otoczenie domu zagospodarowane, więc zostały  wsadzone punktowo wokół domu.

Mam zatem nowe sadzonki   niebiesko-fioletowych i wymarzonych od dawna czerwonych i pomarańczowych krzewików.

 



a także hibiskusa-ketmięsyryjską -Duc-de-Brabanta


Jeszcze "poluję" na żółtego hibiscusa


 A teraz o tym hibiscusie trochę informacji.

Obiecałam wyjaśnić , czy ta zła opinia o hibiscusie jest uzasadniona.

Czy hibiskus przynosi pecha?

W latach 60. ubiegłego wieku niesłusznie przyklejono hibiskusowi etykietkę rośliny przynoszącej pecha, trującej, a nawet rakotwórczej. Oczywiście nie potwierdziły tego żadne badania naukowe. Historia, a właściwie już legenda, mówi tak: 
W holu pewnego szpitala stał obficie kwitnący okaz hibiskusa. Wiele osób, zachwyconych jego urodą, ścinało gałązki na sadzonki, przez co roślina została niemal całkowicie ogołocona. Żeby ją ochronić, ustawiono przy niej tabliczkę: 
"Roślina szkodliwa dla zdrowia!". 
Hibiskus został uratowany, ale zła opinia rozpowszechniła się bardzo szybko.

Kwiat z ciepłych krajów

Roślina słynie z pięknych, okazałych kwiatów, choć jej ozdobą są też zielone liście. Wyglądem przypomina spokrewnione z nią malwy. Pochodzi z cieplejszych rejonów świata. W Azji, w formach naturalnych można spotkać formy drzewiaste ( na obrazach Gauguina można spostrzec takie drzewo),  w Polsce to zazwyczaj krzew. Hibiskusy kwitną często od wiosny do jesieni.

Ogrodowa piękność

Hibiskus nazywa się też kwiatem pantofelkiem, kwiatem jednego dnia oraz malwą różaną. Ta efektowna roślina wabi pszczoły, motyle i kolibry. Lubi miejsca ciepłe i zaciszne oraz żyzną glebę. Nie toleruje suszy.

Kwiaty przypominające malwy są kolorowe i efektowne, jednak bardzo nietrwałe. Cieszą oko zaledwie kilkanaście godzin (maksymalnie 2-3 dni), po czym więdną i opadają. Na szczęście na ich miejscu dość szybko pojawiają się nowe.

W ogrodzie, na rabacie, hibiskus pięknie komponuje się z hortensjami, budleją, floksami, astrami.

Herbata i kosmetyk

Pojawia się w indyjskiej sztuce, a na Hawajach jest tradycyjnie ofiarowywany gościom. W Afryce (a także m.in. na Karaibach oraz w Tajlandii) robi się z niego specjalną herbatę. To też kwiat narodowy Korei Południowej i Malezji.

Ketmia słynie również z leczniczych właściwości. Napar z hibiskusa wpływa na trawienie i wspomaga oczyszczanie organizmu z toksyn. Działa moczopędnie, przeczyszczająco, wspiera układ odpornościowy. Roślina znajduje również zastosowanie w kosmetyce.

Magiczna roślina

Róża chińska pojawia się w kilku legendach. Dawniej wykorzystywano ją także w magii miłosnej. W mowie kwiatów oznacza delikatne piękno, szacunek, łagodność, miłość, odwagę i bogactwo. Hibiskus od wieków jest też natchnieniem artystów, pojawia się w wierszach oraz na obrazach. Na swoich płótnach często umieszczał go np. malarz Paul Gauguin.





Drzewo Hibiskusa by Paul Gauguin

Hibiscusy znalazły się również w dziełach innych artystów.

Kamila Matkowska- Koliber i hibiskus

Autor nieznany



art by Jeanette Vertentes

art by  Ron Zeman

art by Dunn-Harr


Hibiscus -Minakutchi Hiromu 
-Hibiscus (Japonia

Parę lat temu posadziłam małą bylinę przy samym garażu. Nie sądziłam, że to będzie jakaś  okazała roślina. 
A tu niespodzianka!
 To hibiscus bagienny. 
Dość późno "wychodzi" z ziemi, bo dopiero w maju, ale za to ma bardzo szybki przyrost, a kwiaty osiągają rozmiary talerza obiadowego. Dla porównania ustawiłam na fotografii Kubę, który miał wówczas 5 lat.







A co jeszcze piszą o hibiscusie?

Roślina ma wiele nazw, jedną z nich jest róża chińska. Należy do rodziny Malvaceae. Historia chińskiej róży ( pospolita nazwa - "kwiat śmierci")  wskazuje, że miejscem jego narodzin jest Azja, a dokładniej Chiny Południowe.

Hibiskus znany jest od czasów starożytnych, jest wzmianka, że ​​starożytni Grecy nazywali go różą. Istnieje 300 gatunków odmian tego kwiata Róża chińska - to nie tylko roślina domowa, rośnie tez w warunkach naturalnych, a może osiągnąć 3 metry wysokości.


W Europie można go było spotkać w ogrodach botanicznychjuż na początku XVIII wieku, skąd przywieziono go z Wysp Hawajskich. Do Stanów Zjednoczonych przybył znacznie później – pod koniec XX wieku.
Hibiskusowy kwiat śmierci, złe wróżby z Europy

Wiele złych znaków związanych z hibiskusem pochodziło z Europy.

Wierzono, że przy okazji wzrostu chińskiej róży można określić samopoczucie, życie rodzinne ... Z jakiegoś powodu znaki są tylko negatywne:
- jeśli roślina jest chora, zaczęła więdnąć, warto poczekać na chorobę i jednego z członków rodziny;
- przedwczesne kwitnienie (wczesne pojawienie się kwiatow na roślinie) wskazuje, że w niedalekiej przyszłości jeden z członków rodziny umrze;

Obecność kwiatu w domu prowadzi do kłótni między żoną a mężem, a konsekwencją jego pojawienia się w domu może być poważna niezgoda w rodzinie. Wierzono, że czarownicy i magowie używali roślin w swoich rytuałach celibatu.

Za niepowodzenia w życiu osobistym panny winiły  chińską różę : wierzono, że roślina odepchnęła wszystkich kawalerów od ich domu, aby dziewczyna pozostala samotna. Dlatego inną nazwą rośliny jest muzhigon.

Hibiskusowy kwiat śmierci, dlaczego tak się nazywa? - odpowiedź na to pytanie można znaleźć w starożytnej filozofii indyjskiej. Jest uważany za kwiat bogini Kali - jest jej prezentowany podczas wizyty w świątyni. Kali jest boginią zniszczenia i śmierci. Ale nie powinniśmy zapominać, że stosunek do śmierci w Indiach jest zasadniczo inny niż w Europie. Śmierć nie jest postrzegana jako koniec życia, ale jako początek czegoś nowego. Dlatego Kali jest jedną z najbardziej czczonych bogiń, a hibiskus jest jedną z najbardziej ukochanych roślin.


Oczywiście nie ma naukowego uzasadnienia dla wszystkich negatywnych znaków związanych z kwiatem. Okres kwitnienia rośliny wynosi średnio około sześciu miesięcy, a sama roślina jest szeroko rozpowszechniona. Dlatego mogło się zdarzyć, że podczas kwitnienia w rodzinie był smutek lub małżonkowie pokłócili się. Jednak nie buduj zależności, to tylko zbieg okoliczności.

Nauka nie odpowie na pytanie, dlaczego nie powinno się trzymać chińskiej róży w domu. Istnieje jednak naukowy związek między tym, że kwiat wysycha, więdnie i pogarsza się zdrowie człowieka. Roślina jest wrażliwa na atmosferę: jeśli dom jest zbyt wilgotny, pojawia się pleśń (nawet niewidoczna dla oka) lub przeciwnie, powietrze jest zbyt suche, zanieczyszczone emisją z pobliskiego przedsiębiorstwa lub przesycone radioaktywnością pierwiastków, wówczas pochłania mikrocząsteczki z powietrza i reaguje na złe powietrze szybciej niż człowiek.


Oprócz sprawdzenia atmosfery w pomieszczeniu zaleca się również pozbycie się kwiatka. Takie pogorszenie jej stanu wskazuje, że stężonie w roślinie występuje nadmierne stężenie szkodliwych substancji, a sama roślina stała się źródłem zagrożenia. Być może to jest powód nazwy hibiskus - „kwiat śmierci”.

Jeśli zwrócimy się do magii, to aby pozbyć się rośliny, zaleca się ją spalić i zakopać popiół, czytając specjalny spisek. Ludzie o bardziej pragmatycznym sposobie myślenia mogą obejść się bez spisku, ale spalenie suszonej rośliny - to dobra opcja... Należy zauważyć, że kilka opadłych liści w ogóle nie wskazuje na niebezpieczeństwo. 

Dobre wróżby związane z kwiatem


Nie powinieneś koncentrować się na złych, ponieważ istnieją dobre wróżby. Jeśli zwrócisz się do chińskiego nauczania  feng shui, chińska róża, w przeciwieństwie do interpretacji europejskiej, niesie tylko pozytywne zmiany. Zachowuje i pomnaża uczucia, wzmacnia małżeństwo, rozpala namiętność między małżonkami. Jeśli chodzi o kolor, roślina o czerwonych i różowych kwiatach nadaje się do sypialni męża i żony.


Hibiskus pomoże poprawić zdrowie człowieka, odnowić, wzmocnić energię. Przypuszczalnie korzystnie wpływa na energię qi, co jest bezpośrednio związane ze stanem zdrowia człowieka. Uprawa chińskiej róży jest zalecana dla osób, które mają problemy z komunikacją i tych, którzy nie są zbyt pewni siebie.

Jest bardzo powszechną rośliną domową ... Ma też inną nazwę - hibiskus. Na wolności krzew róży ma duże rozmiary i może osiągnąć 3 metry wysokości. A dla warunków domowych specjalnie stworzono nisko rosnącą odmianę kwiatów. Znaki chińskiej róży w domu pojawiły się już w starożytności, ale udało im się z powodzeniem dotrzeć do naszych czasów i nie straciły na popularności. W dalszej części artykułu zajmiemy się pozytywną i negatywną interpretacją tych znaków.

Dobry znak omen

Róża chińska charakteryzuje się bezpretensjonalną zawartością. To właśnie te cechy sprawiają, że idealna opcja dla instytucji publicznych i w domu. Ale poza estetyczną stroną problemu, chińska róża jest także nośnikiem pewnych informacji. I jest w stanie zarówno udzielić pomocy w określonych sytuacjach, jak i wyrządzić szkodę ludzkiemu życiu i zdrowiu. A w jakim kierunku przechylają się łuski – będzie to zależało wyłącznie od konkretnej sytuacji.

Wokół chińskiej róży zawsze było wiele pozytywnych znaków, można zauważyć następujące:
Kwiat jest w stanie naładować otaczającą przestrzeń energią ruchu.... 
Hibiskus odpowiada znakowi zodiaku Lwa i odnosi się do niego z powodu miłości do jasności (promienii słonecznych) i urokowi kwiatów. 
Mimo żeńskiej nazwy, chińska róża ma dość silny charakter męski ... Według astrologii - to ogień działa, jak męska zasada, wyraża dużą aktywność .
Kwiat niczym gąbka zbiera destrukcyjną energię lenistwa i zaczyna ją przekształcać w energię kreatywności. 
Zaleca się posiadanie tej rośliny w domu dla osób cierpiących na patologie serca lub niskie ciśnienie krwi. 
Również chińska róża jest wskazana osobom pasywnym, ponieważ zapewni aktywne odżywianie i witalność.
Energia chińskiej róży kręci się spiralą – od dołu wznosi się ku górze... Od obszaru po końcówki i liście. Zgodnie z powszechnym przekonaniem uważa się, że przy pomocy tej rośliny można przywrócić ugaszony ogień miłości między malżonkami  mieszkać razem przez długi czas (chociaż istnieje odwrotna interpretacja).

Negatywne interpretacje

Ale oprócz dobrych, istnieje również szereg negatywnych interpretacji tego przekonania:

Podsumujmy

Oczywiście wszystko opisane powyżej jest z natury tylko przesądem. W domu jest wiele osób, u których rośnie hibiskus, ale są one całkowicie szczęśliwe i nie mają żadnych problemów. Ale nie zapominaj też, że znaki i wierzenia nie pojawiają się znikąd i zawsze jest w nich ziarno prawdy.

Musisz sam zdecydować, czy wierzyć w te znaki, czy nie. Każdy konkretny przypadek jest całkowicie indywidualny i dla wszystkich ludzi decydującą rolę odgrywa ich nastrój, energia i emocje. Sami jesteśmy twórcami własnego losu.


W znaki i przesądy nie  nie należy wierzyć fanatycznie.  Nie pojawiły się z niczego - nasi przodkowie przez wieki zbierali i analizowali zachodzące wydarzenia, budowali pewne analogie i powiązania, dlaczego to czy tamto wydarzyło się. A teraz mamy doskonałą okazję do wykorzystania ich pracy dla dobra nas samych i otaczającego nas świata.

Najważniejsze, żeby nie zwracać uwagi na negatywne interpretacje, bo to myśli tworzą naszą rzeczywistość. Pamiętaj o tym i niech nic Cię nie powstrzyma od czerpania radości z życia w pełni.

Wiersz o hibiscusie ze strony: Poeto.pl 
autor:Ivonna

hibiskus ...

pięknym kwiatem
rozkwitnę
co swe płatki
do ciebie wciąż chyli
tylko zadbaj o mnie
kochany
chcę miłością ciągle
się żywić
ranną rosę pocałunkami
zmywaj ze mnie
z czułością i troską
popołudniowe słońce
mi szkodzi
ramionami swoimi mnie osłoń
nocą chłodną dłońmi
mnie otul
bym poczuła ich ciepło
szacunek
gdy dla ciebie rozkwitnę
różowo
ciesz swe oczy tak długo
jak umiesz ...

... hibiskusem jestem .......


 Na koniec zamieszczam informację na temat hibiscusa udzieloną przez lekarza dietetyka


P.S.
Ale ze mnie gapa! Brak spostrzegawczości! 
Dzisiaj jedna z moich córek od samego rana ubrana jest w suknię niebieską w amarantowe hibiscusy. I ja nie rozpoznalam tych kwiatów dzisiaj w tej tkaninie!? 
Dopiero, po opublikowaniu tego posta, kiedy poprosiła mnie o zrobienie jej kilka fotek z synkiem, zauważyłam, co to za przypadek...







Poszłam za ciosem i sprawdziłam, czy muszę stosować dietę i pić herbatkę z ... hibiscusa, aby poprawić sobie zdrowie i ...figurę. W tym celu poprosiłam córkę o wypożyczenie mi sukienki w hibiskusy, aby sprawdzić, czy nie jestem za "gruba".  
Tym razem fotografem był mój mąż. Tłem - mój krzew hibiscusa.



No i co? Wbiłam się, ale tylko dlatego, że.... tkanina w sukni uciągliwa 😀

Przypadki chodzą po ludziach....
Otrzymałam dzisiaj prezent od goszczącej u mnie kuzynki, Ani. Jest to sukienka w... hibiscusy 😀





czwartek, 11 sierpnia 2022

MUSZĘ MÓWIĆ PRAWDĘ

(Johann Strauss
by André van der KAAIJ)


Nauczono mnie posługiwać się prawdą.

Wiadomo, czasem wychodzi się na tym, jak Zabłocki na mydle, ale zawsze przynajmniej sumienie pod tym względem czyste i lustro ma mniej do wyrzucenia.

KŁAMCZUCHA - ALIBABKI, BOGUSŁAW MEC


LINK: https://www.youtube.com/watch?v=tygrOewMlV0&t=3s


Nie będę zatem oszukiwać, że to, co niżej przeczytasz jest moim wytworem inteligencji. Znalazłam stronę, która już jest nieczynna, ale pozostawiona dla czytelników limeryków i felietonów. I oto jeden z takich felietonów Jacka Bukowskiego z nieczynnej już jego strony "ANTYKI BUKOWSKI".

Przed rozpoczęciem lektury felietonów Jacek Bukowski zachęca, aby przeczytać ten wstęp:

" W latach 90 - tych w "Dzienniku Szczecińskim", a w latach 2000 - 2002 w szczecińskiej mutacji "Gazety Wyborczej", pisywalem cotygodniowe felietony  pod wspólnym tytułem "Między galerią a antykwariatem". Chociaż minęło już  tyle lat - nadal bywają w moim antykwariacie klienci, którzy przypominają mi tamtą "twórczość", twierdzą, że byli wiernymi czytelnikami i pytają o... ciąg dalszy. Bardzo to dla mnie miłe, więc - zanim napiszę nowy cykl - postanowiłem przypomnieć nieco tych starych felietonów. Trafiają się w nich (co po tylu latach jest oczywiste) pewne nieaktualności, ale postanowiłem ich nie usuwać. To przecież "znak czasu".
Między nimi pojawiają się felietony tu i ówdzie nowe, a począwszy od felietonu nr. 100 - już tylko nowe, dotąd nie publikowane. 

ŻYCZĘ MIŁEJ LEKTURY

MUSZĘ MÓWIĆ PRAWDĘ

Największym idolem estrad muzycznych II połowy XIX wieku był z całą pewnością uwielbiany przez publiczność Johann Strauss (syn), którego sława była tak wielka, że dziś Lady Gaga, Shakira i Madonna razem wzięte, nie mogą się z nim równać. Czy któraś z nich wystąpiła kiedyś „na żywo” przed audytorium składającym się z… 500 000 słuchaczy? A Strauss wystąpił. Czy którejś z nich towarzyszył kiedyś aparat wykonawczy składający się z… 20 000 osób? A Strauss poprowadził koncert z tak dużym chórem i orkiestrą. Był takim bożyszczem dla wielbicielek (wtedy nie istniało słowo "fanki"), że kiedyś panie wyprzęgły konie z karety mistrza i same zaciągnęły po koncercie pojazd z muzykiem do jego domu!

I otóż to bożyszcze tamtych lat stanęło kiedyś przed sądem w Wiedniu, gdzie kłócili się dwaj impresariowie. Zeznając jako świadek, musiał Maestro podać sądowi swe personalia - takie są  obyczaje wszystkich sądów świata. Na pytanie o zawód, Strauss wypalił:

„ - Kompozytor najlepszych walców na świecie!”

Po sprawie jeden z przyjaciół podszedł do muzyka i powiedział:

„ - Widzisz Jasiu, wszyscy Cię kochają, wszyscy wiedzą, że jesteś najlepszy, ale gdy to sam o sobie powiedziałeś, to jakoś źle zabrzmiało.”

 A Strauss poklepał przyjaciela po ramieniu i wyjaśnił:

„ - Cóż chcesz przyjacielu? Zeznawałem w sądzie, pod  przysięgą, musiałem mówić prawdę!”

 

Ja żadnej przysięgi nie składałem, a jednak - mimo, że nieraz jest mi z tym niewygodnie -

 

 

MUSZĘ MÓWIĆ PRAWDĘ

 

 

         Co mam powiedzieć bardzo leciwej pani, która nieśmiało wchodzi do antykwariatu, dłuższy czas dokonuje oględzin całości (a antykwariusza w szczególności) badając pilnie, czy miejsce jest godne zaufania, wreszcie, gdy te oględziny widocznie wypadają nieźle, wyjmuje z torebki pieczołowicie opatulone zawiniątko, długo je rozwija, a w końcu kładzie na ladę zegarek, równolegle czyniąc wyznanie, że lata całe ten zegarek po ojcu czekał w szufladzie na tzw. „czarną godzinę”? No, co mam powiedzieć, jeżeli Pani nie przyznaje się, że ta czarna godzina właśnie nadeszła, duma jej na to nie pozwala, ale rozumie się samo przez się, że skoro zegarek leży na ladzie, a nie w szufladzie, to…

 Oglądam czasomierz. Omega naręczna z wczesnych lat 50-ych. Koperta złota, ale ilość tego kruszcu tak znikoma, że Pani za otrzymane w skupie pieniądze opłaci zapewne jednomiesięczne świadczenia. Dlaczego w skupie? Bo zegarek kiepski, w kiepskim stanie, firma niechodliwa, całość absolutnie w antykwariacie niesprzedażna, tylko skup da jakieś pieniądze za te parę gramów złota.

I ja tę prawdę muszę właścicielce powiedzieć, muszę rozwiać jej nadzieję na ratunek. Nawet, gdybym chciał ją pocieszyć, to nie umiem jej pokazać wyjścia z tunelu beznadziei. Okropność…

 

Co mam powiedzieć panu ponad 60-letniemu, który zaprosił mnie do domu na Niebuszewie, by sprzedać mebel, a w tym domu pokazał szafę tak beznadziejną, jak ogrom nieszczęścia wokół? Panu właśnie zmarła żona, jedyna osoba pracująca w rodzinie. Po służbowym mieszkaniu, które (tak Pan sądził) zabiorą mu niebawem, kręcił się chyba 35-letni mocno upośledzony syn, a pan między zachwalaniem szafy a uspokajaniem nadpobudliwego syna przyznał się, że nawet nie umie zupy synowi ugotować… No, co ja mam do cholery mu powiedzieć? Prawdę? Że w całym mieszkaniu nie widzę żadnego obiektu, który mógłbym od niego kupić? Że mu współczuję, ale ustrój jest tak krwiożerczy, że gdy zacznę pomagać wszystkim napotkanym ludziom znajdującym się w podobnej sytuacji, to niebawem do nich dołączę?

 

Co ja mam powiedzieć wszystkim - a są ich setki - klientom, którzy fatygują się do antykwariatu z naszymi polskimi monetami 200 -złotowymi wypuszczonymi kiedyś (w 1974 r.) przez komunistyczne władze? Zapewniano wtedy,  że to monety srebrne, że zawsze będą "trzymały" cenę, będą kiedyś poszukiwanymi numizmatami, warto je potrzymać w szufladach przez lata, bo będą drożeć. Mało tego - w ogóle nie dopuszczono wtedy do swobodnego podjęcia jakiejś decyzji przez obywateli, czy chcą "to" kupić, nie, zmuszono wszystkich zatrudnionych na etatach, by przyjęli te monety jako obowiązkową część miesięcznej pensji. A srebra w nich tyle, co kot napłakał, a nakład taki, że nigdy te knoty nie będą miały jakiejś sensownej ceny, a dając je przy wypłatach  - dawano oczywiście bez "koszulek" lub pudełeczek i te monety natychmiast traciły na wartości, bo stawały się monetami obiegowymi, używanymi a nie kolekcjonerskimi. Kosztują w tej chwili... parę złotych. W katalogu, bo na wolnym rynku ceny nie mają żadnej...

 

Co mam powiedzieć klientowi, który mailuje do mnie z Niemiec i wyraża chęć natychmiastowego kupna drogiego obiektu porcelany z Meissen, obiektu za parę tysięcy złotych, obiektu, o którym ja wiem, że miał maleńki (ba, minimalny!) odprysk na obrzeżu, bardzo fachowo, ale jednak naprawiony, obiektu, który stoi w antykwariacie już 4 lata, bo na naszym słabym rynku jest zbyt drogi? Niemiec znalazł ten obiekt na mojej stronie internetowej, tekstu polskiego, gdzie jest mowa o tej naprawie nie zrozumiał, nie przetłumaczył, pisze, że właśnie tego szukał, zaraz zapłaci i czeka na paczkę. I co mam zrobić? Ukryć wadę? Nie ujawniać jej? Wiem, że uświadamiając mu naprawę, zepsuję transakcję, rasowi kolekcjonerzy porcelany obiektów naprawianych nie kupują. Ale ukryć stan faktyczny to to samo, co kłamać, oszukiwać, to niegodne uczciwej antykwarycznej firmy. Więc objaśniam zapaleńcowi po niemiecku prawdziwy stan obiektu i - oczywiście - tracę klienta.

Powiedzcie Drodzy Czytelnicy - dlaczego prawda jest taka niewygodna?

 

Dlaczego ja muszę być budzikiem budzącym ludzi z błogiego snu?

 

Jacek Bukowski 


Może o tym wazonie pisał Pan Bukowski, bo taki na Jego stronie znalazlam opis pięknego kobaltowego wazonu:

"MEISSEN - WAZON KOBALTOWY NA STOPIE Z DEKORACJĄ KWIETNĄ - 1934/1945 r. PIĘKNY !


Wazon kobaltowy na stopie sygnowany znakiem Staatliche Porzellan Manufaktur Meissen używanym w latach 1934 - 1945. Dodatkowe znaczki dekoratora i wyciski numeru wzoru.
Porcelana biała, gruba, kryta kobaltem, typowy Meissen kształt przedłużonego korpusu na rozszerzonym dole. Na korpusie jeden medalion biały z malunkiem kwietnym (oczywiście malowane ręcznie). Złocenia na stopie, wokół medalionu i brzegu wylewki.
Wys. 24 cm, szerokość wylewki - 14 cm.

STAN WYŚMIENITY z małym wyjątkiem: na stopie profesjonalna naprawa (łącznie ze złoceniem) maleńkiego odprysku. Całkowicie niewidoczna. Uwzględniono to w cenie (30% rabatu)!