Czasem człowiek patrzy na parkiet i myśli… no nie może być.
A potem się okazuje, że jednak może.
Oto mała, złośliwa oda do panów, którzy też potrafią być zazdrośni – szczególnie gdy jest o co.
Panowie też są zazdrośni – i jeszcze jest o co...
że jakiś celebryta hołubce lepiej wybija?
A niech tam zwichnie kostkę, niech się z bólu zwija,
warto się też pomodlić, by choć raz się pośliznął
i na tej śliskiej posadzce porządnie się gwizdnął.
I do podziału zostaną wtedy tancerki-celebrytki,
bo przez tego jednego nie było chętnej kobitki.
Wszystkie w niego zapatrzone – lew to salonowy,
podrywać gwiazdy przez taniec jest zawsze gotowy.
No i wymodlił…
Tancerz
Andrzej Waligórski
A gdy na eleganckim balu
swe talenty rozpościera,
lew salonowy, jak z żurnalu
wyrżnięty, albo prosto z kuriera
– gdy cały w skrętach i lansadach,
pełen finezji i uroku,
z partnerką swą na parkiet wpada,
wzrok mając wbity w głąb jej wzroku,
i prawie niesie ją, skubaniec,
arcymistrzowską błyszcząc rangą,
tańcząc bezbłędnie każdy taniec
(a ja wyłącznie nudne tango),
gdy tak – powiadam – na nią władczo
spogląda, jak na befsztyk smakosz,
i wszyscy nań z podziwem patrzą,
i każda chciałaby z nim takoż,
a on wie o tym i z zachwytem
ów splendor pełną gębą chłepcze,
i do partnerki uszka przy tym
uwodzicielskie słówka szepcze…
A jego rachityczne nogi
potrafią tańczyć jednocześnie,
aż drzazgi sypią się z podłogi
(o czym ja nawet marzyć nie śmiem).
U góry – dyrdymały sadzi,
u dołu – wolty i wiraże,
i nigdy o nic nie zawadzi,
jakby piekielnym był kuglarzem.
I kiedy nagle się poślizgnie,
przez chwilę równowagę łapie,
a potem w parkiet jak nie gwiźnie –
aż mu coś głośno chrząstnie w japie!
Z nosa mu się puści jucha,
z lwa salonowego – glizda się robi,
i gdy na sali zapada cisza głucha,
pełna obrzydzenia i grozy,
to chociaż jestem ateuszem,
światopogląd nagle tracę
i wierzę, że hen, nad ratuszem
tkwi w chmurkach zacny, siwy Facet…
<><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy. tutaj

