Translate

poniedziałek, 16 listopada 2020

A JAK SIĘ TERAZ CZUJESZ?

 Jeśli nie masz poczucia humoru, to czarno widzę ocenę tego wpisu. 

Bywa czasem tak, że człowiek sam wejść musi w cudze buty, aby daną sytuację widzieć zupełnie w innym świetle. 

Pójdę tym razem na łatwiznę (zresztą już nie pierwszy raz 😀) i zamiast swoimi słowami rozpisywać się na temat poczucia humoru, wybrałam satyrę w postaci rysunku oraz poezji.




POCZUCIE
Andrzej Waligórski

Raz Zbigniew Dreptak, adwokat, człek bystry i gładki z pozoru
Doszedł do wniosku, że wogóle nie ma poczucia humoru.
Więc bardzo się tym przejął i strasznie zasmucił,
Bo czytał, że ludzie wybitni wszyscy mają takie poczucie,
A on był stale poważny, ba, smutny jak głaz na grobie!
- No cóż - pomyślał - jak nie mam poczucia, to sobie wyrobię!

I poszedł do psychiatry, a ten psychiatra był raptus,

I ledwo go zobaczył, to spytał: A, mente captus????
- Nie, Dreptak.... - A co panu? - Poczucia humoru brak mi!
- Zdarza się - mówi lekarz - idź się pan rozbierz w szatni!
Trochę to nagłe żądanie zdziwiło mecenasa,
Ale się nie chciał sprzeciwiać, więc rozdział się na golasa,
I wchodzi do gabinetu. Nie kryje go żadna osłona.

Lekarz popatrzył i ryknął: - Ojejku! Ja chyba skonam!!!

I zaczął go klepać i pstrykać i szczypać w kształty tłuste...
- Pan nie masz poczucia humoru? To stań pan - powiada przed lustrem!
To Dreptak, wyraźnie czując że zaraz go weźmie cholera,
Wziął z biurka skalpel i krzyknął: - Niech pan się też rozbiera
Zadrżał nieszczęsny medykus, strach go obleciał wielki,
Powiedział: - A...leż z rozkoszą... - i zaczął odpinać szelki.

- Prędzej!!! - zawołał Dreptak, aż doktor panice uległ

I zrzucił kamizelkę, skarpetki i podkoszulek,
A nawet - przepraszam najmocniej - i jegierowskie gacie....
- Dość! - warknął Dreptak - Wystarczy! Możesz pan zostać w krawacie!
Następnie przetarł binokle... popatrzył na lekarza....
I po raz pierwszy w życiu zaczął ze śmiechu się tarzać!
Zawijać w dywany! W kilimy! Gryźć swoją własną nogę!
A przy tym jęczał co chwilę: - O rany... ja już nie mogę...!!!

Tu ubrał się, krzyknął: Buźka! Wyrazy współczucia dla żony!

Zostawił dwieście złotych i wyszedł. Wyleczony.
I teraz ma takie poczucie humoru, że aż się dziwią koledzy.
Hej, ileż to zawdzięczamy wspaniałej, medycznej wiedzy!!!


W moim poprzednim miejscu zamieszkania jeden z sąsiadów był posiadaczem rajskiego kogucika. Nie dociekałam kto   był tym szczęśliwcem, bo pozostali mieszkańcy dość szczelnie zaludnionego osiedla domków jednorodzinnych raczej zadowoleni nie byli. Kogucik miał zwyczaj piać swym cieniutkim głosikiem nim świt nastał.

art by Zaric Zoran


 Mimo, że miałam blisko do pracy i mogłam sen swój przedłużyć do maximum, to ten (szkoda, że nie znam żadnego wulgaryzmu, oprócz: motyla noga i temu podobne)  budził mnie każdego ranka. Ale gdzież tam ... ranka...! Przecież wybudzona nagle ze snu uważałam, że  to była jeszcze głęboka noc.



 Trwało to dość długo, aż pewnego razu ... nie doczekałam się piania ptaszyska. Następnego dnia i jeszcze następnego... nic. Nie śmiałam nikogo pytać o przyczynę mojego niezmąconego snu, bo i nie wiedziałabym u  kogo o losie rajskiego kogucika wiedzy zaciągnąć. 
Kto go uciszył i w jaki sposób, pozostało tajemnicą mieszkańców osiedla.


Powiem bez bicia, nie wiem czy wolałam późniejsze śpiewy innego "kogucika" w wieku kilkunastu lat, który wchodził na dach swojego domu, aby dokonać jakiejś naprawy (mieszkał z mamą bez ojca, więc dbał o strony techniczne domu) i wyśpiewywał na cały regulator swojej głośni w okresie modulacji skrzeczącym głosikiem:

"Och Ziuta, dziś życie me przegrane jest
Przegrane jest przez jedną noc
Och Ziuta, naprawdę nie wiem jak się pozbyć
Jak się pozbyć ciebie stąd…"

Nie wiem, czy więcej zapamiętać nie mógł, czy do przerwy zmuszała go koniecznośc technologiczna, ale natychmiast rozlegało się stukanie w blachodachówkę , po czym znów, ale tym razem ponad dachami osiedla, niosło się przeciągłe:

Och, Ziuuuuuuta!

Przez wzgląd na Irka Dudka, którego lubiłam ...jakoś musiałam zdierżyć "kogucika", tym bardziej, że godziny "arii" przypadały na godziny popołudniowe, w dni wolne od pracy.

Przyznać muszę, że ten "kogucik" był bardzo sympatycznym chłopcem z poczuciem humoru. Znałam go osobiście.

Shakin`Dudi - Och Ziuta


Och Ziuta, dziś życie me przegrane jest
Przegrane jest przez jedną noc
Och Ziuta, naprawdę nie wiem jak się pozbyć
Jak się pozbyć ciebie stąd
Urodę świnki Piggy masz
Wagą przewyższasz nawet ją
We śnie mnie straszy twoja twarz
A wszystko to przez jedną noc

Och Ziuta, ja wiem, że nie ma brzydkich kobiet
Tylko wina czasem brak
Lecz Ziuta, gdy wytrzeźwieje człowiek
Wtedy inny gust ma, inny smak
Pokazać się gdzieś z tobą wstyd
Dwie klasy podstawówki masz
Swym krzykiem nerwy psujesz mi
A wszystko to przez jedną noc

Och Ziuta, pijany byłem gdy przed ołtarz
Zaciągnęłaś mnie
Och Ziuta, dlaczego się zgodziłem
Tak żałuję, tak żałuję dziś
Za byle co ty bijesz mnie
Pieniędzy żadnych nie chcesz dać
Szepczesz: koteczku kochaj mnie
A wszystko to przez jedną noc

Och Ziuta, dlaczego mą dziewczyną
Pierwszą stałaś się tej nocy złej
Och Ziuta, kobiet dotąd nie znałem
Nie wiedziałem, jak to robi się
Hrabiowski przecież tytuł mam
A ty gosposią byłaś mą
Podniosłaś swój społeczny stan
A wszystko to przez jedną noc

JEŻÓWKOWY RAUSZ





Czekamy na szczepionki.
Dlaczego w liczbie mnogiej?
Pierwszą otrzymam prawdopodobnie p/grypie. O covidowej jeszcze nie myślę. Jak na razie, to wg oceny mojej koleżanki blogowej, sprawa posuwa się, jak u Barei.
Najpierw wydzwaniałam codziennie do przychodni, pytając czy "nadeszła".

Dzisiaj, jeszcze nie, Proszę się dowiadywać.

Dowiadywałam się codziennie tak skutecznie, że zniecierpliwiona obsługa recepcji, dla swojego spokoju "wciągnęła mnie i męża  na listę seniorów oczekujących w pierwszej kolejności" i kazała cierpliwie czekać na powiadomienie telefoniczne.
Uśpiono natrętną pacjentkę, a  recepcja wreszcie odetchnęła z ulgą.

Źródło: Pivabay.com

O, to nie koniec, bo recepcja  sobie ulżyła, owszem,  w tym czasie spokojnie sobie "wyszczepiła listę" (dosłowne określenie recepcjonistki). 
I co z tego (!?), że lista wyszczepiona, pytam zirytowana przez telefon, bo wreszcie musiałam go wykonać (w związku z zamówieniem recepty elektronicznej), skoro ja zaszczepiona nie zostałam, mój mąż zresztą też?

To ja już nie wiem (słyszę głos zdezorientowanej pani), może pielęgniarka z punktu szczepień zna temat, albo koleżanka z innej zmiany. Ale szczepionki są w aptece w miejscowości obok, proszę się pospieszyć i tam sobie wykupić. 

Niestety, już zabrakło, mimo, że podróż odbył mąż z prędkością podpadającą pod mandacik.
Kiedy złożył po powrocie raport recepcji przez telefon pytając, czy jest jeszcze jakaś inna opcja możliwa do zrealizowania w jakiś cywilizowany sposób, otrzymał odpowiedź tym razem od  pana z "kolejnej zmiany", który poinformował:
 
Ależ po co pan tam jechał? Pzecież można wykupić u nas, będą w przyszłym tygodniu, ale najpierw musi pan przyjść po receptę na szczepionkę. Będą odpłatne, bo dla seniorów darmowych już nie będzie. 

Czy dostałbym tę szczepionkę w  aptece, do której mnie wysłaliście bez  recepty? 

A to pan nie zorientowany, że trzeba ją było uprzednoo od nas uzyskać? 

To proszę tym razem  wysłać mi ją elektronicznie.
 
O,  nie, proszę się zgłosić po receptę tradycyjną, ale dopiero w poniedziałek i otrzyma Pan skierowanie na szczepienie. 

Mąż nie czekał do poniedziałku, czyli do dzisiaj podjechał "od ręki", wymusił recepty dla mnie i dla siebie oraz skierowania na szczepienie w przychodni. Ma dowiadywać się telefonicznie, poczynając od dzisiaj. A dzisiaj po entym wykonaniu telefonu dowiedział się, że dzisiaj jeszcze nie nadeszły, może po południu, ale pewności nie mają. Proszę dzwonić codziennie i dowiadywać sie. 
Taki stan wiedzy mamy na dzisiejszy dzień.
Ale... ale... nie myślcie czasem, że mam jakiś żal do pracowników recepcji. Mają oni zapewne urwanie głowy w czasie pandemii, obsługując takich pacjentów, jak my na okrągło.

Nie czekałam długo. Skorzystałam ze znajomości, jaką nasza  córka ma w aptece jeszcze w innej miejscowości. Tam pani mgr dostaje po 2 szczepionki na tydzień. Też ma listę, składającą się już z 30 osób. Zostałam z mężem dopisana. Jak dobrze pójdzie moglibyśmy szczepionkę otrzymać w 15-16 tygodniu, czyli... w przyszłym roku. Dobre i to. Zabezpieczylibyśmy się przed wiosenną falą zachorowań na grypę, jak wcześniej nie powali nas covid. Wtedy odtańczę taniec zwycięstwa.



A może do tej pory zaszczepią nas w naszej przychodni? 
Jak na razie radzimy sobie, jak możemy, a więc stosujemy uderzeniową dawką vit.D3 4000 jm oraz jeżówką, czyli Echinaceae, którą dostarczyła nam druga córka z Poznania. 




Ta jeżówka to dla mnie czysty szatan. Zawiera rozpuszczalnik ekstrakcyjny: etanol 96% (V/V). Alkohol, jakby kto pytał. 
A ja przecież nie cierpię takich używek! 
Dawka 4xdziennie po 2,5 ml przez okres 10 dni. To taka swoista szczepionka na uodpornienie. Nie ma tu żadnej pomyłki! Nie zapomniałam żadnego zera. Koń by się uśmiał. Mąż nawet nie poczuje tego, co ledwo mu język zwilży, nie mówiąc o tym, że dalej nie zdąży dopłynąć, bo chyba po drodze wyparuje. Daleko nam jeszcze do takiego stanu.

art by Kenton Nelson 

A ja?
Ja już po pierwszej dawce, tej 2,5 ml jestem kołowata.

Od 8 rano do późna w nocy jestem na ciągłym rauszu, jak w piosence, którą śpiewała Danuta Rinn.

Nie jestem przecież zaraz po tej dawce alkoholu, aż tak wstawiona, jak przedstawia malarz na poniższym obrazku.

Kees van Dongen. Abstinenthe Drinker, 1902

...A dzisiaj świat się leciutko kołysze 
Mały rausz, miły luz, wielki grzech
I tylko ty taki trzeźwy jak zawsze
I tylko ty taki serio jak zwykle
Co za pech, co za pech, co za pech...

Danuta Rinn - Mały rausz - YouTube




Słowa: Magdalena Czapińska
Kompozytor: Jacek Mikuła

Jutro znów będę poważna
Rozsądna i trochę smutna 
To znaczy - taka jak zawsze 
Ale, na szczęście, do jutra 
Zostało tyle czasu 
Zostało nam tyle wina
Świat się na tobie nie kończy 
I nie zaczyna 
Więc nie praw mi smętnych morałów
I nie strasz bólem głowy 
Głowa i tak mnie będzie bolała 
Bo ona ma swoje powody

A dzisiaj świat się leciutko kołysze 
Mały rausz, wielki grzech, miły stan 
A dzisiaj krzycz na mnie choć troszkę ciszej 
Bo obudzi się ten pan 
Popatrzy na nas ... (?) 
To bardzo pięknie ... (?) sobie właśnie 
Obrus naciągnie na siebie i zaśnie

A dzisiaj świat się leciutko kołysze 
Mały rausz, miły luz, wielki grzech
I tylko ty taki trzeźwy jak zawsze
I tylko ty taki serio jak zwykle
Co za pech, co za pech, co za pech

Jutro znów będę uprzejma 
Taktowna i bardzo miła 
To taka smutna konieczność
I przyzwyczajeń siła
Przeproszę cię pięknie za wszystko 
Śniadanie dam ci do łóżka
I spełnię twe każde życzenie
Niczym fachowa wróżka
Lecz dzisiaj zajmij się kim innym
Ot, choćby tamtą panią
Wypróbuj na niej swój męski urok 
A mnie na chwilę zostaw samą

Bo dzisiaj świat się leciutko kołysze 
Mały rausz, wielki grzech, miły stan 
A dzisiaj krzycz na mnie choć troszkę ciszej 
Gdy siłą mnie wyciągasz stąd 
Otulasz w sztuczne futro
To aż się dziwnie boję myśleć o tym
Że będzie znów jakieś jutro

A dzisiaj świat się leciutko kołysze 
Mały rausz, miły luz, wielki grzech
I tylko ty taki trzeźwy jak zawsze
I tylko ty taki serio jak zwykle
Co za pech, co za pech, co za pech 
Ach...


A co poradziłby mi Żyd, gdybym zapytała, jak on sobie radzi w zakresie ochrony swojego zdrowia? 

Źródło: Wyszperane w necie