| Oficjalna okładka powieści "SERCE ELWIRY" by Teresa Czajkowska |
Rozdział 55: Zimowy błękit
Godzina ósma rano. Za oknem park powoli budził się ze snu pod kołdrą ze świeżego śniegu. W pokoju numer 204 panował rozgardiasz. Elwira, z ręcznikiem na ramieniu i szczoteczką do zębów w ręku, nerwowo sprawdzała sanatoryjny grafik.
- Helenko, pośpiesz się! - pokrzykiwała z łazienki. - Za dwadzieścia minut masz prądy galwaniczne, a potem od razu biegniemy na gimnastykę. Nie możemy się spóźnić, bo pani z rehabilitacji jest strasznie zasadnicza...
Nagle w drzwi pokoju
ktoś zapukał. Trzy zdecydowane, głośne uderzenia.
- Kto tam znowu? - fuknęła
Elwira, odkładając szczoteczkę. Podeszła do drzwi i szarpnęła za klamkę.
Na korytarzu stał młody
chłopak w kurtce kurierskiej. W rękach trzymał ogromne, podłużne pudło z
grubego, eleganckiego kartonu, przewiązane błękitną satynową wstążką. Z wnętrza
pudła, mimo mrozu na zewnątrz, unosił się intensywny, oszałamiający zapach świeżej,
letniej łąki.
- Pani Elwira? - zapytał
kurier, zerkając na tablet.
- Tak... to ja - wykrztusiła,
patrząc na paczkę z niedowierzaniem.
- Przesyłka
ekspresowa. Proszę podpisać tutaj.
Chłopak wręczył jej
pudło, mrugnął wesoło i zniknął na korytarzu. Elwira zatrzasnęła drzwi plecami.
Stała w miejscu, trzymając ciężki karton, jakby to była paczka z materiałem
wybuchowym. Helena podniosła się na łóżku, udając głębokie zaskoczenie, choć w
jej oczach tańczyły radosne iskierki.
- Co to takiego,
Elwirko? Otwieraj szybko!
Elwira położyła pudło na stole. Jej palce lekko drżały, gdy rozwiązywała wstążkę i unosiła wieczko. Gdy papierowa bibułka opadła, obie kobiety aż wstrzymały oddech.
W środku, ułożony
na specjalnych, wilgotnych gąbkach, spoczywał gigantyczny, gęsty bukiet
najprawdziwszych, intensywnie błękitnych chabrów. Były idealne. Świeże, z
kropelkami rosy na płatkach, jakby przed chwilą ktoś zerwał je z lipcowego
pola. W środku stycznia, w zasypanym śniegiem uzdrowisku, ten błękit wręcz kłuł
w oczy.
- Mój Boże... - szepnęła Elwira. Przykryła usta
dłonią. - Chabry... Skąd? Przecież to niemożliwe.
Helena podeszła
bliżej, nachylając się nad stołem.
- Popatrz, tam
jest liścik - wskazała palcem na małą, białą kopertę wetkniętą między łodygi.
Elwira ostrożnie wyjęła
mały kartonik. Jej serce biło teraz szybciej niż serce Heleny podczas
najgorszego ataku arytmii. Rozłożyła papier. Pismo było męskie, zdecydowane,
typowo lekarskie, ale niezwykle staranne:
„Dla kobiety, która
potrafi uzdrowić każde serce swoim uśmiechem. Czasem medycyna musi skapitulować
przed magią - te chabry leciały prosto ze szklarni w Holandii, żeby przypomnieć
Pani o słońcu. Czy zgodzi się Pani zjeść ze mną kolację po moich wieczornych
dyżurach?
Z nadzieją - Nikodem.”
Elwira upuściła liścik
na stół. Spojrzała na chabry, potem na Helenę, a jej twarz przybrała kolor
dojrzałej maliny. Cała jej dotychczasowa, menedżerska powaga prysła. Zamieniła
się w bezbronną, absolutnie szczęśliwą kobietę.
- Holandia... - powtórzyła
cicho, gładząc delikatnie jeden z błękitnych płatków. - On oszalał. Zupełnie
oszalał.
- Oszalał z miłości,
moje dziecko - powiedziała cicho Helena, tuląc ją mocno do ramienia. - I to
jest najpiękniejsze szaleństwo na świecie.
,.,.,.,.,.,.,.,.,.,.,.,..,.,.,
( Te kolorowe ilustracje są, niestety, tylko na tej stronie fb)
<><><><><><><><><><><><><><><><>
https://virtualo.pl/ebook/serce-elwiry-i685863/
https://virtualo.pl/ebook/druga-strona-drzwi-i686137/