Ostatnio odwiedziłam znajomych. Unikaliśmy tematyki politycznej, która i tak zalewa nas co dzień. Dyskusja zeszła na temat czytelnictwa, ponieważ biblioteka w ich domu jest nadzwyczaj zasobna w ciekawe tytuły.
Moja biblioteka od lat była moim azylem. Każdy grzbiet na półce to inne wspomnienie, inna emocja i kawałek mnie z czasu, kiedy po raz pierwszy czytałam te słowa. Jednak dojrzałam do decyzji, by pozwolić części z nich ruszyć w dalszą drogę.
Nie ukrywam – rozstanie z niektórymi tytułami jest dla mnie trudne. Między mną a moimi książkami istnieje specyficzna więź; to jak żegnanie się ze starymi przyjaciółmi, którzy towarzyszyli mi w ważnych momentach życia. Wiem jednak, że książka żyje tylko wtedy, gdy jest czytana. Zamiast zbierać kurz, mogą teraz zainspirować, pocieszyć lub rozbawić kogoś innego.
Dlatego postanowiłam oddać część moich zbiorów właśnie tym znajomym, bo jestem pewna, że naprawdę je docenią. Jestem pewna , że trafią w ręce pasjonatów, dla których będą tak samo ważne, jak były dla mnie.
Moja biblioteka to nie tylko regały pełne papieru. To archiwum moich fascynacji, pytań o świat i spotkań z ludźmi, których nigdy nie poznałam osobiście, a którzy zmienili moje spojrzenie na życie. Podjęłam decyzję o oddaniu części moich zbiorów, ale każdy wyciągnięty z szeregu tom to mała walka serca z rozumem.
To więź, której nie da się opisać.
Książka to dla mnie byt niemal fizyczny. To zapach kartek – od ostrego aromatu świeżej farby drukarskiej, która obiecuje nową przygodę, po słodki, kojący zapach starego papieru, kojarzący się ze spokojem domowej biblioteki. To szelest przy przewracaniu stron, który jest najpiękniejszą muzyką dla kogoś, kto kocha czytać.
Wierzę, że między czytelnikiem a książką wytwarza się unikalna energia.
Moje notatki na marginesach, zagięte rogi przy najważniejszych faktach, a nawet ślad po kubku kawy na okładce – to dowody naszej wspólnej drogi. Jednak książka, która stoi nieużywana, zaczyna „milczeć”.
Mam nadzieję, że przygarniając którąś z nich, pomyślą o niej jak o żywym organizmie. Niech jej kartki znów szeleszczą, niech zapach papieru towarzyszy ich wieczorom. One są gotowe na nową relację.
Najtrudniej jest mi się rozstać z dwiema grupami książek, które zajmują w moim sercu szczególne miejsce.
Biografie – moi cisi mentorzy
Czytając biografię, wchodzę w czyjeś życie z butami, ale robię to z największym szacunkiem. Przeżywałam ich upadki, świętowałam sukcesy, uczyłam się na ich błędach. Ci bohaterowie – realni ludzie z krwi i kości – stawali się moimi powiernikami. Oddanie ich historii komuś innemu czuje się niemal jak przedstawianie sobie dwojga bliskich przyjaciół.
Literatura popularnonaukowa – okna na wszechświat
Te książki to zapisy moich największych „olśnień”. To w nich szukałam odpowiedzi na pytania o naturę kosmosu, zagadki ludzkiego mózgu czy tajemnice historii. Każdy podkreślony ołówkiem fragment to moment, w którym świat stawał się dla mnie odrobinę bardziej zrozumiały.
Chcę, aby te historie znów ożyły. Chcę, by biografie, które mnie inspirowały, dały siłę i inspiracje następnym czytelnikom.
Każda książka ma dwie historie: tę napisaną przez autora i tę, którą dopisuje jej życie czytelnika. Mam nadzieję, że zostaną dopisane do nich najpiękniejsze rozdziały.

.gif)


