Translate

poniedziałek, 13 maja 2019

NIESFORNY JĘZYK

Animacja Irina Marinina (MIRA1)

Jest takie powiedzenie, że dobrze jest trzymać język za zębami. 
Oczywiście zakładam, że ma się kompletne uzębienie. Od takich osób należy więcej wymagać.
Czasem język potrafi świerzbić i tu z przykrością przyznam się, że nie znam leku na tę chorobę, być może ma ona podłoże genetyczne. Badań naukowych na temat gadulstwa czynić nie warto, jako że już w wiekach zamierzchłych lud Boży a także niewierni byli informowani o skutkach tej przypadłości. Już Tomasz á Kempis w traktacie "O naśladowaniu Chrystusa" a Plutarch w traktacie o gadulstwie w swoich "Moraliach" piali o skutkach gadulstwa.

W miesięczniku 'W drodze" (8 stycznia 2018) dominikanie streszczają ustalenia Plutarcha na temat gadulstwa 


"Utrata zdolności słuchania

Pierwszym złem nieumiejętności zachowania milczenia jest niemożliwość słuchania. Jakoś tak rzeczywiście jest, że ludzie rozgadani nie potrafią się skupić, nie potrafią usłyszeć, zauważyć, uchwycić bardzo wielu rzeczy.


Powierzchowność
Nawet jeśli jakimś cudem gaduła coś usłyszy czy dostrzeże, nie potrafi tego przyjąć i przeżyć głęboko.
Dlatego właśnie u innych to, co zasłyszeli, pozostaje, a u gadułów się rozpływa, i tak się odbija po świecie jak garnki próżne rozumu, a pełne hałasu. Ludzie gadatliwi są po prostu płytcy, męcząco powierzchowni.

Samotność
Gaduła, wcześniej czy później, staje się bardzo samotny. Jest to paradoksalna kara za wielomówstwo. Przecież słowa służą do tego, żeby budować relacje, komunikować się z innymi.
Przy innych chorobach duszy, jak chciwość, ambicja, lubieżność, można osiągnąć to, czego się pragnie, ale los gadułów jest najcięższy, bo pożądają słuchaczy, a nie mogą ich zdobyć, gdyż każdy ucieka od nich na łeb na szyję. (…) Toteż taki nie znajdzie dobrowolnych towarzyszy łoża przy stole lub namiotu w drodze czy żegludze, a jedynie przymusowych.
Straszny to widok, kiedy we wspólnocie czy rodzinie znajdą się brat, wujek, ciocia czy kuzynka, obok których nikt nie chce usiąść podczas rodzinnego obiadu, bo wie, że wstanie od stołu nie tylko zmęczony, ale i pełen wewnętrznych konfliktów oraz wyrzutów sumienia spowodowanych tym, że nie przeciwstawił się plotkom, ocenom, opiniom wypowiadanym tak szybko i z taką pewnością, że nieomal nie było można wtrącić swojej reakcji.
Zresztą gaduła na nią nie czekał – od słuchania dawno już się odzwyczaił.

Niewiarygodność i niezdolność do wiary
Kolejnym skutkiem gadulstwa jest nieuchronna utrata wiarygodności.
Ludzie gadatliwi wiary nie osiągają, a do niej dąży wszelkie słowo, którego przecież naturalnym celem jest wzbudzić w słuchających wiarę. Ale gadatliwym ludziom nikt nie wierzy, nawet, gdy mówią prawdę.
Przy tej uwadze poganina Plutarcha chciałbym się zatrzymać trochę dłużej. Gaduła nie tylko traci wiarygodność, ale również zdolność do wiary.
Utrata poczucia wartości słów ze względu na ich nadmiar skutkuje także tym, że przestajemy w nie wierzyć, nie w tym sensie nawet, iż podejrzewamy kłamstwo, ale że w ogóle przestajemy traktować słowa z uwagą, pieczołowitością, powagą. Niestety, dotyczy to również słów budujących w nas wiarę nadprzyrodzoną – słów modlitwy, Pisma Świętego, liturgii, kazań.
Myślę, że nie jest przypadkiem szczególny upadek wiary w czasach powszechnego, kulturowego gadulstwa.

Utrata kontroli nad słowami
Piątym, opłakanym skutkiem gadulstwa, jest utrata kontroli nad słowami.
„Skrzydlate słowa”, jak powiada Homer, bo i ptaka wypuściwszy raz z rąk nie łatwo jest złapać z powrotem, i słowa, które wyszło z ust, nie sposób pochwycić i opanować, gdyż leci ono bystre rozwinąwszy skrzydła.
Gaduła staje się często ofiarą swoich własnych słów. Wprowadzają one w jego życie i relacje zamęt zupełnie niezamierzony, ale zawiniony. Nieszczęściem gaduły jest śmierć pod lawiną słów, którą sam wywołał.

Grzechy języka
Wreszcie ostatni rodzaj konsekwencji gadulstwa, o którym wspomina Plutarch, prowadzi do grzechów języka w sensie ścisłym – plotek, kłamstw, oszczerstw.
Z gadulstwem łączy się nie mniejsze zło – wścibstwo. Gadatliwi bowiem lubią dużo posłyszeć, by mieć co opowiadać, a zwłaszcza uganiają się za historiami ukrywanymi i tajemnymi, i tropią je, jakby znosząc różne rupiecie na materiał dla plotki.
Gadulstwo jest rupieciarnią, w której wcześniej czy późnej zalęgną się naprawdę poważne grzechy języka. Tak jak w czystym pomieszczeniu raczej nie znajdziemy insektów i gryzoni, tak w brudnym i zagraconym mamy małą szansę, aby ich nie znaleźć. Podobnie u człowieka, który potrafi milczeć, grzechy języka będą się pojawiały sporadycznie, u gaduły zaś bardzo szybko wykwitnie cały ogród słownych kwiatów zła.

A zatem – mówmy mniej."


Nie jestem za kneblowaniem nikomu ust. Ale pamiętajmy, że słowo ma silną moc. Może zabić. Słowa należy ważyć.

Tutaj, na fotce poniżej, musiał wkroczyć piesek, aby słowotok pani przerwać. Przecież nie może do głosu dojść jego pani.

1952-Henri Cartier-Bresson

Pinterest

Karl Harald Alfred Broge

Animacja: Irina Marinina /Mira1/


Te panie przedstawiają swoje argumenty jednocześnie. Kto by tam słuchał cudzych?



Ploteczki by Wincenty Wodzisłowski


"Milczenie oczyszcza słowa, jest znakiem tajemnicy wynikającym z doświadczeń modlitewnych, efektem kontemplacji. Tomasz á Kempis w „O naśladowaniu Chrystusa” przestrzegając przed nadmiarem wypowiadanych słów, zachęca do poskromienia języka, do zagłębienia się w ciszy, która otwiera na życie w Bogu. „Kto skłania się do głębi i sięga po sprawy ducha, powinien razem z Jezusem odchodzić od tłumu. Tylko ten bez szkody staje przed tłumem, kto umie pozostawać w ukryciu. Tylko ten bez szkody rozmawia, kto umie milczeć (...)”. Zatem z rozwagą wykorzystujmy „nieszczęsny” dar mowy?


(Przewodnik Katolicki 41/2009)

sobota, 11 maja 2019

GWÓŹDŹ W BUCIE


Fobia zdrowotna!
 Co to za licho?
W XXI wieku wszystkiego można się spodziewać, to dlaczego nie fobii zdrowotnej?
Ale czy to licho dopadło nasze społeczeństwo dopiero teraz?
Nie musiało. Ono istnieje od lat. To nic innego, jak pospolita nazwa nadana przez specjalistów zaburzeniu psychicznemu, jakim jest hipochondria.
Do tego szkodzący temu zjawisku internet.
Taki sobie użytkownik sieci, odczuwający, np. bóle brzucha, wzdęcia, biegunki, od razu w wyszukiwarce wstukuje swoje objawy i co znajduje? Wrzody ( to w najlepszym razie), chorobę Leśniowskiego-Crohna lub... nawet raka jelit.

To już nie można mieć normalnej biegunki, jak poczyta się, co wyprawia się w polityce?
Jak w perfidny sposób politycy wykorzystują nas potencjalnych wyborców, aby właśnie na nich, a nie na tych złych zagłosować?

I jak tu teraz odróżnić fobię zdrowotną, czyli hipochondrię od prawdziwego rozstroju nerwowego?

A więc ustaliliśmy, że ta fobia ma się dobrze , bo jest już dojrzałym zjawiskiem, o którym mówiło się w kabaretach już przed laty.Podobno nawet wykształcenie medyczne nie wyklucza występowania takiego zaburzenia, jakim jest hipochondria. 
Mam jednak nadzieję, że wydawcy czasopism medycznych nie kierowali się w momencie wypuszczania na rynek swoich tytułów nadmiernej liczby hipochondryków w społeczeństwie. Bo skądinąd wiadomo, że są oni jednak stałymi czytelnikami tych czasopism i...

"chorują" na każdą nowo odkrytą chorobę. Stosują też na własną rękę reklamowane leki, mające wyleczyć niejasno opisane problemy zdrowotne. Zapewnienie lekarzy, że są zdrowi, nie zmniejszają niepokoju, a często niosą rozczarowanie brakiem wyraźnego problemu medycznego
(Źródło: Hipochondria Moja psychologia)

Marian Załucki - "HIPOCHONDRYK"

Jak wytłumaczyć mam to sobie,
Ja już doprawdy nie wiem sam:
Dość wspomnieć przy mnie o chorobie,
A już na wieczór
Ja ją mam!
Dostanie ktoś w Warszawie grypki,
To mną w Krakowie
Tak już trzęsie!
Widocznie taki refleks szybki,
Czy coś w tym sensie...

Ja już nie piję,
Już nie palę,
Kobieta to mój ciężki wróg.
I kąpię się w kaloszach stale,
Ażeby nie przemoczyć nóg!
Na każdą zważam już przestrogę.
Nawet –
Gdy złapać tchu nie mogę –
To ja nie łapię!
(Ani mi w głowie:
Niech łapią ci, co mają zdrowie!)
Oszczędzam się na każdym kroku:
W ogonkach nie stoję!
(Wchodzę z boku.)
Alkohol też nie.
Polak – abstynent
Zawsze bez względu na kontynent,
Chyba, że rano i w południe.
I co? – Paskudnie.
Tu raz mnie kłuje, tam znowu raz,
W piersiach orkiestra gra mi – jazz.
Nadto już któryś z rzędu rok,
Gdy portfel swój przeglądam czule,
Czuję, że zepsuł mi się wzrok:
Pieniędzy nie widzę w ogóle...

Iść do lekarza?
Pomysł mądry,
Ale ja nie mam już ochoty:
Popuka, powie: 
„Hipochondryk!”,
A potem powie – 
„Sto złotych!”
Diagnoza trafna, co do joty,
Ale gdy idzie... o kwotę!

Bo ja poważnie: 
Na drugim świecie
Już jedną nogą byłem na poły,
Tą lewą. Tak...
Wróciłem przecie.
Ustrój nie dla mnie: 
Same anioły!

A zaczęło się dosyć dziwacznie:
Z początku noga zdrowa jak rydz.
Sam czekam, kiedy to się zacznie,
Rok, 
Drugi, 
A noga nic.

Już diabli brali mnie powoli,
Już cierpliwości było brak:
Co to za noga, co nie boli?
Chora czy jak?!...

Aż raptem czuję, 
Że gdy chodzę,
To mnie coś kłuje – w lewej nodze,
Stanę - nie kłuje.
Dziwne kłucie!

A w sercu zaraz złe przeczucie.
Szedł właśnie pogrzeb jakiś bowiem...
Dwie damy w czerni...
Więc ja do dam:
„Jak się nieboszczyk czuł ze zdrowiem?”
Rzekły, że kłucia miał.
Ja mam!
O tutaj w nodze -
Kiedy chodzę.
(I im tłumaczę, jak mnie boli...)
Nieboszczyk wprawdzie miał nie w nodze,
Lecz tu czy tam -
To nie gra roli...


Stłumiłem w sercu gorzki lament.
Co robić?
Testament?
Nie mam pieniędzy,
Nie mam domu -
A cóż by tu zapisać komu?
Chyba, że wszystkich mych lekarzy
Obdarzę pewną cenną rzeczą:
Oddam im ich recepty w darze
- Niech sami się leczą...

A pewnej miłej pani Ali
Swe serce dać miałbym ochotę...
Niech sprzeda je 
W Jubilerskiej Centrali,
Bo było prawie jak złote!
Niech żąda dużo, 
Proszę ja ją!
Ale niech bierze, ile dają.
-----------------------------------------
Nie umarłem jednak w terminie,
Bo potem przeszło mi to kłucie...
Dziwny przypadek w medycynie:
Gwóźdź był w bucie!





czwartek, 9 maja 2019

FOTOGRAF I NAGRODA PULITZERA

Gde-Fon.com

Nigdy nie wiadomo, kto może do fotografa zawitać. Jeśli nie ma zastrzeżeń w zakresie wykonywanych usług, może być to na przykład.... żyrafa.


ŻYRAFA U FOTOGRAFA
Ludwik Jerzy Kern

Przyszła pewna żyrafa do fotografa.
– Czy to pan robi zdjęcia?
– Ja.
– A ładne są te zdjęcia?
– Ba!
– I tak sam pan je robi?
– Sam.
– A ma pan aby kliszę?
– Mam.
– A nie pęknie ta klisza?
– Nie ma mowy.
– A objął mnie pan całą?
– Nie, do połowy.
– A co będzie z drugą połową?
– Zdejmę osobno.
– Czy za tę samą cenę?
– Nie, za dopłatą drobną.
– A na jednym zdjęciu się nie da?
- Wykluczone.
– To niech pan robi.
– Pstryk! Pstryk! Zrobione.
– A teraz?
– Teraz zlepię te zdjęcia najlepiej jak potrafię.
I wręczę za chwilę pani tę wspaniałą fotografię.


Jednak o b o w i ą z k o w o należy wysłuchać wiersza recytowanego przez Piotra Fronczewskiego.
Interpretacja rewelacyjna!




No i co powiecie, czy taki niedoświadczony fotograf podołałby temu zadaniu?


Zaznaczam, że nie mam na myśli takich nazwisk, jak: Steve McCurry, Lee Jeffries czy Joel Santos.


Dobrze rozpocząć fotografowanie, będąc dzieckiem. Wtedy słowo "doświadczenie" nabiera właściwego sensu. A przecież lepiej widzieć dziecko z aparatem fotograficznym, uwieczniającym pejzaże, niż robiącym zdjęcia z bójki lub krępującej sytuacji koleżanki lub kolegi, by ośmieszyć ich później w sieci.


Dzisiaj większość czasu straciłam na poszukiwaniu fotografii, którą miałam na swoim profilu w G+. Konto zlikwidowałam. Obrazu nie zapisałam. Był to obrazek vintage, przedstawiający chłopca wykonującego zdjęcie dziewczynce starym aparatem Kodaka nakrytym odpowiednią tkaniną.


Wydawałoby się, że w Google można znaleźć wszystko, ale trzeba to odpowiednio nazwać. Niestety, wszystkie sposoby zawiodły. Za to natknęłam się na słodkie fotografie dzieci z aparatami fotograficznymi.


Irina Marinina /MIRA1/


Może któreś z nich jest słynnym fotografem. Jest wśród nich też przypadek carewicza, któremu nie dane było rozwinąć swoich zainteresowań.


Oto kilka z tych wyszperanych fotografii:

Vintage Kids with Their Cameras
- Mały carewicz Aleksej Romanov, trzymający aparat fotograficzny swojej mamy , marzec,1907


SSPL Prints





Vintage Kids with Their Cameras 


Pinterest


artsfon.com-137374

 PhotoSeed

Vintage Kids with Their Cameras ,
A young photographer capturing a kiss on camera at a children’s party at Alexandra Palace, London, 1926

Vintage Kids with Their Cameras
A little trying to make a self-portrait with her camera, 1915
Pinterest


obscura GRAPHICS


Pinterest


Pinterest



Być może większość z tych dzieci marzyło o sukcesach w fotografii.
A teraz , na koniec, trochę poważnie.
Rzecz będzie o fotografie, Kevinie Carterze, którego zdjęcie zostało wybrane przez Magazyn Time jako jedno ze 100 najbardziej wpływowych zdjęć wszech czasów.

(© Kevin Carter / Time)

Za to zdjęcie Kevin Carter otrzymał Nagrodę Pulitzera.
Czego można było oczekiwać więcej?
Sukces?
Otóż, wprost przeciwnie
To zdjęcie ukazujące głodujące afrykańskie dziecko stało się przekleństwem autora i doprowadziło go do samobójstwa.

"W 1993 roku Kevin Carter wraz z Silvą pojechali do Sudanu, aby fotografować ofiary klęski głodu. Od razu po wylądowaniu zabrali się za robienie zdjęć. Kevin szukając ulgi od widoku setek umierających ludzi, wybrał się w głąb buszu, nagle zauważył chudziutką dziewczynkę starającą się dotrzeć do punktu, w którym rozdawano żywność. Gdy dziewczynka zatrzymała się aby odpocząć, Carter zaczął robić jej zdjęcia. W tym momencie tuż obok dziecka wylądował tłusty sęp. Nie chcąc spłoszyć ptaka, fotograf w bezruchu fotografował scenę i czekał, aż sęp rozłoży skrzydła. Nie doczekał się.

Niedługo po tym zdjęcie trafiło na pierwszą stronę "New York Timesa". Reakcja czytelników była olbrzymia. W redakcji urywały się telefony od ludzi zainteresowanych dalszym losem dziewczynki. W końcu wydawca opublikował notkę na ten temat – udało jej się uciec od drapieżnika, ale nie wiadomo, czy dotarła do celu. Zdjęcie zyskało rangę symbolu konfliktu w Sudanie. Carter wyznał w jednym z wywiadów, że po zrobieniu zdjęcia usiadł pod drzewem i długo płakał. Wiele razy pytano go, czy dziewczynka przeżyła i dlaczego jej nie pomógł. Niektórzy krytykowali reportera za bierność w tak dramatycznej sytuacji. Nawet jego przyjaciele zastanawiali się nad etyczną stroną takiego postępowania. Obrońcy zachowania Cartera tłumaczyli, że on tylko zrobił zdjęcie jednego z tysiąca umierających dzieci. Zamieszczenie go na okładce dziennika wywołało masową reakcję społeczną i zbiórkę pieniędzy na pomoc żywnościową dla krajów takich jak Sudan."

więcej w WIKIPEDIA, Kevin Carter



KIEDY KWITNĄ BZY

gif: IRINA MARININA /MIRA1/

Jedni twierdzą, że kwitnące bzy to wiosna, inni -  że to początek kwitnącego lata.
Tak przynajmniej twierdzi pewien poeta S.Marszak.
 Tworzy w języku rosyjskim, więc tłumaczenie bezpośrednie nie odda zamierzonego przez autora  klimatu, odpowiedniego rymu, jak w oryginale. Stworzenie wiersza na podstawie oryginału zawsze wyjdzie na moją niekorzyść.
Lepiej zatem streścić go. 

Dziś rozkwitł świąteczny ogród w  liliowy, biały i niebieski bez . Jest to   wyjątkowy dzień - bezowy dzień, początek kwitnącego lata.

Krzewy zostały wystrojone w ostatnich dniach w zielone otwarte liście, jak malowane grubym  pędzlem w soczyste kiście kwiatów.

Kiedyś z prostotą, nadzieją i pasją każdy zanurzał swą dłoń w kiściach tego krzewu, szukając wśród nich pięć płatków swojego „szczęścia”.

Od tego czasu kwitły nie raz krzewy tego hojnego bzu.
A jeśli jeszcze nie znaleźliśmy szczęścia, to może tylko..... z lenistwa?

Kocham bez. 


Podziwiam go już teraz  tylko  w naturze ze względu na silny, duszący mnie zapach. Mam na myśli długotrwałe przebywanie w atmosferze zapachu bzu, który w krótkim czasie mi nie szkodzi, wprost przeciwnie, oszałamia mnie swą wonią. Stąd nie mogę ukwiecić nim pokoju, jak to kiedyś czyniłam. Cóż alergia na zapachy daje mi w kość.

Serkis Diranian

gif Irina Marinina/MIRA1/

Mogę jednak przez cały rok  oglądać bez na obrazach, a nawet je malować, jak ten poniżej, stanowiący reprodukcję nieznanego malarza wystawionego w Galerii Trietiakowskiej w Moskwie. Namalowałam go na podstawie pocztówki przedstawiającej bzy na tym obrazie. Pisałam o nim w poście "Olej na płótnie "30 stycznia 2016r.tutaj



Bzy są też bohaterkami piosenek. 
Któż nie zna, np.: tej uroczej, romantycznej piosenki, do której tekst napisał Marian Hemar, a  skomponował - Franz Doelle.

Zdaje się, że bohaterowie tej piosenki odnaleźli już w kiściach bzu pięciopłatkowe płatki swojego  "szczęścia".

Kiedy znów zakwitną białe bzy



Wiosna, wiosna, wiosna,
Wiosenny pierwszy wiew.
Wiosna, wiosna, wiosna
I ciepły wiatr wśród drzew.

I blade śnieżyczki wychyną na świat
Do słońca, całunków i lśnień,
I w sercu tajemny rozchyli się kwiat,
I potem nadejdzie ten dzień...

Kiedy znów zakwitną białe bzy,
Z brylantowej rosy, z wonnej mgły,
W parku pod platanem
Pani siądzie z panem,
Da mu słodkie usta rozkochane.

Kiedy znów zakwitną białe bzy,
Bzów aleją parki będą szły.
Pojmą to najprościej,
Że jest czas miłości,
Bo zakwitły przecież białe bzy.

Wicher nocą szepce
Kroplami ciepłych dżdżów
Cudną, białą bajkę
O kiściach białych bzów.

Jak trudno po nocy uwierzyć tym snom,
Gdy śnieg chłodem skrzy się i lśni,
Że słońce w świat wejdzie jak w jasny swój dom,
Że przyjdą cudowne te dni...

Kiedy znów zakwitną białe bzy,
Z brylantowej rosy, z wonnej mgły,
W parku pod platanem
Pani siądzie z panem,
Da mu słodkie usta rozkochane.

Kiedy znów zakwitną białe bzy,
Znów aleją parki będą szły.
Pojmą to najprościej,
Że jest czas miłości,
Bo zakwitły przecież białe bzy.


Śpiewa Hanka Ordonówna:




Nie wszyscy mają czas podziwiać i napawać się wonią bzu, ponieważ zajęci są ... maturą, a więc tak, jak kwitnące kasztany, tak i ten piękny kwiat kojarzy się ze stresem. Ale już po maturze można zrobić sobie bukiecik z ulubionych kwiatków (niestety, bzy już przekwitną) i zapomnieć o stresie na balu maturalnym i uwiecznić się na fotografii.

Poniżej Angelina Jolie na balu maturalnym. Nie wiem, czy jest zachwycona tym wizerunkiem, ale przynajmniej jest naturalna.





Roman Bozhkov


Na koniec przedstawiam legendę o bzach


Legendy i baśnie o kwiatach i kwiaty w historyi ludzkości. Cz. 1
Autor: Zolotnickij, Nikolaj Fëdorovič (1851-1920)




Żródło: Legendy i baśnie o kwiatach i kwiaty w historyi ludzkości. Cz. 1
Autor: Zolotnickij, Nikolaj Fëdorovič (1851-1920)

środa, 8 maja 2019

NIE WARTO BYĆ SPECEM


Rozszyfrowałam kiedyś jedną ze swoich podwładnych, (skądinąd inteligentną osobę), która próbowała ukryć  swoją fachowość oraz niedociążony czas pracy tylko po to, aby jej nie obarczyć dodatkowym  zakresem czynności. 
Czyżby wyszperała gdzieś, jak ja, ten poniżej cytowany utwór?
 Nie!
 Przyznała się, że w latach szkolnych obstawiała wszystkie uroczystości szkolne, deklamowała wiersze, przygotowywała referaty itp.,, bo, wg nauczycieli, czyniła to lepiej, niż inni,, 
Od tamtej pory uważała, że "lepiej się zbytnio nie wychylać".
Wszystkie swoje zalety nie omieszkała jednak przedstawiać podczas rekrutacji na studia oraz w momencie aplikacji do jakiejkolwiek pracy, ale co za dużo, to niezdrowo, stwierdziła.
  Ofiara fachowości 
 Marian Załucki
"Poznałem skromną referentkę…

Sam jestem także referentem 
Więc poprosiłem ją o rękę,
Tę…poplamioną atramentem…
Zgodziła się  i odtąd prędko
Marzenie się zmieniało w czyn:
Ślub referenta z referentką,
Potem córeczka,
Potem córeczka,
Potem córeczka,
Potem syn…



Jak komuś leci ... to już leci!
Żonka cieszyła się szalenie…
Ty - mówi - będziesz niańczył dzieci,
Bo teraz równouprawnienie!?
I co mam robić ? skoro żona
Na trzy zebrania dziennie mknie?
Trudno ! już równouprawniona!
Tylko ja jeszcze,
Tylko ja jeszcze,
Tylko ja jeszcze
Ciągle nie.

Bo gdzie tu - pytam - demokracja,
Ona naradę ma prezesek ?
Pieluszki za to muszę prać ja!
Mnie się na ręku drze osesek!
Ja muszę leczyć mu pokrzywkę,
Ja muszę robić lewatywkę!
A przyjdzie takie Święto Matki?
To wiecie, komu ?
To wiecie, komu ?
To wiecie, komu ?
Dają kwiatki?!

Ja spędzam życie jako niania,
A żona gania na zebrania…
Bo raz jest główną prelegentką!
A raz jest…mężem zaufania!
Wtedy mi gniew źrenice zwęża,
Bo ... czym ja jestem? Mężem męża?
Przepraszam - wołam wielkim głosem -
Dwóch mężów w domu?
Dwóch mężów w domu?!
Dwóch mężów w domu
Ja nie zniosę!!!

Lecz gdym już walczyć jął z ferworem
By skończyć z tym, bo mi jest źle z tem ?
Żona została…dyrektorem!

W tym samym biurze, gdzie ja jestem!
Mnie tego dyrektorstwa żony
Wciąż gratulują  z każdej strony,
Jakby to było czymś niezwykłym!
A ja do tego ?
A ja do tego ?
A ja do tego ?
Już przywykłem…

Lecz teraz nigdy już z wieczora
Chwili dla siebie nie ukradnę:
Ciągle przy dzieciach! Dyrektora!
Jako małżonek… I podwładny!
Bo człowiek musi ! Nic nie wskóra.
Dyrektor ? Tu i tam figura!
Też w domu pierwsze skrzypce gra !
Potem córeczka,
Potem córeczka,
Potem córeczka,
Syn,
Pies
I ja…

Jak się poskarżyć? Kiedy? Komu?
Przecież jej nigdy nie ma w domu!
Ani jej w biurze szepnąć słowo,
Bo w biurze ze mną ... to służbowo!
Psiakość! Nie mogę przecież więcej
Rzucać swych gorzkich skarg na wiatr!
Proszę!!! Formalnie!!! O audiencję!
W sprawie wytchnienia!
W sprawie zwolnienia
Mnie od niańczenia
Młodych kadr!!!?

Przyjęła mnie ciut-ciut zdziwiona:
- Pan jako mąż czy jako strona??



We mnie bojowy duch zwycięża:
- Ja?… Jako smutna strona męża!?
- I wołam gromko: - Dyrektorze!
To ostrzeżenie me ostatnie!
Służbowo pani wszystko może
Ale przepraszam ?
Ale przepraszam ?
Ale przepraszam ?
Nie prywatnie!!!?

Odrzekła mi na to uprzejmie
Z uśmiechem wszakże dość zdradzieckim:
- Jutro referat pan obejmie
Opieki nad Matką i Dzieckiem!?
- Czemu?? ? - skowyczę -  Za co? Powiedz!?
A ona:  - Trudno! Pan ? fachowiec!?
I stało się ! Cóż miałem rzec?
Trudno do żłóbka
Pchać byle bubka,
Czy żółtodzióbka,
Gdy jest ... spec!"
Żródło: Uszczypnij Muzo. Kraków 1955. W edycji Kerna s. 75 ? 78.