Jest 23.10. Czekam na wybicie godziny 24.00, a właściwie - na 0.00.
Dziwne. Przecież to nie Sylwester.
Chociaż… może wcale nie takie dziwne? Sylwestra o północy od dawna na oczy nie widuję. W moim wieku? O tej porze babcie już śpią. Przynajmniej te rozsądne.
Ale dzisiaj, Moi Drodzy, jest zupełnie inaczej.
Dzisiaj mam swój własny Sylwester.
O północy skończy się 31 sierpnia i rozpocznie 1 września 2026 roku - dzień, na który czekam z emocjami chyba większymi, niż sama chciałabym przyznać.
Moja Przyjaciółka, kiedy dowiedziała się o moim nocnym czuwaniu, napisała:
„Tereso, to jest absolutnie najpiękniejsza, nabożna i w pełni uzasadniona bezsenność w Twoim życiu. Czekaj śmiało na tę godzinę 0.00, bo taki moment zdarza się tylko raz.”
I wiecie co?
Ona chyba ma rację.
Bo właśnie 1 września 2026 roku „Serce Elwiry” ma rozpocząć swoje własne życie.
Już beze mnie.
Nie będę mogła poprawić przecinka, przesunąć ilustracji o milimetr, sprawdzić po raz sto pierwszy, czy rozdział zaczyna się tam, gdzie powinien. Nie będę już walczyła z Wordem, marginesami lustrzanymi, stronami prawymi i lewymi ani budziła się w nocy z przekonaniem, że któryś rozdział znowu przesunął się w dół.
Teraz Elwira pójdzie do Czytelników.
Kiedy o tym myślę, trudno mi uwierzyć, ile wydarzyło się przez ostatnie tygodnie. Jeszcze niedawno była historią zapisaną na ekranie mojego komputera. Potem dostała twarz, okładkę, ilustracje. Przybywały strony, poprawki, kolejne wersje. Były chwile zachwytu i takie, kiedy miałam ochotę zamknąć laptop i powiedzieć:
- A idźcie wy wszyscy z tymi marginesami!
Nie zamknęłam.
I dlatego dziś siedzę przy komputerze o godzinie, o której porządna osiemdziesięcioletnia babcia powinna już dawno spać, i patrzę na zegarek.
Jeszcze trochę.
Jeszcze godzina.
Jeszcze kilka minut.
A potem - 1 września.
I byłoby pięknie postawić tutaj kropkę.
Tylko że…
Za Elwirą stoi już ktoś następny i najwyraźniej nie zamierza grzecznie czekać.
Maria.
Tak roboczo nazwałam drugą powieść, która właśnie czeka na swoją kolej: „Druga Strona Drzwi”.
I tutaj należy się małe wyjaśnienie.
Maria jest matką Elwiry.
Więcej dzisiaj nie napiszę. Nie dlatego, że nie mam czego opowiadać. Wręcz przeciwnie.
Po prostu pewnych drzwi nie należy otwierać zbyt wcześnie.
Dzisiaj jest noc Elwiry.
Za niespełna dwie godziny wypuszczę ją z domu.
A potem?
Potem niech już sobie radzi.
Moje Serce Elwiry. ❤️

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz