Translate

czwartek, 10 września 2026

SERCE ELWIRY. TERESA CZAJKOWSKA c.d. ROZDZIAŁ 55

 

Oficjalna okładka powieści "SERCE ELWIRY" by Teresa Czajkowska


Rozdział 55:  Zimowy błękit

Godzina ósma rano. Za oknem park powoli budził się ze snu pod kołdrą ze świeżego śniegu. W pokoju numer 204 panował rozgardiasz. Elwira, z ręcznikiem na ramieniu i szczoteczką do zębów w ręku, nerwowo sprawdzała sanatoryjny grafik.  

- Helenko, pośpiesz się! - pokrzykiwała z łazienki. - Za dwadzieścia minut masz prądy galwaniczne, a potem od razu biegniemy na gimnastykę. Nie możemy się spóźnić, bo pani z rehabilitacji jest strasznie zasadnicza...

Nagle w drzwi pokoju ktoś zapukał. Trzy zdecydowane, głośne uderzenia.

- Kto tam znowu? - fuknęła Elwira, odkładając szczoteczkę. Podeszła do drzwi i szarpnęła za klamkę.

Na korytarzu stał młody chłopak w kurtce kurierskiej. W rękach trzymał ogromne, podłużne pudło z grubego, eleganckiego kartonu, przewiązane błękitną satynową wstążką. Z wnętrza pudła, mimo mrozu na zewnątrz, unosił się intensywny, oszałamiający zapach świeżej, letniej łąki.

- Pani Elwira? - zapytał kurier, zerkając na tablet.

- Tak... to ja - wykrztusiła, patrząc na paczkę z niedowierzaniem.

 - Przesyłka ekspresowa. Proszę podpisać tutaj.

Chłopak wręczył jej pudło, mrugnął wesoło i zniknął na korytarzu. Elwira zatrzasnęła drzwi plecami. Stała w miejscu, trzymając ciężki karton, jakby to była paczka z materiałem wybuchowym. Helena podniosła się na łóżku, udając głębokie zaskoczenie, choć w jej oczach tańczyły radosne iskierki.

- Co to takiego, Elwirko? Otwieraj szybko!

Elwira położyła pudło na stole. Jej palce lekko drżały, gdy rozwiązywała wstążkę i unosiła wieczko. Gdy papierowa bibułka opadła, obie kobiety aż wstrzymały oddech. 

W środku, ułożony na specjalnych, wilgotnych gąbkach, spoczywał gigantyczny, gęsty bukiet najprawdziwszych, intensywnie błękitnych chabrów. Były idealne. Świeże, z kropelkami rosy na płatkach, jakby przed chwilą ktoś zerwał je z lipcowego pola. W środku stycznia, w zasypanym śniegiem uzdrowisku, ten błękit wręcz kłuł w oczy.

 -  Mój Boże... - szepnęła Elwira. Przykryła usta dłonią. - Chabry... Skąd? Przecież to niemożliwe.

 Helena podeszła bliżej, nachylając się nad stołem.

 - Popatrz, tam jest liścik - wskazała palcem na małą, białą kopertę wetkniętą między łodygi.

Elwira ostrożnie wyjęła mały kartonik. Jej serce biło teraz szybciej niż serce Heleny podczas najgorszego ataku arytmii. Rozłożyła papier. Pismo było męskie, zdecydowane, typowo lekarskie, ale niezwykle staranne:

Dla kobiety, która potrafi uzdrowić każde serce swoim uśmiechem. Czasem medycyna musi skapitulować przed magią - te chabry leciały prosto ze szklarni w Holandii, żeby przypomnieć Pani o słońcu. Czy zgodzi się Pani zjeść ze mną kolację po moich wieczornych dyżurach?

Z nadzieją - Nikodem.”

Elwira upuściła liścik na stół. Spojrzała na chabry, potem na Helenę, a jej twarz przybrała kolor dojrzałej maliny. Cała jej dotychczasowa, menedżerska powaga prysła. Zamieniła się w bezbronną, absolutnie szczęśliwą kobietę.

- Holandia... - powtórzyła cicho, gładząc delikatnie jeden z błękitnych płatków. - On oszalał. Zupełnie oszalał.

- Oszalał z miłości, moje dziecko - powiedziała cicho Helena, tuląc ją mocno do ramienia. - I to jest najpiękniejsze szaleństwo na świecie.

,.,.,.,.,.,.,.,.,.,.,.,..,.,.,

( Te kolorowe ilustracje są, niestety,  tylko na tej stronie fb)


<><><><><><><><><><><><><><><><>


https://virtualo.pl/ebook/serce-elwiry-i685863/


https://virtualo.pl/ebook/druga-strona-drzwi-i686137/

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz