| Oficjalna okładka powieści "SERCE ELWIRY" by Teresa Czajkowska |
Rozdział 50: Koperta i zaproszenie
Następnego dnia rano Elwira zapukała do gabinetu ordynatora. W ręku trzymała białą, grubą kopertę z kliniki w Warszawie.
– Proszę wejść – dobiegł ze środka niski głos Nikodema.
Gdy zobaczył Elwirę, natychmiast odłożył pióro. Dziewczyna podeszła do biurka i z promiennym uśmiechem położyła przed nim dokumenty
– Panie ordynatorze, przywiozłam wyniki. Wszystko jest w absolutnym porządku. Lekarze w Warszawie powiedzieli, że moje nowe serce bije jak szwajcarski zegarek.
Nikodem błyskawicznie przejrzał wykresy i opisy. Z każdym czytanym zdaniem z jego twarzy znikało napięcie, aż w końcu na usta wypłynął mu wyraz czystej, głębokiej ulgi.
– Doskonale – odetchnął, spoglądając na nią z góry. – Bardzo się cieszę, Elwiro. Kamień z serca.
– Ja też. I pomyślałam... że musimy to uczcić – Elwira uniosła odważnie wzrok, choć serce znowu jej przyspieszyło. – Zapraszam pana na kawę. Do tej samej kawiarni, w której oddawałyśmy Lunę. Bez żadnych lekarskich fartuchów i oficjalnych tonów. Co pan na to?
Nikodem uniósł brwi, zaskoczony, ale i wyraźnie zachwycony tą propozycją.
– Przyjmuję zaproszenie z wielką chęcią. Tym bardziej, że Luna ma już z powrotem swoją dawną opiekunkę, sąsiadka wróciła z wyjazdu, więc nikt mi dziś nie ucieknie z kawiarni. O której?
Wieczorem w kawiarni panował niezwykły klimat. Przyciemnione światła, zapach palonych ziaren kawy i cynamonu tworzyły intymną atmosferę. Na małej scenie w rogu sali rozstawiał się właśnie kameralny zespół – akordeon, skrzypce i kontrabas.
Siedzieli przy małym stoliku pod oknem. Rozmowa kleiła się nadzwyczaj lekko. Bez presji sanatoryjnych korytarzy Nikodem okazał się niezwykle ciepłym, błyskotliwym rozmówcą z ogromnym poczuciem humoru.
Nawet pan nie wie, jak tu wesoło było ostatnio z panią Heleną – zaśmiała się Elwira, upijając łyk kawy. – Wspominałyśmy mój niedawny taniec w naszej sanatoryjnej kawiarni z jednym z kuracjuszy. Starszy pan, który z dumą wyliczał mi swoich „wiele chorób”, a potem porwał mnie do takiego oberka, że ledwo nadążałam.
Nikodem zaśmiał się głośno, a ten szczery, męski dźwięk sprawił, że Elwira poczuła przyjemne ciepło w brzuchu.
– O ho, konkurencja jest silna – mruknął z rozbawieniem, opierając brodę na dłoni i wpatrując się w nią z nieskrywanym podziwem.
W tym momencie muzycy zaczęli grać. Ze sceny popłynęły pierwsze, głębokie, melancholijne i niezwykle zmysłowe akordy. To nie był oberek. To było klasyczne, głębokie argentyńskie tango. Melodia była gęsta od emocji, magnetyczna.
Goście kawiarni powoli ruszali na mały parkiet. Nikodem i Elwira umilkli, wsłuchując się w rytm. Poczuli się tak swobodnie, tak naturalnie w swoim towarzystwie, że kiedy Nikodem nagle wstał i wyciągnął do niej rękę, Elwira nie wahała się ani sekundy
Gdy wyszli na środek, czas jakby zwolnił. Nikodem położył prawą dłoń na jej plecach, dokładnie na wysokości łopatki. Jego ręka była ciepła, pewna i silna. Elwira oparła lewą dłoń na jego ramieniu, czując pod palcami idealnie skrojoną marynarkę. Druga ich dłoń połączyła się w powietrzu. Zrobili pierwszy krok. Nikodem prowadził z absolutną, męską pewnością, ale i z niezwykłą delikatnością, jakby pamiętał, że trzyma w ramionach skarb, który przeszedł tak wiele. Elwira zamknęła na moment oczy, dając się ponieść temu rytmowi
Z każdym krokiem dystans między nimi malał. Muzyka pulsowała. Przy kolejnym obrocie Nikodem przyciągnął ją odrobinę bliżej. Elwira poczuła zapach jego perfum – nutę cedru i dobrego tytoniu – oraz delikatny powiew ciepłego powietrza, gdy pochylił się nad nią. Byli tak blisko, że jej twarz znajdowała się tuż przy jego szyi.
I wtedy, w tym jednym, zawieszonym ułamku sekundy między uderzeniami akordeonu, Elwira poczuła coś niesamowitego. Przez materiał jego koszuli i swojej sukienki poczuła miarowe, mocne, przyspieszone bicie serca Nikodema. A on, trzymając ją blisko przy swojej piersi, słyszał i czuł rytm jej serca – tego serca, o które tak bardzo się martwił, a które teraz biło czysto, mocno i idealnie w takt muzyki.
Spojrzeli sobie w oczy. Muzyka ucichła. A oni wciąż nie potrafili puścić swoich dłoni.
Rozdział 51: Córka na medal
Nikodem odłożył okulary i odsunął kartotekę. Spojrzał ciepło na Helenę.
– No dobrze, pani Heleno. Jak się dzisiaj czujemy? Jakieś dolegliwości? Kłucie w klatce piersiowej?
– Och, panie Nikodemie, właściwie to nic takiego... – zaczęła cicho Helena, nie chcąc robić kłopotu. – Czasem tylko tak delikatnie...
– Delikatnie?! – przerwał jej stanowczy głos Elwiry.
Zrobiła krok do przodu i położyła na biurku lekarza gruby, kwadratowy zeszyt. – Mamo, nie umniejszaj. Panie doktorze, od trzech miesięcy prowadzę pełne zapiski. Ciśnienie skacze jej regularnie w każdy wtorek i czwartek po godzinie siedemnastej. Górne potrafi dobić do stu sześćdziesięciu. Do tego dochodzą duszności przy wchodzeniu na pierwsze piętro.
Doktor Nikodem uniósł brwi z nieskrywanym podziwem. Spojrzał na otwarty zeszyt, gdzie idealnym, czytelnym pismem, dzień po dniu, rozpisane były pomiary ciśnienia, tętna, a nawet godziny podawania leków
– Imponujące – mruknął kardiolog. – Mało kto tak skrupulatnie prowadzi dzienniczek.
– Bo Helena ma tendencję do zapominania – Elwira mówiła z pasją, gestykulując energicznie. – Zapomina o magnezie, a potas uważa za zbędny. Muszę pilnować każdego posiłku. Sól odstawiłam jej całkowicie. Kupiłam zioła, ale ona ich nie cierpi, więc muszę przemycać je w zupie. Poza tym, panie doktorze, ona bierze ten lek na odwodnienie rano, a moim zdaniem...
– Elwirko, daj dojść do słowa panu doktorowi – westchnęła Helena, ale w jej oczach lśniła bezgraniczna miłość i wdzięczność.
Doktor Nikodem zamarł z długopisem w dłoni. W dzisiejszych czasach, gdy starzy ludzie tak często bywają zostawieni sami sobie, ta młoda kobieta była jak żywy anioł stróż.
– Pani... Heleno
– Tak, słucham panie Nikodemie.
– Proszę pani... – Nikodem zdjął okulary i spojrzał na Helenę z głębokim szacunkiem. – Może pani być dumna. Mieć w dzisiejszych czasach taką córkę to jak wygrać los na loterii. Ta dziewczyna żyje pani zdrowiem. Wie pani o tym.
Helena poczuła, jak gardło jej się ściska. Spojrzała na Elwirę, która nagle dziwnie spłonęła rumieńcem i spuściła wzrok, poprawiając nerwowo sanatoryjny ręcznik
– Wiem, panie doktorze – szepnęła Helena, celowo nie wyprowadzając go z błędu. – Wiem o tym każdego dnia
Doktor Nikodem uśmiechnął się szarmancko, a w jego oczach zapalił się błysk, którego doświadczony kardiolog nie zdołał ukryć. Ta „córka” właśnie całkowicie skradła jego uwagę.
Rozdział 52: Męska trema i błękitne chabry
Doktor Nikodem wypisał na karcie Heleny ostatnią pieczątkę i odłożył długopis. Elwira na chwilę opuściła gabinet – pobiegła piętro niżej, by w sanatoryjnym kiosku kupić zalecaną przez lekarza wodę mineralną. W gabinecie zapadła cisza. Nikodem odchrząknął. Nagle stracił swoją profesjonalną, profesorską pewność siebie. Zdjął okulary, zaczął je nerwowo czyścić rąbkiem białego fartucha, po czym odłożył je na biurko. Poprawił krawat, choć ten leżał idealnie.
– Pani Heleno... – zaczął, a jego głęboki baryton brzmiał teraz o ton wyżej. Był dziwnie zachrypnięty. – Serce pani bije bez zarzutu, wyniki się poprawiają. Ale... moje własne serce od wczorajszego wieczoru odmawia posłuszeństwa.
Helena uniosła brwi, tłumiąc na ustach lekki uśmiech. Z zaplecionymi na podołku dłońmi czekała cierpliwie.
– Chodzi o pani córkę – wyrzucił z siebie wreszcie Nikodem, a na jego dojrzałych policzkach pojawił się autentyczny, chłopięcy rumieniec. Oparł łokcie o biurko, błądząc wzrokiem po papierach. – Elwira... Elwira jest niezwykła. Nigdy nie spotkałem kobiety, która miałaby w sobie tyle życia, energii i... takiego niesamowitego ciepła. Wczoraj byliśmy w kawiarni. Czy wie pani, że tam było tanecznie? Przez całą noc nie zmrużyłem oka. Czuję się jak sztubak, pani Heleno. Mam czterdzieści lat, a trzęsą mi się ręce, gdy pomyślę, że miałbym zaprosić ją na prawdziwą randkę. Boję się odrzucenia.
Helena poczuła, jak wzruszenie ściska jej gardło. Widzieć tak szlachetnego, mądrego mężczyznę, który drży na samą myśl o Elwirze – to było coś pięknego.
– Panie Nikodemie – odezwała się łagodnie. – Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Elwira to twardy orzech do zgryzienia, ale ma bardzo wrażliwe serce.
– Właśnie dlatego zwracam się do pani. Jako do matki – Nikodem nachylił się nad biurkiem, zniżając głos do konspiracyjnego szeptu. – Pani zna ją najlepiej. Chcę zrobić coś wyjątkowego. Coś, co pokaże jej, że traktuję ją śmiertelnie poważnie. Nie chcę banałów. Żadnych czerwonych róż, to zbyt oczywiste. Proszę mi podpowiedzieć... jakie kwiaty lubi najbardziej? Przyjmę każdą wskazówkę.
Helena uśmiechnęła się ciepło. W jej głowie natychmiast błysnęła rozmowa z pokoju numer 204. „Prawda o braku pokrewieństwa i tak wyjdzie na jaw” – pomyślała – „ale zanim to nastąpi, dajmy tej miłości urosnąć”.
<><><><><><><><>
Zakup powieści "Serce Elwiry" Teresy Czajkowskiej
poprzez sklep internetowy Amazon.pl
w wersji ebook pdf z Virtualo.pl
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz