Czy stałość oznacza, że musimy zapuścić korzenie w jednym, niezmiennym punkcie? Liczba moich stałych adresów zamieszkania to okrągła dziesiątka plus dwa czasowe.
Często wydaje nam się, że odnalezienie swojego miejsca na ziemi to cel ostateczny – moment, w którym wszystko zastyga w idealnej harmonii. Ostatnio jednak, patrząc na jeden z najważniejszych przedmiotów w moim domu, zrozumiałam, że prawdziwe schronienie buduje się zupełnie inaczej.
Mowa o potężnej, pięknej świecy, którą lata temu otrzymaliśmy od przyjaciół z okazji rocznicy ślubu. To nie jest zwykła dekoracja. To fizyczny symbol naszego ogniska rodzinnego, świadek minionego czasu, rozmów i ciepła.
Zauważyłam jednak, że ta świeca ma swój własny, rytmiczny taniec z przestrzenią. Latem, gdy kominek milczy, stoi dumnie tuż obok niego. Zdobi salon, wtapia się w jasne, letnie słońce i nie grozi jej stopienie. Jednak gdy nadchodzi zima, a w kominku rozbłyskuje prawdziwy żar, świeca musi ustąpić. Przenoszę ją wtedy w bezpieczne, bardziej oddalone miejsce. Gdyby została przy ogniu, jej własne tworzywo mogłoby ulec zniszczeniu.
Ta coroczna wędrówka uświadomiła mi coś ważnego w kontekście nas samych i naszych poszukiwań „stałego miejsca”:
Stałość to nie bezruch, ale elastyczność.
Świeca symbolizuje dom i relacje, ale żeby przetrwać, musi reagować na zmieniające się warunki (ogień w kominku, pory roku). W życiu jest podobnie. Nasze stałe miejsce to nie sztywny punkt na mapie, ale zdolność do adaptacji bez utraty własnej tożsamości.
Ochrona własnego wnętrza.
Czasami, aby zachować swoje wewnętrzne ciepło i nie „stopić się” pod wpływem zewnętrznych emocji, stresu czy intensywnych zmian (metaforycznego żaru z kominka), musimy na chwilę zmienić perspektywę lub przesunąć się o krok w tył. To nie jest ucieczka – to mądrość przetrwania.
Poczucie bezpieczeństwa nosimy w sobie.
Niezależnie od tego, czy świeca stoi po lewej, czy po prawej stronie salonu, nadal niesie ze sobą tę samą intencję i pamięć o rocznicy ślubu. Nasze stałe miejsce w życiu to stan ducha, relacje z bliskimi i spokój, który mamy w sercu – niezależnie od tego, dokąd akurat rzuci nas los.
Szukając swojego miejsca, nie bójmy się więc drobnych przesunięć. Czasem zmiana kąta, z którego patrzymy na świat, jest najlepszym sposobem na to, by nasz wewnętrzny płomień nigdy nie zgasł.
~~~~~~~~~~~~~~~~
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz