Gminny Konkurs Plenerowy „Kwiecień na Tkaninie” miał być osobistym triumfem Klary. Jako dyplomowana estetka i miłośniczka przedwojennego szyku, przygotowywała się do niego od miesięcy. Na wybieg wzniesiony z desek pożyczonych od lokalnego tartaku wkroczyła niczym Audrey Hepburn zagubiona na wielkopolskiej prowincji. Jej kreacja retro – misternie udrapowana, kremowa suknia w herbaciane róże, zwieńczona kapeluszem o rondzie tak wielkim, że groziło odlotem przy silniejszym podmuchu wiatru – miała zmiażdżyć konkurencję. A zwłaszcza JEJ konkurencję. Czyli młodszą siostrę, Matyldę.
Klara była święcie przekonana, że Matylda nie ma ani budżetu, ani polotu. Przecież jedyne, co ta dziewczyna spakowała na nadchodzące, luksusowe wakacje na Majorce, to były proste, szerokie, lniane spodnie w kolorze naturalnego owsa i zwiewna, muślinowa bluzka. Czysty minimalizm, nuda, zero dramatyzmu.
Gdy nadszedł czas prezentacji, Klara poprawiła białe, sięgające łokci rękawiczki, rzuciła sędziom spojrzenie pełne wyrafinowanej wyższości i... nagle zamarła.
Zza kulis wyłoniła się Matylda. Ale jej minimalistyczne, lniane spodnie nie były już nudne.
Na prawej nogawce, od samego biodra aż po snujący się po ziemi mankiet, pysznił się gigantyczny, barokowy, wręcz hipnotyzujący bukiet malw i piwonii. Kolory były tak żywe, jakby kwiaty przed chwilą zerwano z ogrodu botanicznego. Publiczność wstrzymała oddech, a przewodniczący jury zaczął nerwowo szukać okularów. Na tkaninie lśnił najprawdziwszy, florystyczny obraz.
Klara poczuła, jak pod wielkim kapeluszem gwałtownie rośnie jej ciśnienie. „Skąd ona wzięła drukowany len tej jakości? W jedną noc?!” – syknęła w duchu, czując, że jej misterna wizja retro właśnie przegrywa z tą bezczelną, wakacyjną nonszalancją.
Dopiero z bliska, gdy stanęły obok siebie na podium, prawda wyszła na jaw. Klara, obdarzona sokolim wzrokiem, poczuła nagle specyficzny, ostry zapach, który na pewno nie był perfumami z Majorki. To był zapach terpentyny.
Matylda, zarywając noc w prowizorycznej pracowni, namalowała ten wzór własnoręcznie. Niestety, w przypływie artystycznego szału i braku innych zapasów, użyła klasycznych, ciężkich farb olejnych z tubek ojca. Tych do płótna malarskiego, a nie do delikatnych ubrań.
„Są genialne, Matyldo” – wyszeptała przez zęby Klara, uśmiechając się nieszczerze do fotografa z lokalnej gazety. „Ale wiesz, że ta nogawka przy pierwszym praniu po prostu pęknie i skruszeje razem z tym twoim lnem? Stworzyłaś jednorazowe arcydzieło.”
Matylda tylko mrugnęła do niej okiem, poprawiając chwosty przy pasku. „Może i jednorazowe, siostro. Ale Majorka zapamięta mnie na zawsze. A jury... właśnie przyznaje mi pierwsze miejsce.”
<><><><><><><><><><<><<><><<><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz