Muszę się do czegoś przyznać,
Trudno, raz kozie śmierć.
W mojej okolicy powstała prawie sieć dróżek rowerowych. Mogłabym bez obawy o jakąś kolizję drogową pokonywać kilometry.
Mamy 3 rowery w wersji "damka". Jeden nawet po mojej śp. mamie. Jeździła na nim, mając nawet 83 lata. Mąż go odrestaurował i często używa , chociaż na dłuższe wypady (a jeździł jeszcze w ubiegłym roku po 20 -30 km) używa "bardziej wypasionego" sprzętu. Teraz po kontuzji "zszedł" do kilkunastu km dziennie, ale ma nadzieje, że będzie lepiej. Następne dwa na zmianę używa starszy wnuczek - lubi retro, chociaż również ma swój "wyczynowy" - sportowy rower.
Wciąż czekacie, do czego to miałam się przyznać?
Ostatnio jechałam na rowerze... w szkole średniej.
No, mam to wyznanie już za sobą. wcale za mocno nie bolało. Ale Toffi tego nie powiem. To teraz moja jedna z kilku fobii. Obawiam się, że mogę przypadkiem się wywrócić i połamać swoje stare kości.
No dobrze, wiem. Przecież przez te kilkadziesiąt lat nie zawsze były stare.
Marzenie Toffi
<><><><><><><>⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj
Widzę, Czuję, Wiem i poszukuję -najnowszy blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz