Mówi się, że psy mają doskonały słuch. Reagują na szelest otwieranego papierka z drugiego końca domu. Moja Toffi poszła jednak o krok dalej – ona opanowała do perfekcji sztukę kontrolowanej hipnozy i udawania, że... po prostu zeszła z tego świata.
Siedzę na kanapie, biorę telefon i postanawiam zrobić jej kilka ujęć. Toffi leży bezwładnie obok poduszki w kształcie kiwi. Oczy otwarte, wzrok utkwiony w nicość. Aparat głośno odlicza sekundy: trzy, dwie, jedna... błysk, dźwięk migawki! Nic. Zero reakcji. Ani jedno drgnienie powieki, ani jeden ruch ogona. Robię drugie zdjęcie, potem trzecie – piesek wygląda, jakby odpłynął w głęboki, międzygalaktyczny niebyt. Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy ta poranna walka z grawitacją kanapy ostatecznie jej nie przerosła.
Pełna obaw postanawiam wstać i pójść do kuchni. No cóż, czas zrobić sobie herbatę, a przy okazji... otworzyć lodówkę.
I w tym momencie następuje cud! Klasyczny, domowy, kulinarny cud uzdrowienia.
Dźwięk odklejającej się gumowej uszczelki lodówki zadziałał lepiej niż najlepsze psie lekarstwo. Nie zdążyłam nawet wyciągnąć ręki po masło, a tuż obok moich nóg stała już całkowicie rześka, pełna życia i energii Toffi. Głowa zadarta wysoko do góry, uszy postawione, w oczach błysk absolutnego skupienia. Po kosmicznej hipnozie nie było już śladu. Pojawił się za to niemy komunikat: „Mamo, melduję się na posterunku! Słyszałam, że otwierasz skarbiec. A nuż... a nuż coś tam dla mnie niesiesz?”.
Oto cała Toffi. Dla aparatu fotograficznego – głucha i nieprzytomna. Dla plasterka szynki lub kawałka żółtego sera – zawsze pierwsza, zawsze zwarta i gotowa do akcji!
Myślę, że my, ludzie, też czasem zapadamy w taką życiową hipnozę. Udajemy, że nie słyszymy pewnych rzeczy, odcinamy się od świata, gdy obowiązki zaczynają nas lekko przytłaczać. Ale każdy z nas ma w życiu taką swoją „lodówkę” – coś, co w ułamku sekundy stawia nas na nogi i wyrywa z największego marazmu. Dla jednych to zapach porannej kawy, dla innych telefon od bliskiej osoby, a dla Toffi... cóż, Toffi po prostu wie, co w życiu dobre i smaczne!
A Wasze zwierzaki? Też potrafią tak bezbłędnie udawać greka, żeby za chwilę stać się pierwszymi sępami w domowej kuchni? Czekam na Wasze wesołe historie w komentarzach!
~~~~~~~~~~
Dziękuję, że jesteście tutaj ze mną...Niech ten radosny, psi akcent przyniesie Wam dziś mnóstwo uśmiechu i energii do działania!
Z ciepłymi pozdrowieniami i lodówkowym światłem,
Teresa
<><><><><><><>⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj
WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję -najnowszy blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki . link tutaj

O, nie tylko pieski tak mają, także koty :-)
OdpowiedzUsuńGdybym na dodatek miała jeszcze kota ( w domu.... a nie w głowie, gdzie mam nadzieję nie zamieszkuje :) ....), to chyba bym z głodu padła. Musiałabym ograniczyć częstotliwość otwierania lodówki.
Usuń