![]() |
| Na jachcie „Namouna”, Wenecja – 1890 by Julius LeBlanc Stewart |
Spoglądam dziś na to niezwykle nastrojowe płótno amerykańskiego mistrza Juliusa LeBlanca Stewarta (nazywanego Paryżaninem Filadelfii) zatytułowane „Na jachcie Namouna” z 1881 roku. Choć od namalowania tej sceny minęło blisko półtora wieku, a eleganccy pasażerowie odpoczywający pod wielkim płóciennym zadaszeniem luksusowego statku wydają się pochłonięci leniwym, popołudniowym relaksem, to obraz ten kryje w sobie głęboką, uniwersalną prawdę o nas samych. O tym, jak zachowujemy się, kiedy tracimy stabilny grunt pod nogami.
Życie na pełnym morzu – tak jak nasze codzienne życie – bywa nieprzewidywalne. Wystarczy jedna nagła fala, silniejszy podmuch wiatru, by pokład zaczął niebezpiecznie przechylać się na boki. W takich momentach cała nasza wyuczona elegancja, plany i pewność siebie schodzą na dalszy plan. Ustępują miejsca pierwotnej potrzebie odnalezienia oparcia.
Artysta genialnie uchwycił ten subtelny moment fizycznego i emocjonalnego szukania balansu. Spójrzmy na kobietę po lewej stronie, w pięknej, jasnej spódnicy. Stoi tyłem do bezkresnego oceanu, ale jej dłoń kurczowo, z całej siły zaciska się na mosiężnej barierce drewnianej nadbudówki. Ona wie, że bez tego jednego, pewnego punktu oparcia, straci równowagę. Mężczyzna obok niej mocno zapiera się butami o deskowanie pokładu, a kobieta na leżaku w głębi unosi ramiona, jakby instynktownie próbowała zbalansować ciężar własnego ciała wobec kołysania fal. Nawet wierny pies, wtulony w fałdy ciemnej sukni swojej pani, szuka ciepła i bezpieczeństwa u boku człowieka, którego darzy bezgranicznym zaufaniem.
Kiedy w naszym życiu nadchodzi sztorm – techniczny, zdrowotny czy emocjonalny – zachowujemy się dokładnie tak samo jak pasażerowie jachtu „Namouna”. Nerwowo rozglądamy się wokół, szukając naszej własnej barierki, której moglibyśmy się chwycić. Czasem tą barierą są twarde zasady, czasem mądre porządki w dokumentach, a najczęściej – drugi człowiek. Bezpieczna obecność kogoś bliskiego, lojalnej członka rodziny czy oddanego przyjaciela, kto bez słowa wyciągnie dłoń i pomoże nam utrzymać pion, gdy wokół wszystko zaczyna wirować.
Stabilność nie polega na tym, że morze wokół nas zawsze będzie spokojne. Prawdziwa stabilność to umiejętność znalezienia oparcia wewnątrz siebie i przy boku tych, którzy płyną z nami w tym samym rejsie.
~~~~~~~~~~~~~~~~
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

I to ostatnie zdanie oddaje sedno naszej podróży przez życie:-)
OdpowiedzUsuńMasz rację Jotko. Nawet rozdzielenie tego zdania na 2 części nie byłoby spełnieniem sensu. Samodzielnie - nie ma sensu. Trzeba mieć oparcie wewnątrz siebie, ale w towarzystwie tych, na których można liczyć.
Usuń