Wieczór w ogrodzie Wiktora wyglądał jak z bajki. Ekipa Janka rozstawiła lampy, a nad altanką i krzewami róż rozbłysły dziesiątki ciepłych, żółtych świateł. Ivo, wciśnięty w ciasny, welurowy surdut z epoki i z misternie ułożoną peruką na głowie, przestępował z nogi na nogę. Klął pod nosem na drapiący kołnierz, ale gdy z domu wyszła Anna – ponownie olśniewająca w swojej błękitnej sukni – natychmiast zapomniał o niewygodzie.
– No, hrabio Potocki... – szepnęła rozbawiona Anna, podchodząc do niego. – Trzeba przyznać, że w tych lokach ci do twarzy.
– Milcz, kobieto, i graj, bo chcę mieć to już za sobą – mruknął z uśmiechem Ivo, choć jego oczy patrzyły na nią z bezbrzeżnym zachwytem.
– Kamera... Akcja! – ryknął Janek zza monitora.
Ivo wczuł się w rolę idealnie. Zgodnie z napisanym na kolanie scenariuszem, podszedł do Anny na ścieżce obok altanki, ujął jej dłonie i patrząc jej głęboko w oczy, zaczął mówić o uczuciu, które wybuchło nagle, jak skok z pędzącego pociągu. Nie musiał nic udawać. Słowa płynęły prosto z jego serca, a Anna czuła, że kręci jej się w głowie od autentycznego napięcia, jakie między nimi powstało.
Scena zbliżała się do kulminacyjnego, romantycznego momentu, gdy nagle na plan, z głośnym szczekaniem, wpadła Toffi. Mała suczka, widząc Ivo w dziwnej, wielkiej fryzurze, uznała go za intruza. Zaczęła biegać wokół jego nogawek, ciągnąc zębami za dół historycznego surduta, przez co Ivo musiał skakać na jednej nodze, próbując zachować powagę hrabiego. Całe szczęście, ze nie wspomagał jej Maks, zamknięty na ten czas w domu. O Toffi po prostu zapomnieli.
– Cięcie! Genialne, mamy to! – wrzasnął uszczęśliwiony Janek. – Toffi, dostajesz podwyżkę za ten improwizowany komizm!
W tym samym momencie zza wielkiego namiotu reżyserskiego wyszedł niespiesznie... Aleksander, czyli prawdziwy hrabia Potocki. W ręku trzymał kubek z colą, a jego twarz była idealnie gładka, promienna i nienaganna. Nie było na niej śladu po ani jednym komarze.
– No, no, Ivo... – zaczął hrabia Potocki, klaszcząc w dłonie i szczerze się śmiejąc. – Muszę zacząć uważać na konkurencję. Jeśli tak dalej pójdzie, reżyser wyreklamuje mnie w kolejnym sezonie na rzecz przystojniejszego amanta z prowincji!
Ivo zamarł. Spojrzał na gładką cerę aktora, potem na Toffi, która właśnie lizała Potockiego po butach, a na końcu przeniósł morderczy wzrok na Janka.
– Janek... – zacisnął zęby Ivo, zdejmując z głowy perukę. – Żadnych komarów nie było, prawda?
– No dobra, przyznaję się! – Janek uniósł ręce w obronnym geście, chowając się za plecami operatora kamer. – Aleksander cały dzień spędził w klimatyzowanym hotelu! Musiałem coś wymyślić, żebyś w końcu przestał zazdrościć zza blendy i wziął sprawy w swoje ręce. No i zobacz! Czy bez mojej małej intrygi wyznałbyś Annie miłość w blasku lampionów, we własnym ogrodzie? Powinieneś mi podziękować!
Ivo zrobił krok w stronę przyjaciela, udając, że chce go udusić peruką, ale Anna nagle wybuchnęła najgłośniejszym, najpiękniejszym śmiechem, jaki słyszeli. Podeszła do Ivo, odebrała mu sztuczne włosy i rzuciła je z uśmiechem na stół.
– Janek ma rację – powiedziała ciepło, splatając swoje palce z dłonią wciąż zszokowanego Ivo. – Ułatwił ci drogę, panie hrabio. Ale skoro zdjęcia oficjalnie się skończyły... pamiętasz, co mi obiecałeś dzisiaj rano? Kawiarnia bez kamer i bez aktorów.
– Pamiętam – odpowiedział Ivo, a jego twarz natychmiast się rozjaśniła. Przyciągnął ją bliżej, całkowicie ignorując całą klaszczącą w tle ekipę filmową. – Pakuj walizki, Aniu. Kierunek: Wiedeń i Paryż. Tylko ty, ja i Toffi w roli pasażera na gapę."
KONIEC SEZONU 1
<><><><><><><><><><><<><<><><<><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz