Translate

niedziela, 16 sierpnia 2020

WYSOKIE CHOLEWKI I SŁOMA Z BUTÓW

(K. Szlegel, Posłowie Leopolda I)

Już niedługo zacznie się pakowanie walizki męża na wyjazd do sanatorium. Jakie to szczęście, że przypada to jeszcze na lato - mniej ciuchów do zabrania. Gdyby to przypadło zimą, to może musiałabym dosyłać zziębniętemu chłopinie pary skarpetek, dwóch par sandałów i dwóch par majtek (barchanowych?). A może wcale bym ich nie wysyłała, tylko zrobiła niespodziewany nalot, aby sprawdzić kochasia... czy czasem nie uczestniczy w "sanatorium miłości"?

W 2017 r " (...)w rzymskiej świątyni w miejscowości Southwark znaleziono naturalnej wielkości posąg mężczyzny w sandałach i skarpetkach. Niedawno natomiast w hrabstwie Northumberland archeolodzy odkryli tabliczkę z listem. „Ślę ci parę skarpetek, dwie pary sandałów i dwie pary majtek” – pisze żona albo matka do anonimowego żołnierza rzymskiego stacjonującego w Anglii. Fakt, że rzymskim legionistom na północy marzły stopy i że do swoich wojskowych, nabijanych ćwiekami, sandałów nosili grube skarpety, potwierdza też uchwyt brzytwy w kształcie nogi rzymskiego piechura w sandale i w wysokiej skarpetce, znajdujący się w muzeum w Newcastle (...)"

Póki co, po każdym praniu zastanawiam się, czyja skarpetka bez pary wałęsa się po chałupie, męża czy zięcia. Jeśli chodzi o skarpetki wnuków, to one, na razie przynajmniej, wielkością się różnią. A przecież dawno już temu zakupiłam specjalne woreczki do skarpet, aby żarłoczny bęben w pralce nie wciągnął jakiejś w swoje czeluści.
Może teraz niejedna gospodyni domowa oskarżyć mnie o brak gospodarności: "ze zwykłą skarpetką sobie rady dać nie może... co to za pani domu, toć lepiej onuczki niech stosuje, może to będzie łatwiejsze do ogarnięcia"
Dobrze  byłoby, aby ewentualny sarkazm nie zszedł na poziom słomy do butów.
Nie jest ze mną jeszcze tak źle, abym tu zacytowała piosenkę Macieja Zembatego "Onuce"
A figa z makiem!
Nie będzie tu tekstu tej piosenki, bo niegodna tu hulać na moich łamach. Może w męskim towarzystwie, przy jakiejś popijawie...


" (...) Zanim człowiek nauczył się tkać płótno, okrywał się futrami upolowanych zwierząt. Miękkimi skórkami owijał stopę i łydkę, a na to wkładał but z twardszej skóry i obwiązywał kostkę rzemieniem. But wyściełano suchą trawą. Obok znalezionej w 1991 r. w Alpach mumii „Człowieka z lodu” znajdowały się świetnie zachowane części jego garderoby, między innymi skórzane nogawice i buty z niedźwiedziej skóry sprzed około 5300 lat ocieplone właśnie trawą.

Jędrzej Kitowicz poświęca „onuczkom” (płóciennym chustom do owijania stóp) i „wiechciom” (słomie wkładanej do butów) cały wywód w swoim „Opisie obyczajów za panowania Augusta III”. „Najwięksi panowie, senatorowie, hetmani, w polskim stroju chodzący, używali wiechcia do botów. (...) Przed końcem panowania Augusta najprzód onuczki, a potem wiechcie skasowane zostały (...). Miejsce wiechciów zastąpiły podeszwy pilśniowe, kuczbajowe, burkowe albo kapeluszowe. Onuczki zaś przemienione zostały na szkarpetki i meszty tureckie. Co do ciepła i zdrowia, lepsze były wiechcie słomiane od jakichkolwiek podeszew, ponieważ słoma to ma do siebie, iż wyciąga wilgoć, dla zbytku której niejednemu przeraźliwie nogi śmierdzą”.

Jak widać, w oczach imć Kitowicza nie znajduje uznania ta mało higieniczna nowinka. I nic dziwnego – słomę codziennie wymieniano, a owe szkarpetki i podeszwy nieczęsto trafiały do balii. Mimo początkowego sceptycyzmu polska szlachta przerzuciła się na skarpetki, czego nie można powiedzieć o chłopach, którzy używali słomy aż do II wojny światowej(...)"





"(...) Na pewien trop naprowadzają nas opisy siedemnastowiecznej mody. Otóż wtedy, na dworach: francuskim, hiszpańskim i austriackim, uchodzących za wyznaczające europejskie trendy, arystokraci używali cienkich, jedwabnych, pończoch. Dopiero na odziane w nie nogi zakładali buty. Zwyczaj polskich magnatów, by zakładać buty z wysokimi cholewami wypełnionymi sieczką na gołe stopy, mógł wydawać się osobom hołdującym zachodniej modzie szokujący i prymitywny.

Za tą drugą hipotezą przemawia frazeologizm "wytrzepać słomę z butów" / "wyciągać słomę z butów" / "wyjąć słomę z butów", mający znaczenie, że ‘ktoś wyzbywa się prostackich zachowań, bądź ktoś usiłuje przestać zachowywać się jak prostak (...)"



Obrazek dodany w komentarzu na fb do tego posta przez Irena Helena. Dziękuję :)


19 komentarzy:

  1. No przecież wiadomo, że po domach grasuje skarpetkowy potwór:-)
    Kiedyś czytałam rezolutną odpowiedź pewnej kelnerki na chamską zaczepkę klienta - a słomkę to przynieść czy wyciągnie sobie pan z buta?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były takie czasy, kiedy kelnerzy byli górą, a anegdoty o nich krążyły, jak o "czarnej wołdze"

      Usuń
  2. Temat mi obcy, od ponad dwudziestu lat nie prałam męskich skarpetek:) I dobrze mi z tym:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki Twoim interesującym postom zawsze się czegoś fajnego dowiem - zarówno humorystycznego, jak i poważnego.
    Dziękuję za ciekawy post.
    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Haniu :)
      Czasem się jakoś zawieszę i wówczas wydaje mi się, że juz nic nie mam do napisania :)
      Miłego wieczoru :)

      Usuń
  4. Niestety i u mnie skarpetki od zawsze znikają po praniu i ciężko je połączyć w pary. Ciekawy post.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moda na noszenie skarpetek nie od pary nieśmiało wchodziła wżycie, ale aż tak awangardowi to jeszcze nie jesteśmy :)

      Usuń
    2. Za szybko skończyłam... jak tak mogłam... bez podziękowania i serdeczności? Wybacz mi , Nino :) Taki ze mnie Struś Pędziwiatr:)

      Usuń
  5. Skarpetki pojedyncze zawieszam na klipsach, prędzej czy później druga też się znajduje. Wyjściem dobrym jest kupowanie kilku par identycznych:)))
    W sanatorium byłam dwa razy z NFZ odpoczelam, zwłaszcza moje stawy, a najlepsze były fajfy, które leczyły podwójnie, zwłaszcza ludzi z poczuciem humoru.
    Pozdrawiam serdecznie.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Pomysł z tymi zwielokrotnionymi parami tych samych skarpetek jest trafiony. Kupuję :)
      Fajfy to niepisana część harmonogramu lecznictwa sanatoryjnego. Kto się ociąga, powinien być z sanatorium... karnie usuwan, z wpisem do akt NFZ - bez prawa powrotu w następnych sezonach :)
      Wesołego dnia, Celu :)

      Usuń
  6. Jak zawsze miło się czyta. Na męża uważaj, bo po złotych godach to licho wie, na jaki pomysł wpadnie:-)
    Onuce pamiętam u Babci, ale słomy u nas nie było w butach:-))) to może już nie wyjdzie :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę w takim razie musiała wzmóc czujność :)
      Ja też onuce widziałam w dzieciństwie, jednak, tak, jak ty Basiu, nie natknęłam się ani na ździebełko słomki w żadnych butach :)))
      Dobrej nocy :)

      Usuń
  7. Ten "fenomen" skarpetkowy urósł do rangi znanego wszystkim dowcipu. Zawsze giną w pralce. Wie o tym każda gospodyni, która ma do najmniej dwóch facetów w domu. Nie ma na to rady, najlepiej się z tym pogodzić po prostu. I nie świadczy to wcale o niegospodarności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rośnie czwarty facet :) Całe szczęście, że pierzemy sobie w dwóch swoich pralkach, ale czasem spotkamy sie przy suszeniu :) i rozdzielaniu własności :)))

      Usuń
  8. Ze skarpetkami to chyba kazda z nas ma ten sam problem:) ja przynajmniej mam...nie cierpie ich składać i szukać pary....syn nasz mieszka w Oslo od zeszlego roku i nie zdarzyło mu się przyjechać do domu w dwóch takich samych skarpetach 🙈 pytam się go o co chodzi z tymi skarpetami, a on na to ze nie będzie się przecież stosował ze nie ma drugiej takiej samej, bierze co ma pod ręką...
    On, to on ale widozelismy z mężem faceta w dwóch różnych butach 🙈 Norwegia zyje bez stresowo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się, Aniu, podejście do zycia Twojego syna. Mojemu mężowi juz zdarzyło sie wyjść z domu w 2 butach nie od tej samej pary. No cóż... każdy z nich był czarnym pólbutem. Jeden był "starszy", drugi"młodszy" -)))
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń