Dziś kalendarz zafarbuję na różowo i czerwono. Laurki, czekoladki, wielkie słowa pisane wielką literą. To piękny dzień dla tych, którzy mają proste historie. Świata nie tworzą jednak wyłącznie proste historie.
Istnieje równoległa rzeczywistość, w której Dzień Matki nie mieści się w schemacie z kwiaciarni. To rzeczywistość dzieci adoptowanych. Dla nich to święto bywa emocjonalną lekcją geometrii – bo jak podzielić jedno serce między dwa zupełnie różne adresy?
Scenariusz pierwszy:
Prawda dawkowana od kołyski
Współczesna psychologia nie bawi się w chowanego. Standardy są jasne: mówić prawdę jak najwcześniej. Dzieci dowiadują się o swoim pochodzeniu, zanim jeszcze dobrze nauczą się wiązać buty. Słyszą o „dzieciach z brzuszka” i „dzieciach z serduszka”. Dla kilkulatka to naturalne jak grawitacja.
Jak takie dziecko podchodzi do Dnia Matki?
O mamie adoptowanej:
Dziś z dumą wręczy jej krzywo wycięte serce z brystolu. Dla niego Mama to ta osoba, która dmucha na rozbite kolano i zna lekarstwo na potwory pod łóżkiem. Kolce, z którymi mogło przyjść na świat, już dawno odpadły dzięki codziennej miłości.
O mamie biologicznej:
Gdzieś w tle, obok radosnego gwaru, pojawia się jednak cicha, dziecięca filozofia. To nie jest żal – to raczej naturalna ciekawość. Myśl o kobiecie, której twarzy nie pamięta, ale dzięki której oddycha. To moment, w którym mały człowiek zaczyna rozumieć, że miłość i istnienie mogą mieć dwa różne źródła.
Scenariusz drugi:
Prawda, która wybucha za późno
Bywa też inaczej. Czasem prawda jest chowana na dnie najgłębszej szuflady. Dla „świętego spokoju”, z lęku, z chęci ochrony dziecka przed trudną historią. A potem tabu pęka. Przypadkiem – w starych dokumentach, podczas szkolnych badań grupy krwi albo przez jedno zdanie rzucone w złości przez kogoś z rodziny.
Dla nastolatka czy dorosłego, który dowiaduje się o adopcji późno, Dzień Matki staje się emocjonalnym polem minowym.
O mamie adoptowanej:
Pojawia się bolesny zgrzyt. Wdzięczność za lata opieki nagle zaczyna walczyć z poczuciem zdrady.
„Składam dziś życzenia kobiecie, która mnie kocha, czy kobiecie, która mnie okłamywała?”.
Kwiaty kupione mogą nagle wydać się niezwykle ciężkie.
O mamie biologicznej:
Tutaj rodzi się mit. Wyobrażenie o idealnej, utraconej matce z przeszłości. Dorosły człowiek zadaje sobie pytania, na które nikt mu nie odpowie:
„Dlaczego mnie zostawiłaś? Czy jutro, patrząc w okno, pomyślisz o mnie chociaż przez minutę?”.
Bez morału i bez instrukcji obsługi
Adopcja to nie jest proces, który kończy się z chwilą podpisania dokumentów w sądzie. To ciągłe redefiniowanie tego, kim się jest.
Ten wpis nie ma być pouczeniem. Nie ma tu dobrej odpowiedzi na pytanie, jak „należy” przeżywać dzisiejszy dzień. Można czuć bezgraniczną miłość do kobiety, która wychowała, i jednocześnie nosić w sobie głęboką, cichą tęsknotę za tą, która dała życie. Można też czuć złość. Wszystkie te emocje mają prawo istnieć obok siebie w jednym sercu.
Wszystkim Mamom – tym, które rodziły w bólach na porodówce, tym, które wydeptały ścieżki do ośrodków adopcyjnych, i tym, które z różnych przyczyn mogą dziś o swoich dzieciach tylko pomyśleć – życzę dzisiaj po prostu spokoju. I wzajemnego zrozumienia.
Jeśli, uważasz, że piszę o sprawach, o których nie mam pojęcia, to proszę, przeczytaj mój stary post, a zmienisz zdanie tutaj
<><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

Życie nigdy nie jest czarno-białe, gdyby wszystko było proste, terapeuci nie mieliby co robić!
OdpowiedzUsuńŁatwiej jest takim dzieciom, kiedy trafiają pod dach, gdzie terapeuta jest na miejscu, czyli jest nim adoptowany rodzic. Tak mają nasz "gladiator" j jego "brat". To jednak nie umniejsza faktu, że tacy rodzice są na wagę złota ( nie wspominając, jeśli trafią na "najlepszego dziadka", który jeździ z nimi hulajnogą po osiedlu i nie bierze pod uwagę ewentualnej opinii mieszkańców). O babci ( z własnej "skromności) już nie wspomnę :)
Usuń