Translate

środa, 6 maja 2026

PODSŁUCH NA TARASIE



   Słońce pięknie grzało, mąż siedział rozparty na krześle, z telefonem przy uchu i szerokim uśmiechem na twarzy. Na jego kolanach, jak na tronie, rozłożyła się Toffi – mała biała maltanka z miną księżniczki, która właśnie otrzymała audiencję u króla.Toffi westchnęła z zadowoleniem i ułożyła pyszczek na jego ramieniu.

   Toffi (do siebie, z wyższością):

„No proszę. Moje kolana. Moje. Zawsze były, są i będą." 



 Pod stół wczołgał się ukradkiem, kładąc się cichutko i udając głęboki sen,  Milord – gruba, ruda parówa na czterech patykowatych nóżkach (wykałaczkach), z lisim ogonem i miną tajnego agenta na specjalnej misji.



   Milord (wewnętrzny monolog, szeptem):

„Cicho… cicho… nie ruszaj się. On rozmawia. Może padnie słowo »spacer«… albo »kiełbasa«… albo »Milord dostanie coś pysznego«… Rejestruję wszystko.”

Mąż roześmiał się głośno do telefonu.

   Toffi (lekko unosząc brew):

„Śmieje się. Dobrze mu. Jak się śmieje, to mnie głaszcze. Idealnie.”

Milord (jedno oko lekko uchylone):

„No dalej, człowieku… kończ już tę gadkę. Ile można? Mam tu misję. Muszę wiedzieć, czy będzie ruch.”

Mąż kontynuował rozmowę, gestykulując wolną ręką. Toffi zamrugała powoli, jak prawdziwa dama.

   Toffi (z pobłażaniem, patrząc w dół):

„Milordzie, ty naprawdę myślisz, że jak będziesz tak leżał i udawał śpiącego, to nikt nie zauważy? Masz ogon wielkości szczotki do podłogi.”

Milord (obrażony, ale nadal nieruchomo):

„Cicho tam na górze, amatorko. Ty masz kolana na stałe. Ja muszę walczyć o każdy okruch uwagi. To jest strategia. Sztuka konspiracji.”

   Nagle mąż powiedział do telefonu:

- No dobra, to kończę, bo tu mam sytuację…

   Milord (natychmiast poderwał uszy, wewnętrzny krzyk):

„TAK! Kończy! Akcja! Czerwony alarm! Zaraz będzie wstawanie! Możliwe głaskanie! Możliwe wyjście! Trzymaj pozycję!”

   Toffi (lekko unosząc głowę, z wyższością):

„Spokojnie, grubasku. Nawet jeśli wstanie, to i tak najpierw mnie postawi na ziemię. Znam procedury.”

Milord (z nadzieją):

„Może tym razem zapomni o hierarchii… Może dzisiaj będzie dzień cudów…”

Mąż zakończył rozmowę, odłożył telefon i spojrzał w dół.

- No co tam, moje zwierzaki… - powiedział czule.

    Toffi (z godnością):

„W końcu. Już myślałam, że ta rozmowa nigdy się nie skończy.”

   Milord (wewnętrznie, z radością):

„Misja wykonana. Czekam na nagrodę.”

A na zewnątrz oba psy patrzyły na niego z absolutną niewinnością – jeden z kolan, drugi spod stołu – jakby przez ostatnie dziesięć minut absolutnie nic nie kombinowały.

```````````````````````````````````````

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

 WIDZĘ, CZUJĘ, WIEM i poszukuję - blog, zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz