Słońce pięknie grzało, mąż siedział rozparty na krześle, z telefonem przy uchu i szerokim uśmiechem na twarzy. Na jego kolanach, jak na tronie, rozłożyła się Toffi – mała biała maltanka z miną księżniczki, która właśnie otrzymała audiencję u króla.Toffi westchnęła z zadowoleniem i ułożyła pyszczek na jego ramieniu.
Toffi (do siebie, z wyższością):
„No proszę. Moje kolana. Moje. Zawsze były, są i będą."
Pod stół wczołgał się ukradkiem, kładąc się cichutko i udając głęboki sen, Milord – gruba, ruda parówa na czterech patykowatych nóżkach (wykałaczkach), z lisim ogonem i miną tajnego agenta na specjalnej misji.
Milord (wewnętrzny monolog, szeptem):
„Cicho… cicho… nie ruszaj się. On rozmawia. Może padnie słowo »spacer«… albo »kiełbasa«… albo »Milord dostanie coś pysznego«… Rejestruję wszystko.”
Mąż roześmiał się głośno do telefonu.
Toffi (lekko unosząc brew):
„Śmieje się. Dobrze mu. Jak się śmieje, to mnie głaszcze. Idealnie.”
Milord (jedno oko lekko uchylone):
„No dalej, człowieku… kończ już tę gadkę. Ile można? Mam tu misję. Muszę wiedzieć, czy będzie ruch.”
Mąż kontynuował rozmowę, gestykulując wolną ręką. Toffi zamrugała powoli, jak prawdziwa dama.
Toffi (z pobłażaniem, patrząc w dół):
„Milordzie, ty naprawdę myślisz, że jak będziesz tak leżał i udawał śpiącego, to nikt nie zauważy? Masz ogon wielkości szczotki do podłogi.”
Milord (obrażony, ale nadal nieruchomo):
„Cicho tam na górze, amatorko. Ty masz kolana na stałe. Ja muszę walczyć o każdy okruch uwagi. To jest strategia. Sztuka konspiracji.”
Nagle mąż powiedział do telefonu:
- No dobra, to kończę, bo tu mam sytuację…
Milord (natychmiast poderwał uszy, wewnętrzny krzyk):
„TAK! Kończy! Akcja! Czerwony alarm! Zaraz będzie wstawanie! Możliwe głaskanie! Możliwe wyjście! Trzymaj pozycję!”
Toffi (lekko unosząc głowę, z wyższością):
„Spokojnie, grubasku. Nawet jeśli wstanie, to i tak najpierw mnie postawi na ziemię. Znam procedury.”
Milord (z nadzieją):
„Może tym razem zapomni o hierarchii… Może dzisiaj będzie dzień cudów…”
Mąż zakończył rozmowę, odłożył telefon i spojrzał w dół.
- No co tam, moje zwierzaki… - powiedział czule.
Toffi (z godnością):
„W końcu. Już myślałam, że ta rozmowa nigdy się nie skończy.”
Milord (wewnętrznie, z radością):
„Misja wykonana. Czekam na nagrodę.”
A na zewnątrz oba psy patrzyły na niego z absolutną niewinnością – jeden z kolan, drugi spod stołu – jakby przez ostatnie dziesięć minut absolutnie nic nie kombinowały.
```````````````````````````````````````
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z lenistwem veny. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz