Anna obudziła się rano, otulona radosnym, głośnym świergotem ptaków ukrytych w gęstwinie drzew za oknem. Narzuciła na ramiona lekką podomkę i boso wyszła na słoneczną werandę.
Przy stoliku siedział już jej ojciec, Wiktor, niespiesznie pijąc poranną kawę. U jego stóp, rozciągnięty jak długi, leżał wierny Maks, który na widok dziewczyny zaledwie leniwie machnął ogonem.
- O, wstałaś już? – Wiktor uniósł głowę i uśmiechnął się ciepło. - Przepraszam cię, córeczko. Jestem rannym ptaszkiem i zawsze piję kawę bardzo wcześnie. Nie zaczekałem na ciebie.
- Nie szkodzi, mój ty skowronku - zaśmiała się Anna, przeciągając się lekko. - Te twoje ogrodowe ptaszki robią taki raban, że pięknie budzą człowieka od samego świtu. Wcale ci się nie dziwię, że wolisz to o poranku.
- Dzisiaj wieczorem wpadną do nas Andrzej z Ivo - oznajmił nagle Wiktor, odstawiając filiżankę. - Grasz może w brydża?
- Nie nauczyłeś mnie, tato - odpowiedziała z lekkim wyrzutem.
- Nie szkodzi. I tak spędzimy przemiły wieczór. W końcu poznasz Andrzeja. Przesympatyczny facet, zobaczysz. Choć odkąd zmarła Laura, bardzo podupadł na zdrowiu...
Anna oparła się o barierki werandy, a w jej głowie natychmiast zapaliła się iskierka ciekawości.
Tato... A ty znałeś mamę Ivo?
Wiktor spuścił wzrok na stół. Przez dłuższą chwilę milczał, wodząc palcem po brzegu filiżanki, jakby wracał pamięcią do wydarzeń sprzed kilkudziesięciu lat.
- Tak - zaczął cicho. - Dawniej byliśmy przyjaciółmi. Ale nasze drogi się rozeszły. A może... byliśmy kimś więcej niż tylko przyjaciółmi? W tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym roku byłem za granicą. Kiedy wprowadzono stan wojenny, nie mogłem już wrócić do kraju. Wyjechałem do USA. To było rozstanie wymuszone przez nagłe, niespodziewane okoliczności, a ja wciąż byłem mocno zaangażowany emocjonalnie, także pod względem politycznym. Przestałem kontaktować się wtedy z rodziną i z przyjaciółmi. Chciałem ich po prostu chronić, żeby nie narażać nikogo na prześladowania ze strony ówczesnych władz.
Anna słuchała w absolutnym milczeniu, poruszona tą nagłą spowiedzią.
- I co było potem? - spytała cicho.
- Po powrocie do Polski dowiedziałem się, że Laura nagle opuściła nasze miasto. Ten nagły wyjazd i ułożenie życia na nowo ułatwił jej właśnie Andrzej. Wkrótce wyszła za niego za mąż. Ja natomiast wróciłem do naszego rodzinnego domu. Kilka lat temu Andrzej sam nawiązał ze mną kontakt. Obaj byliśmy już wdowcami, dzieci wyfrunęły z gniazd... Zaproponowałem mu wtedy, żeby kupił dom tuż obok mnie, bo akurat planował sprowadzić się w te strony. I tak teraz żyjemy obok siebie. Wspominamy dawne czasy, gramy w karty, chodzimy na ryby... Czas nam płynie o wiele szybciej.
- To dobrze, tato. Dobrze, że potrafiliście tak zorganizować sobie czas i uratowaliście tę przyjaźń – podsumowała Ania, kładąc mu rękę na ramieniu.
- No dobrze... – Wiktor gwałtownie chrząknął, jakby chciał uciec od gęstniejących wspomnień. – Słuchaj, Aniu, zrób sobie śniadanie i czuj się jak u siebie w domu. Ja muszę na chwilę wyskoczyć do sklepu.
Zaledwie dziesięć minut później Wiktor wcale nie stał w kolejce po bułki. Pukał właśnie do drzwi sąsiedniego domu. Roman otworzył niemal natychmiast, jakby na niego czekał.
- Witaj, Wiktor. Wejdź. Już nie mogę doczekać się dzisiejszego wieczoru – zaczął gospodarz.
- Słuchaj, Andrzeju – zwrócił się do niego Wiktor, zniżając głos do konspiracyjnego szeptu i nerwowo oglądając się za siebie. - Czy Ivo jest w domu?
- Nie, poszedł do sklepu. Wspominał coś, że musi kupić dobre wino i kwiaty.
- Słuchaj, nie wspominaj przy Ani, że bardzo za nią tęsknię i martwię się o nią.
C.d. nastąpi
<><><><><><><><><><><<><<><><<><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz